Zły Wstyd – trucizna Duszy.

shame-003

Dobry i zły wstyd.
Są dwa rodzaje wstydu. Ten pierwszy jest dobry i potrzebny, jest wyrazem naszej dojrzałości oraz zdolności krytycznego myślenia i wyciągania wniosków. Ten wstyd można określić jako głos sumienia, który informuje nas, że zrobiliśmy lub robimy coś głupiego, szkodliwego czy podłego. Na poziomie świadomości na jakim żyje większość ludzi, dobry wstyd jest istotnym czynnikiem zapewniającym przestrzeganie podstawowych norm moralnych, etycznych, prawnych, społecznych czy kulturowych. Nie chcąc przeżywać emocji wstydu powstrzymujemy się od robienia tego, co mogłoby nas narazić na krytyczną ocenę otoczenia i konfrontację z własnym sumieniem, odzwierciedlającym w dużej części zbiór zinternalizowanych norm zewnętrznych. Dobry wstyd pomaga nam określać ważne wartości, chronić własne granice i wewnętrzną spójność, chronić nasze poczucie własnej godności nie pozwalając nam robić rzeczy, które mogłyby im zaszkodzić. Bez dobrego wstydu, trudno byłoby sobie wyobrazić pojęcie honoru, odwagi czy godności osobistej, dla których wstyd może być cennym punktem referencyjnym. Umiejętność przeżywania czy antycypowania dobrego wstydu jest przejawem dojrzałości i samokontroli, wyrazem posiadania spójnego systemu etycznego oraz samoświadomości. Bez niego trudno byłoby wyobrazić sobie zachowanie szacunku do siebie i innych ludzi. Dobry wstyd jest mechanizmem regulacyjnym i adaptacyjnym bez którego prawidłowe funkcjonowanie w społeczeństwie byłoby niemożliwe. Dobry wstyd pomaga nam odróżnić dobro od zła i przewidzieć negatywne konsekwencje naszych postaw i zachowań. Brak dobrego wstydu często łączy się z brakiem zasad i hamulców moralnych oraz z całkowitym zrelatywizowaniem pojęcia dobra i zła. Osoby pozbawione dobrego wstydu uważają, że dobre jest tylko to, co jest dobre i korzystne dla nich, a złe, to co jest niekorzystne z ich punktu widzenia. Osoby takie często postrzegają świat w kategoriach darwinistycznych – to jest – walki o przetrwanie gdzie, aby przeżyć, należy pokonywać i eliminować innych. Swoją misję życiową postrzegają w kategoriach zapewnienia sobie jak najdłuższego fizycznego przetrwania, często kosztem innych, których uważają za słabszych i bezwartościowych. Ludzi takich cechuje brak empatii, całkowite lekceważenie potrzeb innych, traktowanie relacji w kategoriach wygrana-przegrana oraz nieumiejętność współpracy. Brak zdrowego wstydu cechuje ludzi o cechach psychopatycznych, narcystycznych, socjopatycznych i skłonnościach sadystycznych. Co ciekawe, osoby takie zwykle na poziomie głębokiej nieświadomości, owładnięte są innym rodzajem wstydu, z którym nie mają kontaktu, a który kompensują niszcząc, upokarzając i kontrolując innych ludzi. Będzie o tym mowa później. Dobry wstyd jest czymś w rodzaju moralnego bezpiecznika, który powstrzymuje nas od robienia rzeczy, które mogą szkodzić nam lub innym, lub są z jakichś innych powodów nieakceptowalne. Dobry wstyd nie rani, ale motywuje do przestrzegania zasad i reguł, które sami uważamy za ważne, pozwalając nam utrzymać dobre mniemanie na własny temat. Ludzie, którzy osiągnęli wysoki poziom świadomości, rozumiejący pojęcie współzależności i koegzystencji nie potrzebują uczucia wstydu, aby powstrzymywać się od szkodzenia sobie i innym. Kierują się prawdziwą, duchową inteligencją, która pozwala na głębokie zrozumienie sieci subtelnych zależności i powiązań, w której funkcjonujemy i która wyklucza zachowania oraz postawy naruszające równowagę systemu, którego jesteśmy częścią. Pozostali potrzebują mechanizmu kontroli wewnętrznej i zewnętrznej w postaci odczucia wstydu informującego, iż złamaliśmy zasady i powinniśmy naprawić wyrządzoną szkodę. Tyle o dobrym wstydzie, który tylko wówczas może być dla ciebie sporym problemem jeśli go czasem nie odczuwasz.
Istnieje jednak inny rodzaj wstydu, który z dobrym wstydem nie ma nic wspólnego, a który jest głównym czynnikiem odpowiedzialnym za cierpienie emocjonalne jakiego doznaje większość ludzi, za zaburzenia osobowości, zachowania autodestrukcyjne oraz inne negatywne zjawiska, postawy i zachowania, takie jak uzależnienia, nienawiść, pogarda, agresja i przemoc, zazdrość, chciwość i zajadła rywalizacja. Istnieje taki rodzaj wstydu, który niszczy w nas wszystko to co dobre i szlachetne: poczucie własnej wartości, poczucie połączenia z innymi ludźmi i otaczającym nas światem, empatię, odwagę, współczucie, bezinteresowność i możliwość przeżywania miłości, ograbia nas z duchowej tożsamości robiąc z nas wylęknione istoty spędzające większość życia w poczuciu zagrożenia, niezadowolenia i braku sensu. Będę nazywał ten rodzaj wstydu – „złym wstydem”. Złemu wstydowi poświęcony jest ten tekst, do napisania którego zainspirowały mnie moje własne doświadczenia i refleksje wynikające z mojego osobistego procesu rozwoju i związanego z nim uwalniania się od różnych destrukcyjnych i bolesnych schematów oraz przekonań i wzorców. Drugim, nie mniej ważnym powodem, dla którego zdecydowałem się napisać o złym wstydzie, są moje doświadczenia jako coacha i trenera związane z pracą z osobami zmagającymi się z różnego rodzaju problemami. Zarówno doświadczenia z mojej własnej pracy samorozwojowej jak i z pracy z innymi ludźmi pozwoliły mi nabrać przekonania, że duża część problemów mentalnych, emocjonalnych i tożsamościowych, które, poprzez oddziaływanie na nasze decyzje i zachowania negatywnie wpływają na różne obszary naszego życia generując efekty, których wcale byśmy sobie nie życzyli (przynajmniej świadomie), jest skutkiem działania złego wstydu oraz różnych strategii radzenia sobie z nim. Zły wstyd jest czynnikiem niszczącym nasze wewnętrzne poczucie własnej wartości, a w niektórych przypadkach czynnikiem wręcz uniemożliwiającym wykształcenie się zdrowego, adekwatnego poczucia własnej wartości. Temat ten wydaje mi się niezwykle ważny, biorąc pod uwagę jak wielu osób dotyka ten problem. Jestem zdania, że zły wstyd jest problemem cywilizacyjnym nieodłącznie związanym ze środowiskiem w jakim żyjemy. Jednocześnie temat ten jest dosyć rzadko poruszany. Wiele pisze się na temat lęku, gniewu, smutku czy poczucia winy i wpływu tych emocji na nasze życie, o wstydzie jednak pisze się rzadko, jak gdyby wstyd był „wstydliwym” tematem.

Dlaczego tekst ten może być dla ciebie interesujący?

W tekście znajdziesz przybliżenie przyczyn, które powodują powstanie złego wstydu, objawów, które mu towarzyszą oraz strategii jakich używamy do radzenia sobie z nim. Dowiesz się, czy problem złego wstydu dotyczy ciebie lub bliskiej ci osoby. Dowiesz się w jaki sposób zły wstyd może niszczyć cię od środka nie pozwalając ci wykorzystać twojego potencjału, w jak destrukcyjny sposób wpływa na relacje z innymi ludźmi i nie pozwala doświadczać satysfakcji i radości życia. Jeśli zły wstyd może być twoim problemem dowiesz się, dlaczego do tej pory nie mogłeś sobie z nim poradzić oraz, co się może dziać w twoim życiu jeśli nie poszukasz sposobów, aby się od tego uwolnić. Na koniec znajdziesz kilka strategii i narzędzi do tego, aby odkryć zły wstyd, nauczyć się nieidentyfikowania z nim oraz do tego, aby nauczyć się rozpoznawać i kwestionować przekonania odpowiedzialne za odczuwanie złego wstydu. Jeśli zły wstyd jest istotnym czynnikiem kształtującym twoje nieadaptacyjne strategie życiowe, to przeczytanie tego tekstu nie rozwiąże twojego problemu. Wówczas prawdopodobnie potrzebujesz systematycznej pracy najlepiej z pomocą psychologa, psychoterapeuty, albo nauczyciela duchowego. Tekst ten pozwoli ci jednak:
- dostrzec problem jeśli ciebie dotyczy i zrozumieć skąd się wziął,
- lepiej zrozumieć swój problem i jego wpływ na różne obszary życia,
- rozpoznać twoje reakcje i zachowania, które ci nie służą, a których podłożem może być zły wstyd,
- zrozumieć dziwne, szkodliwe i trudne do zaakceptowania zachowania innych ludzi,
- lepiej zrozumieć swoje uczucia i emocje oraz nabrać dystansu do własnych osądów i przeżywanych emocji,
- nabrać wiary, że od złego wstydu można się uwolnić,
- odzyskać nadzieję na odbudowanie adekwatnego i stabilnego poczucia własnej wartości i godności,
- zrozumieć, że możesz odczuwać radość życia i czuć się wartościowym człowiekiem bez względu na to kim jesteś i co osiągnąłeś,
- znaleźć inspirację do dalszej pracy w celu uwolnienia się od ograniczających schematów i przekonań,
- znaleźć inspirację do poszukiwania swoje głębokiej, prawdziwej tożsamości nie związanej z zewnętrznymi rolami jakie odgrywasz oraz idealną wizją siebie jaką chciałbyś prezentować światu.

Przygotuj się na to, że podczas czytania tekstu możesz doświadczyć trudnych emocji. Temat złego wstydu dotyka często najbardziej bolesnych doświadczeń i powstałych na ich bazie przekonań odnoszących się do podstaw naszej tożsamości. To nie jest łatwy i przyjemny temat. Jednocześnie, bez jego rozpoznania i wyeliminowania jego niszczycielskiej mocy trudno jest czerpać pełną radość i satysfakcję z życia. Dlatego warto poświęcić temu czas i uwagę. Z doświadczenia własnego oraz pracy z innymi wiem, że samo zrozumienie psychoemocjonalnego mechanizmu wstydu oraz świadome doświadczenie bolesnych emocji bez próby natychmiastowego pozbycia się ich, może mieć skutek oczyszczający i wyzwalający oraz może przywrócić nadzieję na „odzyskanie prawdziwego siebie” i swojego życia, której zły wstyd nas pozbawia.
Mimo, że pisząc o wstydzie używam określenia „zły wstyd” nie oznacza to wcale, że uważam taki wstyd za uczucie obiektywnie złe, które należy wszelkimi sposobami wyeliminować z naszego spektrum emocjonalnych doświadczeń. Nie. Pisząc „zły wstyd” mam na myśli raczej długofalowe negatywne skutki jakie ta emocja może wywierać na nasze życie w przypadku jej nierozpoznania i uciekania od niej. Nie istnieją dobre czy złe uczucia i emocje. Bolesne, trudne do zniesienia emocje, podobnie jak ból fizyczny stanowią jedynie informację o głębszej przyczynie, która je wywołuje. Chociaż nikt z nas nie lubi doświadczać bolesnych emocji i na pozór unikanie ich lub tłumienie wydaje się racjonalne, tak jednak wcale tak nie jest. Dopóki uciekasz od bólu, lekceważysz go, wypierasz lub doraźnie znieczulasz, nie masz szansy na dotarcie do prawdziwych przyczyn, które wywołują ból i na ich uzdrowienie, a strategie wypracowane w celu unikania lub tłumienia uczuć i emocji, na dłuższą metę mogą wywoływać wiele negatywnych skutków w różnych obszarach twojego życia. Tak również jest ze złym wstydem. Mimo, iż jest on głównym czynnikiem niszczącym poczucie własnej wartości, odbierającym sens i radość życia oraz skłaniającym ludzi do podejmowania szkodliwych i raniących zachowań, to nie samo uczucie jest problemem, ale wszystko co robisz, aby go nie doświadczać lub znieczulać. Dlatego warto konfrontować się ze swoim wstydem, rozumieć skąd się bierze, do czego nas skłania i czym grozi, po to, aby go oswoić, zrozumieć i ostatecznie uwolnić się od jego toksycznego działania. Zły wstyd nie jest łatwy do rozpoznania, biorąc pod uwagę, że osoby „zarażone” złym wstydem robią wszystko, aby go świadomie nie doświadczać. Istnieje jednak wiele symptomów na poziomie emocji i zachowań, które mogą wskazywać, że problem złego wstydu może w jakimś stopniu ciebie dotyczyć. Oto niektóre z nich:
- odczuwasz w życiu pustkę, brak sensu i celów,
- często odczuwasz trudny do wyjaśnienia smutek, lęk, gniew,
- porównujesz się z innymi i uważasz, że inni są od ciebie lepsi, mądrzejsi i lepiej radzą sobie w życiu,
- często odczuwasz zazdrość w stosunku do innych,
- porównujesz się z innymi i uważasz, że jesteś lepszy i należy ci się więcej,
- uważasz, że inni cię oceniają i boisz się negatywnej oceny,
- uważasz, że jeśli pokażesz jaki naprawdę jesteś, co czujesz i co myślisz zostaniesz odrzucony,
- nie komunikujesz innym ważnych dla siebie potrzeb,
- często myślisz żle o sobie i swoim życiu,
- krytykujesz się i obwiniasz kiedy popełnisz błąd,
- uważasz, że we wszystkim musisz być doskonały bo inaczej, to co robisz będzie bezwartościowe,
- nigdy do końca nie jesteś zadowolony z efektów tego co robisz,
- rywalizujesz z innymi żeby udowodnić, że jesteś lepszy,
- starasz się zadowolić wszystkich kosztem swoich ważnych potrzeb,
- opierasz poczucie swojej wartości na osiągnięciach,
- brak ci wiary we własne możliwości i uważasz, że nigdy nie osiągniesz nic wartościowego,
- nie udaje ci się osiągać lub utrzymać ważnych dla ciebie celów mimo wkładanego w to wysiłku,
- wykonujesz pracę której nie lubisz i która nie daje ci satysfakcji,
- często wchodzisz w rolę ofiary i obwiniasz innych oraz okoliczności zewnętrzne za swoje niepowodzenia i negatywne emocje,
- nie szanujesz innych ludzi i manipulujesz nimi w celu osiągnięcia swoich celów,
- reagujesz smutkiem lub irytacją kiedy ktoś cię krytykuje lub nie zgadza się z tobą,
- nie ufasz ludziom i boisz się, że możesz zostać wykorzystany,
- masz problemy z tworzeniem i utrzymaniem głębokich relacji opartych na szczerości i zaufaniu,
- tkwisz w toksycznych związkach i nie potrafisz od nich uwolnić,
- jesteś ofiarą przemocy, mobbingu lub molestowania, albo sam ranisz lub krzywdzisz innych ludzi,
- masz skłonności do kontrolowania innych i narzucania im swojego zdania,
- boisz się ludzi i źle czujesz się w towarzystwie osób, których nie znasz,
- masz skłonność do używania przemocy psychicznej, słownej lub fizycznej,
- postrzegasz siebie, świat i ludzi w kategoriach zero-jedynkowych,
- nadużywasz lub jesteś uzależniony od alkoholu, narkotyków i innych substancji, seksu, jedzenia, zakupów, atrakcyjnego wyglądu, popularności, hazardu etc.
- dokonujesz częstych modyfikacji swojego ciała: tatuaże, piercing, operacje plastyczne,
- cierpisz na zaburzenia odżywiania: bulimia, anoreksja, otyłość,
- cierpisz na depresję, chorobę dwubiegunową lub inne zaburzenie psychiczne,
- wstydzisz się swojej rodziny a zwłaszcza rodziców,
- nie masz kontaktu ze swoimi uczuciami i emocjami, nie potrafisz ich nazwać i uzasadnić dlaczego je przeżywasz,
- podejmujesz szkodliwe dla siebie zachowania i nie potrafisz wytłumaczyć dlaczego tak robisz,
- boisz się podejmowania ważnych dla ciebie decyzji, obawiając się popełnienia błędu,
- nie robisz rzeczy, które naprawdę chciałbyś robić i obwiniasz innych oraz okoliczności zewnętrzne, że ci w tym przeszkadzają.

Jak widzisz, zły wstyd może być przyczyną większość, jeśli nie wszystkich postaw i zachowań, które mogą zatruwać życie nam lub innym. Oczywiście, jeśli zauważyłeś, że któraś z wymienionych rzeczy występuje w twoim życiu, nie musi to wcale oznaczać, że zły wstyd jest twoim problemem. Jeśli jednak widzisz, że ten czy inny symptom często się powtarza wywołując jakiś rodzaj emocjonalnego cierpienia, wówczas warto się temu przyjrzeć. Część wymienionych powyżej rzeczy może stanowić uzasadnioną w danych okolicznościach ocenę faktów – na przykład, że inni cię oceniają lub, że jesteś w czymś gorszy od innych (w znaczeniu – posiadasz mniejsze umiejętności, kompetencje, zasoby lub doświadczenie). Jeśli jednak towarzyszą temu silne negatywne emocje osłabiające twoją samoocenę, może to świadczyć o głębszym problemie. Pewnie zwróciłeś uwagę, że niektóre z wymienionych rzeczy są ze sobą sprzeczne, i może wydać ci się to nielogiczne. Tak jednak nie jest. Skrajnie różne postawy i zachowania mogą być skutkiem tego samego problemu jakim jest zły wstyd, a wynikać bezpośrednio z odmiennych strategii przystosowawczych wypracowanych w celu poradzenia sobie z tym uczuciem. Wyjaśnię to bliżej w dalszej części.
Wiesz już jakie skutki może wywoływać zły wstyd w twoim życiu. Pora zatem wyjaśnić czym jest zły wstyd i skąd się wziął.

Co to jest zły wstyd?
Chociaż zły wstyd może przybierać różne formy i przejawiać się w bardzo zróżnicowanej gamie symptomów, jest to – najogólniej rzecz ujmując – stabilne, bolesne uczucie wiążące się z postrzeganiem i oceną samego siebie jako osoby wybrakowanej, wadliwej, bezradnej i słabej, niepełnowartościowej lub bezwartościowej, albo złej. Osoba dotknięta złym wstydem uważa, że nie jest taka jak powinna być, że nie jest wystarczająco dobra i mądra, aby zasługiwać na szczęście, miłość, szacunek i sukces. Osobie dotkniętej złym wstydem towarzyszy ogólne przeświadczenie, że jest wadliwa i gorsza od innych, oraz silny lęk, że „prawda” na jej temat wyjdzie na jaw, co spowoduje, że zostanie wzgardzona i odrzucona. Zgeneralizowany brak akceptacji dla tego kim jesteś i tego co przeżywasz, łączy się z wieloma, zwykle nieuświadomionymi, przekonaniami dotykającymi fundamentów naszej tożsamości. Oto niektóre z nich:
- jestem nie taki jak powinienem,
- taki jaki jestem – jestem zły,
- jestem bezwartościowy,
- jestem gorszy od innych,
- nie zasługuję na miłość,
- nie zasługuję na to, aby żyć,
- jestem za słaby, aby sobie poradzić,
- nie mogę być sobą, muszę udawać kogoś innego,
- jeśli będę sobą nie dostanę miłości, akceptacji,
- nie zasługuję na szacunek, sukces,
- jest we mnie zło, którego muszę się pozbyć,
- jeśli będę spełniał oczekiwania innych zasłużę na miłość i szacunek,
- muszę być idealny i lepszy od innych,
- wszystko mi się należy, muszę mieć wszystko co chcę,
- jestem słaby i bezbronny,
- nie jestem bezpieczny,
- nie mogę okazać słabości.

Oczywiście każdy z nas przeżywa w swoim życiu wiele trudnych momentów, w których możemy krytycznie oceniać siebie i nasze dokonania. Każdemu, od czasu do czasu zdarza się pomyśleć coś złego na swój temat, jeśli jednak tego rodzaju przekonania są trwałym elementem sposobu postrzegania siebie i rzeczywistości oraz opartych na tym strategii życiowych, wówczas będzie to prowadzić do poważnych, negatywnych konsekwencji obniżających poziom satysfakcji i życiowego dobrostanu. Przekonanie, że jestem nie taki jak powinienem, coś jest ze mną nie tak, nie jestem wystarczająco dobry, żeby zasługiwać na zaspokojenie ważnych dla mnie potrzeb i związane z tym odczucie złego wstydu, jest zwykle tak bolesne, że zrobimy wszystko, aby go świadomie nie doświadczyć. Aby uniknąć konfrontacji z tym, co na głębokim poziomie uznajemy za „prawdę” na swój temat, będziemy tworzyć różnego rodzaju strategie, stany i zachowania pozwalające nam uciekać od niechcianych uczuć i emocji lub im zaprzeczać. Pozornie może się wydawać, że ma to sens, ale w rzeczywistości wszelkie próby uciekania przed emocjonalnym bólem pogarszają tylko naszą sytuację i zwiększają poziom cierpienia. Jeśli przed czymś uciekamy, musimy wierzyć, że to czego się boimy stanowi realne zagrożenie. W ten sposób, to w co wierzymy, a co zwykle nie jest prawdą, staje się samospełniającą przepowiednią, kształtującą nasze przeznaczenie. Jedynym powodem tego, że ludzie robią głupie rzeczy, które szkodzą im i innym, jest to, że wierzą w głupie rzeczy na swój temat i w oparciu o to, nieświadomie kształtują swoją rzeczywistość. Jeśli dostrzegasz, że nie czujesz się tak dobrze jak byś chciał, a w ważnych dla ciebie obszarach życia nie osiągasz satysfakcji, zastanów się w jakie kłamstwo na swój temat wierzysz i je sobie opowiadasz. Uświadom sobie skąd się wzięło i uwolnij się od niego – nie poprzez zaprzeczenie, ale poprzez poznanie prawdy. Widzisz, tak na prawdę nie ma czegoś takiego jak kłamstwo, podobnie jak nie ma czegoś takiego jak ciemność. Ciemność to po prostu brak światła, kłamstwo to brak prawdy, zło to brak dobra i miłości, i tak dalej. Jedynym sposobem na rozproszenie ciemności jest włączenie światła, jedynym sposobem na zdemaskowanie kłamstwa jest poznanie prawdy, a jedynym sposobem na zło jest praktykowanie dobra. Nie zawsze jest to łatwe, ale w dłuższej perspektywie zawsze się opłaca.

Skąd się bierze zły wstyd?

Zanim opowiem o przyczynach powstawania złego wstydu, chciałbym poczynić kilka zastrzeżeń, które pozwolą uniknąć ewentualnych nieporozumień. Po pierwsze, tekst ten nie ma ambicji wyczerpania tematu i wyjaśnienia wszelkich możliwych wątków z nim związanych, z uwagi na fakt, iż temat ten jest bardzo obszerny i złożony. Tekst ten nie ma tym bardziej, ambicji naukowych. Odnosi się do moich własnych doświadczeń oraz wniosków wynikających z pracy coachingowej, które jednakże znajdują silne oparcie w pracach psychologicznych zwłaszcza z zakresu psychologii rozwojowej, psychologii głębi, psychologii schematu, analizy transakcyjnej oraz psychologii akceptacji i zaangażowania. W niektórych fragmentach odnoszę się również do przekazów i nauk wynikających z wielkich tradycji duchowych, które od tysięcy lat próbują nam uświadomić, że jesteśmy czymś znacznie większym i doskonalszym niż nam się wydaje oraz, że nasze poczucie oddzielenia i wybrakowania opiera się na tworzonych przez umysł iluzjach i jest nie uzasadnione.
Chociaż celem tego tekstu jest pokazanie, że za powstanie złego wstydu w decydującej mierze odpowiedzialność ponosi środowisko w jakim kształtowały się nasze wyobrażenia o sobie i o świecie, nie chodzi o to, aby obwiniać kogokolwiek za nasze porażki, czy złe samopoczucie. Wprost przeciwnie. Chodzi o pokazanie, że biorąc pod uwagę okoliczności w jakich przyszło nam żyć, pewne negatywne stany i zjawiska były trudne do uniknięcia. Jednocześnie chcę pokazać, że poprzez uświadomienie sobie przyczyn i mechanizmów tychże zjawisk, możemy jako osoby dorosłe, dokonywać świadomie lepszych wyborów i zmieniać stare szkodliwe programy. Być może, nasza misja życiowa sprowadza się właśnie do tego, aby odkryć i zrozumieć kim na głębokim poziomie jesteśmy naprawdę. Nie da się tego osiągnąć bez zrozumienia i zakwestionowania całej masy kłamstw, w które uwierzyliśmy na swój temat i bez odrzucenia fałszywego ja, które w oparciu o nie wykształciliśmy.
Celem tego tekstu jest pomoc w uwolnieniu się od niszczących schematów i wychodzeniu z roli ofiary, a nie utwierdzanie kogokolwiek w poczuciu pokrzywdzenia. Faktem jest, że zdecydowana większość z nas doświadczyła w swoim dzieciństwie rzeczy, które pozostawiły emocjonalne rany i blizny. Być może doświadczyliśmy przemocy, emocjonalnego chłodu, zaniedbań, nierealistycznych oczekiwań, niezrozumienia, braku dostatecznego zainteresowania, krytycyzmu czy odrzucenia i do dziś nosimy w sobie ból małego dziecka, którego ważne potrzeby nie zostały w pełni zaspokojone. Ten ból z przeszłości ma jednak swoje istotne konsekwencje w naszym dorosłym życiu nie pozwalając nam stać się naprawdę dorosłymi, doświadczać radości i spokoju. Dlatego warto się temu uważnie przyjrzeć, nie po to, aby znaleźć winnego oraz usprawiedliwienie dla swoich niepowodzeń, ale aby zrozumieć, że jako dorośli nie musimy uciekać od bólu z przeszłości ani pozwalać, żeby negatywnie wpływał na nasze życie odbierając nam energię, poczucie bezpieczeństwa i poczucie własnej wartości. Dziecko bardzo często musi zrezygnować z ważnych potrzeb, aby się przystosować i utrzymać iluzję bezpieczeństwa, akceptacji i miłości. Dorosły człowiek nie potrzebuje iluzji aby żyć, co więcej, życie iluzjami nie pozwala nam żyć naprawdę. Kontakt z prawdą jest tym czego potrzebujemy, aby móc w pełni doświadczać życia i czerpać z niego satysfakcję. Nawet jeśli prawda jest bolesna i trudna do zaakceptowania, jest ona w końcowym rozrachunku lepsza niż najpiękniejsza iluzja.

Jak się uczymy złego wstydu?

Kiedy przychodzimy na świat jesteśmy całkowicie bezradni i uzależnieni od innych. Mimo, że początkowo nie wiele rozumiemy z tego co się wokół nas dzieje oczekujemy, że świat się nami zaopiekuje, okaże nam zrozumienie, życzliwość i bezwarunkową akceptację. Mimo, że jesteśmy nieporadni i bezbronni liczymy, że nasze ważne potrzeby zostaną uszanowane i zaspokojone. Poza oczywistymi potrzebami fizycznymi mamy też ważne potrzeby emocjonalne, których zaspokojenie jest podstawowym czynnikiem prawidłowego rozwoju psychoemocjonalnego. Najważniejsze z nich to: potrzeba bezpiecznego przywiązania do innych (obejmująca poczucie bezpieczeństwa i bycia zaakceptowanym), potrzeba autonomii, wolność wyrażania swoich potrzeb i emocji oraz potrzeba posiadania realistycznych granic. Krótko mówiąc oczekujemy, że nasze otoczenie bezwarunkowo zaakceptuje nas i nasze potrzeby i z życzliwością oraz zrozumieniem pomoże nam je zaspokoić, da nam poczucie bezpieczeństwa i bycia kochanym, potwierdzi, że jesteśmy ważni i wartościowi oraz pomoże nam zrozumieć kim jesteśmy. Niestety, często jednak tak się nie dzieje. Oczywistym przykładem jest sytuacja dziecka w rodzinach dysfunkcjonalnych, w których nadużywa się alkoholu lub używa przemocy. W takich warunkach jest mało prawdopodobne, aby emocjonalne potrzeby dziecka spotkały się z akceptacją i zostały zaspokojone. Problem ten nie dotyczy jednak tylko rodzin patologicznych, ale dotyka bardzo wielu tak zwanych normalnych rodzin, w jakich wychowała się większość z nas. Przeważająca część osób, którym zadaję pytanie o dzieciństwo początkowo twierdzi, że ich dzieciństwo było „normalne” a nawet szczęśliwe i beztroskie. Kiedy jednak dochodzimy do wspomnień związanych z emocjonalnym klimatem dzieciństwa, zwykle wychodzi na jaw, że nie czuliśmy się w nim aż tak doskonale jak chcielibyśmy sądzić. Oto kilka powtarzających się wspomnień, z których każdy z nas zapewne wybierze coś, co będzie przypominało mu jego osobistą historię:
- rodzice mieli swoje problemy, z którymi nie do końca sobie radzili,
- któremuś z rodziców brakowało poczucia bezpieczeństwa,
- któryś z rodziców był krytyczny i karzący,
- często byłem karany za różne rzeczy,
- któryś z rodziców był nieobecny fizycznie lub emocjonalnie,
- rodzice dużo pracowali i nie mieli dla mnie czasu,
- w rodzinie występowały częste konflikty,
- w rodzinie panował chłód emocjonalny,
- w rodzinie obowiązywały sztywne normy i zasady,
- w rodzinie istniały tematy tabu,
- często dawano mi do zrozumienia, że jestem nie taki jak oczekuje otoczenie,
- czułem się samotny i nie miałem wsparcia emocjonalnego,
- okazywanie emocji i spontaniczności nie było mile widziane,
- nie pozwalano mi robić tego co lubiłem,
- musiałem odgrywać określoną rolę, którą wyznaczyła mi rodzina,
- stawiano mi bardzo wysokie wymagania i oczekiwano, że będę we wszystkim najlepszy,
- dostawałem wszystko co tylko chciałem,
- pozwalano mi na wszystko,
- zachęcano mnie do rywalizacji i coraz większych osiągnięć,
- rodzice byli nadopiekuńczy i przesadnie troskliwi,
- byłem utwierdzany w przekonaniu, że jestem wyjątkowy i lepszy od innych,
- musiałem zaspokajać emocjonalne potrzeby swoich rodziców.

Mimo, że jako dzieci chcemy się czuć bezpieczni, kochani, akceptowani i ważni, nasze najbliższe otoczenie jest nie zawsze przyjazne, wyrozumiałe i przewidywalne. Zwykle dosyć szybko orientujemy się, że samo „bycie sobą” nie wystarcza do tego, aby zyskać bezwarunkową akceptację swoich opiekunów i otoczenia, a nasze potrzeby nie zawsze spotykają się z życzliwym zainteresowaniem. Smutna prawda jest taka, że mało kto z nas został bezwarunkowo zaakceptowany. Jak pisze Alice Miller w swojej poruszającej książce „Dramat udanego dziecka”:
„Nie pozwala nam się być sobą, ale karze się nam być idealnym odwzorowaniem oczekiwań rodzica, który kształtując „idealne dziecko” próbuje w ten sposób zrealizować swoje niezaspokojone potrzeby”.
Od chwili urodzenia oczekuje się od nas, że będziemy „idealni” – ładni, grzeczni, spokojni, zdolni, inteligentni, mądrzejsi od innych dzieci, nie będziemy sprawiać kłopotów, będziemy uszczęśliwiać swoje otoczenie i być powodem dumy swoich rodziców. Te nierealistyczne, nieracjonalne oczekiwania i pokładane w nas nadzieje nigdy nie zostaną w pełni spełnione i bardzo prędko zostanie nam to zakomunikowane. Już jako małe dzieci zaczynamy się orientować, że pewne nasze zachowania i stany wynikające z dążenia do realizacji naszych naturalnych potrzeb rozwojowych spotykają się z nieprzychylną reakcją otoczenia. Jesteśmy za nie „karani” irytacją, złością, obojętnością lub smutkiem naszych opiekunów. W późniejszym czasie doświadczamy krytyki, surowego traktowania, zmuszania nas do czegoś, zawstydzania, poniżania a nawet różnych form przemocy, przy pomocy których otoczenie stara się nas ukształtować i wpoić nam obowiązujące w nim zasady. Bardzo często nie jesteśmy w stanie znaleźć w tym żadnej prawidłowości ponieważ reakcje naszych opiekunów są niekonsekwentne, nieprzewidywalne i zależne od nastroju w jakim aktualnie znajduje się nasz rodzic. Pierwszą reakcją małego dziecka na frustrację jego potrzeb jest niedowierzanie i złość. Protestujemy i domagamy się należnych nam praw, ale szybko dowiadujemy się, że również sposób w jaki to robimy nie spotyka się ze zrozumieniem. Nie rozumiemy, dlaczego nasze otoczenie nie akceptuje nas takimi jak jesteśmy, dlaczego nas odrzuca i okazuje swoje niezadowolenie. Dysponując bardzo ograniczonymi możliwościami poznawczymi nie jesteśmy w stanie dostrzec, że z nami wszystko jest w porządku, i że to nasze otoczenie ma jakiś problem. Dla dziecka rodzic jest nieomylną wyrocznią. Rodzic nie może się mylić, skoro zatem komunikuje mi, że nie jestem taki jak oczekuje to znaczy, że musi mieć rację – a zatem – coś jest ze mną nie tak. Wtedy pojawia się pierwotny lęk, że możemy zostać porzuceni. Nieprzyjazny, zimny, krytyczny, zirytowany, obojętny lub smutny rodzic to dla dziecka duży problem. Małe dziecko nie jest w stanie zrozumieć, że zachowanie rodzica może być spowodowane innymi czynnikami, będzie więc uważało, że to ono jest tego przyczyną. W pierwszym okresie dzieciństwa rodzic jest jedynym lustrem, w którym dziecko widzi siebie, budując w oparciu o ten obraz fundamenty swojej tożsamości. Jeśli rodzic ma problem, dziecko nieświadomie weźmie na siebie odpowiedzialność za problemy rodzica, uważając, że jest nie takie jak powinno, że jest wybrakowane i złe. To dla dziecka bardzo niebezpieczna sytuacja. Brak akceptacji i życzliwości, emocjonalny dystans lub jawna wrogość oznacza (w przyrodzie) odrzucenie i śmierć. Nie można na to pozwolić, trzeba wymyślić jakiś sposób, aby zyskać przychylność i miłość rodzica, aby zadbać w ten sposób o swoje bezpieczeństwo. Perspektywa porzucenia jest zbyt przerażająca. Chociaż zachowanie rodzica może być trudne do zaakceptowania a odczucie złości lub nienawiści za strony dziecka byłoby w pewnych okolicznościach całkiem uzasadnione i adekwatne, dziecko rzadko kiedy jawnie skieruje złość w stronę rodzica. Wystąpienie przeciw komuś od kogo jesteśmy całkowicie zależni nie wydaje się być dobrym pomysłem. W celu uchronienia się przed odrzuceniem dziecko skieruje swój gniew i agresję do wewnątrz, zakopując w głębinach swojej nieświadomości bombę zegarową, która za jakiś czas ujawni swoją niszczycielską siłę. Dziecko zaczyna szybko orientować się czego oczekują od niego rodzice i adaptować się do oczekiwań, rezygnując z potrzeb, zachowań i skłonności, które wzbudzają niechęć i brak aprobaty. Może też przyjąć strategię odwrotną i zacząć stwarzać problemy jeśli zorientuje się, że w ten sposób skupia na sobie zainteresowanie i uwagę. Smutny fakt jest taki, że mało kto otrzymał w dzieciństwie bezwarunkową miłość i aprobatę. Zwykle otrzymywaliśmy miłość i akceptację zachowując się zgodnie z oczekiwaniami rodziców, miłość i akceptacja była natomiast cofana wówczas kiedy zawiedliśmy. Dla dziecka akceptacja i przychylność rodzica jest równoznaczna z fizycznym przetrwaniem. Aby je sobie zapewnić dziecko musi podjąć decyzję o wyzbyciu się tych zachowań i potrzeb, które spotykają się z dezaprobatą. Aby zachować iluzję miłości i akceptacji, odcinamy i wypieramy jakąś istotną część siebie, która nie została zaakceptowana. Dostaliśmy z zewnątrz informację, że tacy jacy jesteśmy nie zasługujemy na miłość. Zaczynamy więc tworzyć sztuczne, idealne Ja spełniające oczekiwania otoczenia, aby się przystosować i przetrwać w środowisku, które nas w pełni nie zaakceptowało. Zaczynamy wykształcać postawę, dzięki której na zewnątrz będziemy pokazywać tylko to, czego się od nas oczekuje, aż w końcu tak utożsamimy się z tą postawą, że stanie się naszą tożsamością. Sami przestaniemy akceptować te części siebie, których nie zaakceptowało nasze otoczenie. Odcięte potrzeby i części naszej osobowości nie znikają, ale wyparte do nieświadomości zaczynają żyć własnym życiem tworząc równoległą, antagonistyczną osobowość, o istnieniu której zwykle nic nie wiemy. Carl Gustaw Jung nazwał tę część Cieniem. Zepchnięte do Cienia naturalne potrzeby i skłonności z czasem zaczynają przybierać niezdrowe, wynaturzone formy, stając się naszą „Ciemną Stroną”, „Mrocznym Ja”, które będzie realizować się w naszym życiu w sposób dla nas nieświadomy i zwykle nieprzyjemny w skutkach. Im bardziej stłumimy nasze naturalne skłonności dążąc do stworzenia „idealnego Ja”, z tym większą mocą i niszczycielską siłą wyparte części objawią się prędzej czy później w naszym życiu w postaci życiowych dramatów, które nieświadomie sami będziemy kreować. Cień to „zagłodzona” i odrzucona część nas, która domaga się akceptacji. Nie jest „zła” i nie chce nam zrobić krzywdy, ale dąży do integracji robiąc wszystko, abyśmy ją zauważyli i przyjęli. Im silniej się opieramy tym gwałtowniej Cień będzie walczył o swoje prawa, czasem rujnując życie swojego „właściciela”.
Tak wygląda pierwszy etap tworzenia się fundamentu pod zły wstyd. Najpierw uznajemy, że nie możemy być sobą ponieważ bycie sobą oznacza ryzyko odrzucenia, następnie wypieramy związany z tym gniew. Prędko okazuje się jednak, że dążenie do spełnienia oczekiwań otoczenia nie przynosi spodziewanych rezultatów. Mimo, że staramy się jak możemy, ciągle coś jest nie tak, a nasze otoczenie nieustannie informuje nas, że nie jesteśmy tacy jak powinniśmy być. W rzeczywistości, strategia adaptacyjna polegająca na rezygnacji z ważnych potrzeb nie może się sprawdzić, ponieważ to nie z nami jest coś nie tak, ale z otoczeniem, które chce nas wtłoczyć w matrycę swoich oczekiwań i nadziei, często zresztą niespójnych, niekonsekwentnych i pozbawionych sensu. Jeśli często spotykamy się z krytyką, dezaprobatą, irytacją i niezadowoleniem lub bardzo wysokimi wymaganiami albo brakiem zainteresowania, a miłość i akceptację dostajemy warunkowo, nasze poczucie wadliwości, wybrakowania i bezwartościowości będzie się umacniać i rosnąć. Emocjonalny ból związany z poczuciem wadliwości, na której budujemy swoją tożsamość to właśnie zły wstyd. Nikt nie rodzi się z poczuciem, że jest zły, wybrakowany, nie taki jak powinien, nie wystarczająco ładny czy mądry. Zły wstyd nie jest emocją ewolucyjną taką jak złość czy lęk. Zły wstyd to wirus, którym zaraża nas nasze otoczenie, wirusowy program wprowadzony do naszego umysłu, przy pomocy którego świat, w którym żyjemy będzie nas kontrolował, zmuszając nas do spełniania jego oczekiwań w zamian za warunkową akceptację. Zły wstyd jest w istocie pochodną lęku, że zostaniemy odrzuceni za to, jacy naprawdę jesteśmy. Zły wstyd to zła bajka na nasz temat, którą opowiadano nam tak długo, aż w nią uwierzyliśmy. W późniejszym wieku przekonanie, że to kim jesteśmy nie jest wystarczającym powodem, aby czuć się dobrze będzie brutalnie wzmacniane przez nasze dalsze otoczenie: szkołę, środowisko, kulturę i cywilizację w której żyjemy. Niestety żyjemy w otoczeniu, które wcale nie chce, żebyśmy byli ludźmi wolnymi, niezależnie myślącymi i szczęśliwymi. To prawdziwy Matrix, który potrzebuje milionów nieświadomych konsumentów zarabiających dużo pieniędzy i wydających dużo pieniędzy, żeby cała ta potężna machina mogła działać. Nasze prawdziwe szczęście nie tylko nikogo nie obchodzi (poza nieliczną grupą najbliższych nam osób), ale wręcz jest niemile widziane. Ludzie szczęśliwi i spokojni nie potrzebują wiele, mają skromne potrzeby, są kiepskimi konsumentami. Najlepszymi konsumentami różnych dóbr, ideologii, religii, czy innych „patentów na szczęście” są ludzie zestresowani, przestraszeni i nieszczęśliwi, oni kupują najwięcej, żeby chociaż na chwilę zapełnić uczucie pustki, które mają w sobie. Świat w którym żyjemy opiera się na kontroli naszych umysłów poprzez oferowanie nam fałszywych wyborów, które służą komuś innemu, ale zwykle nie nam. Możesz zostać prawnikiem, lekarzem, inżynierem albo biznesmenem – co wybierasz? Możesz kupić sobie taki samochód, albo inny, ale pamiętaj im droższy kupisz tym więcej będziesz wart. Możesz pracować w takiej korporacji albo w takiej, mieć telefon tej marki albo innej, palić zwykłe papierosy albo elektroniczne, jeść śmieciowe jedzenie produkowane przez tego, albo tamtego producenta. Widzisz masz wybór, szanujemy twoją wolną wolę. Tak naprawdę jednak, to nie są żadne wybory, bo cokolwiek wybieramy i tak jesteśmy w Matrixie, który nas wykorzystuje do swoich celów. Od najmłodszych lat jesteśmy programowani i warunkowani nie do szczęśliwego, wolnego życia, ale do spełniania oczekiwań innych, którzy mówią nam, co powinniśmy czuć, myśleć i robić, aby zasłużyć na akceptację i szacunek. Zły wstyd opierający się na przekonaniu, że nie jestem wystarczająco dobry, nie tylko więc odbiera nam poczucie własnej wartości i radość życia, ale umożliwia systemowi w którym żyjemy pełną kontrolę nad nami. Od dziecka daje się nam do zrozumienia, że to kim jesteś i jaki jesteś nie wystarcza do tego, abyś mógł czuć się wartościowym, szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Nasze otoczenie uczy nas, że powinniśmy być wiecznie niezadowoleni z tego, jacy akurat jesteśmy, obiecując, że jeśli bardziej się postaramy, będziemy pracować więcej, osiągać więcej, kupimy dom i samochód czy drogi zegarek, wówczas zasłużymy na szacunek i będziemy mogli poczuć satysfakcję. Zaczynamy wierzyć w tę bajkę i przegrywamy. Sami zaczynamy się łudzić, że jeśli osiągniemy to, czy tamto, kiedy będziemy lepsi od innych, więcej zgromadzimy, to udowodnimy w końcu swoją wartość, staniemy się ważni, bezpieczni i szczęśliwi. Tak się jednak nie stanie. Aby wierzyć, że dzięki osiągnięciu czegoś w przyszłości kiedyś staniemy się wolni i szczęśliwi, musimy cały czas podtrzymywać przekonanie, że to jacy jesteśmy teraz nie jest wystarczającym powodem, aby czuć się dobrze. Zawsze chcemy być kimś innym i mieć więcej. Zaczynamy gonić za iluzją przyszłego szczęścia, które tak naprawdę ma nas uwolnić od wstydu, że nie jesteśmy tacy jak powinniśmy być, a który głęboko ukryliśmy sami przed sobą.
Uczucie wstydu jest tak bolesne i dojmujące, że musimy coś zrobić, aby go nie odczuwać. Zły wstyd to najbardziej bolesne, obezwładniające i niszczycielskie uczucie jakiego możemy doświadczyć. Uczucie, że jest się bezwartościowym, nieważnym, śmiesznym, gorszym, nie takim jak trzeba, nie zasługującym na szczęście i miłość to naprawdę paskudna rzecz. Nie przez przypadek w różnych kulturach wstyd porównywany jest do śmierci: spalić się ze wstydu, umrzeć ze wstydu, zapaść się pod ziemię ze wstydu, etc. Kiedy pojawia się zły wstyd chcemy zniknąć, ulec dezintegracji, stać się niewidzialni. Ogarnięci złym wstydem czujemy się odarci z poczucia godności, bezwartościowi, bezradni i żałośni. Kiedy odczuwamy lęk potrafimy zwykle zachować nadzieję, że to czego się boimy nie nastąpi. Zły wstyd odbiera wszelką nadzieję. Zły wstyd mówi nam: jesteś nic nie wart, nie zasługujesz na miłość i szczęście, i nic nie uda ci się z tym zrobić, bo sam wiesz, że taka jest prawda. Dlatego za wszelką cenę musimy się go pozbyć, usunąć z pola świadomości ponieważ przekonanie, że jesteśmy źli, wybrakowani i nie godni miłości jest niemożliwe do zniesienia. Jeśli na skutek doświadczeń z dzieciństwa i ich interpretacji uwierzymy, że nie jesteśmy tacy jak powinniśmy być, zły wstyd stanie się fundamentem naszej tożsamości, na którym zbudujemy swoje życie. Naszymi wyborami i działaniami będzie kierować nieświadomy lęk przed skonfrontowaniem się z „zawstydzającą prawdą” na nasz temat i chęć ucieczki przed bólem z tym związanym. Zrobimy również wszystko, aby inni nie poznali „prawdy” o nas. Ponieważ, zarażeni złym wstydem, odrzucamy się sami, sami odbieramy sobie prawo do bycia wartościowymi, szczęśliwymi ludźmi, obawiamy się, że inni też to zrobią. Projektując nasz wstyd na zewnątrz, panicznie boimy się, że jeśli otoczenie pozna „prawdę” o nas i dowie się jacy „naprawdę” jesteśmy, zostaniemy „zdemaskowani”, wzgardzeni i ponownie odrzuceni. Tak naprawdę więc, nasz wstyd ma nas chronić przed powtórnym odczuciem odrzucenia, którego już kiedyś doświadczyliśmy. Nasza nieświadomość nie chce zapomnieć żadnego z nieprzyjemnych doświadczeń, za to cały czas obserwuje otoczenie szukając podobieństw do przeżytych wcześniej traum, lub starając się je przewidzieć i uchronić nas przed nimi. Paradoksalnie jednak, chęć uniknięcia powtórnego przeżycia bolesnych doświadczeń z przeszłości sprawia, że musimy podtrzymywać ten lęk, odrzucając się sami. Większość naszych lęków i obaw związanych z przyszłością i nie wiążących się z realnym zagrożeniem zdrowia lub życia, to tak naprawdę lęk przed konfrontacją ze wstydem. Kiedy boimy się utraty pracy, majątku, pozycji, partnera, miłości, zdrowia, zakwestionowania naszych kompetencji lub porażki, w istocie obawiamy się, że okoliczności te ujawnią naszą słabość, bezwartościowość, niekompetencję, nieudolność. Pokażą nam i innym, że nie jesteśmy tak dobrzy jakbyśmy chcieli być, zdemaskują „zatrważającą prawdę” o nas samych, jaką za wszelką cenę chcielibyśmy ukryć przed sobą i przed światem. Ośmieszą nasz idealny obraz siebie, w który tak bardzo sami chcielibyśmy wierzyć. Dla naszego uwarunkowanego umysłu, utrata idealnej wizji siebie to w istocie śmierć, za wszelką cenę będzie się więc bronić, aby do tego nie doszło. Dla ego, ochrona przed uczuciem wstydu jest najwyższym priorytetem, inne rzeczy takie jak nasze szczęście, czy spokój niewiele się liczą. Aby ochronić idealny obraz siebie, ego jest gotowe zrobić każde głupstwo czy świństwo. Ostatecznie, jeśli inne strategie zawiodą, ego pozbawi życia swojego posiadacza, aby nie musieć czuć bólu związanego ze wstydem.

Strategie radzenia sobie ze wstydem.

Nasz pierwotny mózg odpowiadający z nasze fizyczne przetrwanie zna trzy sposoby radzenia sobie z zagrożeniem i cierpieniem: zamarcie w bezruchu, ucieczkę lub atak. W zależności od cech charakteru, temperamentu oraz innych czynników, aby poradzić sobie z bolesnym uczuciem wstydu, wybierzemy jedną z tych trzech strategii radzenia sobie z bólem: podporządkujemy się i staniemy się ofiarami (zastygnięcie w bezruchu), staniemy się nałogowymi unikaczami (ucieczka), albo nałogowymi kompensatorami (atak). Oczywiście może być i tak, że w różnych sytuacjach i rolach będziemy korzystali z odmiennych strategii lub łączyli je ze sobą, tworząc nasz indywidualny i niepowtarzalny styl radzenia sobie z poczuciem niższości.

Podporządkowana ofiara.
Podporządkowana ofiara to osoba, która nie wyparła całkowicie swojego wstydu. Zły wstyd przenika do jej świadomości a ofiara w pełni się z nim utożsamia. „Wie”, że jest gorsza od innych, niepełnowartościowa, mniej zaradna i wybrakowana. Ofiara ciągle porównuje się z innymi i zawsze na tle innych wypada gorzej. Filtruje rzeczywistość w taki sposób, aby zauważać tylko te okoliczności i aspekty, które potwierdzają jej poczucie niższości. Wszystko, co nie potwierdza tego przekonania jest odrzucane albo bagatelizowane. Często przekonanie ofiary o gorszości i braku kompetencji staje się samospełniającą przepowiednią, ponieważ ofiara zwykle nie podejmuje trudnych i ambitnych wyzwań nie wierząc, że sobie poradzi. Ofiara zwykle więc funkcjonuje znacznie poniżej poziomu na jaki rzeczywiście ją stać. Czasem ofiara może być bardzo zaradna i waleczna, ale tylko w sprawach dotyczących innych osób. Sytuacja taka często występuje w przypadku osób pochodzących z rodzin obciążonych problemem alkoholowym, które były zmuszone opiekować się rodzicem alkoholikiem lub pozostałymi członkami rodziny. O swoje potrzeby i prawa ofiara zwykle nie potrafi walczyć i zabiegać, uważając, że nie zasługuje na to, aby jej potrzeby były respektowane. Ofiara zwykle pielęgnuje w sobie poczucie pokrzywdzenia obwiniając świat, ludzi i okoliczności zewnętrzne za swoje niepowodzenia i złe samopoczucie, mając jednocześnie silne przekonanie, że nie sprostała wymaganiom i sobie na to „zasłużyła”. Ofiara często rzeczywiście doświadczyła złego traktowania i rażących zaniedbań ze strony osób odpowiedzialnych za zaspokojenie jej ważnych potrzeb. Ofiara, chcąc uniknąć pogorszenia swojej sytuacji i ostatecznej utraty „miłości” nigdy nie zaprotestowała i nie wyraziła swojego gniewu, biorąc całą winę na siebie. Dlatego, ofiara poza wstydem odczuwa również silne poczucie winy. Świat widziany oczami ofiary jest niesprawiedliwy, nieprzyjazny i okrutny, ale podświadomie ofiara ma poczucie, że sobie na to „zasłużyła”. Z tego powodu, ofiara, pomimo swojego biernego i spolegliwego charakteru nosi w sobie dużo gniewu, którego jednak otwarcie nie okazuje w obawie przed odrzuceniem. Złość na świat, który traktuje ją tak okrutnie ofiara wyraża poprzez nieświadome zachowania bierno-agresywne, które często prowokują otoczenie do zachowań odwetowych, które rzeczywiście mogą być dla ofiary raniące. Mając bardzo słabe poczucie własnej wartości lub nie mając go wcale, oraz nie posiadając w pełni wyodrębnionej tożsamości, ofiara stara się za wszelką siłę przypodobać innym, aby w ten sposób uzyskać potwierdzenie swojej wartości. Warunkowa akceptacja ze strony osób, które ofiara uważa za lepsze od siebie, daje ofierze chwilowe i niestabilne poczucie ulgi, tak jakby „ogrzewała się” w świetle zalet i przymiotów osoby, którą ofiara podziwia. W istocie ofiara wypiera swoją moc i potencjał pozbawiając się ich a następnie, projektuje je na inne osoby, którym potrafi przypisywać nadzwyczajne cechy i właściwości. Często ofiara jest gotowa do pomagania innym i do poświęcania się kosztem realizacji swoich własnych potrzeb. Podporządkowując się i spełniając oczekiwania innych, ofiara ma nadzieję, że w końcu zasłuży na pochwałę i akceptację. W skrajnych wypadkach ofiara przyjmuje postawę cierpiętniczą lub masochistyczną. Ofiara może również przyjmować postawę roszczeniową, uważając, że za jej cierpienie należą się jej szczególne względy i specjalne traktowanie. Ofiara nie rzadko obnosi się ze swoim cierpieniem, czerpiąc z niego poczucie „moralnej wyższości”. Poczucie, że „nikt nie cierpi tak jak ja” daje jej prawo do surowego osądzania innych, co przynosi jej chwilową ulgę w cierpieniu wywołanym niskim mniemaniem o sobie. Swoim zabieganiem o względy i roszczeniowością, osoba taka często zraża innych do siebie potwierdzając w ten sposób swoje przekonanie o własnej bezwartościowości oraz o ludzkiej bezduszności. Ofiara zwykle wybierze sobie takiego partnera oraz najbliższe otoczenie, którzy będą ją traktować w podobny sposób jak ofiara traktuje samą siebie – czyli źle. Jeśli osoba z otoczenia ofiary będzie traktować ją dobrze i z szacunkiem, ofiara uzależni się od niej emocjonalnie, dążąc do oparcia swojego wątłego i pozbawionego wyraźnych granic ego na „swoim idolu”. Ciągłe oczekiwanie pozytywnych wzmocnień i wsparcia ze strony przychylnej osoby, będzie zwykle skutkowało tym, że osoba taka, w celu ochrony swoich granic będzie się emocjonalnie i fizycznie odsuwać od ofiary i jej przytłaczającej roszczeniowości. Związki ofiary zawsze noszą cechy dramatu, stanowiąc zwykle odtworzenie jej wczesnych relacji z ważnymi bliskimi osobami. Ofiara będzie uzależniać się emocjonalnie od swojego partnera cały czas bojąc się, że zostanie porzucona. Obawy ofiary zwykle się spełniają, zwłaszcza jeśli z lęku przed porzuceniem zaczyna obsesyjnie kontrolować swojego partnera, albo całkowicie się mu podporządkowuje. Związki ofiary oparte na współuzależnieniu mogą trwać bardzo długo, dając ofierze poczucia bycia potrzebnym, ale najczęściej są dla niej rujnujące, umacniając w niej schemat ofiary i wyuczoną bezradność. Ofiara dawno już pogodziła się ze swoim smutnym losem, cierpliwie będzie więc znosiła złe traktowanie, które jest dla niej mniej bolesne niż poczucie całkowitego opuszczenia.

Nałogowy unikacz.
Nałogowy unikacz to osoba, która wyparła swój zły wstyd i robi wszystko, aby ten nie przebił się do jej świadomości. Poczucie niższości i wybrakowania nałogowego unikacza czai się tuż pod powierzchnią jego świadomości, wywołując chroniczny lęk przed ujawnieniem się „wstydliwej prawdy”. Nałogowy unikacz jest w ciągłej ucieczce przed tym, w co nieświadomie na swój temat wierzy. Osoba taka wypracowuje szereg sposobów na unikanie sytuacji, które mogłyby obnażyć „prawdę” o nim. Nałogowy unikacz może radzić sobie dobrze w różnych kontekstach i dziedzinach życia pod warunkiem, że stworzy sobie „bezpieczny świat”, w którym nie musi konfrontować się ze swoim wstydem. Często jednak niechęć do podejmowania wyzwań i mierzenia się z trudnymi sprawami skutkuje tym, że unikacz nie wykorzystuje swojego potencjału i funkcjonuje poniżej poziomu na jaki go stać. W związku z tym, że wstyd nałogowego unikacza zwykle pozostaje nieuświadomiony, świadome i nieświadome przekonania unikacza o swoich możliwościach mogą być ze sobą całkowicie sprzeczne. Kierowany świadomymi przekonaniami o sobie unikacz może podejmować trudne wyzwania i osiągać znaczne sukcesy, kiedy jednak do tego dojdzie, nieświadome przekonania unikacza o własnej bezwartościowości mogą dać o sobie znać, prowadząc unikacza do sabotowania własnych dokonań, kwestionowania ich wartości, przypisywania ich szczęściu lub przypadkowi oraz poczucia, że w istocie, wcale na nie nie zasłużył. Dlatego jest prawdopodobne, że unikacz prędzej czy później zaprzepaści i straci to, co z ogromnym wysiłkiem zdobył. Wyparty i projektowany na zewnątrz wstyd unikacza sprawia, że często, na poziomie świadomym czuje się on lepszy, mądrzejszy i bardziej świadomy od innych, zwłaszcza od tych tych, którym powodzi się lepiej. Unikacz raczej nie przyzna się do odczuwania zazdrości, w związku z tym będzie ją konwertował w niechęć do obiektu zazdrości, znajdując pozornie racjonalne powody uzasadniające uczucie niechęci. Cechą charakterystyczną nałogowego unikacza jest niedopuszczanie do siebie negatywnych emocji – nie tylko wstydu, ale również lęku, złości czy smutku. W tym celu unikacz tworzy „emocjonalną zbroję”, która ma go chronić przed bólem niechcianych uczuć, oraz różnego rodzaju nawyki i rytuały, które pozwalają mu oddalić się od negatywnych doznań kiedy te tylko się pojawią lub przetransformować je na coś sprawiającego przyjemność. Nawyki behawioralne mające na celu uniemożliwienie przeżywania negatywnych uczuć często prowadzą do uzależnień i nałogów. Ból emocjonalny i wewnętrzna pustka jakiej doświadcza nałogowy unikacz zostają wówczas przetransformowane w głód nikotynowy, alkoholowy, potrzebę jedzenia, częstego uprawiania seksu, oglądania pornografii, grania w gry komputerowe, robienia zakupów etc. z czym, na krótką metę łatwiej jest sobie poradzić, doświadczając chwilowej ulgi. Wypieranie i „znieczulanie” bolesnych emocji nie powoduje ich zniknięcia. Unikacz kieruje je do wewnątrz i przeżywa w sposób nieświadomy. Skutkiem tego mogą być skłonności depresyjne lub somatyzacja w postaci chorób przewlekłych. W związku z tym, że w przeciwieństwie do ofiary unikacz nie pogodził się ze swoim poczuciem bycia gorszym i bezwartościowym, nieświadomie będzie on zwalczał tę część siebie, której nie akceptuje i której się wstydzi przejawiając różnego rodzaju zachowania autodestrukcyjne. Brak akceptacji dla tego kim jest w ogóle, unikacz może przenieść na poziom swojego ciała i wyglądu dążąc do jego zmiany i modyfikacji poprzez różnego rodzaju zabiegi (drastyczne diety, kompusywne ćwiczenia fizyczne, operacje plastyczne, pircing, tatuaże etc.) Unikacz nie musiał doświadczyć w swoim dzieciństwie żadnej oczywistej krzywdy czy rażącego zaniedbania. Zwykle jednak nie otrzymał wystarczającego emocjonalnego wsparcia, pozwalającego mu na zbudowanie stabilnego poczucia własnej wartości, zaufania do siebie oraz poczucia bezpieczeństwa. Dzieciństwo unikacza naznaczone było poczuciem osamotnienia i emocjonalnego opuszczenia. Nie mogąc za bardzo liczyć na emocjonalne wsparcie najbliższego otoczenia, nałogowy unikacz musiał nauczyć się radzić sobie sam, co było dla niego dużym ciężarem. Często unikacz musiał zaspokajać emocjonalne potrzeby swoich opiekunów, którzy tego od niego oczekiwali. Konieczność stania się „przedwcześnie dorosłym” i dźwigania emocjonalnych ciężarów rodziców, była dla niego tak dużym obciążeniem, że w przyszłości może za wszelką cenę unikać odpowiedzialności zarówno za siebie jak i za inne osoby. Brak wiary we własne możliwości, wynikający z braku pozytywnych wzmocnień płynących z najbliższego otoczenia, sprawia, że konieczność zmagania się z trudami życia, jest dla unikacza ciężka do zniesienia. Dlatego osoby te dążą do zamknięcia się w swoim bezpiecznym świecie, często rezygnując z ambitnych celów oraz dobrze znosząc samotność i izolację. W trybie kompensacyjnym, unikacz może prowadzić barwne, beztroskie życie połączone z różnymi aktywnościami pozwalającymi doświadczać silnych emocji i ekscytacji (podróże, sporty ekstremalne, bogate życie towarzyskie lub erotyczne). Związki to dla unikacza trudny temat. Unikacz pragnie, aby ktoś okazał mu ciepłe uczucia i zaopiekował się nim, ale z drugiej strony boi się przywiązania, bliskości, odpowiedzialności i odrzucenia. Nieświadomie żywi on przekonanie, że taki jaki jest „naprawdę” nie zasługuje na miłość i szacunek, a bliska relacja może obnażyć jego niedoskonałe ja, o którym unikacz nie chce wiedzieć. Dlatego, chociaż unikacz pragnie, aby ktoś go pokochał „takim jakim jest”, nieświadomie będzie sabotować relacje, które mogłyby mu to dać, nieświadomie czując, że przecież nie zasługuje na miłość. Z tego powodu unikacz może stać się osobą hiperniezależną, która będzie twierdzić, że „nie potrzebuje nikogo, kto by go ograniczał” lub będzie wchodził w relacje a następnie wycofywał się z nich, kiedy na horyzoncie pojawi się groźba silnego zaangażowania, ograniczenia jego wolności lub wzięcia odpowiedzialności. Unikacz będzie wybierał też zawody nie wymagające ciągłego kontaktu z ludźmi, pracy zespołowej ani nadmiernej odpowiedzialności. Doświadczany przez unikacza „ból egzystencjalny” jest często motywatorem do rozwoju osobistego i duchowego, co jednak może stać się dla unikacza pułapką. Unikacz nie zawsze będzie gotowy do poszukiwania „prawdziwego siebie” i skonfrontowania się ze swoim wstydem, może więc traktować rozwój osobisty czy duchowy jako bardziej zaawansowaną strategię ucieczkową od tego, czego w sobie nie akceptuje.

Nałogowy kompensator.
Nałogowy kompensator radzi sobie z poczuciem wstydu poprzez walkę ze schematem, który go wyzwala. Poczucie niższości i wstydu zostają głęboko wyparte, przez co nałogowy kompensator traci z nimi jakikolwiek kontakt. Wszystko co robi kompensator ma na celu udowodnienie odmiennej „prawdy” o nim od tej, która została głęboko wyparta. W przeciwieństwie do unikacza, kompensator będzie poszukiwał wyzwań i trudnych sytuacji, aby poprzez sprostanie im lub ich przezwyciężenie udowodnić sobie i światu, że posiada kontrolę, jest lepszy od innych oraz, że zasługuje na szacunek i poważanie. Kompensator będzie dążył do dominacji nad innymi, demonstrowania swojej siły, niezwykłych talentów oraz osiągania spektakularnych sukcesów. Kompensator musi być we wszystkim najlepszy. Patrzy na siebie i swoje dokonania w kategoriach zero – jedynkowych, jeśli nie jest najlepszy to znaczy, że jest nic nie wart. Z tego powodu, życie kompensatora naznaczone jest nieustanną presją i lękiem przed porażką (którą dla kompensatora jest nie bycie najlepszym). Aby osiągnąć sukces i pokonać innych, kompensator jest w stanie zrobić wszystko. Normy etyczne, moralne czy zwykłe zasady przyzwoitości to dla kompensatora często zbędny balast dobry dla słabeuszy i ludzi bez charakteru. Kompensator traktuje świat w kategoriach wygrana – przegrana, dążąc do osiągnięcia przewagi i kontroli w każdym obszarze swojego życia. Im większy wstyd nosi w sobie kompensator, tym bardziej agresywne i raniące innych zachowania będzie przejawiał, aby go skompensować. Kompensator nie akceptuje jakiejkolwiek słabości. Zwykle słabości kompensatora zostały tak silnie wyparte, że ten nie zauważa ich u siebie, natomiast bardzo chętnie widzi je i zwalcza u innych. Noszący głęboko w sobie wstyd z powodu nie bycia wystarczająco dobrym, kompensator będzie chętnie zawstydzał i poniżał innych, wytykał im błędy, krytykował, surowo oceniał i ośmieszał. Z tego powodu oraz z powodu postrzegania rzeczywistości w kategoriach zero-jedynkowych kompensator ma zwykle skłonność do skrajnych postaw i ocen, uznając przy tym swój światopogląd za jedynie słuszny i prawdziwy. Ludzie mający inne zdanie niż kompensator i nie poddający się jego kontroli oraz manipulacjom stają się automatycznie jego śmiertelnymi wrogami. Na zasadzie projekcji atrybutywnej kompensator ceni w innych tylko te cechy, którymi sam się szczyci: siłę, władzę, wysokie kompetencje, brak skrupułów, arogancję i skuteczność w realizacji celów. Kompensator, który w dzieciństwie był ofiarą przemocy, będzie używał przemocy wobec innych – zazwyczaj słabszych od siebie. Absolutna większość zachowań związanych z nieuzasadnionym użyciem przemocy związana jest z kompensacją wypartego wstydu i lęku, który na poziomie świadomym będzie objawiał się w postaci pogardy dla innych, gniewu i agresji. Kompensacja niskiego poczucia własnej wartości i łączącego się z nim wstydu może prowadzić do zaburzeń psychopatycznych, narcystycznych, sadystycznych i border line. Kompensatorem można stać się na kilka sposobów. Jednym z nich jest przejście z pozycji ofiary w pozycję krzywdziciela. Czasem ofiara ma tak dosyć bycia ofiarą, że postanawia to zmienić. Często jednak nie będzie się to wiązało z głęboką pracą mającą na celu uwolnienie się od złego wstydu i poczucia gorszości, ale ze zmianą sposobu radzenia sobie ze wstydem. Wówczas ofiara powodowana gniewem wynikającym z poczucia pokrzywdzenia, postanawia zaprzeczyć swojemu poczuciu gorszości i odegrać się na wszystkich tych, którzy je wywołują. Im więcej krzywd (rzeczywistych lub domniemanych) doświadczyła ofiara, tym większą skłonność w trybie kompensacji będzie miała do krzywdzenia i zadawania bólu innym. Kompensatorem może stać się również osoba, która nigdy nie była krzywdzona, ale której od dzieciństwa wpajano, że jest lepsza od innych, zdolniejsza i powołana do wielkich rzeczy. Nierealistyczne i nieracjonalne oczekiwania i przekazy otoczenia powodują, że osoba taka uważa, iż cały czas musi udowadniać swoją wartość poprzez osiągnięcia, nadzwyczajne dokonania i sukcesy. W przeszłości kompensator uwierzył, że może zasługiwać na szacunek i być kochany tylko wówczas, kiedy osiąga coś ważnego. W głębi ducha wie, że nigdy do końca nie spełni tych oczekiwań oraz boi się, że kiedy przestanie błyszczeć zostanie zapomniany i porzucony. Poczucie, że nie jest się w stanie spełnić wszystkich pokładanych w nas nadziei i oczekiwań, wywołuje wstyd i lęk, których należy za wszelką cenę się pozbyć wybierając przekonanie o nadzwyczajnych zdolnościach i nieustanne dążenie do doskonałości. Kompensator jest w stanie tak głęboko wyprzeć swój wstyd, iż na poziomie świadomym autentycznie będzie uważał się za kogoś wspaniałego, nadzwyczajnego i wyjątkowego, za kogoś, kto posiada szczególne prawa i przywileje wynikające z „faktu”, że jest lepszy od innych ludzi.
Oczywiście, samo dążenie do osiągania sukcesów nie musi mieć podłoża kompensacyjnego, jeśli jednak wiąże się z nadmiernym eksponowaniem swojej pozycji, opieraniem swojego poczucia wartości wyłącznie na osiągnięciach zewnętrznych, postrzeganiem życia w kategoriach walki o dominację i kontrolę, chęcią zniszczenia przeciwników oraz narzucania innym swoich racji, jak również z brakiem empatii i szacunku dla innych, to u podłoża takich zachowań zwykle leży wyparty wstyd, że nie jest się, aż tak doskonałym i wspaniałym jakby chciało się być oraz podświadomy lęk, że świat się o tym dowie. Człowiek akceptujący siebie, posiadający stabilne i adekwatne poczucie własnej wartości, traktujący życie jako nieustanny proces rozwoju wewnętrznego oraz życzliwie nastawiony do innych ludzi, nie musi nic szczególnie udowadniać, nie pragnie dominacji ani kontroli, akceptuje inne racje i postawy, robi to, co ma dla niego wartość i czerpie z tego satysfakcję. Osoba taka, w przeciwieństwie do nałogowego kompensatora zwykle będzie kierowała się potrzebą wnoszenia pozytywnego wkładu w życie innych ludzi zamiast udowadniania, że jest od innych lepsza. Choć bycie nałogowym kompensatorem może wydawać się najlepszą strategią radzenia sobie ze złym wstydem (przynajmniej dla kompensatora), w istocie jednak nie prowadzi to do rozwiązania jego problemu. Jak już pisałem, cywilizacja w jakiej żyjemy zachęca do postaw kompensacyjnych wmawiając nam, że o naszej wartości świadczą nasze sukcesy, dokonania i zgromadzone trofea. Albo jesteś „kimś” (zgodnie z obowiązującymi powszechnie paradygmatami) albo jesteś nikim. Jest to całkowite zaprzeczenie przekazów wszystkich ważnych tradycji duchowych, które od tysięcy lat próbują nam uzmysłowić, że jako istoty ludzkie jesteśmy kimś znacznie większym niż wartość naszych aktywów, dokonań czy pozycji społecznej. W wielu sytuacjach postawy kompensacyjne prowadzą do zachowań agresywnych, aspołecznych, konfliktów, przemocy i nienawiści. Ktoś kto krzywdzi innych i nimi pogardza, musi na głębokim poziomie nieświadomości nienawidzieć sam siebie i tego, za kogo się uważa, musi zaprzeczyć swojej wartości jako człowieka a następnie, przenieść to na świat zewnętrzny oraz innych ludzi i tam zacząć to zwalczać. To w gruncie rzeczy bardzo proste. Jeśli nienawidzisz innych i pogardzasz nimi, nienawidzisz tak naprawdę siebie. Próbując walczyć z innymi i udowadniać swoją wyższość walczysz z tą częścią siebie, której nie akceptujesz i chcesz się pozbyć. Strategia ta skazana jest jednak z góry na porażkę, ponieważ, aby chcieć się czegoś pozbyć musisz wierzyć, że to coś istnieje i ci zagraża. Im więcej więc wysiłku wkładasz w udowodnienie, że jesteś coś wart, tym bardziej wzmacniasz tę wypartą część siebie, która uważa się za wybrakowaną, bezwartościową i złą. W związku z tym, że nałogowy kompensator jest całkowicie odcięty od swojego wstydu, rzadko kiedy dostrzega swój problem i próbuje szukać pomocy. Z punktu widzenia kompensatora to zwykle inni mają problem i powinni się zmienić, aby dopasować się do jego wygórowanych standardów i oczekiwań.

Co robić ze złym wstydem?

Być może w opisach ofiary, nałogowego unikacza lub kompensatora rozpoznałeś niektóre swoje zachowania, nie musi to jednak wcale oznaczać, że zły wstyd jest twoim problemem. Świat w jakim żyjemy jest dosyć skomplikowany i mało przewidywalny, nie zawsze łatwo jest czuć się w swoim życiu dobrze i bezpiecznie bez względu na okoliczności. To normalne, że czasem czujemy się bezradni i zagubieni, to naturalne, że chcemy unikać tego co w naszym przekonaniu jest nieprzyjemne i trudne lub osiągać różne rzeczy, aby poczuć satysfakcję. Jeśli jednak masz wrażenie, że opisane strategie życiowe dominują w twoim życiu, a ty czujesz się niezdolny do odczuwania spokoju, satysfakcji, akceptacji tego kim akurat jesteś, tworzenia głębokich, wartościowych relacji, jeśli permanentnie odczuwasz w życiu pustkę, niepokój, frustrację i brak głębszego sensu, jeśli robisz rzeczy, które szkodzą tobie i innym, to prawdopodobną tego przyczyną jest to, w co wierzysz na swój temat i co, ewidentnie ci nie służy. Możesz zadać sobie pytanie, czy gdybyś na najgłębszym poziomie swoich przekonań stanowiących fundament twojej tożsamości wierzył w to, że jesteś wartościowym, zasługującym na szacunek człowiekiem, gdybyś akceptował to kim jesteś i nie próbował czegoś w sobie zwalczać i na siłę zmieniać to, czy czułbyś się tak jak się czujesz, myślałbyś to co myślisz i zachowywałbyś się tak jak się zachowujesz? Czy twoje życie wyglądałoby tak jak wygląda? Czy wykonywałbyś pracę, którą wykonujesz? Czy otaczałbyś się osobami, którymi się otaczasz?
W tytule tego tekstu nazwałem zły wstyd trucizną duszy, bo niszczy on prawdziwy fundament człowieczeństwa jakim jest: głęboki duchowy kontakt z samym sobą, innymi ludźmi, naturą i otaczającą nas rzeczywistością. Zły wstyd wynikający z zaprzeczenia naszego prawa do bycia tym kim jesteśmy, kwestionuje głębszy sens naszej egzystencji sprowadzając ją do dramatycznej i pełnej bólu walki o możliwe jak najdłuższe przetrwanie oraz zachowanie godności i jak najlepszej pozycji w nieprzyjaznym i nieprzewidywalnym otoczeniu. Zły wstyd odcina nas od Boga (jakkolwiek go rozumiemy) i naszych duchowych potrzeb, każąc nam popełniać duchowe samobójstwo, robi z nas wybryk natury, pomyłkę, zamieniając naszą egzystencję w pozbawioną sensu farsę, w której odgrywamy różne role, ale nigdy nie zdejmujemy maski. Zły wstyd, odcina nas od zasobów i zdolności właściwych tylko ludziom: empatii, odwagi, współczucia, miłości, uwagi, dobroci, radości, spokoju i kreatywności. Zły wstyd jest narzędziem inżynierii społecznej i kontroli naszych umysłów. Zły wstyd czyni nas niewolnikami systemów, które dają nam warunkową akceptację i szacunek oferując nam obietnicę „zasłużenia” na miano „wartościowego człowieka”. Poczucie osamotnienia, wyobcowania i zagrożenia związane ze złym wstydem skłania nas często do poszukiwania „rodzin zastępczych”, które zdefiniują naszą tożsamość, dadzą poczucie przynależności, siły i dumy, których sami się pozbawiamy (systemy totalitarne, armia, grupy przestępcze, sekty, grupy religijne, grupy nastawione na walkę z kimś lub czymś). Zły wstyd nie pozwala nam być wolnymi ludźmi realizującymi swój niepowtarzalny potencjał i zdolności. Społeczeństwo zaraża nas chorobą złego wstydu a następnie łudzi nas obietnicą jej wyleczenia lub przynajmniej złagodzenia. Im bardziej jednak próbujemy uwolnić się od złego wstydu korzystając z „lekarstw” oferowanych przez cywilizację w jakiej żyjemy, czyli zewnętrznych sposobów na „zbawienie” i potwierdzenie swojej wartości, tym bardziej oddalamy się od tego kim naprawdę jesteśmy, wzmacniając jednocześnie chorobę, która niszczy nas od środka. Jest sporo powodów, aby uwolnić się od złego wstydu, jednak większość strategii, które mają nam w tym pomóc pogarszają tylko sprawę. Złego wstydu nie możesz się pozbyć godząc się z nim, uciekając od niego lub zaprzeczając mu i kompensując go sukcesami. Nie możesz tego zrobić ponieważ, uczucie złego wstydu jest jedynie objawem, reakcją na przyczynę jaką jest, będące fundamentem tożsamości przekonanie, że powinienem być kimś innym niż jesteś. Jeśli nie wyeliminujesz prawdziwej przyczyny nie wyleczysz choroby, która niszczy twoją duszę. Będziesz żył za pośrednictwem nieprawdziwej osobowości, przystosowanego do życia w chorym otoczeniu awatara, doświadczając urojonych dramatów, które staną się „twoją prawdą”. Jak mówi „Kurs Cudów”: „wszystko, o co zabiegasz po to, by zwiększyło twą wartość w twych oczach, jeszcze bardziej cię ogranicza, kryje przed tobą twoją wartość i wstawia kolejny rygiel w drzwi prowadzące do prawdziwej świadomości twojego autentycznego Ja”.

Bóg się nie myli, człowiek tak.

Chociaż, zły wstyd jest w pewnym sensie problemem psychologicznym, przede wszystkim jednak, jest problemem duchowym, ponieważ dotyka istoty twojej tożsamości i tego, za kogo się uważasz, a co zwykle nie ma nic wspólnego z prawdą. Prawda jest taka, że bez względu na to, czy w to wierzysz czy nie, zawsze byłeś, jesteś i będziesz kimś niezwykłym, wyjątkowym, kompletnym i wartościowym, posiadającym w każdym momencie wszystko, aby czuć się dobrze, bez względu na to, co robisz, co posiadasz, jakie są twoje osiągnięcia, pozycja czy aktualna sytuacja życiowa. Na głębokim poziomie tego, kim naprawdę jesteś, jesteś dokładnie taki jak powinieneś być. Jesteś doskonałym dziełem inteligentnej natury (ewolucji, Boga, siły stwórczej, wyższej inteligencji, uniwersalnej świadomości etc. – bez względu na to jak to nazwiesz), która nie popełnia błędów, nigdy się nie myli i nie produkuje „bubli”. Jeśli uważasz, że nie jesteś taki powinieneś być, to mylisz się ty. Nie uważasz, że warto byłoby to zmienić? Może, to co napisałem wyda ci się banalnym sloganem rodem z motywacyjnego wystąpienia jakiegoś guru lub tekstem z poradnika pozytywnego myślenia, ale tak nie jest. Chociaż jest to bardzo proste, nie ma w tym nic banalnego. Od tysięcy lat mówi o tym każda tradycja duchowa, ale większość ludzkości nadal tego nie rozumie i nie przyjmuje do wiadomości. Owszem, czasem sytuacja, w której się znajdujesz jest trudna, ale nie rani cię ta sytuacja tylko to, co sobie w związku z nią, na swój temat opowiadasz. Owszem, czasem to co robisz, to jak się czujesz, jak się zachowujesz i to, co wokół siebie tworzysz jest marnej jakości, ale wynika to właśnie z tego, że sam zaprzeczasz swojej doskonałości i kompletności. Uwierzyłeś w kłamstwo na twój temat i teraz to kłamstwo kieruje twoim życiem stając się twoją „prawdą”, która kształtuje twoje życie. Tak jak pisałem, jeśli robisz głupie lub bezwartościowe rzeczy to oznacza, że nauczyłeś się myśleć w głupi i bezwartościowy sposób, ale nie oznacza to, że sam jesteś głupi i bezwartościowy. Pod spodem, zawsze jesteś dokładnie taki jaki w danej chwili powinieneś być.

Odkryj swój wstyd i zrozum skąd się wziął.

Jeśli chcesz uwolnić się złego wstydu najpierw musisz go odkryć. To wcale nie jest proste ponieważ, mimo że wierzysz, iż coś jest z tobą nie tak i sam sobą za to pogardzasz, niechętnie przyznasz się do tego, że sam sobie zadajesz cierpienie. To wymaga sporej odwagi. Musisz zrozumieć podstawowy fakt, żaden człowiek czy okoliczność zewnętrzna nie jest przyczyną twojego emocjonalnego cierpienia. Jeśli odczuwasz cierpienie, to jedyną tego przyczyną jest fakt, że sam siebie atakujesz, znieważasz, karzesz, krytykujesz, surowo oceniasz, stawiasz sobie nierealistyczne i nieracjonalne oczekiwania, porównujesz się z innymi i wciąż masz nadzieję, że kiedyś uszczęśliwi cię jakieś „coś” lub „ktoś”, którego lub kogo nie masz obecnie. Wierzysz, że kiedyś się zmienisz, staniesz kimś innym, lepszym, będziesz mieć fajniejsze życie i wówczas osiągniesz satysfakcję, spokój i w końcu uwolnisz się od swojego wewnętrznego krytyka. To się jednak nie wydarzy. Niezależnie bowiem od tego jak bardzo będziesz się starał zmieniać swoją sytuację życiową, powód twojego cierpienia nie zniknie dzięki temu. Jeśli nie potrafisz czuć się dobrze będąc tym kim jesteś teraz, to wszystko co zrobisz, aby od tego uciec lub temu zaprzeczyć, pogłębi jedynie twój problem. Jedyne czego tak naprawdę potrzebujesz to zmiana stosunku do samego siebie i zbudowanie ze sobą samym relacji opartej na szacunku, wyrozumiałości i życzliwości. Jak uczą tradycje duchowe, dopóki nie pokochasz siebie, twoim życiem będzie kierował lęk i wstyd. Dopóki sam nie przestaniesz się ranić, będziesz żył w przekonaniu, że świat, okoliczności i ludzie cię ranią, nie zdając sobie sprawy, że jest to jedynie twoja projekcja wrogiego nastawienia do samego siebie.
Pokochanie samego siebie może wydać się tobie dziwaczną i niewykonalną ideą. Przecież w swoim mniemaniu jesteś tak niedoskonały! Może myślisz, że jeśli pokochasz i zaakceptujesz siebie takiego jakim jesteś to nigdy już się nie zmienisz i zawsze pozostaniesz taką osobą jaką nie chcesz być. W takiej sytuacji myśl, że mógłbyś pokochać siebie wydaje się niedorzeczna. Tak naprawdę jednak, niedorzeczne jest twoje oczekiwanie, że będziesz szczęśliwy, spełniony i spokojny nie dając sobie prawa do bycia tym, kim jesteś. Akceptując siebie takiego, jakim w danym momencie jesteś, stajesz się taką osobą jaką chcesz być, ale to nie oznacza, że nie możesz się zmieniać i rozwijać. Wprost przeciwnie. Takie nastawienie zmienia ciebie, a wtedy twoje życie też musi się zmienić. Dopiero wtedy przestajesz kierować się lękiem, a zaczynasz kierować się miłością, rozwijasz swój potencjał w sposób naturalny i bez wysiłku, bo usunąłeś mentalne więzy, które do tej pory cię ograniczały. Uwalniasz się od wstydu, który odbiera ci prawdziwą tożsamość i moc. Zaczynasz żyć swoim prawdziwym życiem, a nie fałszywym konceptem idealnego życia i idealnego ciebie, jaki kiedyś narzucił ci świat w którym żyjesz. Stajesz się wolny, bez obaw bierzesz odpowiedzialność za siebie, zamieniasz swoje życie z walki o przetrwanie twojego ego w emocjonującą przygodę, w której każde doświadczenie staje się nową okazją do rozwoju. Wtedy też, dopiero stajesz się zdolny do tworzenia zdrowych relacji i do wnoszenia prawdziwej wartości w życie innych ludzi. Nie traktujesz już dłużej relacji z ludźmi czy przedmiotami jako sposobu na uwolnienie się od jakiegoś deficytu czy cierpienia lub wypełnienie pustki, którą masz w środku. Otwierasz się na prowadzenie przez Uniwersalną Mądrość, z którą jesteś połączony, tak jak każdy element doskonałej natury. Odnajdujesz swoje miejsce, a tak naprawdę, wracasz do domu. Na tym polega cała trudność i paradoks jednocześnie, aby mieć doskonałe życie musisz przestać wierzyć, że jesteś niedoskonały bo to, tylko bajka, którą ci kiedyś wmówiono. Z głębszej, duchowej perspektywy zawsze byłeś i będziesz doskonały, nawet jeśli twój umysł karmiący się iluzjami wmawia ci coś innego i nakłania cię do robienia głupstw. Z biologicznego punktu widzenia jesteś tak samo doskonały jak kwiat, drzewo, pszczoła, ryba, hipopotam, pies, czy kot. Jeśli perspektywa duchowa czy biologiczna do ciebie nie przemawia, postaraj się spojrzeć na siebie i swoje dokonania w możliwie uczciwy i racjonalny sposób. Kiedy to zrobisz stanie się dla ciebie jasne, że na tę chwilę i tak jesteś najdoskonalszą wersją siebie jaką mogłeś stworzyć na poziomie świadomości na jakim do tej pory byłeś. Na ten moment i tak nie możesz być nikim innym. Nie możesz w jednej chwili stać się bogatszy, szczuplejszy, ładniejszy czy zaradniejszy – wszystko to możesz osiągnąć jutro, ale jeśli do zdobycia tych rzeczy będzie popychać cię wstyd i tak nic się nie zmieni. W tym momencie, w którym jesteś, możesz stać się kimś innym tylko w jeden sposób – przestając ze sobą walczyć i okazując sobie szacunek i troskę.

Jak to zrobić, czyli pięć kroków do uwolnienia się od wstydu.
Najłatwiej byłoby po prostu powiedzieć: „taki jaki jestem, jestem wystarczająco dobry, abym mógł czuć się szczęśliwy, nie muszę nic więcej udowadniać”, a następnie żyć radośnie dalej nie rezygnując z ważnych dla siebie planów czy marzeń. Niestety momenty takiego „przebudzenia” nie zdarzają się bardzo często, chociaż ludzie bardzo pragną w to wierzyć. Dobra wiadomość jest jednak taka, że nie musisz czekać na nagły moment oświecenia, aby uwolnić się od kłamstw jakimi się karmiłeś. Po prostu zrób pierwszy krok, a potem kolejny. Zacznij cieszyć się drogą zamiast fiksować się na osiągnięciu jakiegoś wymiernego, spektakularnego rezultatu.

Krok pierwszy.
Pierwszym krokiem do uwolnienia się od złego wstydu jest uświadomienie sobie, że sam zadajesz sobie ból. Osobiście uważam, że jest to kluczowy i niezbędny element procesu. Jeśli nie weźmiesz całkowitej odpowiedzialności za swoje procesy wewnętrzne, będziesz oszukiwał się nadal. Jeśli uważasz, że nie możesz czuć się dobrze ponieważ: świat to paskudne miejsce, ludzie cię nie rozumieją, nie masz osoby, która cię kocha, brakuje ci pieniędzy, masz kłopoty z pracą, twój partner cię nie rozumie, albo masz inne kłopoty, oznacza to, że oddałeś odpowiedzialność za swoje życie czynnikom zewnętrznym, na które często nie masz wpływu. Tak naprawdę nie czujesz się źle z powodu tych, czy innych okoliczności, które uważasz za niesprzyjające, ale czujesz się źle w związku z tym, co w tych okolicznościach myślisz na swój temat! A wierz mi, nie myślisz wtedy nic dobrego. Kiedy „coś” lub „ktoś” przygnębia cię lub irytuje, zadaj sobie pytanie i szczerze na nie odpowiedz: co te okoliczności „mówią”, „świadczą” o mnie, o tym, kim i jaki jestem, co mówią o moich nadziejach, aspiracjach i marzeniach? Oczywiście, żadne zewnętrzne okoliczności nic nie mówią na temat tego kim i jaki jesteś, ale dopóki w to wierzysz będziesz sam na tej podstawie się osądzał, wydawał na siebie wyroki a następnie wymierzał sobie surowe kary, nawet nie zdając sobie sprawy, że sam sobie to robisz.
Weźmy przykład braku pieniędzy. Uważasz czasem, że nie zarabiasz tyle ile byś chciał? Co w tej sytuacji jest dla ciebie prawdziwym problemem? To, że możesz umrzeć z głodu, to, że twoje dzieci nie pójdą do najlepszej szkoły, a może to, że inni mogą uznać cię za nieudacznika? Oczywiście, te rzeczy cię przerażają (poza śmiercią głodową, bo w to raczej nie wierzysz), ale tylko dlatego, że sam negatywnie w związku z tym się oceniasz i tak o sobie myślisz. Bać się tego co pomyślą o tobie inni możesz jedynie wówczas, kiedy wcześniej sam się negatywnie osądzisz. Czy nie zdarza ci się myśleć w opisanej sytuacji, że jesteś do niczego, inni są lepsi, co za wstyd, że nie jesteś bezpieczny, jesteś niezaradny, masz w życiu pecha, etc. Zwróć uwagę, że to tylko twoje subiektywne osądy, diagnozy opierające się na uogólnieniach i innych błędach poznawczych, które stawiasz na swój temat. Zastanów się jak się czujesz kiedy tak o sobie myślisz? Prawdopodobnie nie najlepiej. Być może jakaś sytuacja w twoim życiu daleko odbiega od twoich oczekiwań i warto coś z tym zrobić, ale ty robisz najpierw coś innego, zaczynasz nienawidzieć i atakować samego siebie za to, że „dopuściłeś” do takiej sytuacji. Nawet jeśli oskarżasz za to „los”, tak naprawdę oceniasz siebie jako „ofiarę losu”. Jeśli robisz to cały czas, naprawdę trudno, abyś czuł się dobrze, spokojnie i lekko. Oczywiście, zwykle nie jesteś w stanie tego zauważyć, bo za swoje złe samopoczucie obwiniasz kogoś innego, to pozwala ci żyć w nieświadomości faktu, że atakujesz i ranisz się sam. To dlatego tak istotne jest, aby w pierwszej kolejności uświadomić sobie swoje negatywne emocje skierowane przeciwko samemu sobie, rozpoznać je, zdystansować się od nich i wyrzucić je na zewnątrz. Skontaktuj się z negatywnymi i bolesnymi uczuciami. Pomyśl o kilku rzeczach w twoim życiu, które nie wyglądają tak jakbyś chciał a następnie, powiedz sobie szczerze, albo zapisz na kartce czego w związku z tym w sobie nienawidzisz, czym w sobie pogardzasz, czego chciałbyś się pozbyć, czego się wstydzisz. Jeśli nie potrafisz, zastanów się czego nienawidzisz w innych a następnie uczciwie znajdź to w sobie. Nie chodzi o to, aby się jeszcze bardziej zdołować, ale żeby przed samym sobą wyznać prawdę na temat uczuć w stosunku do siebie. A prawda na ten moment jest taka, że za pewne swoje cechy, czy rzeczy w swoim życiu nienawidzisz się i sobą pogardzasz. Mimo, że nie ma żadnej prawdziwej przyczyny, która uzasadniałaby to uczucie, samo uczucie jest faktem i jeśli go nie zauważysz, nie będziesz w stanie nic z nim zrobić.
W różnych książkach poświęconych rozwojowi zachęca się do powtarzania pozytywnych, wzmacniających afirmacji: kocham siebie, jestem ważny, moje życie jest fajne, świat jest nieprzebranym skarbcem możliwości, przyciągam do siebie pieniądze i szczęście, etc. Zwykle jednak to nie działa, ponieważ na głębokim poziomie wcale w to nie wierzysz. Powtarzając afirmacje czujesz, że sam się oszukujesz i choćbyś powtórzył to milion razy to i tak na końcu usłyszysz w swojej głowie głos, który powie ci, że to nie prawda. Nie martw się więc, że gdy przyznasz sam przed sobą, że czegoś w sobie nienawidzisz świat się zawali. Nic takiego się nie wydarzy. Na ten moment taki jest stan twoich uczuć i wypowiedzenie tego na głos przyniesie ci ogromną ulgę jak wyjawienie wstydliwej, przytłaczającej tajemnicy.
Jest taka scena w filmie „Lot”, gdzie Denzel Washington gra uzależnionego od alkoholu i kokainy pilota samolotu pasażerskiego, który sterując samolotem pod wpływem alkoholu i narkotyków, po awarii silników, genialnym manewrem ratuje życie pasażerów. Denzel ukrywa sam przed sobą, że jest alkoholikiem. Nie może zrozumieć dlaczego komisja badania wypadków lotniczych interesuje się stanem jego trzeźwości zamiast uznać go za bohatera, który uratował kilkadziesiąt osób. W końcu jednak, podczas decydującego przesłuchania przed komisją, kiedy ma szansę wykręcić się od odpowiedzialności mówiąc wyuczone wcześniej kłamstwa, przychodzi moment, że ma już dosyć kłamstw. Wiedząc, że skazuje się na długoletnie więzienie wyznaje całą prawdę, przestaje w końcu uciekać przed odpowiedzialnością, w jednej chwili staje się wolny. Potem, opowiadając swoją historię innym więźniom powie: „To był koniec, jakbym wyczerpał swoją pulę kłamstw. Nie mogłem już powiedzieć ani jednego więcej”. Od tego należy zacząć. Od powiedzenia sobie prawdy na temat tego, co sam sobie robisz.
Kiedy sam zdecydowałem się zrobić to ćwiczenie początkowo było mi trudno przyznać, że mogę sam się nienawidzieć. W miarę zapisywania okazało się, że nienawidzę się za dziesiątki różnych rzeczy! Za to, że nie czuję się szczęśliwy tak jakbym chciał (a jak u licha mógłbym się czuć szczęśliwy nienawidząc się jednocześnie?!!!), za to, że nie zarabiam tyle ile bym chciał, za to, że nie jestem tak mądry i pracowity jak bym chciał i za dziesiątki innych rzeczy. Odkrywając kolejne rzeczy, za które się nienawidziłem w pewnym momencie poczułem ogromny żal, uświadamiając sobie ile bólu sam sobie zadaję i poczułem jednocześnie, że za to też się nienawidzę. Nienawidziłem się za to, że się nienawidziłem! Kiedy to do mnie dotarło zacząłem się śmiać, bo zrozumiałem, że mój umysł tylko szuka czegoś do czego się może przyczepić, bo tworzenie dramatów to jego specjalność.

Krok drugi.
Zastanów się skąd się to wzięło, kiedy i w jakich okolicznościach pomyślałeś tak o sobie po raz pierwszy, kto ci to wmówił, kto ci kazał tak myśleć, kiedy to się wydarzyło. Być może przypomni ci się sytuacja z twojego dzieciństwa kiedy ktoś cię skrzywdził, zawstydził, skrytykował, poniżył, zawiódł, porzucił albo zdradził lub kiedy czułeś się słaby i bezsilny, kiedy nie potrafiłeś poradzić sobie z jakimś problemem, kiedy miałeś poczucie, że nie spełniłeś czyichś oczekiwań i nadziei i poczułeś wstyd albo poczucie winy. Jest bardzo prawdopodobne, że skierowana do wewnątrz nienawiść wzięła się, z któregoś z tych doświadczeń. Nie mogąc wówczas wyrazić słusznego gniewu wobec osoby, która zachowała się wobec ciebie w sposób krzywdzący lub niewłaściwy, albo nie mogąc poradzić sobie z trudną sytuacją, skierowałeś swój gniew na siebie, nieświadomie uznając, że gdybyś był „taki jak trzeba”, lepszy, silniejszy czy mądrzejszy, nigdy by cię coś takiego nie spotkało. To kłamstwo stało się z czasem twoją „prawdą”.
Jeśli uda ci się przypomnieć takie zdarzenie, zamknij oczy i w wyobraźni spotkaj się z tym zawstydzonym, przestraszonym, czy zrozpaczonym dzieckiem jakim wówczas byłeś. Co byś mu powiedział gdybyś wówczas mógł przy nim być, jakbyś go wsparł, jak byś mu pomógł? Czy ubliżałbyś mu, wyśmiewał go, obrażał, atakował za to, że czuje to co czuje? Czy mówiłbyś mu, że jest słabeuszem, nieudacznikiem, że wszystko to jego wina, że sobie zasłużył, że nigdy nic mu się nie uda, i że tak naprawdę nie zasługuje na szczęście? Zapewne nie. Zastanów się zatem, dlaczego bez zastanowienia sam tak często i ochoczo robisz to sobie teraz?

Krok trzeci.
Zrozum, że bez względu na to, czego doświadczyłeś w przeszłości lub doświadczasz obecnie, jedynym powodem tego, że w chwili obecnej czujesz się źle jest to, że sam świadomie lub nieświadomie się atakujesz wzmacniając jednocześnie to, czego tak bardzo chcesz się pozbyć. Jesteś swoim własnym sądem, oskarżycielem, oskarżonym, ofiarą i katem w jednej osobie. Toczysz nieustanną wojnę sam ze sobą, a twój wewnętrzny i zewnętrzny świat odzwierciedla jedynie różne aspekty twoich nieświadomych, wewnętrznych konfliktów. Może myślisz, że czujesz się nie tak jakbyś chciał bo okoliczności twojego życia ci nie sprzyjają, dlatego starasz się na różne sposoby zapanować nad nimi, mając nadzieję, że w ten sposób osiągniesz spokój i szczęście. To jednak mało prawdopodobne. Dopóki bowiem nie zawrzesz pokoju z samym sobą, nie zaczniesz się sam akceptować, szanować i troszczyć się o siebie, żadna okoliczność zewnętrzna nie da ci trwale tego, czego tak usilnie poszukujesz i pragniesz. Jak mówi powiedzenie „miejsce, którego szukasz jest miejscem, z którego szukasz”. Aby zyskać wewnętrzny sposób nie musisz robić nic szczególnego, po prostu przestań sobie robić emocjonalną krzywdę. To wystarczy. Przestań w końcu wierzyć w te wszystkie bzdury i nonsensy, które bez przerwy sobie opowiadasz, przestań wierzyć, że musisz być jakiś, musisz być inny, że coś powinieneś albo, że świat i inni ludzie powinni zachowywać się względem ciebie inaczej. Hasło kampanii przeciwko przemocy w rodzinie brzmi: „Kocham nie biję!”. Odnieś to do samego siebie. Przestań sam siebie bić, a twoje życie zmieni się nie do poznania. Nie staniesz się kimś innym, ale staniesz się prawdziwym, autentycznym sobą. Przestaniesz być w końcu nieprawdziwym tworem uwarunkowań i swojej wyobraźni, którego tak się trzymasz. Być może w grubej, ciężkiej zbroi jaką na codzień nosisz, a która ma cię chronić przed zranieniem czujesz się bezpiecznie, ale przyznasz, że w takiej zbroi ciężko się chodzi po świecie. Zresztą, najgorsze rany, których odniesienia tak bardzo się boisz, zadano ci dawno temu, teraz ropieją pod twoją zbroją, sprawiając, że cierpisz coraz bardziej. Żeby wyleczyć rany z przeszłości musisz wystawić je na świeże powietrze i światło, wtedy same się zabliźnią i przestaną ci dokuczać. Aby tak się jednak stało musisz zdjąć swoją zbroję. Początkowo może cię to przerażać, ale kiedy ściągniesz z siebie to całe zardzewiałe żelastwo, które sprawia, że czasem nie masz siły iść, poczujesz niesamowitą ulgę. Wtedy też zrozumiesz naprawdę, że nikt i nic nie może cię zranić, dopóki ty mu na to nie pozwolisz raniąc sam siebie. Oto kilka sposobów, które mogą ci pomóc.
Zastanów się, co myślisz na swój temat w różnych trudnych sytuacjach: kiedy czujesz się źle, masz depresję, ktoś cię obraził albo skrytykował, straciłeś pracę, odszedł od ciebie twój partner, czujesz się w jakiś sposób zagrożony, czegoś komuś zazdrościsz, nie stać cię na coś co chciałbyś mieć, zachorowałeś, coś ważnego w twoim życiu idzie nie tak, albo coś przykrego spotkało ważną dla ciebie osobę. Sytuacja jest jaka jest, może być obiektywnie trudna, czy nieprzyjemna. Dlaczego jednak tak bardzo cię boli? Dlaczego bierzesz ją osobiście i uważasz, że mówi coś o tobie, na temat tego kim i jaki jesteś? Odkryj co w danej sytuacji myślisz na swój temat, co sobie na swój temat opowiadasz? Jeśli zauważysz, że w związku z jakąś sytuacją, czy stanem nienawidzisz siebie, pogardzasz sobą, z ciekawością badacza zadaj sobie pytanie: Dlaczego? Jeśli będziesz uczciwy w stosunku do siebie i dostatecznie wnikliwy przekonasz się, że to nie sytuacja jest trudna czy bolesna, ale twój ból, lęk, smutek, wstyd, poczucie winy lub gniew wynika z twojej interpretacji tego co się wydarzyło (lub przewidywania tego, co się może wydarzyć) i z twoją negatywną oceną samego siebie w związku z okolicznościami, w których się znalazłeś. Twoim zadaniem jest dotarcie do tego, co w związku z tym myślisz na swój temat uznając to za uniwersalną prawdę o tobie.
Oto kilka przykładów.
Straciłem pracę – czuję się zawstydzony, zagrożony i smutny – okazałem się niewystarczająco dobry – czuję lęk, co teraz będzie? – nie poradzę sobie – jestem nieudacznikiem – nigdy nie osiągnę sukcesu.
Odszedł ode mnie partner – czuję gniew, poniżenie, smutek – okazałem się niewystarczająco dobry – zawsze przyciągam do siebie osoby, które mnie ranią – czuję lęk, że nigdy nie znajdę nikogo z kim będę szczęśliwy – nie zasługuję na miłość i szczęście.
Mam depresję – czuję smutek, bezradność, beznadzieję – jestem słaby, jakieś tajemnicze złe siły rządzą moim życiem – tak już będzie zawsze – nie poradzę sobie z tym, to mnie przerasta – nigdy nie będę szczęśliwy – szczęście jest dla innych, ale nie dla mnie – jestem wadliwy i nie ma na to rady.
Mam nadwagę – czuję wstyd, bezradność – tyle razy próbowałem się odchudzać i nigdy mi nie wyszło – zawsze będę gruby i nieatrakcyjny – brak mi charakteru – nikt nie będzie chciał ze mną być – tak naprawdę nie zasługuję na miłość i szacunek.
Zawsze chodzi o ciebie i o to, co o sobie myślisz. Jeśli pozwolisz, aby niechciane sytuacje cię określały i definiowały będziesz zawsze ich ofiarą.

Krok czwarty – zakwestionuj to.
Może myślisz, że krytyczne myślenie na swój temat jest w danych okolicznościach uzasadnione i naturalne. Prawda jest jednak taka, że myślałeś tak o sobie dużo wcześniej, a trudne okoliczności życiowe jakich doświadczasz są jedynie zewnętrznym skutkiem tego w co na swój temat wierzysz.
Kiedy odkryjesz negatywne przekonanie lub myśl na swój temat poddaj je racjonalnej ocenie i zastanów się, czy spełniają one kryteria „zdrowego myślenia”. Zdrowe Myślenie:
Opiera się na prawdzie (faktach),
Pozwala ci dbać o twoje zdrowie, życie i poczucie własnej wartości,
Pomaga ci skutecznie realizować ważne dla ciebie cele,
Pomaga ci czuć się dobrze w twoim życiu bez używek i uzależnień,
Pomaga ci budować głębokie zdrowe relacje z innymi ludźmi,
Pomaga ci unikać konfliktów lub je rozwiązywać,
Pomaga ci zwiększać swoją świadomość i rozwijać swój potencjał,
Pomaga ci wnosić pozytywną wartość do otaczającej cię rzeczywistości.

Możesz wykorzystać też metodę The Work, opracowaną przez terapeutkę i nauczycielkę duchową Byron Katie, która opiera się na czterech pytaniach:
Czy to w co wierzę jest prawdą?
Czy mogę mieć całkowitą pewność, że to prawda?
Jak się czuję i co robię, kiedy w to wierzę?
Kim bym był i jak wyglądałoby moje życie, gdybym w ten sposób nie myślał?

Kiedy już to zrobisz zastanów się jakie przekonanie byłoby dla ciebie lepsze i bardziej wspierające, zapisz je i sprawdź, czy spełnia ono zasady zdrowego myślenia. Kiedy zaczniesz to robić zorientujesz się, że żadna negatywna myśl na twój temat nie jest prawdziwa i bez trudu możesz znaleźć na to dowody.

Krok piąty – wybacz innym i sobie.

Być może ktoś cię kiedyś skrzywdził, zawstydził albo zdradził. Może sam zrobiłeś coś podłego czego do tej pory się wstydzisz. Dopóki tego nie puścisz i będziesz pielęgnować w swoim umyśle, dopóty będziesz więźniem swojej przeszłości, która będzie wpływać na twoją teraźniejszość i przyszłość. Wybaczanie służy wybaczającemu, zrób to dla siebie. Wybacz też sobie to, że tak długo raniłeś się sam, chciałeś dobrze, myślałeś, że inaczej się nie da. Teraz już wiesz. Nie musisz dłużej tego robić. Do przeprowadzenia procesu wybaczania mogą ci pomóc techniki radykalnego wybaczania i samowybaczania, które bez trudu znajdziesz w internecie.

Mógłbym jeszcze długo pisać na temat technik pracy z własnym umysłem i emocjami, ale na razie tyle w zupełności wystarczy. Zresztą, nie potrzebujesz szczególnych technik do tego, aby stać się autentycznym sobą. Jedyne czego potrzebujesz to przestać wierzyć w kłamstwa na swój temat. Kiedy runie mur kłamstw wyłoni się prawda. Jaka to prawda i co z tego wyniknie nie jesteś w stanie przewidzieć, ale z całą pewnością spodoba ci się. Kiedy znajdziesz w sobie odwagę aby zmierzyć się ze swoim złym wstydem i uwolnić się od niego, przestając oddawać mu swoją energię i podtrzymywać go swoim sposobem myślenia, odzyskasz swoją moc, radość i wewnętrzny spokój, a twoje życie stanie się odzwierciedleniem tego, co jest w tobie najlepsze i nienaruszalne. Nie oznacza to, że z twojego życia znikną wszystkie niechciane sytuacje i problemy. Nie będą jednak dłużej cię określały i odbierały ci szacunku do samego siebie. Ty zaś staniesz się bardziej świadomy, wolny i spokojny, co na pewno korzystnie wpłynie na całe twoje życie. Powodzenia!
Podsumowaniem tego, czym chciałem się z tobą podzielić niech będzie końcowa scena ze wspomnianego wcześniej filmu „Lot”. W scenie tej, przebywającego w więzieniu Denzela Washingtona odwiedza syn, prosząc go o pomoc w napisaniu eseju pod tytułem: „Najbardziej fascynująca osoba, której nigdy nie poznałem”. Kiedy siadają naprzeciwko siebie, chłopak stawia przed ojcem dyktafon, patrzy mu w oczy i pyta: „Kim jesteś?” Zaskoczony ojciec zastanawia się, a potem stwierdza, że to „dobre pytanie”.
Tak, to bardzo dobre pytanie, może najlepsze jakie możemy sobie zadać, bo jeśli naprawdę będziesz chciał znaleźć odpowiedź, to prędzej czy później zrozumiesz i poczujesz, że najbardziej fascynującą osobą, której nigdy nie poznałeś, a której zawsze szukałeś, jesteś ty sam.

Chłopiec i Lew. Bajka dla małych i dużych chłopców.

lion

Był sobie raz mały chłopiec, podobny do wielu innych małych chłopców, zupełnie zwykły i niczym szczególnym się nie wyróżniający. Ot, po prostu mały chłopiec jak wielu. Mijamy ich codziennie na ulicy idących za rękę z mamą lub tatą, czy wracających ze szkoły z plecakiem. Rzadko zwracamy na nich uwagę, a jeszcze rzadziej, mimo że sami kiedyś byliśmy podobni do nich, zadajemy sobie pytanie, co dzieje się w sercu chłopca, o czym marzy lub czego się boi. Dlaczego miałoby nas to w ogóle interesować?
Patrząc na chłopca, który jest bohaterem naszej opowieści też pewnie nie zadalibyśmy sobie trudu, aby nad tym rozmyślać. Może przez moment zastanowiłby nas cień smutku w oczach chłopca, o ile w tym momencie nie bylibyśmy tak bardzo zajęci naszymi własnymi sprawami, aby w ogóle zwrócić na to uwagę.
Życie chłopca było również zupełnie normalne. Miał mamę i tatę, dostawał prezenty pod choinkę i czasem chodził z rodzicami na lody, do kina lub do wesołego miasteczka. Jak każdy zwyczajny chłopiec marzył, że kiedyś zostanie kimś sławnym i szanowanym, odważnym i samodzielnym jak bohaterowie filmów i książek, które lubił. Marzył o tym, że kiedyś zrobi coś ważnego czym zaimponuje swojemu tacie i z czego jego mama będzie dumna i szczęśliwa. Chłopiec sam jednak nie często czuł się dumny i szczęśliwy. W domu chłopca rzadko słychać było śmiech i przyjazne słowa. Zwykle rodzice oczekiwali od niego, że będzie siedział cicho w swoim pokoju, odrabiał lekcje albo czytał książkę i nie będzie nikomu przeszkadzał. Mama chłopca bardzo często była rozdrażniona i smutna albo bolała ją głowa. W takich chwilach lepiej było nie hałasować, nie śmiać się głośno i w ogóle niczego nie chcieć. Tata chłopca rzadko bywał w domu. Ciężko pracował i ciągle jeździł w delegacje. Chyba nie przepadał za swoją pracą bo stale narzekał, że mu mało płacą i nikt go nie docenia. Kiedy był w domu często kłócił się z mamą, która miała do niego pretensje, że nie zarabia tyle ile by mógł, i że za mało zajmuje się domem. Tata krzyczał, że haruje jak wół, aby utrzymać mamę i chłopca, że też ma prawo czasem odpocząć, czy obejrzeć mecz, i żeby wszyscy dali mu na chwilę święty spokój.
Chłopiec marzył, żeby tata pobawił się z nim, nauczył go rozbijać namiot i grać w piłkę, albo chociaż pochwalił go za dobrą ocenę, ale tata rzadko kiedy zwracał na chłopca uwagę. Kiedy chłopiec zadawał tacie jakieś pytanie albo chciał się czymś pochwalić, tata mówił, że nie ma czasu i żeby nie zawracał mu głowy, albo odpowiadał coś nieobecnym głosem nie próbując nawet udawać zainteresowania. Tak naprawdę, chłopiec często denerwował swojego tatę. Tata też kiedyś był małym chłopcem, który marzył o wspaniałych przygodach i podróżach, ale potem poszedł do pracy i poznał mamę. A potem urodził się chłopiec. Wtedy tata zwątpił, że jego marzenia kiedykolwiek się spełnią. Pewnie w głębi serca miał za to pretensje do mamy i chłopca. Czasem myślał, że gdyby nie oni jego życie byłoby ciekawsze i lepsze. Choć tata nigdy nie powiedział tego na głos, chłopiec i tak i tak to czuł. Czuł, że w czymś tacie przeszkodził i czuł się winny. Nie było mu z tym łatwo. Postanowił więc, że jak dorośnie dokona czegoś niezwykłego i udowodni tacie, że zasługuje na jego miłość.
Czasem tata nagle zaczynał interesować się chłopcem i nigdy nie było wiadomo kiedy to nastąpi. Wówczas kazał sobie pokazywać wszystkie zeszyty i bardzo się złościł. Mówił, że w wieku chłopca był najlepszym uczniem w klasie, i że koniec z wychowywaniem przez mamę oraz, że chłopiec dowie się teraz co oznacza dyscyplina i męska ręka. Kiedy w oczach chłopca pokazywały się łzy, tata złościł się jeszcze bardziej i nazywał chłopca mazgajem i mamisynkiem. To nie było dla chłopca miłe, ale i tak było lepsze niż obojętność taty.
Z mamą nie było dużo lepiej. Nieustannie narzekała na tatę, na chłopca, na innych ludzi i na życie, które najwyraźniej bardzo ją rozczarowało. Mama uważała, że świat jest niesprawiedliwy i okrutny, a ludzie są zawistni i nie można im ufać. Mama lubiła chwalić się chłopcem przed sąsiadami i znajomymi. Sprawiało jej satysfakcję kiedy chłopiec odświętnie ubrany recytował wiersz lub opowiadał o tym z czego dostaje dobre stopnie. Poza tym jednak, mama niezbyt interesowała się chłopcem. Za to bardzo pochłaniały ją rozmowy telefoniczne, losy bohaterów seriali oraz kolorowe pisma opisujące życie osób bogatych i sławnych. Mama była kiedyś małą dziewczynką, która marzyła, że kiedy dorośnie zostanie gwiazdą filmową albo piosenkarką, że będzie sławna i bogata a wszyscy będą jej zazdrościć. Potem poznała tatę, niedługo potem urodził się chłopiec i do mamy dotarło, że jej marzenia nigdy się nie spełnią. Pozostały jej seriale, kolorowe pisma i uczucie gorzkiego zawodu. Chłopiec bardzo chciał, aby mama była szczęśliwa i uśmiechnięta, ale nie wiedział jak sprawić żeby tak się stało. Z tego powodu nie czuł się dobrze. Obiecywał sobie, że kiedy będzie duży będzie wiedział jak uszczęśliwić mamę.
Czasem chłopiec miał wrażenie, że jest niewidzialny, że nikt go nie zauważa i że gdyby w ogóle zniknął, uciekł z domu albo umarł, nikt nawet nie zwróciłby na to uwagi. Z czasem zaczął myśleć, że coś z nim musi być nie tak, że musi być zły albo popsuty skoro mama i tata albo go nie zauważają, albo gniewają się na niego. Chłopiec nie rozumiał dlaczego tak się dzieje ale, choć tak bardzo się starał być dobrym i miłym chłopcem, cały czas najwyraźniej ranił i rozczarowywał swoich rodziców. Musiał robić coś nie tak, być nie taki jak powinien być. Musiał być jakiś powód, że rodzice nie byli z niego zadowoleni i dawali mu to tak często odczuć. Przecież rodzice nie mogli się mylić! Pewnie gdyby był inny, lepszy, mądrzejszy rodzice kochaliby go bardziej, byliby z niego dumni i okazywali mu więcej uwagi. Chłopiec starał się więc jeszcze bardziej być najlepszym chłopcem, wierząc, że jeśli będzie się lepiej uczyć, nie będzie sprawiać rodzicom kłopotów i zostanie kimś ważnym to w końcu zasłuży sobie na pochwałę i ciepłe uczucia rodziców, udowodni, że wart jest ich miłości.
W tym wszystkim chłopiec czuł się bardzo samotny, miał wrażenie, że jest inny niż inni chłopcy, i że nigdzie nie pasuje. Marzył, żeby mieć chociaż jednego dobrego przyjaciela, który by go rozumiał i, na którego mógłby zawsze liczyć. W końcu, jego marzenie się spełniło. Pewnego razu dostał w prezencie pluszowego lwa. Początkowo nie zwrócił na niego uwagi. Ot, zwykła pluszowa zabawka taka jak wszystkie inne. Po pewnym czasie, chłopiec zauważył jednak, że lew różni się od innych zabawek. Kiedy oswoił się z nowym domem, początkowo cichy i spokojny lew zaczął stawać się coraz bardziej dziki i rozbrykany. Zawsze robił to co chciał nie patrząc na konsekwencje. Zawsze miał swoje zdanie w każdej sprawie i oczekiwał, że pozostałe zabawki a nawet chłopiec przyznają mu rację i będą spełniać jego wolę. Kiedy coś mu się nie podobało szybko wpadał w gniew. Lew był próżny i leniwy, zawsze chciał być w centrum uwagi oczekując podziwu i uległości. Trzeba przyznać, że nie brakowało mu odwagi i siły, ale przy tym nie miał za grosz rozsądku ani cierpliwości. Gardził innymi zabawkami, uważał je za gorsze i głupsze od siebie a kiedy się zezłościł potrafił na nie ryczeć, a nawet gryźć i drapać ostrymi pazurami. Wiele zabawek chłopca nosiło ślady gniewu, braku opanowania i złych manier lwa. Było w nim coś szalonego, nieprzewidywalnego i groźnego ale, nie sposób zaprzeczyć, że potrafił być też doskonałym kompanem. Nikt tak jak lew nie potrafił pocieszyć i rozweselić chłopca. Lew miał zawsze mnóstwo szalonych pomysłów, nie uznawał żadnych ograniczeń i nie istniały dla niego przeszkody nie do pokonania. Uwielbiał przygody, był ciekawski i niczego się nie bał. Szybko zapalał się do różnych rzeczy, ale równie szybko się nudził, co chwila zabierał się więc za coś nowego, co w danej chwili wydawało mu się ekscytujące. Trudno było za nim nadążyć ale nie sposób było się w jego towarzystwie nudzić. Lew nie dbał o konwenanse i nigdy nie przejmował się tym co myślą o nim inni. Jedyną osobą na jakiej mu zależało był chłopiec. Lew cieszył się gdy zaimponował czymś chłopcu lub udało mu się go nastraszyć. Choć nie przyznałby się nigdy do tego, bardzo chciał żeby chłopiec go lubił. Z czasem chłopiec i lew stali się najlepszymi przyjaciółmi. Byli prawie nierozłączni, choć trzeba przyznać, że jeśli chłopiec wpadał w kłopoty to zwykle przez lwa. Lew często namawiał chłopca do robienia różnych szalonych i nierozważnych rzeczy z których rodzice chłopca byli zwykle mocno niezadowoleni. A kiedy rodzice chłopca byli niezadowoleni mówili mu, że bardzo ich zawiódł i rozczarował. Chłopiec nie chciał rozczarowywać swoich rodziców więc za każdym razem obiecywał sobie, że będzie grzeczny, i że nigdy więcej nie da się namówić lwu do robienia czegoś, co mogłyby nie spodobać się rodzicom. W pewnym momencie chłopiec zaczął myśleć, że chyba lepiej byłoby pozbyć się kłopotliwego przyjaciela. Poczuł, że jeśli tego nie zrobi ostatecznie utraci miłość i akceptację taty i mamy. Rozstanie się z niegrzecznym lwem wydało mu się jedynym dobrym rozwiązaniem. W końcu, choć nie było to łatwe, podjął decyzję, że ich drogi muszą się rozejść. Zaniósł więc lwa do lasu i tam go zostawił. Zostawiwszy lwa w lesie, chłopiec wrócił do domu i przysiągł sobie, że od teraz będzie zawsze grzecznym i miłym chłopcem. Jako, że mili i grzeczni chłopcy zwykle nie porzucają w lesie swoich przyjaciół, chłopiec z czasem uznał, że historia z lwem nigdy się nie wydarzyła i zapomniał o nim. Od tej chwili życie chłopca stało się przewidywalne i nudne. Robił wszystko, co jak sądził, mogło spodobać się rodzicom i innym ludziom, których uznał za ważnych. I choć rodzice chłopca nadal często byli z niego niezadowoleni, on nie tracił nadziei, iż kiedyś jednak uda mu się to zmienić. Z czasem chłopiec porzucił swoje marzenia o przygodach, podróżach, odkrywaniu skarbów, staczaniu bitew i ratowaniu księżniczek. Skończył szkołę z wyróżnieniem, urósł i stał się dużym chłopcem. Skończył studia, tak jak pragnęli rodzice, znalazł dobrą pracę, w której go ceniono i w której szybko awansował. Niedługo potem poznał miłą dziewczynę, z którą zaczął się spotykać. Po jakimś czasie urodził mu się syn. Duży chłopiec patrząc na małe wrzeszczące stworzenie myślał czasem, że gdyby nie ono, jego życie ułożyłoby się inaczej, ciekawiej. Czasem czuł smutek i pustkę jakby bezpowrotnie stracił coś naprawdę cennego. Czasem wpadał z tego powodu w gniew, a wtedy robił rzeczy, których wcale nie chciał robić, stawał się oschły, niemiły i krytyczny. Czuł się w swoim życiu coraz bardziej obco i samotnie, oskarżając czasem w duchu swoich bliskich i cały świat, że to ich wina. Coraz więcej pracował, coraz więcej osiągał, wierząc, że jeśli zdobędzie wystarczająco dużo i stanie się bardzo ważną osobą, wszystko samo się ułoży a on zyska spokój i radość. Tak się jednak nie działo.
Zastanawiacie się być może co stało się z lwem, po tym jak chłopiec porzucił go w lesie?
Początkowo lew nie mógł uwierzyć, że to prawda, nie mieściło mu się w głowie, że chłopiec mógł go tak okrutnie potraktować. Potem serce lwa zaczął przepełniać żal i wściekłość. Po zamieszkaniu w lesie zrobił się jeszcze bardziej dziki, nieobliczalny i groźny. Życie w ciemnym lesie sprawiło, że urósł i zmężniał, stał się silny i bardzo niebezpieczny. Chociaż serce lwa krwawiło z bólu i gniewu, cały czas myślał o chłopcu, na przemian to z nienawiścią, to z miłością. W końcu poprzysiągł sobie, iż albo odzyska względy chłopca i znowu będą przyjaciółmi, albo go pożre, aby chłopiec pożałował za to, że go odtrącił.
Postanowiwszy to, lew wyszedł nocą z lasu odszukał chłopca i zaczął chodzić za nim jak cień. Był zwinny, cichy i szybki. Duży chłopiec nigdy nie mógł go zobaczyć, często jednak miał poczucie, że ktoś go obserwuje i śledzi. To budziło w nim niepokój. Inni ludzie czasem widzieli lwa. Zdarzało się, że ryknął na kogoś, błysnął ostrym pazurem czy przekrwionymi ślepiami. Czasem podstawiał chłopcu łapę, a czasem ze wściekłości niszczył jego rzeczy. Pragnął aby chłopiec w końcu go zauważył i żeby ich przyjaźń odżyła jak dawniej. Chłopiec nie widział jednak lwa, a ten robił się coraz bardziej dziki i zły. Coraz częściej miał ochotę rozszarpać swojego dawnego przyjaciela na drobne kawałki. Pewnie też tak by się stało, ale na szczęście wydarzyło się coś, co doprowadziło do innego rozwoju wypadków.
Mały syn dużego chłopca dostał raz w prezencie pluszowego lwa, którego bardzo polubił i z którym nigdy się z nim nie rozstawał. Patrząc na swojego syna śpiącego w objęciach lwa, duży chłopiec przypomniał sobie o swoim dawnym przyjacielu. Poczuł ogromny żal i tęsknotę za swoim kompanem. Postanowił go więc odnaleźć w głębokim, ciemnym lesie, w którym widział go po raz ostatni. Długo musiał go szukać błądząc i potykając się co chwila, w końcu jednak lew wyszedł mu na spotkanie. Duży chłopiec przeraził się kiedy go ujrzał bo lew w niczym nie przypominał miłej, pluszowej zabawki. To było wielkie, dzikie wygłodniałe zwierzę z ostrymi kłami i pazurami. Chłopiec poznał go jednak i choć lew ryczał, kłapał zębami i ciął powietrze pazurami jakby chciał chłopca wystraszyć i przegnać, ten, chociaż nogi uginały mu się ze strachu a serce waliło jak młot, podszedł do przyjaciela i mocno objął go za szyję. Lew nadal był wściekły, szarpał się i wydawał przerażające dźwięki, ale kiedy poczuł, że po jego szyi płyną łzy chłopca, zaczął się uspokajać i łagodnieć.
W końcu chłopiec i lew wrócili razem do domu i znów stali się nierozłącznymi przyjaciółmi. Duży chłopiec nauczył lwa opanowania i rozsądku, a lew pokazał chłopcu jak być odważnym, silnym i pomysłowym. Chociaż czasem chłopiec miał przez lwa kłopoty jak kiedyś, nie czuł już jednak pustki i smutku. Chociaż nie wszystkim się to podobało, chłopiec w towarzystwie lwa zaczął spełniać swoje dawne marzenia i plany. Stał się bardziej spokojny i wesoły. Nie robił już tego czego nie chciał robić, nie ranił swoich bliskich ani samego siebie. Dzięki lwu dostrzegł, że może być tylko sobą, i że od niego zależy jakim sobą postanowi być. Pogodził się też z myślą, że prawdopodobnie nigdy nie będzie dokładnie taki, jakim chcieliby go widzieć mama i tata. Zrozumiał, że mama i tata też kiedyś mieli swoich najlepszych przyjaciół, których musieli porzucić i nigdy sobie tego do końca nie wybaczyli, dlatego było w nich tyle goryczy. Tak duży chłopiec stał się w końcu mężczyzną.
Patrząc na swojego małego syna śpiącego w objęciach pluszowego lwa, mężczyzna czuł, że chłopiec i lew nigdy się nie powinni się ze sobą rozstawać.

Podróż Bohatera

Praktycznie w każdej kulturze i mitologii istnieje mit Podróży Bohatera. Mit Podróży Bohatera odnajdziesz w wielu filmach i książkach, które lubisz. Na tym micie opiera się również wiele gier komputerowych. Zanim bohater rozpocznie swoją podróż, jego życie jest bezpieczne, często nudne i irytująco przewidywalne. Sam bohater uważa siebie za nie wiele znaczącego przeciętniaka myśląc, że nie ma w nim nic szczególnego. Kiedy myśli o przyszłości widzi to co dobrze zna – nudę. Jego życie jest ciasną strefą komfortu, którą dobrze zna i choć czasem chciałby stamtąd wyjść i przeżyć coś ekscytującego, lęk i brak wiary w siebie trzymają go w miejscu jak potężna kotwica. Pewnego dnia bohater otrzymuje wezwanie do podróży podczas, której będzie mógł odkryć swoją prawdziwą moc i swoje powołanie. Wezwanie może mieć rozmaitą formę. Może być to znak, film, przypadkowa rozmowa, nieoczekiwana wiadomość, niespodziewane zdarzenie lub spotkanie. Czasem może być to po prostu nagła, olśniewająca myśl, że mogę być kimś więcej i że dotychczasowe życie już mi nie wystarcza. Każdemu zdarza się czasem tak pomyśleć, ale tylko nieliczni pójdą za głosem serca i intuicji i wyruszą w drogę. Jeśli bohater zlekceważy wezwanie, zostanie tam gdzie jest i w jego życiu nie wiele się zmieni. Może on dostać kolejne wezwania, ale im więcej wezwań odrzucimy tym pewniejsze, że kolejnego też nie przyjmiemy, pozostaniemy w miejscu,które znamy mając poczucie zmarnowanej szansy.
Kiedy bohater przyjmuje wezwanie i jest gotowy wówczas w jego życiu pojawia się Mentor, którego zadaniem jest pomóc bohaterowi przekroczyć pierwszy próg i przygotować go do dalszej podróży. Ten etap podróży bohatera dobrze oddaje chińskie powiedzenie mówiące, że kiedy uczeń jest gotowy, wtedy pojawia się mistrz. Mistrz nie mówi bohaterowi wszystkiego, ale uświadamia mu, że ten posiada ważną misję do wykonania oraz nieodkrytą jeszsze moc, która ma mu w tym pomóc. Mentor daje bohaterowi wskazówki i przedmioty potrzebne w dalszej drodze. Dzięki temu, bohater przekracza pierwszy próg, opuszcza bezpieczny dom i wyrusza w drogę. Po raz pierwszy w życiu nie wie co wydarzy się za chwilę, ale czuje rosnącą w nim euforię. Ten pierwszy krok jest najważniejszy, od niego tak naprawdę wszystko się zaczyna. Po zrobieniu pierwszego kroku i przekroczeniu progu, nie ma już powrotu do tego co znane. Zaczyna się przygoda. Zaczyna się prawdziwe życie.
Następny etap podróży to poznawanie nowego, nieznanego dotąd świata. Na tym etapie Bohater odkrywa swoje moce i uczy się ich używać. Poznaje również swoje słabości, jest wystawiany na różne próby, spotyka sprzymierzeńców oraz nieprzyjaciół. Czasem przekonuje się, że nie zawsze jest łatwo odróżnić jednych od drugich. Ten etap podróży zbliża Bohatera do konfrontacji z potężnym przeciwnikiem, który jest uosobieniem Ciemnej Strony samego Bohatera. To kolejny kluczowy moment podróży określany jako Główna Próba. Główna Próba jest metaforą Śmierci i Odrodzenia. W wyniku przejścia Głównej Próby i pokonania mrocznego przeciwnika, Bohater nabywa i integruje jego moce, przez co nieodwracalnie się zmienia. Metaforycznie stary Bohater umiera i odradza się jako ktoś znacznie potężniejszy i bardziej świadomy. Po przejściu Głównej Próby, Bohater wyrusza w drogę powrotną, ale jego podróż i misja się na tym nie kończą. Ta podróż miała na celu nie tylko zmianę Bohatera. W trakcie podróży Bohater zdobył coś bardzo cennego, coś co może zmienić życie innych ludzi na lepsze. Powrót do domu nie oznacza powrotu do tego co było, bo tego co było już nie ma. Powrót do domu jest początkiem nowej podróży podczas której Bohater będzie musiał się nauczyć jak wykorzystać to co zdobył w poprzedniej wyprawie do tego by pomagać innym.
Motyw Podróży Bohatera opisany przez Josepha Campbella w książce o tym samym tytule znajdziesz wszędzie. Neo w Matrixie, Frodo we Władcy Pierścieni, Spiderman, Batman, Braveheart, Gladiator, Luke Skywalker w Gwiezdnych Wojnach, Forest Gump, Harry Potter, Shrek, Alicja w Krainie Czarów i tak dalej. Odnajdziesz go w historiach wielu sławnych ludzi i takich, o których nikt nie słyszał. Odnajdziesz go w końcu we własnym życiu, a jeśli nie to może w końcu czas się przejść.

Śmierć małej dziewczynki, czyli oto gdzie jesteśmy.

joker2

Całą Polską wstrząsnął przypadek ojca, który zostawił małe dziecko w samochodzie na parkingu przed pracą w upalny dzień, co doprowadziło do śmierci dziecka. Też jestem wstrząśnięty choć raczej nie zdziwiony. Nie zadaję sobie pytania jak można było zapomnieć o swoim dziecku. Czy nie robimy tego cały czas?

Zwykle nie komentuję tego rodzaju wydarzeń, ale tym razem postanowiłem odstąpić od swojej zasady i napisać kilka słów w temacie, albowiem to straszne i absurdalne zdarzenie jest dla mnie doskonałą metaforą życia jakim żyje obecnie większość ludzi. Dokładnym obrazem tego, do czego doszliśmy jako ludzie, do czego doprowadził nas rozwój cywilizacji, techniki i poziomu życia, nie połączony niestety ze wzrostem poziomu świadomości i rozwoju mentalnego.

Tworzymy niesamowite rzeczy. Mamy błyskawiczny dostęp do wiedzy o jakiej dziesięć lat temu nikomu się nie śniło, żyjemy we względnym komforcie mając dostęp do udogodnień cywilizacyjnych. A mimo to żyjemy w mroku, w nieustannym pośpiechu i panicznym lęku. Traktujemy wytwory swojej fantazji jako elementy rzeczywistości, tworząc przerażające demony, przed którymi za wszelką cenę próbujemy uciec nie mając świadomości, że uciekamy przed własnym cieniem. Jesteśmy pogrążeni w absolutnej nieświadomości tego kim jesteśmy, czym się kierujemy i dlaczego, co się dzieje w naszych głowach i sercach. Boimy się naszych emocji i kiedy tylko pojawi się uczucie, którego nie akceptujemy a które zawsze jest dla nas cenną informacją, uciekamy od niego w alkohol, seks, papierosy, narkotyki, jedzenie, Internet lub inne uzależnienia. Nie akceptujemy tego kim i jacy jesteśmy. Czujemy się wybrakowani, niewartościowi i głupi. Dlatego tworzymy nieprawdziwe osobowości, które pokazujemy innym żeby nas podziwiali, lubili i akceptowali; sztuczne awatary za pośrednictwem, których udajemy, że żyjemy, udajemy, że nawiązujemy relacje z innymi ludźmi. Potem zapominamy już, kim naprawdę jesteśmy. Stajemy się sztuczni, nieautentyczni i spięci. Wciąż żyjemy w lęku, że inni odkryją jacy naprawdę jesteśmy, jak mało jesteśmy warci i odwrócą się od nas. Za wszelką cenę chcemy czuć się ważni i docenieni a nie mając wewnętrznego poczucia ważności i wartości nieustannie biegamy, walczymy i krzątamy się jak zwariowane mrówki próbując zdobyć w świecie zewnętrznym coś co stanie się dowodem naszej ważności i uzasadnieniem, że mamy prawo tu być. Pieniądze, prestiż, dobra praca, luksusowe wakacje, ładne auto, drogie ciuchy, atrakcyjny partner. Żyjemy tragicznym złudzeniem, że jeśli kiedyś zgromadzimy tego wszystkiego wystarczająco dużo to w końcu uda nam się zapomnieć o tym, jak mało znaczymy i jak bardzo się boimy. Nie uda się. To tak nie działa. Jeszcze nikomu nie udało się pokonać iluzji bycia gorszym i nieważnym udowadniając swoją ważność i wspaniałość.

Kiedy już coś zdobędziemy, wówczas zaczynamy czuć się źle, że inni mają więcej od nas i bać się, że to stracimy. Żyjemy w ciągłym lęku, że inni ludzie lub okoliczności mogą nam coś zabrać. Boimy się utraty pracy, pieniędzy, majątku, partnera ale tak naprawdę boimy się, że stracimy dowód tego, że jesteśmy cokolwiek warci, że starcimy uznanie innych ludzi i będziemy musieli zmierzyć się ze swoim wstydem.

Żyjemy przeszłością pielęgnując urazy, uprzedzenia, traumy, wstyd i poczucie winy albo przyszłością odczuwając paniczny lęk przed tym co będzie, albo żywiąc nadzieję, że przyszłość nas zbawi dając nam coś czego nie mamy teraz. W ten oto sposób tracimy jedyny moment, w którym upływa nasze życie. Tracimy tu i teraz, tracimy siebie i to co naprawdę ważne. Tracąc uważność i obecność wpadamy w ciężki letarg, ponury trans, koszmarny duszny sen, który nazywamy życiem. To nie jest życie.

Jestem bardzo daleki od chęci potępienia taty zmarłego dziecka. Głęboko mu współczuję. Jest mi bliski. Mam świadomość, że większość zapracowanych ojców czy mam mogłaby się znaleźć na jego miejscu. Ja sam mógłbym się tam znaleźć. Czyż nie zapominamy o swoich dzieciach i nie porzucamy ich cały czas, wmawiając sobie i im, że robimy to dla ich dobra?

Żyjemy w wirtualnym świecie naszych sennych fantazji, w których nadaliśmy wielkie znaczenie rzeczom, które nie mają żadnej wartości, zapominając o tym co jest naprawdę cenne, czego rzeczywiście potrzebujemy do tego, aby rozwijać się jako ludzie. Goniąc w wywołanym lękiem amoku za rzeczami, które są nic nie warte bezpowrotnie tracimy to co jest dla nas naprawdę cenne i co mogłoby nas naprawdę uleczyć i zbawić. Zapominamy o sobie, naszych bliskich, naszych przyjaciołach, innych ludziach, zapominamy że jesteśmy nieodłączną częścią przyrody, że jesteśmy połączeni ze wszystkim co nas otacza, i że wszystko co robimy ma znaczenie dla nas i dla innych. To się nazywa szaleństwo. Niestety, tak się do tego przyzwyczailiśmy, że uważamy to za normę.

Piszą, że nieszczęsny tata nieszczęsnej dziewczynki znalazł się na skutek szoku w szpitalu psychiatrycznym. Chyba nieco za późno. Może powinien się tam udać dziesięć, dwadzieścia lat wcześniej. Może większość ludzkości powinna udać się na zbiorowe leczenie zanim na skutek utraty kontaktu z rzeczywistością i pogoni za kolejną iluzją, stracimy bezpowrotnie coś najcenniejszego.

Jacek

ps. jeżeli spodobał Ci się ten tekst i uważasz, że warto go przeczytać, poleć go swoim znajomym oraz redakcji bloga wciskając jedną z kolorowych ikonek pod tekstem. Dziękuję :)

Dlaczego ludzie nie chcą być szczęśliwi i co można z tym zrobić.

Obrazek 3

Bycie szczęśliwym jest bardzo proste, wystarczy przestać być nieszczęśliwym; niestety to drugie może okazać się czasem bardzo trudne. Dlaczego? Ano właśnie. Pytanie dlaczego tak trudno jest przestać być nieszczęśliwym jest kluczem do zrozumienia tego, co dzieje się głęboko w naszych głowach i o czym zwykle nie mamy zielonego pojęcia.
Zdecydowana część osób, które spotykam i z którymi pracuję żywi głębokie, zwykle nieuświadomione przekonanie o tym, że coś jest z nimi nie tak, nie są tak dobrzy i wartościowi jak inni, nie zasługują na to żeby być szczęśliwymi ludźmi. Tego rodzaju przekonania kształtują się zwykle we wczesnym dzieciństwie w kontakcie z rodzicami i innymi osobami bliskimi, którzy oczekując od nas, iż spełnimy ich oczekiwania, będziemy zachowywać się w określony sposób, będziemy tacy jak oni chcą, albo nie potrafiąc zaspokoić naszych podstawowych dziecięcych potrzeb z uwagi na brak kompetencji czy własne problemy emocjonalne, przekazują nam komunikat, że nie jesteśmy tacy jak powinniśmy, i że coś jest z nami nie tak. Jako dzieci nie jesteśmy w stanie obronić się przed tym. Nie mamy żadnych mechanizmów ani filtrów pozwalających nam krytycznie i realistycznie weryfikować komunikaty otrzymywane z najbliższego otoczenia. Jeżeli zachowanie rodzica zostanie zinterpretowane jako komunikat, że coś jest ze mną nie tak, i będzie się to powtarzać, po jakimś czasie przekonanie to stanie się częścią osobowości dziecka i pozostanie z nim do końca życia.
Jednocześnie takie przekonanie staje się częścią świata dziecka i fundamentem jego schematów emocjonalnych i strategii poznawczych. Jest to coś znajomego i swojskiego i nie ma znaczenia, że w konsekwencji rodzi to cierpienie. Jest to coś co znamy i w czym czujemy się bezpieczni, dlatego tak cholernie trudno porzucić tego rodzaju dziecinne schematy nawet jeżeli w sposób oczywisty nam nie służą. Zdecydowana cześć naszego życia psychicznego (naszego ego) opiera się na wyuczonych, zautomatyzowanych, nawykowych i nieświadomych procesach poznawczych, mających zapewnić przetrwanie. Tej części naszego ego nie chodzi o to żebyśmy byli szczęśliwi, nie taka jest jego misja. Misją tej części ego jest przetrwanie, rozumiane jako utrzymywanie strefy komfortu, powtarzanie tego co się zna, nie robienie niczego co wiąże się z jakimkolwiek potencjalnym ryzykiem. W tym kontekście, każda zmiana identyfikowana jest jako potencjalne zagrożenie, którego należy uniknąć. I wcale nie chodzi tu o nasze przetrwanie jako istot biologicznych, ale o przetrwanie wirtualnego bytu jakim jest nasze ego i jego przekonania na temat samego siebie. To tłumaczy dlaczego ludzie często czują się komfortowo w ewidentnie destrukcyjnych i szkodliwych schematach reakcji i zachowań. Dla niektórych, nieustanne ryzykowanie życia (wielbiciele sportów ekstremalnych) staje się strefą komfortu, a „normalne” życie, w którym nie potrzebujemy żadnych kompulsji żeby czuć się dobrze, budzi lęk i przerażenie.
Przekonanie „coś jest ze mną nie tak” jest mocno paskudne i w konsekwencji musi wywoływać cierpienie. Czy zdarza ci się cierpieć z powodu bliżej nieokreślonego poczucia pustki, nieadekwatności, nudy, „bólu egzystencjalnego”, poczucia odrzucenia, bezwartościowości, poczucia gorszości, bycia niezrozumianym? Czy zdarza ci się czuć obco, czuć irytację, nie mającą wyraźnej przyczyny rozpacz, smutek etc? Jeżeli uczciwie spojrzysz na siebie to w każdej z tych sytuacji znajdziesz kilka wspólnych rzeczy. Przekonanie „coś ze mną jest nie tak”, brak akceptacji dla sytuacji w której się znajdujesz oraz przeżywanych w związku z tym emocji, chęć natychmiastowego oddalenia się od przyczyny bólu i znieczulenia bólu, przekonanie o byciu ofiarą.
Przekonanie „coś jest ze mną nie tak” jest zwykle tak bardzo nieprzyjemne, że zrobimy wszystko aby choć na chwilę nie czuć bólu emocjonalnego, który wywołuje. Zwykle więc uciekamy od dyskomfortu psychicznego związanego z poczuciem uszkodzenia i niekompletności podejmując aktywność, która chwilowo zwiększa poziom dopaminy w mózgu, pomaga nam na chwilę zapomnieć o problemie i poczuć się dobrze: używki, narkotyki, inne uzależnienia, seks, zakupy, telewizja, jedzenie, Internet, kompulsywne uprawianie sportu, sporty ekstremalne etc. Inną strategią radzenia sobie z bólem wywołanym przekonaniem „coś jest ze mną nie tak” jest tak zwana nadmierna kompensacja, czyli podejmowanie aktywności mającej pokazać światu i nam samym, że nie tylko wszystko z nami w porządku, ale nawet jesteśmy lepsi od innych. Kilka przykładów? Proszę bardzo:
- osoby uciekające od przekonania o swojej niskiej atrakcyjności i wartości mogą wchodzić w krótkotrwałe, oparte na seksie relacje z wieloma partnerami, bo uprawianie seksu jest dla nich dowodem czyjegoś zainteresowania, bycia zauważonym a tym samym własnej wartości;
- osoby czujące się gorsze od innych wchodząc w nadkompensację mogą zachowywać się arogancko wobec innych, gromadzić symbole statusu pokazujące, że są „lepsze” od innych, mieć potrzebę robienia kariery kosztem innych obszarów życia;
- osoby uciekające od wstydu będą szukać okazji do zawstydzania innych żeby na chwilę oddać im część swojego problemu;
- osoby, które doznały w dzieciństwie przemocy, uciekając od poczucia bycia bezradną ofiarą mogą stosować przemoc wobec innych osób, etc.
Problem polega na tym, że ani strategie uciekania od przekonania, że „coś jest z nami nie tak”, ani działania zmierzające do kompensacji cierpienia wywołanego tym przekonaniem, nie tylko nie prowadzą do rozwiązania problemu, ale jeszcze bardziej go wzmacniają. W istocie, na głębokim nieświadomym poziomie nasze ego bardzo lubi swój problem i wcale nie chce się z nim rozstać. Kiedy nasza świadoma, dorosła i umiejąca przewidywać cześć ego postanowi uwolnić się od przekonania „coś jest ze mną nie tak”, nieświadoma część, w której przekonanie to zostało zapisane zrobi wszystko żeby zapobiec zmianie. Ileż to wtórnych korzyści otrzymujemy z utrzymywania tego przekonania! Po pierwsze, jest to coś co znamy więc mimo, że cierpimy, czujemy się jak w rodzinnym domu. Po drugie czujemy się cały czas ofiarami, możemy więc zwalić wszystkie nasze niepowodzenia i złe samopoczucie na innych ludzi i okoliczności zewnętrzne. Po trzecie, bycie ofiarą daje nam moralne prawo żeby czuć się lepszymi od innych i wciąż ich osądzać. Po czwarte, udowadniając, że jednak jesteśmy OK., możemy się poczuć lepsi od innych. Po piąte, nie musimy podejmować ryzyka związanego z opuszczaniem naszej strefy komfortu. Po szóste, dzięki schematowi „coś jest ze mną nie tak” manipulujemy innymi i zyskujemy ich zrozumienie (w końcu większość ludzi tak ma). Uciekanie od cierpienia wiążącego się z tym schematem łączy się z chwilami przyjemności, które mylnie identyfikujemy jako chwile szczęścia („w życiu piękne są tylko chwile”). Pozornych korzyści jest więcej. Minus jest zasadniczo jeden: cierpimy i nie jesteśmy szczęśliwi.
Prawda jest taka, że nie możemy rozwiązać problemu jakim jest przekonanie „coś jest ze mną nie tak” poprzez jakąkolwiek aktywność w otaczającym nas świecie zewnętrznym, bo każda taka próba powoduje w konsekwencji wzmocnienie schematu.
To dlatego sława, bogactwo, kariera, osiągnięcia, podziw innych nie są równoznaczne z byciem szczęśliwym. Jeżeli dążysz do tych rzeczy po to żeby uciec przed poczuciem „coś jest ze mną nie tak”, to zdobycie tego czego pragniesz nie tylko nie rozwiąże twojego problemu, ale go wzmocni. To dlatego zdarza się, że ludzie, którzy na pozór osiągnęli wszystko kończą ze sobą. Całe życie uciekali od przekonania, że coś jest z nimi nie tak, myśleli, że kiedy osiągną szczyt w końcu uwolnią się od cierpienia, osiągnęli szczyt i okazało się, że cierpienie nie tylko nie zniknęło, ale jest jeszcze większe. Zmieniły się dekoracje a dramat pozostał ten sam. Są na szczycie więc nie ma już gdzie uciekać.
Co można z tym zrobić?
Przekonania „coś jest ze mną nie tak” nie da się skasować, kiedy już powstało i się ustabilizowało. Kiedy je sobie uświadomimy, pojmiemy skąd się wzięło i jaki niszczące konsekwencje ma w naszym życiu, możemy je zakwestionować i zrównoważyć.
Na tym polega proces zmiany osobistej i duchowej. Chodzi o to, aby przestać uciekać od tego co boli i poprzez konfrontację zrozumieć i odczuć, że bez względu na to kim jestem, co robię i co zrobiłem w życiu wszystko jest ze mną w porządku, mam prawo tu być jak każdy, mam prawo czuć się szczęśliwy bez względu na okoliczności i jako człowiek posiadam bezwzględna wartość tak jak każdy. Kiedy zaakceptujesz fakt, że jesteś taki jaki jesteś, zrozumiesz, że nic nie musisz udowadniać, zdobywać ani przed niczym uciekać, kiedy przestaniesz udawać kogoś kim nie jesteś, kiedy pozwolisz sobie na przeżywanie emocji i doświadczanie nieznanego, wówczas awatar, którego nieświadomie kiedyś stworzyłeś i za pomocą, którego żyłeś umrze, a ty w końcu staniesz się autentyczny, spójny i wolny. Wówczas będziesz się rozwijał i udoskonalał, nie z lęku i chęci udowodnienia innym, że jestes od nich lepszy, ale z radości i miłości do siebie, po to by odkryć i zrealizować swój potencjał i talenty.
Ego nie lubi zmian. Myśl o zmianie nas przeraża. To dlatego większość z nas choć twierdzi, że chciałaby być szczęśliwa nie wiele zrobi w tym kierunku. Łatwiej jest myśleć, że szczęście się znajduje, albo, że się przytrafia i czekać na CUD. Podczas gdy w rzeczywistości akronim CUD oznacza: Czas Unieść Dupę (i zrobić swoje szczęście zamiast uciekać przed cierpieniem licząc, że kiedyś się uda).
Zastanów się, kim byś był, jak by wyglądało twoje życie, co byś robił i jakimi ludźmi byś się otaczał gdybyś miał przekonanie „wszystko ze mną jest w porządku”.
Na tym polega zmiana i na tym polega cały sens pracy, której celem jest nasz rozwój emocjonalny, mentalny, społeczny i duchowy.
Czy każdy może dokonać zmiany? Tak każdy.
Czy każdy dokona zmiany? Nie, nie każdy.
Skąd mogę wiedzieć, że akurat mi się uda?
Nie możesz i nie dowiesz się dopóki nie spróbujesz. Jednego możesz być pewny, jeżeli nie spróbujesz szanse, że ci się nie uda wynoszą 100%

Poczucie winy, skąd się bierze i jak sobie z nim poradzić (cały artykuł).

guilt-300x299

Jacek Zbikowski
Coach i Trener Rozwoju Osobistego
www.zbikowskicoaching.com

Stabilne i adekwatne poczucie własnej wartości, oparte na przekonaniu, że jako człowiek jesteśmy wartościowi i ważni, bez względu na to co robimy, co posiadamy, kim jesteśmy i jak wyglądamy, jest nam niezbędne do tego aby być szczęśliwymi, spełnionymi ludźmi, wolnymi od lęku, czerpiącymi radość z każdej chwili swojego życia, budującymi głębokie, oparte na miłości i szacunku relacje, efektywnie realizującymi swoje ważne życiowe cele i umiejącymi skutecznie radzić sobie z różnego rodzaju życiowymi sytuacjami.
Deficyt mającego źródło wewnątrz nas, poczucia własnej wartości, charakteryzujący się zaniżoną lub zawyżoną samooceną i wynikający stąd brak akceptacji dla tego kim jesteśmy, wywołuje kompulsywny przymus potwierdzania swojej wartości w oparciu o zewnętrzne wskaźniki odniesienia, takie jak: pieniądze, status społeczny, dobra materialne, atrakcyjność fizyczna, muskulatura, popularność, gadżety etc. Prowadzi to w konsekwencji do wytworzenia fałszywej tożsamości za pośrednictwem której komunikujemy się ze światem, zapominając kim tak naprawdę jesteśmy.
Kierowani potrzebą ucieczki przed bólem wynikającym z poczucia bycia gorszym niż inni, wymyślamy różne strategie i sposoby, aby choć na chwilę poczuć się lepiej. Wciąż próbujemy udowadniać sobie i światu, że jesteśmy lepsi, albo szukamy znieczulaczy, które pomogą nam na chwilę zapomnieć o problemie. Problem tkwi jednak w nas i dlatego, wszelkie próby rozwiązania go przy pomocy wspomnianych środków, w konsekwencji prowadzą jedynie do wzmocnienia destruktywnych postaw i bólu.
Małe dzieci nie mają problemu z poczuciem własnej wartości, zapewne dlatego, że w ogóle się nad tym (do pewnego momentu) nie zastanawiają. Co takiego wydarza się zatem w procesie kształtowania się osobowości człowieka, iż w pewnym momencie zaczyna on wierzyć, że jest gorszy i mniej wartościowy od innych. Czy jest to nieunikniona konsekwencja wykształcenia się ego i poczucia odrębności, czy jest to wyłącznie wynik behawioralnego programowania i błędów popełnianych przez rodziców i szkołę.
Na pytanie to nie sposób jednoznacznie odpowiedzieć. Można jednak wskazać czynniki, które mają najbardziej niszczący i osłabiający wpływ na poczucie własnej wartości. Czynnikami tymi są: poczucie winy i wstyd. Emocje te, przeżywane długotrwale i utrwalone we wzorcach reakcji emocjonalnych niszczą lub, w ogóle nie pozwalają się rozwinąć stabilnemu i adekwatnemu poczuciu własnej wartości, a mechanizmy obronne naszej psychiki, dzięki którym oddalamy się od cierpienia związanego z przeżywaniem tych emocji, są w wielu wypadkach, odpowiedzialne za depresje, nerwice i inne zaburzenia emocjonalne oraz wiele chorób organizmu (w szczególności autoimmunologicznych).
Poczucie winy i wstyd często występują łącznie, jak para bezlitosnych zabójców, których celem jest niedopuszczenie do tego żebyśmy poczuli się szczęśliwi. Skąd się biorą, jak działają i jak się można od nich uwolnić? Właśnie o tym będzie mowa. Z uwagi na wagę i obszerność tematu, poczucie winy i wstyd zostały omówione oddzielnie, choć jest między nimi sporo podobieństw. Na początek zatem, zastanówmy się, o co chodzi z tym poczuciem winy, skąd się bierze, i co można z nim zrobić.
Powiedzenie mówi, że nasze życie składa się w 10 procentach z tego co nas spotyka i w 90 procentach z tego, jak na to reagujemy. Podobnie rzecz się ma z cierpieniem i szczęściem. To czy cierpisz, czy też czujesz się szczęśliwy, tylko w niewielkim stopniu zależy od tego co rzeczywiście spotyka cię w życiu. W przytłaczającej mierze zależy to od tego, w jaki sposób interpretujesz rzeczywistość i według jakich wzorców emocjonalnych i behawioralnych reagujesz na to, co się dzieje. Według tej teorii, to czy jesteś szczęśliwy czy nieszczęśliwy, jest tak naprawdę twoim wyborem, decyzją, którą podejmujesz w danym momencie. Taka jest teoria. Mnich buddyjski pewnie nie miałby problemu żeby się z tym zgodzić. Ty możesz mieć. Dlaczego? Dlatego, że dosyć trudno jest przyznać, że większość cierpienia, które jest naszym udziałem stwarzamy sobie sami. Dużo łatwiej jest znaleźć osobę lub okoliczność odpowiedzialną za nasz ból i ją za to obwinić. Taka strategia może przynieść chwilową ulgę, ale nie może doprowadzić nas do rozwiązania problemu.
Jakkolwiek, reakcja na to co się wokół nas (i w nas) dzieje w dużej mierze zależy od nas, od przyjętego sposobu myślenia, w dużej, jeżeli nie w większej części uzależniona jest też od nawykowych, wyuczonych schematów reakcji emocjonalnych, które ukształtowały się w naszym wczesnym dzieciństwie, bez naszego świadomego udziału. Wzorce reakcji emocjonalnych i behawioralnych, tworzące się w specyficznych kontekstach interakcyjnych z rodzicami i z otoczeniem, zostają zgeneralizowane i zapisane jako pożądane wzorce i skrypty odczuć i reakcji. Zwykle funkcją utrwalonych wzorców reakcji emocjonalnych i behawioralnych jest unikanie tego co nieprzyjemne i dążenie do tego co przyjemne. Reakcje i wzorce adaptacyjne wytworzone we wczesnym dzieciństwie mają za zadanie pomóc nam przetrwać w warunkach całkowitej zależności od osób trzecich (rodziców i osób ważnych) i poradzić sobie z ich zachowaniami i reakcjami, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć i właściwie zinterpretować. Problem polega na tym, że większość z nas zachowa swoje dziecięce strategie radzenia sobie z trudnymi emocjami, stając się tzw. „dorosłymi dziećmi”, czyli – osobami dorosłymi, które w sposób nieświadomy posługują się wytworzonymi we wczesnym dzieciństwie reakcjami emocjonalno-behawioralnymi w celu poradzenia sobie z cierpieniem wynikającym z niezaspokojenia dziecięcych potrzeb. Zła wiadomość jest taka, że co raz zostało zapisane nie może być skasowane (choć na ten temat są różne teorie). Dobra wiadomość jest taka, że identyfikując nieadaptacyjny wzorzec można go wyłączyć i stworzyć nowy, bardziej adekwatny i korzystny.
Podstawowym powodem tego, że czasem czujemy się nieszczęśliwi, są różnego rodzaju oceniające i nie odpowiadające rzeczywistości, przekonania na własny temat. Istotna część problemów jakie ludzie mają ze sobą, w kontaktach z innymi ludźmi, z samorealizacją, w pracy etc. wynika z zaniżonego poczucia własnej wartości i, z (często nieświadomych) przekonań, że jest się gorszym, że trzeba zasłużyć na akceptację i na miłość, że jest się złym i zasługuje się na kare, że jest się nic nie wartym i, że nie ma się prawa do życia etc.
Powstawanie takich przekonań jest nieodłącznie związane z emocjami wstydu i poczucia winy. Zarówno wstyd jak poczucie winy, mogą być w małych dawkach przydatne, stanowiąc wyraz zdrowego krytycyzmu motywującego nas do rozwoju, czy sumienia, przestrzegającego nas przed robieniem złych rzeczy. Nikt raczej nie postuluje, aby bezwzględnie wyzbyć się wszelkich przejawów wstydu i poczucia winy. Zresztą, byłoby to niemożliwe i niecelowe. Na poziomie świadomości na jakim znajduje się ludzkość, te niskie emocje chronią nas przed całkowitą anarchią. Tekst ten poświęcony jest silnemu, abstrakcyjnemu, destrukcyjnemu poczuciu winy, niszczącym poczucie własnej wartości i będącemu fundamentem podstawowych strategii życiowych, prowadzących często do odczuwania cierpienia i zadawania cierpienia innym. Ten typ poczucia winy określimy jako „organiczne poczucie winy”.
Doświadczenie poczucia winy, jest w realiach, w których żyjemy trudne, bądź niemożliwe do uniknięcia.
Zgodnie z Analizą Transakcyjną – koncepcją psychologiczną sformułowaną przez Erica Berne’a, która w sposób prosty i jasny tłumaczy skomplikowane mechanizmy interakcji międzyludzkich, osobowość każdego człowieka występuje w trzech stanach: Rodzic, Dorosły i Dziecko. Nie wgłębiając się w szczegóły, w czasie interakcji z innymi ludźmi (tzw. transakcji) dominujący jest zawsze jeden z tych stanów, który „zarządza” transakcją. Interakcje dojrzałe i prawidłowe mają miejsce wówczas, gdy zarządzane są przez Dorosłego. Prawidłowo ukształtowany Dorosły wchodzi z innymi w interakcje z pozycji Ja jestem OK, ty jesteś OK. Taka postawa jest uważana za pozycję właściwą dla zdrowia psychicznego. Jest to postawa realistyczna pozwalająca rozwiązać konstruktywnie problemy życiowe, wiąże się z pozytywnymi oczekiwaniami wobec innych, respektem dla ich potrzeb i autonomii.
Problem polega na tym, że większość ludzi nie ma silnego i prawidłowo ukształtowanego Dorosłego, w związku z czym wchodzi w transakcje i innymi ludźmi za pośrednictwem Rodzica (krytykowanie, pouczanie, narzekanie, obwinianie, manipulowanie, schematy: musisz, powinieneś spełnić moje wymagania) lub Dziecka (regresja, oddawanie odpowiedzialności, egocentryzm, obrażanie się, myślenie emocjonalne, myślenie magiczne). Każdy z nas zna osoby, które mając lat naście zachowują się jak surowi rodzice lub osoby, które mając lat 30-40 zachowują się jak małe niesforne lub zranione dzieci, próbujące za wszelką cenę wykazać, że ich babka z piasku jest najładniejsza w całej piaskownicy.
Poczucie winy jest emocją właściwą dziecku i właśnie w tym okresie dochodzi do ukształtowania wzorców emocjonalnych związanych z tą emocją. Zgodnie z Analizą Transakcyjną większość dzieci wychodzi z dzieciństwa z przekonaniem, że coś jest z nimi nie tak i dotyczy to również dzieci wychowujących się w kochających i prawidłowych systemach rodzinnych.
W analizie transakcyjnej tę postawę określa się jako: Ja jestem nie OK., Wy jesteście OK., kiedy to mamy tendencję do traktowania innych jako lepszych i ważniejszych od siebie. Od tego właśnie zaczyna się schemat poczucia winy, od którego wielu ludzi nie uwolni się do końca życia.
Żeby wzorzec emocjonalny poczucia winy mógł się ukształtować i utrwalić, musi zostać spełnionych szereg warunków. Muszą zostać stworzone kryteria wejścia do aktywowania poczucia winy oraz psychologiczny mechanizm negatywnych sprzężeń zwrotnych, prowadzących do zapętlenia całego systemu. Kiedy to zostanie osiągnięte, mechanizm poczucia winy zaczyna przypominać perpetuum mobile, staje się pozornie samowystarczalny, sam się napędza i bardzo trudno z niego wyjść.
A oto, jak skonstruowany jest mechanizm poczucia winy.
1. Zrobiłem coś złego.
Żeby poczucie winy w ogóle mogło powstać, musi pojawić się odczucie, że zrobiło się coś złego. Małe dziecko nie posiada żadnego aparatu poznawczego ani pojęciowego pozwalającego mu stwierdzić czy coś jest dobre czy złe. Jedyne co ma to doświadczenie oraz emocjonalne i behawioralne reakcje na poczynania i zachowania rodziców oraz reakcje rodziców na swoje zachowania. Żeby z czasem dziecko mogło poczuć się czemuś winne, musi najpierw odczuć, że to co robi, nie jest tym, czego oczekuje od niego rodzic. Musi przyjąć system oceny tego, co jest dobre a co złe, od swoich rodziców lub opiekunów i następnie zinternalizować go jako swój własny. Inaczej mówiąc, dziecko musi kupić bajkę, że w ogóle coś można zrobić dobrze albo źle, i że ocena rodziców w tym względzie jest jedyna słuszna i niepodważalna. Wyprzedzając trochę to o czym będzie dalej, prawda jest taka, że dziecko na poziomie świadomości i zależności od rodziców na jakim się znajduje, nie może tej bajki nie kupić. Dla małego dziecka rodzić jest kimś w rodzaju boga, który wszystko potrafi, jest absolutnie doskonały i nigdy się nie myli. Jeżeli więc rodzic jest zły, niezadowolony, smutny, krzywdzący, odrzucający, obojętny, zimny, agresywny, krytykujący, dziecko musi pomyśleć, że to ono zrobiło coś nie tak jak należy. W końcu rodzic nigdy się nie myli.
Mówimy tu o bardzo małym dziecku, które obserwuje świat, z którego niewiele rozumie, próbując pojąć związki przyczynowo-skutkowe pomiędzy różnymi rzeczami. Dziecko, bardzo szybko uczy się rozpoznawać zachowania rodziców wyrażające aprobatę (nagroda) i dezaprobatę (kara), przy czym, dezaprobata może być wyrażana na dziesiątki subtelnych i mniej subtelnych sposobów, takich jak: krzyk, bicie, gniewanie się, zniecierpliwienie, straszenie, milczenie, smutek etc. Na marginesie należy zaznaczyć, że tego typu reakcje rodziców są dla dziecka i tak bardziej pożądane niż obojętność.
W psychologii określa się to mianem wsparcia negatywnego, które jest lepsze niż żadne, bo świadczy o zainteresowaniu. Brak zainteresowania ze strony rodzica oznacza dla małego dziecka śmierć. Dlatego dziecko, z reguły wybierze gniew lub bicie, niż obojętność.
W ten sposób dziecko szybko uczy się jakie jego zachowania skutkują tym, że rodzic jest zadowolony, a jakich zachowań rodzic nie lubi. Trzeba tu zaznaczyć, że z punktu widzenia biologicznego przetrwania, robienie przez dziecko tego czego życzy sobie rodzic ma zasadnicze znaczenie. Dziecko, które nie robi tego co chcą rodzice może zostać pozbawione uwagi, miłości i odrzucone, a to oznacza w naturze śmierć. Dlatego z punktu widzenia małego dziecka, dobrze jest robić to czego życzą sobie rodzice i wykształcić mechanizm, który strzegłby dziecko przed robieniem tego, czego rodzice nie akceptują. Tym mechanizmem jest właśnie poczucie winy.
Może być jednak inaczej. Jeżeli dziecko zaobserwuje, że dostaje od rodziców uwagę w postaci krzyku, gniewu, złości czy bicia tylko wówczas, kiedy robi to czego rodzice nie akceptują, a w innych okolicznościach rodzice się nim nie interesują, może ono wypracować właśnie taką strategię budowania więzi z rodzicami, zgodnie z tym o czym była mowa wcześniej (lepsza krytyka niż obojętność). Takie dziecko będzie sprawiało rodzicom kłopoty, aby w ten sposób dostać uwagę i zainteresowanie. W ten sposób dziecko nie uwalnia się od poczucia winy, ale dokonuje „wymiany” poczucia winy na zainteresowanie rodziców.
W psychologii istnieją różne koncepcje na temat tego, czy poczucie winy jest ewolucyjne (wrodzone) czy wyuczone, to jednak nie ma większego znaczenia.
Znaczenie ma to, że rodzice nie rzadko, sami niezbyt dobrze wiedzą, co jest dobre a co nie, często są niekonsekwentni, zmieniają zdanie i arbitralnie, w odmienny sposób oceniają to samo zachowanie w zależności od nastroju i sytuacji. Często rodzice są sfrustrowani, zmęczeni, mają swoje problemy, nieprzepracowane traumy z dzieciństwa, nie do końca radzą sobie z emocjami etc., co wpływa na ich nieprzewidywalność w komunikacji z dzieckiem. Wielu rodziców jest zbyt surowych i wymagających albo zbyt pobłażliwych i nadopiekuńczych. Skutkiem tego, dziecko, od najwcześniejszych lat bombardowane jest przekazami, że jest nie takie jakby sobie tego życzył rodzic (rodzice surowi i nadopiekuńczy) lub też, w ogóle nie jest w stanie określić jakie jest, ponieważ rodzic nie ustanawia jakichkolwiek granic, które pomogłyby dziecku wyodrębnić swoją tożsamość (rodzice nadmiernie pobłażliwi, preferujący model bezstresowego wychowania). Małe dziecko buduje swoją samoocenę wyłącznie na podstawy oceny innych osób, co prowadzi do powstania tzw. samooceny odzwierciedlonej. Oznacza to, że dziecko myśli na swój temat to co uważa, że myślą o nim inni. Większość ludzi nie uwolni się od tego schematu do końca życia, opierając poczucie własnej wartości na zewnętrznych wskaźnikach odniesienia, odczuwając radość kiedy ich wartość zostanie potwierdzona (awans, uznanie, komplement, zdobycie czegoś) lub, wpadając w depresję kiedy tego nie dostaną, albo zostanie im to zabrane (rozstanie z partnerem, utrata pracy, bankructwo, choroba, starzenie się etc.). Zanim skończymy 5 lat, nasi rodzice dadzą nam odczuć, że zrobiliśmy coś źle, co najmniej kilkanaście tysięcy razy. Pochwał i potwierdzeń, że zrobiliśmy coś dobrze otrzymujemy ok. 20-30 razy mniej. Jak myślisz, jaki schemat poznawczy utrwala się w dziecku na skutek takiego programowania?
2. Skoro cały czas robię coś złego to oznacza, że jestem zły.
To, że dziecko zachowuje się nie tak, jak chciałby rodzic nie stanowi problemu. Jest oczywiste, że dziecko jest małe, nieporadne i uczy się wszystkiego od podstaw. Nie jest też problemem, że rodzice nagradzają zachowania pożądane i karzą zachowania niepożądane. W świecie zwierząt tego rodzaju programowanie behawioralne też ma miejsce i nic złego się nie dzieje. Raczej trudno spotkać małą zebrę czy lwa z poczuciem winy.
Problem polega na tym, że dziecko nie potrafi oddzielić swojego zachowania od siebie, a tym samym, nie jest w stanie zrozumieć, że reakcja niezadowolonego rodzica odnosi się do niechcianego zachowania i nie musi być koniecznie wyrazem braku akceptacji dla dziecka. Trzeba jednak w tym miejscu zauważyć, że wielu rodziców ma niewielkie umiejętności w zakresie wychowywania dzieci i zwykle, chcąc okazać brak akceptacji dla jakiegoś konkretnego zachowania, okazuje brak akceptacji dla dziecka, dając mu odczuć, że skoro zrobiło coś złego (w mniemaniu rodziców) to znaczy, że jest złe.
Na marginesie należy zaznaczyć, że jest to podstawowy i niestety powszechny błąd wychowawczy i komunikacyjny. Ocenienie i zaatakowanie osoby zamiast pokazania niewłaściwości zachowania odbiera obwinionemu odpowiedzialność i uniemożliwia naprawienie wyrządzonego zła.
Tak czy inaczej, kiedy rodzice zaczynają karać dziecko za nieodpowiadające im zachowania łącząc to z odrzuceniem dziecka lub zakwestionowaniem jego wartości, w kształtującym się umyśle dziecka może powstać przekonanie, że skoro zrobiło coś złego (co nie podoba się rodzicom) to oznacza, że jest złe.
W tym momencie, proces budowy fundamentu pod skrypt życiowy oparty na poczuciu winy jest zakończony. W tym momencie zostaje zasiane ziarno organicznego poczucia winy, rozumianego jako wszczepione z zewnątrz, zgeneralizowane i abstrakcyjne przekonanie, że jest się złym. Może to mieć miejsce w przypadku naprawdę małych dzieci, które nie tylko nie mogą się w żadnym razie przed tym obronić, ale nawet nie mogą tego pamiętać. Jeżeli schemat ten będzie dalej utrwalany w relacji z opiekunami, przedszkolu i w szkole, można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że osoba taka, zbuduje swoje podstawowe strategie życiowe w oparciu o wdrukowane i głęboko zagrzebane w podświadomości poczucie winy, nawet o tym nie wiedząc. Biorąc pod uwagę, że rodzice używający przemocy (również tylko psychicznej) w celu „dyscyplinowania” dziecka, mają w swoim repertuarze zwykle wiele „technik” opartych na wpędzaniu w poczucie winy i zawstydzaniu, zwykle, choć nie zawsze, z poczuciem winy będzie szedł w parze wstyd. Zdaniem wielu psychologów i psychiatrów, wstyd ma jeszcze bardziej dewastujący wpływ na psychikę, poczucie własnej wartości i na jakość życia niż poczucie winy. Biorąc pod uwagę, że mechanizm wstydu różni się w wielu aspektach od poczucia winy, a temat jest obszerny, emocja wstydu zostanie omówiona w osobnym artykule.
Przekonanie, że zrobiłem coś złego więc, jestem zły, powoduje, oderwanie negatywnej oceny od konkretnego zachowania i skierowanie tej oceny bezpośrednio na osobę. W ten sposób „zło” przestaje łączyć się z zachowaniem, które można poprawić, ale staje się częścią tożsamości, częścią Ja, elementem tego co myślimy na swój temat, a z tym jest znacznie trudniej coś zrobić.
W momencie kiedy dziecko uwierzy w to, że jest złe, następuje podział tożsamości, swoiste „pęknięcie Ja”. Rozszczepienie to ma uchronić dziecko przed dysonansem poznawczym wiążącym się z tym, że dziecko które „wie”, że jest złe, chce być jednocześnie „dobre”. Chęć uniknięcia bólu związanego z dysonansem poznawczym prowadzi do stworzenia mechanizmu opartego na tzw. podwójnym związaniu, albo emocjonalnym sprzężeniu zwrotnym. Mechanizm działa następująco: Ja jestem zły i odczuwam z tego powodu cierpienie – chcę oddalić się od cierpienia więc sam się ocenię – kiedy JA oceniam SIEBIE oceniający musi być dobry a oceniany zły. Kiedy jednak „dobry oceniający” ocenia „złego ocenianego”, ten drugi czuje się jeszcze gorszy, co prowokuje oceniającego do jeszcze surowszej oceny. Z tego mechanizmu praktycznie nie ma wyjścia.
Warto zauważyć, że dziecko, które utrwaliło w sobie ten schemat, będzie nieświadomie realizowało go potem w różnych kontekstach życiowych, dążąc do jego wzmocnienia, po to żeby w końcu się od niego uwolnić. W późniejszym czasie „zamieni” więc rodzica na nauczyciela, kolegę, szefa, partnera, dając tym osobom prawo wywoływania w sobie reakcji emocjonalnej w postaci poczucia winy.
3. Skoro zrobiłem coś złego i jestem zły to muszę ponieść surowa karę.
Następnym elementem w mechanizmie poczucia winy jest przekonanie o tym, że skoro jest się złym, to zasłużyło się na karę. Tylko poniesienie kary może spowodować, że rodzice (lub inni ludzie) znów mnie zaakceptują, przytulą albo, w ogóle się mną zainteresują. Tylko poniesienie kary może spowodować, że na chwilę poczuję się lepiej. Tak tworzy się schemat ofiary. Prawdopodobnie wiąże się to z doświadczeniami z dzieciństwa, kiedy poniesienie kary umożliwiało nam odzyskanie względów rodziców.
Kiedy wejdziemy w schemat poczucia winy, musimy stworzyć w sobie prokuratora, sędziego i kata z jednej strony oraz obwinionego, podsądnego i ofiarę z drugiej. Wydawać by się mogło, że w tym momencie nie potrzebujemy już innych bo, w zakresie generowania poczucia winy, oskarżania się i karania, stajemy się samowystarczalni. Sami się obwiniamy, oskarżamy i surowo karzemy kiedy uznamy, że coś zrobiliśmy nie tak. Stajemy się własnym katem i ofiarą jednocześnie. Tak jednak nie jest.
Organiczne poczucie winy wymaga posiadania wspólników. Potrzebujemy innych aby wzmacniać ten wzorzec i przez to, móc go w końcu dostrzec. Dlatego też, takie relacje jakie mamy sami ze sobą, czyli oparte na mechanizmie kat – ofiara, będziemy też odtwarzać z innymi, po to, aby na zewnątrz mógł zrealizować się wzorzec, który nosimy w środku.
W związku z tym, że poczucie winy generuje zwykle duży poziom cierpienia emocjonalnego, raczej niechętnie przyznajemy, że robimy to sami sobie. Dlatego, inne osoby są nam bardzo potrzebne, jako wspólnicy w naszej neurotycznej grze. Żeby móc obciążyć kogoś odpowiedzialnością za nasze cierpienie spowodowane poczuciem winy, musimy znaleźć osoby, mające ten sam problem i stworzyć z nimi tzw. relację koluzyjną.
Relacja koluzyjna (koluzja – zmowa) nazywa się tak, ponieważ osoby, które tworzą taki układ sprawiają wrażenie, jakby nieświadomie się umówiły, że będą wzajemnie wzmacniać swoje neurotyczne zachowania i traumy. Osoby takie będą tańczyć swój neurotyczny taniec raniąc się wzajemnie i nie pozwalając sobie wyjść z zaburzonego schematu, np. alkoholik i osoba współuzależniona, narcyz i ubóstwiający, ofiara i opiekun etc.
Osoba, która ma przekonanie, że jest zła i zasługuje na karę będzie podejmowała szereg zachowań adaptacyjnych po to, żeby uzyskać przebaczenie, takich jak: pomaganie innym, poświęcanie się dla innych, bycie miłym i uległym, dawanie się wykorzystywać. Prawdopodobnie osoba taka stworzy różnego rodzaju relacje, w których inne osoby będą manipulować nią przy pomocy poczucia winy, uzyskując od niej pożądane zachowanie. Oczywiście osoba taka będzie też używała poczucia winy do manipulowania innymi i karania ich, ale o tym trochę dalej.
Rzeczą charakterystyczną w schemacie organicznego poczucia winy jest, branie na siebie odpowiedzialności za zdarzenia, działania innych osób i inne rzeczy, na które nie ma się żadnego wpływu. W psychologii poznawczej taka tendencja określana jest jako „ksobność” i klasyfikowana jako jedno ze skrzywień poznawczych. Wzorzec ten, obrazuje przykład osoby, z którą pracowałem, i która żywiła przekonanie, że gdy ogląda zawody w skokach narciarskich z udziałem polskiego skoczka, ma to negatywny wpływ na wyniki zawodnika. Kiedy więc polski skoczek nie osiągnął dobrego wyniku, osoba ta uważała, że jest temu winna i źle się z tego powodu czuła. Schemat ten był ponadto wzmacniany przez grupę znajomych, którzy dawali odczuć tej osobie, że jej udział w transmisji przynosi pecha.
4. Jestem zły i dlatego, nie zasługuję na miłość, szczęście i szacunek.
Przekonanie, że zrobiłem coś złego i jestem zły, jest tzw. metaprzekonaniem czyli czymś w rodzaju psychologicznej matrycy mającej wpływ na powstawanie innych przekonań. Inaczej mówiąc jest to korzeń, z którego wyrośnie drzewo. Jakie będą owoce tego drzewa? Nie koniecznie muszą wyglądać źle. Kierując się poczuciem winy można zostać naukowcem, filantropem czy buddystą.
Wyszukane strategie zmierzające do unikania bólu związanego z poczuciem winy mogą prowadzić nas do ciekawych i rozwijających doświadczeń życiowych. W większości przypadków jednak, dominujące poczucie winy w sposób destrukcyjny wpływa na nasze poczucie własnej wartości, a tym samym, na jakość relacji z innymi ludźmi i naszego życia w ogóle.
Jedną z konsekwencji przekonania, że jest się złym człowiekiem, jest przekonanie, że nie można zasługiwać na miłość, szacunek i szczęście. Prawdopodobnie wynika to stad, że właśnie tak się czuliśmy kiedy rodzice dawali nam do zrozumienia, że nie akceptują tego co robimy. Rodzice mieli niewątpliwie dobre intencje, ale ich nieudolność i nieświadomość często powodowały, że czuliśmy się odrzuceni, pozbawieni miłości i niepotrzebni.
Oczywiście, przekonania, o których mowa są zwykle bardzo głęboko ukryte i niedostępne świadomej, racjonalnej części naszego umysłu. Są jak program komputerowy, który kieruje naszymi reakcjami, strategiami i decyzjami, a my nie zastanawiamy się nawet dlaczego właśnie tak to działa. W związku z tym, że program został zapisany dawno temu, i nijak się ma do aktualnych warunków, działając w oparciu o niego, reagujemy w sposób mało konstruktywny i osiągamy rezultaty dalekie od oczekiwanych, co powoduje, że cierpimy. To trochę tak, jakbyśmy chcieli dojechać do jakiegoś celu, korzystając z nawigacji sprzed 20-30 lat. Oczywiście nie możemy trafić, dlatego wściekamy się, wymyślamy sobie, robimy z siebie ofiary, obwiniamy innych, zamiast zaktualizować oprogramowanie.
W związku z tym, że poczucie winy wywołuje duży poziom cierpienia, umysł musi sobie z tym jakoś poradzić wykorzystując do tego różnego rodzaju mechanizmy obronne takie jak: zaprzeczenie, wyparcie, przeniesienie, racjonalizacja, kompensacja etc. Dlatego, tak trudno jest dojść do tego, co tak naprawdę może być przyczyną problemu. Prawdziwy problem został ukryty dawno temu, nie widać go, ale to nie znaczy, że go nie ma. O jego istnieniu możemy się przekonać obserwując skutki i symptomy jakie wywołuje w naszym życiu. Jeżeli cierpisz z jakiegokolwiek powodu nie próbuj zmieniać okoliczności, które jak sądzisz wywołały cierpienie, bo zwykle pomylisz się odnośnie rzeczywistych przyczyn cierpienia. Zamiast tego, zastanów się czemu w ogóle musisz cierpieć. Jeżeli zauważasz u siebie problemy z samooceną, poczuciem własnej wartości, masz tendencje do obwiniania siebie, braku samoakceptacji, obwiniania innych, narzekania, nadmiernego perfekcjonizmu, zmuszasz się do robienia czegoś czego nie lubisz, przyciągasz do siebie ludzi którzy cię ranią albo, których ty ranisz, przyjrzyj się temu. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w ten sposób uciekasz przed poczuciem winy lub wstydem pochodzącymi z dzieciństwa.
Nieświadome przekonanie o niezasługiwaniu na miłość, szczęście i szacunek będzie prowadziło do różnego rodzaju strategii i postaw życiowych, mających złagodzić ból z tym związany. Z jednej strony poczucie winy może prowadzić do smutku, apatii, wycofania, zaniechania kontaktów etc.
Z drugiej, może prowadzić do stanów lękowych wynikających z nieświadomej obawy, że inni się dowiedzą jaki jestem zły i mnie odrzucą. Lęk może przeradzać się w gniew i agresję biorącą się z przeniesienia poczucia winy na zewnątrz i walkę z nim (o tym aspekcie będzie dalej). Bardzo często występującym wzorcem wiążącym się z organicznym poczuciem winy jest przekonanie, że muszę zasłużyć na miłość, szacunek i szczęście, robiąc coś, co jak sądzę oczekują ode mnie inni. W tym wzorcu, otrzymanie ważnych dla nas wartości jest teoretycznie możliwe, choćby chwilowo. Osoba taka będzie podejmowała różnego rodzaju działania, mające dowodzić, że zasłużyła na nagrodę i mające prowadzić do otrzymania nagrody.
Muszę być dobry, miły, grzeczny i robić co inni ode mnie wymagają, muszę się poświęcać i traktować innych jako ważniejszych od siebie. Takie postępowanie utrwala postawę ofiary i raczej nie budzi ani szacunku ani sympatii. Jeżeli jednak osoba taka otrzymuje akceptację, miłość, szacunek z zewnątrz jako nagrodę za właściwe postępowanie, istnieje duża szansa, że uzależni się emocjonalnie od źródła generującego tak przyjemne emocje, jak narkoman od heroiny. Nie mogąc sama sobie dać akceptacji i miłości, osoba taka będzie manipulowała otoczeniem w celu uzyskania tego, co jest dla niej cenne. Dostając to jednak, zwykle to odrzuci ponieważ uważa, że na to nie zasługuje, i tak w kółko.
5. Nie ma dla mnie ratunku/wybaczenia.
Konsekwencją tego, że w schemacie organicznego poczucia winy zło zostaje oderwane od konkretnego działania i staje się nieświadomą częścią tożsamości, wybaczenie jest niemożliwe. Skoro to ja oskarżam i karzę siebie to jednocześnie nie mogę sobie wybaczyć. W tak skonstruowanym mechanizmie po prostu nie ma miejsca na wybaczenie. Zresztą, można byłoby zadać pytanie, kto ma komu i co wybaczyć, kat ofierze, czy ofiara katu. Brak możliwości wybaczenia i odpuszczenia sobie może rodzić poczucie, że człowiek jest stracony, i że musi cierpieć do końca. Takie poczucie z kolei będzie wywoływać apatię, smutek i gniew, lub skłonności do męczeństwa. Istnieje możliwość, że osoba funkcjonująca długo w poczuciu winy zbuduje na swoim cierpieniu poczucie swojej wyjątkowości, które stanie się częścią jej tożsamości. Osoba taka będzie żyła przekonaniem „nikt tak nie cierpi jak ja, dlatego jestem wyjątkowy i zasługuję na szacunek i uwagę”. Osoba taka uważając się za męczennika, będzie dawała sobie moralne prawo do osądzania innych i wpędzania ich w poczucie winy, po to, aby choć na chwilę uciec od własnego. Dostając za swoje neurotyczne zachowanie wiele wtórnych korzyści psychologicznych, i nie widząc jednocześnie jak wiele na tym traci, człowiek taki może wcale nie mieć motywacji do uwolnienia się od poczucia winy. Za ciągłe osądzanie siebie, dajemy sobie prawo do osądzania innych a zrezygnować z tego może być naprawdę ciężko. Osoby obciążone silnym poczuciem winy, nieświadomie wchodzą w różnego rodzaju mechanizmy obronne, mające na celu oddalenie ich od przezywanego cierpienia, lub złagodzenie cierpienia. Zwykle poczucie winy jest wypierane a następnie projektowane na otoczenie. Dlatego osoby, które mają tendencję do surowego osądzania innych, zwykle uciekają w ten sposób od zaniżonego poczucia własnej wartości wynikającego z surowego osądzania samego siebie.
Takie osoby będą wciąż osądzały innych zarzucając im różnego rodzaju niegodziwości i złe postępki. Mogą też wchodzić w rolę męczennika, biorąc na siebie grzechy świata i nadając swojemu cierpieniu charakter misji. Osoby takie będą oczekiwały od otoczenia i swoich bliskich, że ci docenią ich poświęcenie. Nie dostając wyrazów zainteresowania i uznania, osoby takie mają tendencję do ostentacyjnego demonstrowania jak bardzo cierpią z dumą i z godnością. Potrzeba ukrywania poczucia winy prowadzi do zakładania różnych masek w celu ukrycia swojego prawdziwego „złego” Ja. Poczucie bycia „złym” uniemożliwia budowanie szczerych, otwartych relacji, w których istniałoby ryzyko odsłonięcia się. Prowadzi to często, podobnie jak toksyczny wstyd do emocjonalnego dystansu i oziębłości.
Poczucie winy i niemożność uwolnienia się od niego może indukować inne negatywne emocje w tym gniew. Osoba obciążona organicznym poczuciem winy zwykle nie będzie wyrażała swojego gniewu w zdrowy i nieszkodliwy dla siebie i innych sposób. Raczej będzie uważała, że odczuwanie gniewu jest również czymś złym i z tego powodu będzie odczuwała jeszcze większe poczucie winy, lub będzie go wypierała i projektowała na innych widząc w nich zło i agresję. Niewyrażany i tłumiony gniew zwykle jest kierowany do wewnątrz i staje się przyczyną różnego rodzaju zachowań autoagresywnych oraz chorób.
6. Skoro ja cierpię to inni też powinni cierpieć.
Kiedy odbieramy sobie prawo do bycia szczęśliwymi ludźmi, nasze życie zamienia się w emocjonalny koszmar. Zazdrościmy innym, że nie mają takich problemów jak my, próbując jednocześnie poczuć nad nimi moralną wyższość z powodu tego, że cierpimy a oni nie. Nie zdając sobie sprawy z tego, że to my sami zadajemy sobie wciąż to samo cierpienie, żyjemy w głębokim poczuciu pokrzywdzenia i niesprawiedliwości. Jeśli osądzamy i winimy siebie, musimy osądzać i winić innych. Co w środku to na zewnątrz. Sposób w jaki traktujemy innych ludzi jest pochodną tego w jaki sposób traktujemy sami siebie. Zwykle, żeby móc na nowo przeżywać utrwalony wzorzec emocjonalny, osoby z głębokim poczuciem winy, wejdą w relację z osobą, która będzie w nich tę emocję uruchamiać, tworząc z nią, silną neurotyczną więź. Mając poczucie, że partner ponosi odpowiedzialność za ich złe samopoczucie, świadomie bądź nieświadomie będą starały mu się odpłacić, aby sprawiedliwości stało się zadość. Zachowując się w sposób raniący dla innych, osoby z poczuciem winy zaczynają jeszcze głębiej odczuwać niszcząca emocję, utwierdzając się w przekonaniu, że są złymi ludźmi. W ten sposób mechanizm poczucia winy zostaje zamknięty w nierozwiązywalną pętlę neurotycznych wzmocnień na poziomie emocjonalnym i behawioralnym.
Człowiek taki w głębi serca będzie się czuł życiowym bankrutem, niezależnie czy wybierze dla siebie rolę ofiary i męczennika, czy surowego sędziego, dającego sobie prawo do sądzenia innych i wydawania wyroków.
Jak pisze David Hawkins w książce Siła i Moc, poczucie winy jest zaraz po wstydzie emocją o najniższej energii. Poczucie winy jest energetycznie niższą emocją niż apatia, gniew czy smutek. Osoby zamknięte w niszczącym mechanizmie poczucia winy muszą czerpać energię emocjonalną ze swojego otoczenia, dlatego obcowanie z taką osobą może być silnie wyczerpujące energetycznie dla osób, które nie potrafią się obronić przed emocjonalnym i energetycznym wykorzystaniem.
Jak uwolnić się od poczucia winy.
W związku z tym, że wzorzec emocjonalny poczucia winy tworzy się we wczesnym dzieciństwie w kontakcie z rodzicami nie mamy zwykle świadomego dostępu do zdarzeń, które wywołały wytworzenie się wzorca. Mechanizm ten jest potem systematycznie wzmacniany i obudowywany różnego rodzaju mechanizmami obronnymi i związanymi z nimi nieadaptacyjnymi zachowaniami, w związku z czym, osoba uwikłana w organiczne poczucie winy zwykle nie ma świadomości ani swojego problemu, ani jego przyczyn. Brak świadomości tego, że ma się problem, który negatywnie wpływa na nasze życie oznacza, że z problemem tym nic nie możemy zrobić. Jesteśmy na poziomie tak zwanej nieświadomej niekompetencji, na którym nie wiemy, że czegoś nie wiemy.
Pierwszym krokiem do uwolnienia się od poczucia winy jest przyjrzenie się sobie i swojemu życiu w celu stwierdzenia, czy nie zauważamy przypadkiem symptomów charakterystycznych dla organicznego poczucia winy.
Oto, niektóre symptomy mogące wskazywać, że żyjesz w schemacie organicznego poczucia winy:
1. Większość czasu przeżywasz negatywne emocje, rzadko się cieszysz i śmiejesz;
2. Masz tendencje do narzekania, oceniania innych i porównywania;
3. Wciąż rozpamiętujesz zdarzenia z przeszłości wyrzucając sobie, że nie postąpiłeś inaczej;
4. Brak ci spontaniczności;
5. Masz tendencje do krytycznego oceniania siebie. Często myślisz, że jesteś złym człowiekiem lub, że zrobiłeś coś złego.
6. Jesteś krytyczny wobec innych, uważasz, że to inni są odpowiedzialni za to, że ty czujesz się źle;
7. Zdarza ci się mieć poczucie, że krzywdzisz innych ludzi lub jesteś niewdzięcznikiem;
8. Poświęcasz się dla innych i masz żal, że tego nie doceniają;
9. Utrzymujesz relacje z ludźmi, którzy mają do ciebie żal i pretensje, mają względem ciebie nierealistyczne oczekiwania, pokazują ci twoją niedoskonałość, poniżają cię;
10. Uważasz się za złego rodzica i rozpieszczasz swoje dzieci;
11. Uważasz, że twoje potrzeby nie są ważne i dlatego ich nie komunikujesz;
12. Masz tendencje do psychicznego, fizycznego karania się, odmawiając sobie czegoś;
13. Zauważasz, powyższe wzorce zachowań u swoich rodziców (zwłaszcza matki).
14. Masz tendencje do wpędzania innych (w szczególności swoich bliskich partnera/dzieci) w poczucie winy;
Powyższe symptomy mogą również występować przy toksycznym wstydzie. Jeżeli symptomom tym towarzyszy przemożne poczucie gorszości, bycia złym, uszkodzonym, niekompletnym i bezwartościowym, to być może wstyd a nie poczucie winy jest tym schematem, któremu powinieneś się lepiej przyjrzeć.
Wychodzenie ze schematu organicznego poczucia winy może być trudne z uwagi na to, że wzorce z nim związane powstały dawno temu i do momentu, w którym jesteś, były przez ciebie nieświadomie wzmacniane. Za swoje nieadaptacyjne zachowania oparte na poczuciu winy nauczyłeś się dostawać różne korzyści: uwagę innych, współczucie, prawo moralne do osądzania innych, bierność i pasywność, niepodejmowanie ryzyka etc., z których możesz wcale nie chcieć zrezygnować. Zastanów się jednak, czy wolisz odczuwać do końca życia chwilową ulgę w emocjonalnym cierpieniu jakie cały czas sam w sobie wytwarzasz, czy uwolnić się definitywnie od nieustannego cierpienia. Jeżeli druga opcja wydaje ci się sensowniejsza (a taka w istocie jest), to musisz się przygotować na skonfrontowanie się z tym, przed czym całe życie uciekałeś, czego nie chcesz wiedzieć i czego się boisz. Może okazać się to trochę nieprzyjemne, podobnie jak leczenie chorego zęba, ale jest niezbędne, aby powrócić do rzeczywistości i zyskać emocjonalną wolność.
Cały proces może okazać się jednak dużo łatwiejszy niż się wydaje. W związku z tym, że mechanizm poczucia winy, jakkolwiek mocno utrwalony, opiera się iluzji, często spojrzenie z innej perspektywy na siebie, swoje życie i schematy z których korzystamy, pozwala nam wejść na taki poziom świadomości wewnętrznej, z którego iluzja staje się oczywista, przez co, jej dalsze utrzymanie jest niemożliwe.
Są tylko jedne drzwi przez które można wyjść ze schematu poczucia winy. To drzwi z napisem „Zrobiłem coś złego więc jestem zły”.
Schemat poczucia winy musi zostać zawsze poprzedzony zinternalizowaniem zewnętrznych norm oceny tego co jest dobre a co złe. Są to normy naszych rodziców, środowiska, w którym żyjemy, kultury, cywilizacji, religii etc. Przestrzeganie tych norm gwarantuje nam uzyskanie akceptacji i wsparcia swojego otoczenia, więc na pewnym etapie rozwoju jest niezbędne. Jest jednak oczywiste, że normy zewnętrzne mogą być bardzo nieżyciowe a czasem wręcz szkodliwe. Czasem z politowaniem patrzymy na radykalnych wyznawców jakiejś religii, ze zgrozą słyszymy o zamachach terrorystycznych, agresywnych zachowaniach pseudokibiców etc. Prawda jest jednak taka, że ci ludzie zachowują się zgodnie z normami, które zostały im zaszczepione.
Pierwszym etapem uwalniania się od poczucia winy jest odróżnienie zewnętrznych norm, które każą nam wierzyć, że coś jest dobre albo złe od własnego sumienia.
Sumienie jest czymś zupełnie innym od wyuczonej moralności. Sumienie nie zna żadnych uwarunkowań kulturowych i cywilizacyjnych, i jest podobne u wszystkich ludzi. Jak wykazały badania prowadzone przez amerykańskich naukowców normy sumienia są bardzo zbliżone dla wszystkich ludzi niezależnie od tego skąd pochodzą, w jakiej kulturze i religii się wychowywali. To nie wyuczona moralność ale właśnie wewnętrzne, właściwe istotom ludzkim sumienie mówi nam, że nie należy zabijać, krzywdzić innych, sprawia, ze potrafimy być empatyczni i dobrzy nawet wobec obcych.
Oddziel wyuczone normy od swojego sumienia i zadaj sobie pytanie, czy z punktu widzenia twojego sumienia (a nie tego co ktoś ci powiedział) zrobiłeś coś rzeczywiście złego. Czy możesz mieć całkowitą pewność, że zrobiłeś coś złego?
Być może zrobiłeś. Właśnie po to mamy sumienie żeby nas o tym informowało, ale nie po to, by w poczuciu winy oskarżać i karać do końca życia, ale po to by móc naprawić wyrządzone zło i więcej tego nie robić.
Warto przy tym zauważyć, że osoby obciążone organicznym poczuciem winy rzadko kiedy zrobiły coś naprawdę złego. Zastanów się, czy zabiłeś kogoś z premedytacją, odebrałeś komuś zdrowie, celowo zniszczyłeś komuś życie? Raczej nie. Osoby, które mają takie działania na sumieniu zwykle z poczuciem winy nie mają większego problemu. Skoro nie zrobiłeś nic takiego a męczy cię poczucie winy to znaczy, że, musiałeś uwierzyć w bajkę, że to co zrobiłeś było złe. Czyja to bajka? Zwróć uwagę na pewien paradoks. Zrobiłeś coś i jesteś przekonany, że to było złe, ale skąd możesz mieć pewność, że rzeczywiście tak jest? Czy znasz wszystkie konsekwencje tego co zrobiłeś, czy może tylko trzymasz się swojej wersji bo tak się nauczyłeś. Nawet straszne wydarzenia mogą mieć pozytywne konsekwencje. Oceniając, że zrobiłeś coś złego zaczynasz bawić się w Pana Boga. Podobnie bawisz się w Boga, biorąc na siebie odpowiedzialność za rzeczy na które nie masz żadnego wpływu. Tak, to właśnie chcę ci powiedzieć, drugą strona poczucia winy może być niewyobrażalna pycha.
Może być jednak tak, że rzeczywiście zrobiłeś świństwo. Zdarza się. W końcu jesteśmy tylko ludźmi, wszyscy popełniamy błędy, wszyscy czegoś się boimy i czasem z lęku, wstydu czy w gniewie robimy jakieś głupstwo. Nawet jeśli, nie oznacza to, że jako ludzie stajemy się źli czy bezwartościowi. Osądzając się i odbierając sobie wartość odbieramy sobie również możliwość naprawienia wyrządzonego zła i wybaczenia. Sumienie nie ocenia nigdy ciebie ale to co zrobiłeś. To natomiast, co kiedyś zrobiłeś było wynikiem wielu czynników składowych: twojego poziomu rozwoju psycho-emocjonalnego, poziomu wiedzy, świadomości, emocji w jakich byłeś, okoliczności zewnętrznych etc. Zastanów się nad czymś co zrobiłeś kiedyś i za co winisz się do dziś. Czy teraz zachowałbyś się tak samo? Czy wówczas, mając tamten poziom świadomości, dojrzałości emocjonalnej mogłeś zachować się inaczej? Pewnie nie, a jeśli nie, to przestań sobie to wyrzucać.
Tak naprawdę nigdy nie zrobiłeś nic złego. Po prostu zachowałeś się tak jak w tamtym momencie umiałeś. Jeżeli w wyniku tego zachowania ktoś został skrzywdzony, zastanów się, jak to naprawić i wybacz sobie. Jeżeli uznasz, że jesteś zły, odbierasz sobie możliwość naprawienia konsekwencji szkodliwego zachowania. Dlaczego? Dlatego, że źli ludzie nie robią dobrych rzeczy.
W języku polskim synonimem wybaczenia jest „odpuszczenie”. Odpuszczenie jest słowem, które ma bardzo głębokie znaczenie. Jeżeli nie potrafimy wybaczyć innym i sobie to tak, jakbyśmy trzymali coś i nie potrafili tego puścić. Im więcej trzymamy swoich i cudzych win, tym ciężar, który niesiemy robi się większy. W końcu staje się tak ciężki, że nie jesteśmy w stanie dalej iść.
Ważne jest abyś zrozumiał, że poczucie winy jest emocją, która pozwala ci uciekać od rzeczywistości, oddalać się od prawdziwego życia. Zastanów się dlaczego, tak ci na tym zależy. Poczucie winy wywołuje niemoc w momencie, w którym przeżywasz to uczucie, ale wywołane jest interpretacją tego co wydarzyło się kiedyś i na co nie masz już żadnego wpływu. Żadne poczucie winy, martwienie się i karanie nie zmieni przeszłości i nie spowoduje, że staniesz się lepszym człowiekiem niż jesteś.
Jeżeli przeżywane przez ciebie poczucie winy jest tak silne, że utrudnia ci funkcjonowanie w życiu, przeżywanie radości, wywołuje niemoc i depresję, zastanów się nad podjęciem terapii opartej na technikach behawioralno-poznawczych lub terapii schematów. Prawdopodobnie cierpienie, które przeżywasz wywołane jest zniekształconym myśleniem i utrwalonymi strategiami nieadaptacyjnych zachowań, nad zmianą których można efektywnie i skutecznie pracować.
Jeżeli odczuwasz jedynie dyskomfort, który nie uniemożliwia ci skutecznego funkcjonowania a jedynie, obniża jakość Twojego życia, postaraj się zastosować w swoim życiu kilka poniższych wskazówek. Jest duże prawdopodobieństwo, że pozwolą ci spojrzeć na twoje problemy inaczej i sprawią, że poczujesz się lepiej.
1. Zastanów się czy rzeczywiście zrobiłeś coś, co mogło wyrządzić komuś krzywdę. Jeżeli tak, zadaj sobie pytanie czy mogłeś wówczas zachować się inaczej, czy teraz zachowałbyś się inaczej i czy jest możliwe/celowe naprawienie szkody, którą wyrządziłeś.
2. Uznaj swoje prawo do robienia błędów i naprawiania ich. Jesteś tylko i aż człowiekiem. Nie baw się w Boga. Pamiętasz przypowieść o Jezusie i nierządnicy? On nie osądzał ludzi bo wiedział, że nie jesteśmy doskonali i każdy ma coś na sumieniu, nawet on sam.
3. Zrozum, że jako osoba dorosła to ty jesteś odpowiedzialny za swoje myśli, emocje i działania i jedynie ty odpowiadasz za zaspokojenie swoich ważnych potrzeb.
4. Zastanów się co „zyskujesz” obwiniając się. Może być to: uwaga innych, współczucie, wiara w wybaczenie winy, ucieczka od rzeczywistych problemów, odkładanie na później ważnych rzeczy, unikanie konfliktów z osobami uruchamiającymi w tobie poczucie winy, dawanie sobie moralnego prawa do osądzania innych. Uświadom sobie, że za te „korzyści” płacisz niemożnością przeżywania w swoim życiu radości.
5. Zacznij się akceptować nawet jeżeli nie wszystko w tobie ci się podoba. Nie jesteś doskonały, nikt nie jest. Pomimo tego masz prawo tu być jak każdy, jesteś wartościowym człowiekiem – jak każdy, masz prawo do realizacji ważnych dla ciebie potrzeb i wartości – jak każdy, twoje potrzeby są tak samo ważne jak potrzeby innych ludzi.
6. Naucz się mówić „nie”. Określ swoje granice i nie pozwalaj innym ich naruszać.
7. Jeżeli wierzysz w Boga to przyjmij, że cokolwiek zrobiłeś, kocha cię on tak samo jak innych.
8. Wybacz sobie i innym. Odpuść sobie i innym. Puść, uwolnij przeszłość, po to by móc cieszyć się życiem w teraźniejszości. W tym ostatnim bardzo pomocne mogą być procedury Radykalnego Wybaczania i Radykalnego Samowybaczania. RW i RS SA to techniki uwalniania się od winy opracowane przez amerykańskiego terapeutę Colina Tippinga. Praca wykonywana jest z użyciem kwestionariuszy, które przeprowadzają nas przez cały proces. Kwestionariusze można bez problemu znaleźć w Internecie lub w książkach C.Tippinga i przejść przez proces samemu, można tez wziąć udział w często organizowanych warsztatach RW i RS.
Zadbaj o siebie. Jeżeli nie czujesz się w swoim życiu dobrze, szukaj sposobów żeby sobie pomóc. Nawet jeżeli w danym momencie nie widzisz wyjścia z jakiejś sytuacji, takie wyjście zawsze istnieje i zwykle jest bliżej niż mogłoby ci się wydawać. Nie możesz wiedzieć jaka będzie przyszłość, ale jedno jest pewne, tworzysz ją właśnie teraz i od tego jak czujesz się teraz, będzie zależało co będziesz robić i jak będziesz się czuł w przyszłości.

Poczucie winy i wstyd – najwięksi zabójcy poczucia własnej wartości (cz. I)

Pracując z ludźmi jako coach i pomagając im rozwiązać różnego rodzaju problemy, coraz częściej przekonuję się, że wspólnym mianownikiem większości problemów jakie ludzie sobie stwarzają, jest brak stabilnego, płynącego z wewnątrz poczucia własnej wartości i wynikający stąd brak akceptacji dla tego kim się jest, oraz kompulsywny przymus budowania i potwierdzania swojej wartości w oparciu o zewnętrzne wskaźniki odniesienia, takie jak: pieniądze, status społeczny, dobra materialne, atrakcyjność fizyczna, muskulatura, popularność, gadżety etc. Baz znaczenia jest przy tym, co dana osoba rzeczywiście osiągnęła w życiu – pracowałem z ludźmi, którzy uważali się za nic niewartych mimo zrobienia międzynarodowej kariery i odniesienia biznesowych sukcesów. Bez znaczenia jest też, czy ktoś demonstruje zaniżone poczucie własnej wartości, czując się gorszy od innych, czy też, zawyżone poczucie własnej wartości – pokazując, że jest od innych lepszy. Obydwa typy zachowań są symptomem tego samego problemu. Nikt, kto nie czuje się gorszy od innych nie będzie miał potrzeby udowadniania, że jest od innych lepszy, nie będzie miał potrzeby rywalizowania ani poniżania innych po to, aby na chwile poczuć się lepiej.
Oczywiście, mało kto otwarcie przyzna się do poczucia bezwartościowości. W większości przypadków, przekonanie to jest głęboko zakopane w mało dostępnych warstwach nieświadomego umysłu i silnie strzeżone przez system mechanizmów obronnych oraz strategii, których celem jest ukrycie tego, że czujemy się nic nie warci. Brak poczucia własnej wartości staje się jak korzeń, z którego wyrasta drzewo twojego życia. Jakie będą owoce ? Często, pozornie mogą wyglądać ładnie i zdrowo jak hiszpańskie jabłka w supermarkecie. Pytanie, jak czujesz się z tym co stworzyłeś. Czy czujesz się spokojny, spełniony i radosny, czy też jesteś wiecznie niezadowolony, nerwowy i zestresowany. Sporo wielkich karier zostało zbudowanych na niskim poczuciu własnej wartości, i chęci udowodnienia innym i sobie, że jest się jednak coś wartym.
Zastanów się jakie emocje przeważają w twoim życiu. Czy jest to spokój, radość, akceptacja, ciekawość, miłość, czy też, frustracja, zmęczenie, zniechęcenie, złość, niechęć do innych. Jeżeli tych drugich emocji jest więcej, jeżeli zauważasz u siebie tendencję do obwiniania ludzi i okoliczności za swoje niepowodzenia i złe emocje, skłonności do narzekania i usprawiedliwiania się za brak sukcesów, lub tendencje do chwalenia się, wywyższania, gromadzenia rzeczy, tytułów, trofeów, przypatrz się dobrze swojemu poczuciu własnej wartości. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że coś jest z nim nie tak.
Brak poczucia własnej wartości jest paliwem dla strachu, chciwości, agresji, zawiści, chamstwa, nienawiści, odrzucenia, zazdrości, egoizmu i pogardy dla innych. Niestety, świat jest pełen nieszczęśliwych, zagubionych ludzi, którzy bezustannie próbują udowodnić sobie i innym, że są coś warci, i coś znaczą, wykorzystując do tego dziecięce strategie, przynoszące jedynie szkodę im i ich otoczeniu, raniąc bez przerwy siebie i innych. Maskowanie braku poczucia własnej wartości, kosztuje mnóstwo energii, którą musisz zużyć na utrzymywanie masek i póz, za którymi ukrywasz swój lęk, że zostaniesz zdemaskowany.
Brak poczucia własnej wartości jest globalną epidemią, która niszczy nas jako gatunek, i która jest odpowiedzialna za to, że w ciągu nie całych stu lat zamieniliśmy planetę, na której żyjemy w cuchnący śmietnik, w którym za kilkadziesiąt lat nie da się już żyć.
Jak myślisz, co jest pierwotnym powodem tego, że ludzie piją, biorą narkotyki, palą papierosy, wpadają w uzależnienia od seksu, zakupów, uznania, popularności, facebooka, opinii innych, dopuszczają się agresji, gromadzą więcej niż potrzebują, odczuwają długotrwały stres prowadzący ich do mnóstwa chorób, albo też, wpadają w marazm, izolację, apatię, wyuczoną bezradność, dlaczego popełniają samobójstwa lub zabijają się na raty ?
Tak, zgadłeś. Pierwotną przyczyną jest brak poczucia własnej wartości mającego źródło wewnątrz nas. Zadziwiające. Człowiek, jako jedyny gatunek na Ziemi, posiadający świadomość siebie i umiejętność abstrakcyjnego myślenia, planowania i kochania posiadł również niedostępną dla innych zwierząt umiejętność zakwestionowania wartości własnego istnienia. Pewnie, w jakimś boskim planie czemuś ma to służyć. Może powstaniu takiego cierpienia, które spowoduje, że obudzimy się w końcu jako gatunek. Nie wiem. Zanim jednak nastąpi zbiorowe przebudzenie, co wcale nie jest do końca pewne, przynajmniej jeśli idzie o spodziewany termin, proponuję, aby każdy budził się na własną rękę, odkrywając nieadaptacyjne i destrukcyjne mechanizmy swojego ego, i uwalniając się od nich jak od niepotrzebnego balastu.
Gwoli wyjaśnienia. Jestem przekonany, że brak poczucia własnej wartości jest wyuczonym mechanizmem adaptacyjnym, którego celem jest zapewnienie nam przetrwania we wczesnym dzieciństwie. Kiedyś mechanizm ten miał nas chronić i ułatwiać nam życie podobnie jak pampers, czy chodzik na kółkach. Problem polega na tym, że większość z nas będzie używała chodzika i pampersa do końca swojego życia, dziwiąc się, że coś ich uwiera.
Analizując powody, które decydują o tym, że tak wielu ludzi uważa się za bezwartościowych i nieważnych, doszedłem do przekonania, że czynnikami, które niszczą naturalne i wrodzone poczucie własnej wartości, prawdziwymi kilerami poczucia własnej wartości, są dwie niezbyt przyjemne emocje, przy pomocy których nasze otoczenie manipuluje nami od najmłodszych lat, czyli: poczucie winy i wstyd.

Jeżeli chcesz otrzymać drugą część artykułu i dowiedzieć jak powstaje poczucie winy, jak działa mechanizm poczucia winy, w jak katastrofalny sposób wpływa ono na nasze życie i jak poradzić sobie z poczuciem winy, po to, żeby odzyskać dostęp do poczucia własnej wartości, wyślij maila na adres: biuro@zbikowskicoaching.pl, wpisując swoje imię oraz tekst: „chcę otrzymać artykuł: Jak działa poczucie winy i jak mogę sobie z nim poradzić.

Coraz trudniej być mężczyzną

Bycie mężczyzną, to w dzisiejszych czasach czynnik największego ryzyka. Mężczyźni żyją przeciętnie 10 lat krócej od kobiet, są gorzej wykształceni, częściej chorują, częściej giną w wypadkach i częściej popełniają samobójstwa. Zdecydowana większość osób popełniających ciężkie przestępstwa, alkoholików, narkomanów, bezdomnych i bezrobotnych to mężczyźni. Z drugiej strony, świat biznesu i polityki jest nadal zdominowany przez mocno niedojrzałych, nie potrafiących współpracować mężczyzn, którzy nie radzą sobie z agresją, testosteronem oraz potrzebą dominacji i rywalizacji. Na przeciwległym krańcu skali, coraz więcej mężczyzn zamienia się w bezpłciowe androgeniczne istoty, uciekające od dotychczasowych, społecznych ról męskich w rejony zarezerwowane wcześniej wyłącznie dla kobiet. Zgodnie z zasadą zachowania energii, kiedy ubywa męskiej energii po stronie mężczyzn, musi jej przybyć po stronie kobiet. Kobiety robią się coraz bardziej męskie, mają coraz większe ambicje i wymagania. Są coraz mniej zainteresowane tworzeniem tradycyjnych relacji, bo nie znajdują do tego odpowiednich partnerów. Zamiast tego same zaczynają rywalizować i dominować. Jak w tym wszystkim ma się odnaleźć współczesny mężczyzna ? Nie jest to proste. Brak nam dobrych męskich wzorców. Nie przechodzimy procesów inicjacyjnych symbolicznie kończących okres dzieciństwa i rozpoczynających dorosłość. Zwykle jesteśmy wychowywani przez kobiety, a nasi ojcowie (o ile w ogóle biorą udział w procesie naszego wychowania), często nie są wzorem dobrym do naśladowania. Z braku wzorców w najbliższym otoczeniu, wzorujemy się na bohaterach filmów, książek, gier komputerowych i znanych osobach, kopiując zewnętrzne maski, pod którymi desperacko staramy się ukryć naszą bezradność i zagubienie. Brak nam prawdziwych mistrzów, mentorów, przewodników, dzięki którym moglibyśmy zrozumieć, kim jesteśmy i jaka jest nasza życiowa misja. Nic dziwnego, że coraz częściej się gubimy i wycofujemy. Zamiast odkrywać i realizować swój potencjał, marnujemy energię na ukrywanie tego, co uważamy za naszą słabość, przez co, stajemy się jeszcze słabsi i wrażliwi na zranienie.
Żeby stać się mężczyzną musisz obudzić w sobie odwagę, zmierzyć się ze swoimi demonami, poznać swoje największe lęki i je oswoić. Zamienić je w swoich sojuszników, zamiast bezustannie przed nimi uciekać. Jeżeli chcesz być wolny i spełniony musisz odkryć w sobie prawdziwą, dojrzałą męskość, łaczącą w sobie siłę i wewnętrzny spokój. Nie będziesz mężczyzną jeżeli wciąż będziesz uciekał przez niskim poczuciem własnej wartości, wycofując się z życia lub udowadniając innym, że jesteś od nich lepszy. Nie będziesz mężczyzną jeżeli nie będziesz czuł się dobrze sam ze sobą, niezaleznie od tego kim jestes i co robisz. Nie będziesz mężczyzną jeżeli nie odkryjesz celu, dla którego tu jesteś, większego niż Twoje ego i większego, niż Twój lęk o to, że nie okażesz się wystarczająco dobry.

Dlaczego palisz, czyli jak i kto zrobił Cię w konia i kogo utrzymujesz.


Może Ci się wydawać, że palisz bo tak chcesz, że to Twój wybór i nic nikomu do tego. Jeżeli naprawdę tak myślisz, to pozwól zatem, że zadam Ci pytanie. Skoro jest to Twój wybór to, dlaczego nie możesz przestać palić, choć chcesz ?
Prawda jest inna i bez jej przyjęcia trudno będzie Ci się rozstać z nałogiem. Nie podejmowałeś świadomie decyzji, że zostaniesz nałogowym palaczem. Nie wiedziałeś jakie skutki będzie miało zapalenie pierwszego papierosa a teraz, nie wiesz, jak możesz się od tego uwolnić.

To, że sięgnąłeś po pierwszego papierosa nie było Twoim świadomym wyborem. Pierwszy papieros, którego zapaliłeś był obrzydliwy w smaku i ostatnią rzeczą, którą mógłbyś wówczas pomyśleć, było to, że palenie jest fajne, i że chcesz wdychać to świństwo do końca życia. To, że obecnie palisz również nie jest Twoim wyborem. Jak większość palaczy chciałbyś być znowu niepalącym i zazdrościsz ludziom, którzy nie mają potrzeby wciągania do płuc trującego, śmierdzącego dymu ale nie wiesz jak to zrobić. Wcześniej być może nie miałeś wyboru, teraz jednak masz. Dowiedz się, co robisz, dlaczego masz potrzebę robienia tego, w jaki sposób zostałeś oszukany, i jak w prosty sposób się od tego uwolnić. Kiedy już będziesz miał wiedzę, wówczas podejmij świadomie decyzję czy chcesz być wolny i zdrowy, czy też wolisz nadal się truć.
Na razie uświadom sobie, że bez swojej winy stałeś się ofiarą przemysłu tytoniowego, jedynej gałęzi gospodarki, która z premedytacją, dla zysku i za przyzwoleniem prawa, zabija ludzi kupujących ich wyroby. Czas żebyś się dowiedział, do kogo trafiają Twoje pieniądze i w jak nikczemny sposób zostałeś w to wszystko wciągnięty i oszukany. Kiedy jeszcze sam paliłem, śmiałem się z palaczy, którzy pozywają koncerny tytoniowe za zniszczenie zdrowa. Myślałem: „stary, wiedziałeś co robisz, nie rób teraz z siebie ofiary i nie ośmieszaj się”. Kiedy jednak zainteresowałem się działalnością koncernów tytoniowych i ich praktykami, kiedy dowiedziałem się jak to wszystko działa, naprawdę się wkurzyłem. Zrozumiałem, że cały ten system został skonstruowany w taki sposób, żeby złapać w pułapkę uzależnienia jak najwięcej nieświadomych rzeczywistego zagrożenia ofiar. Niektórym udaje się jakoś uchronić ale ok. 40 procentom się nie uda. Najbardziej zdumiewające jest to, że cały ten proceder odbywa się nie tylko legalnie, ale wręcz jest popierany przez rządy państw, które zarabiają na nim olbrzymie pieniądze.
Przyjrzyjmy się faktom. Większość palących próbuje swojego pierwszego papierosa w wieku 10-14 lat. Dlaczego i po co to robią? Wcale nie z głupoty, jak się czasem mówi, raczej z nieświadomości zagrożenia. Na poziomie motywacyjnym, przyczyn eksperymentów z papierosem jest wiele: z ciekawości, żeby wydać się bardziej dorosłym, pewnym siebie, żeby zyskać uznanie i akceptację w grupie rówieśniczej lub wyrazić swój bunt przeciwko rodzicom, światu, społeczeństwu, szkole etc. Pytanie, dlaczego młodzi ludzie potrzebują do tego celu właśnie papierosa? Sto lat temu jakoś nie potrzebowali i musieli sobie radzić inaczej. Odpowiedź jest prosta. W zbiorowej świadomości nastolatków, papieros właśnie do tego służy. W zbiorowej świadomości dorosłych papieros nieco zmienia swoje funkcje i służy do radzenia sobie z problemami jakie niesie życie i z własnymi emocjami. Odkąd tylko małe dziecko zaczyna obserwować swoje otoczenie, próbując zrozumieć prawa jakie w nim obowiązują, jest permanentnie bombardowane docierającymi z różnych kierunków przekazami, z których wynika, że należy palić papierosy i jest to dobre. A oto, najważniejsze z nich:
• jeżeli pali chociaż jeden z rodziców lub bliskich członków rodziny, dziecko otrzymuje komunikat, że palenie jest dobre, nawet jeżeli rodzice temu zaprzeczają. Dziecko, którego rodzic pali, będzie na 80 % palaczem;
• nawet jeżeli rodzice nie palą, dziecko obserwuje innych palących dorosłych i wyciąga wnioski, że skoro dorośli palą to musi być to dobre i pożądane (chyba, ze rodzice potrafią dziecku umiejętnie wytłumaczyć, dlaczego palenie jest złe i dlaczego niektórzy, mimo to, palą);
• dziecko widzi palących ludzi w filmach – często są to bohaterowie pozytywni, co automatycznie wywołuje pozytywne asocjacje dotyczące palenia papierosów;
• dziecko widzi w sklepie kolorowe atrakcyjne pudełka, które przyciągają jego uwagę, budzą zainteresowanie i wywołują pozytywne skojarzenia;
• młody człowiek, widzi że dorośli, którzy są dla niego autorytetami (nauczyciele, politycy, celebry ci, pisarze, dziennikarze etc.) palą;
• młody człowiek oglądając filmy dowiaduje się, że jego ulubieni aktorzy i kreowani przez nich bohaterowie (silni mężczyźni i uwodzicielskie kobiety) prawie zawsze palą papierosy. Od najmłodszych lat, poddawani jesteśmy systematycznej, intensywnej indoktrynacji, która każe nam łączyć palenie z takimi wartościami jak przygoda, ciekawe życie, luksus, relaks, męskość, flirt i seks, pewność siebie, poczucie własnej wartości, łamanie schematów, dobra zabawa.
• młody człowiek może podziwiać w każdym dużym sklepie stoiska z atrakcyjnymi gadżetami związanymi z paleniem papierosów – papierośnice, zapalniczki, papierosy elektroniczne;
• kiedy, młody człowiek zaczyna prowadzić życie towarzyskie bez nadzoru rodziców, dowiaduje się, że duża część ludzi, których poznaje, pali papierosy.
Może teraz czasy się nieco zmieniają, ale wszyscy bohaterowie mojego dzieciństwa i okresu nastoletniego palili fajki. Palił mój Tata, palili moi ulubieni aktorzy, piosenkarze, opozycjoniści, ulubiony pisarz zawsze na zdjęciu był z fajkiem, palił ukochany poeta i poetka noblistka, gitarowy bard opozycyjny, trener palił, palił nawet wilk w bajce, Królik Bugs i Chuck Norris. Wszyscy palili. No może z wyjątkiem Bruce’a Lee. On nie palił i chwała mu za to.
Zanim ukończymy 14 lat, mamy już zgromadzonych wystarczająco dużo „powodów” żeby przynajmniej spróbować jak smakuje papieros. Cały dowcip polega na tym, że w rzeczywistości, powody te, w ogóle nie istnieją, ale my o tym nie wiemy. Wiedzą o tym natomiast doskonale ci, którym najbardziej zależy na tym, żebyś spróbował papierosa jak najwcześniej czyli, koncerny tytoniowe oraz państwo, które nie tylko toleruje, ale wspiera legalne ludobójstwo i czerpie z tego korzyści. Myślisz, że używam zbyt silnego słowa ? Otóż nie.
Jak myślisz, jak powinny zareagować władze państwa, gdyby każdego dnia w Polsce miał miejsce wypadek lotniczy w którym ginęłoby ponad 200 osób i tak dzień w dzień, przez 365 dni w roku. Nie wiem jak Ty ale moim zdaniem, władze powinny się tym przynajmniej zainteresować i przyjrzeć się czy, aby przypadkiem w działalności linii lotniczych nie występują jakieś nieprawidłowości, zwłaszcza gdyby tych linii było tylko trzy.
W Polsce, co roku, na skutek chorób związanych z używaniem produktów trzech koncernów tytoniowych: Philip Morris International Poland, British American Tobacco Polska i Imperial Tobacco Polska umiera ok. 75.000 osób (205 dziennie). Dla porównania, w wypadkach samochodowych w ciągu roku ginie w Polsce rocznie 3500 osób, a w wyniku samobójstw ok. 4000 osób (co ciekawe, większość ofiar samobójstw, to palacze, a raczej, byli palacze).
Przemysł tytoniowy to największy ludobójca XX wieku. Według szacunków WHO (Światowej Organizacji Zdrowia), papierosy zabiły w XX wieku ponad 100 milionów ludzi. Jest to więcej niż suma ofiar śmiertelnych wojen, wypadków samochodowych, morderstw, samobójstw, wypadków samochodowych, pożarów, AIDS i gruźlicy. Co roku na choroby związane z paleniem tytoniu umiera 6-7 milionów ludzi z czego ok. 10% to bierni palacze. Według WHO, w wyniku chorób związanych z paleniem umrze co drugi palacz czynny i co 10 palacz bierny, a w XXI wieku, na choroby wywołane paleniem umrze ponad miliard ludzi.
O uzależniających i szkodliwych właściwościach papierosów mówi się od początków XX wieku. Oficjalnie, szkodliwość i rakotwórcze działanie papierosów zostały pierwszy raz potwierdzone dokładnie 50 lat temu t.j w 1964r. w raporcie naczelnego lekarza Stanów Zjednoczonych.
Po opublikowaniu raportu doszło do sławnego spotkania przedstawicieli sześciu największych koncernów tytoniowych, na którym ustalono obowiązujące do dziś zasady przestępczej współpracy mającej na celu, dezinformowanie opinii publicznej co do szkodliwości palenia, ukrywanie faktycznej szkodliwości papierosów i właściwości uzależniających nikotyny, składu papierosów oraz wspólną obronę prawną i lobbing. Zyski koncernów to ok. 40 mld USD rocznie. Jest o co walczyć.
Warto zauważyć, że o szkodliwości papierosów koncerny tytoniowe wiedziały od dawna, na długo przed opublikowaniem raportu a po jego opublikowaniu, przez kilka dekad, władze koncernów zaprzeczały właściwościom uzależniającym nikotyny i właściwościom toksycznym i kancerogennym swoich produktów. Dopiero, fala trwających latami procesów skierowanych przeciwko koncernom tytoniowym jaka miała i ma miejsce w Stanach Zjednoczonych, doprowadziła do ujawnienia wyjątkowo nikczemnych praktyk, jakich dopuszczają się producenci papierosów. W szczególności ujawniono, że przemysł tytoniowy nie tylko doskonale wiedział o uzależniających właściwościach nikotyny ale specjalnie właściwości te wzmacniał poprzez dodawanie do tytoniu różnych substancji chemicznych powodujących zwiększenie aktywności biochemicznej oraz absorpcji nikotyny.
Być może o tym nie wiesz, ale koncerny tytoniowe inwestują niewiarygodne pieniądze w laboratoria i ośrodki badawcze, których nie powstydziłyby się największe instytucje naukowe i firmy farmaceutyczne. Jak myślisz nad czym pracują zatrudniani tam naukowcy ? Jeżeli pomyślałeś, że być może, pracuje się tam nad opracowaniem nieszkodliwego papierosa, to masz poniekąd rację. Beznikotynowy papieros z niską zawartością substancji rakotwórczych został opracowany w laboratoriach koncernów tytoniowych już w latach 60-tych, ale nie próbuj znaleźć go w kiosku, bo Ci się nie uda. Nie dlatego, że cieszą się taką popularnością, że trudno je kupić, ale dlatego, że koncerny tytoniowe nigdy nie wprowadziły ich do produkcji. Firmom tytoniowym nie potrzebny jest produkt, który nie uzależnia. Nie licz zatem na zdrowego dymka. Z drugiej strony, nie masz się co martwić. Z powodu braku nikotyny i tak by Cię on nie usatysfakcjonował.
Głównym celem prac badawczych prowadzonych przez koncerny jest, jak najlepsze zbadanie składu dymu papierosowego i jego wpływu na zdrowie ludzi, właściwości toksykologicznych i psychoaktywnych nikotyny, wpływu nikotyny na organizm palacza, jej interakcji z innymi substancjami etc. To z kolei robi się w dwóch celach. Po pierwsze, w celu opracowania metod jak najszybszego uzależniania palaczy przy nominalnie zmniejszonym poziomie nikotyny w tytoniu. Po drugie, w celu możliwie wczesnego przewidzenia zarzutów związanych ze szkodliwością palenia, mogących pojawić się w licznych procesach toczących się przeciwko koncernom, głównie w Stanach Zjednoczonych, i przygotowania skutecznej obrony oraz dezinformacji. Prawda jest taka, że nikt nie wie tyle na temat rzeczywistej szkodliwości papierosów, co ich producenci.
Pomysłem, który zrewolucjonizował przemysł tytoniowy i zrobił z mało znanej marki Marlboro, lidera rynku, okazało się dodawanie amoniaku przy produkcji papierosów. Przez wiele lat producenci tytoniu zarzekali się, że amoniak stosuje się jedynie w celu poprawienia „smaku” papierosów. Okazało się jednak, że amoniak reagując z solami nikotyny uwalnia swoją wolną formę, co w rezultacie prowadzi do zwiększenia wpływu nikotyny na organizm. Dzięki temu zabiegowi tanim kosztem uzyskano mocniejszy efekt uzależniający. Podobnie, dodawanie takich substancji jak cukier, glikol, kakao, miód, wanilia, lukrecja ma, nie tylko polepszyć smak papierosów ale, przede wszystkim, zwiększyć absorpcję i moc uzależniającą nikotyny, po to aby ludzie łatwiej sięgali po papierosy i szybciej się od nich uzależniali. Gdyby nie dodawane do papierosowego tytoniu substancje, które poprawiają smak dymu, prawdopodobnie miałbyś problem z jego wdychaniem z uwagi na naturalnie obrzydliwy, gorzki i gryzący smak.
Producenci papierosów wiedzą, że ich najważniejszą grupą docelową są ludzie młodzi, którzy jeszcze nie zaczęli palić. Badania potwierdziły, że 90% palaczy pozostaje wiernych marce papierosów, od których się uzależnili. Palacze nie zmieniają marki papierosów. Strategicznym celem koncernów tytoniowych nie jest zatem przejęcie klientów konkurencji, ale przekonanie młodzieży zaczynającej eksperymenty z papierosem, do wyboru ich produktów. Strategia jest prosta i niewiarygodnie cyniczna i polega ona na tym aby Cię zainteresować, złapać w pułapkę uzależnienia i już nigdy więcej nie wypuścić. Przemysł tytoniowy traci rocznie kilkadziesiąt milionów klientów, z czego ok. 7 milionów z nich sam zabija, podczas gdy reszcie udaje się rzucić zabójczy nałóg zanim nie jest za późno. Na ich miejsce, trzeba znaleźć nowych. Jak to się robi ?
Nad strategiami marketingowymi i sprzedażowymi koncernów tytoniowych, jak też nad ocieplaniem ich wizerunków pracują sztaby najlepszych psychologów, socjologów, ekspertów od marketingu i reklamy, psychoneuromarketingu i sprzedaży, oraz rzesze specjalistów od publick relation. Firmy odpowiadające za śmierć i choroby milinów ludzi na całym świecie, kreują się na społecznie zaangażowane i odpowiedzialne przedsiębiorstwa, których największą troską jest dbanie o zdrowie i dobre samopoczucie swoich klientów, i dostarczanie im najwyższej jakości produktów. Niewiarygodny cynizm. Jeżeli nie wierzysz, zajrzyj na stronę, PM International Polska, BAT Polska lub Imperial Tobacco i poczytaj sobie jak są przejęci Twoim zdrowiem i stanem finansów państwa (do tego stopnia, że Imperial Tobacco urządza szkolenia dla celników i urzędników skarbowych sic!!!)
Cały marketing i reklama papierosów bazuje na archetypowych wzorcach, najsilniej oddziałujących na wyobraźnię, psychikę i wolę młodych ludzi, którzy w zwłaszcza w okresie dojrzewania, szczególnie silnie szukają wzorów do naśladowania, przewodników i autorytetów. Odwoływanie się do archetypów buntownika, wojownika, awanturnika, łowcy przygód, bohatera, kochanka, femme fatale prowadzi do wytworzenia się w zbiorowej świadomości niezwykle silnych połączeń asocjacyjnych pomiędzy paleniem papierosów a cenionymi wartościami, takimi jak: przygoda, wolność, odwaga, luz, pewność siebie, męskość, atrakcyjność seksualna, siła uwodzicielskiej kobiecości, dobra zabawa, adrenalina, luksus, ciekawe, barwne życie itp. I trzeba przyznać, ze są niezwykle skuteczni. Nawet pomimo zakazu oficjalnej reklamy, neuromarketingowe sztuczki koncernów tytoniowych robią swoje.
To przede wszystkim dlatego i dzięki powszechnej dostępności papierosów, pierwszy raz sięgnąłeś po papierosa a nie po strzykawkę czy biały proszek. Co za genialny pomysł. Męskość, atrakcyjność, luz, odwaga, uwodzicielska siła i pewność siebie, którą możesz kupić w każdym kiosku za 13 zł. za paczkę.
Można sobie zadać pytanie, jak to możliwe aby na całym świecie dopuszczano do legalnej sprzedaży substancję, o której wiadomo, że jest wysoce uzależniająca, rakotwórcza i śmiertelnie niebezpieczna dla zdrowia? Odpowiedź jest prosta, ponad 90% ceny paczki papierosów, którą kupujesz trafia do budżetu państwa w formie podatku akcyzowego. W Polsce budżet państwa zarabia na palaczach ok. 16 mld zł. Dla porównania przychody z podatku od osób fizycznych PIT to ok. 35 mld zł, co oznacza, że palacze oddają państwu rocznie dobrowolnie prawie połowę tego co wszyscy podatnicy (osoby fizyczne) łącznie. Jeżeli przez chwilę poczułeś dumę, że dzięki Twojemu nałogowi ratujesz państwowy budżet, to nie ciesz się jednak przedwcześnie.
Szacuje się, że roczne koszty samej opieki zdrowotnej wynikające z chorób związanych z paleniem tytoniu sięgają blisko 18 mld zł. Konsekwencje finansowe dla państwa to również powstałe na skutek zażywania tytoniu zmniejszenie produktywności i wskaźnika zatrudnienia – to kolejne 15 mld zł rocznie. Co ciekawe, w roku 2010 na przeciwdziałanie paleniu tytoniu z budżetu państwa wydano tylko 1 mln PLN.
Jednym z podstawowych powodów, dla którego, jak na razie, nie ma szans aby ten zbrodniczy biznes został zdelegalizowany, są olbrzymie pieniądze z nim związane, niezwykle silny i skuteczny wpływ jaki lobby tytoniowe wywiera na legislatorów krajowych i UE, utrudniając i opóźniając wprowadzanie przepisów, mogących zmniejszyć dostępność i atrakcyjność papierosów. Jak na razie, jednolite opakowania papierosów i zakaz ich eksponowania wprowadzono jedynie w kilku krajach, min. w Australii, co spowodowało znaczny spadek liczby osób palących i zaczynających palić.
Jak można przeczytać na stronie Phillip Morris International Polska
„Popierając wprowadzenie wszechstronnych i efektywnych regulacji dotyczących wyrobów tytoniowych, nie wspieramy jednocześnie działań mających na celu uniemożliwianie zakupu i konsumpcji wyrobów tytoniowych przez osoby pełnoletnie lub wprowadzających zbędne utrudnienia w funkcjonowaniu legalnego rynku wyrobów tytoniowych. W związku z tym sprzeciwiamy się wprowadzeniu: jednolitych opakowań, zakazu eksponowania wyrobów tytoniowych, całkowitego zakazu informacji skierowanej do pełnoletnich osób palących oraz zakazu stosowania jakichkolwiek dodatków do wyrobów tytoniowych”.
I na razie sprzeciwiają się skutecznie.
Na silną pozycję firm tytoniowych również w rozwiniętych krajach deklarujących walkę z nikotynowym nałogiem, wpływa również, niski poziom świadomości społecznej, wynikający w dużej mierze z nieznajomości faktów i z traktowania palenia, nadal jako mało szkodliwego nawyku i problemu osoby, która pali.
Na szczęście, to się powoli zmienia, przede wszystkim, dzięki bataliom prawniczym, które ofiary przemysłu tytoniowego, od lat prowadzą przeciwko koncernom w USA i W Kanadzie.

W 2006r. w procesie wytoczonym przez Amerykański Departament Sprawiedliwości, producenci papierosów Philip Morris, R.J. Reynolds, Lorillard i Atria, zostali uznani winnymi naruszania praw cywilnych, dezinformacji i okłamywania społeczeństwa na temat szkodliwości palenia tytoniu.
Dopiero w tym roku udało się uzgodnić w jaki sposób, firmy te, mają wystosować publiczne przeprosiny za swoje czyny.
Koncerny muszą przygotować całostronicowe sprostowania, które zamieszczone będą w niedzielnych wydaniach trzydziestu pięciu największych amerykańskich dzienników oraz na ich stronach internetowych. Poza tym, odpowiednie spoty mają być emitowane przez cały rok w telewizjach CBS, ABC i NBC. Skorygowane informacje na temat szkodliwości produktów tytoniowych trafią również na opakowania papierosów.
Firmy będą musiały przyznać, że specjalnie opracowują swe produkty w taki sposób, by były bardziej uzależniające, i że nikotyna wprowadza w mózgu trwałe zmiany, które sprawiają, że trudniej jest rozstać się z nałogiem. Poza tym mają jasno potwierdzić, że papierosy typu „light” wcale nie są mniej szkodliwe czy uzależniające od standardowych.

Epilog
„Przez chwilę wydawało się, że koncerny tytoniowe skazane są na zagładę. Z torbami miały je puścić wielomilionowe odszkodowania dla byłych palaczy, coraz bardziej restrykcyjne zakazy palenia i reklamowania papierosów. Branża tytoniowa szybko jednak odnalazła się w nowej rzeczywistości. Koncerny przenoszą produkcję do Afryki i Azji, tam też prowadzą skuteczną walkę o umysły, płuca i kieszenie milionów nowych palaczy. Wędrówkę firm tytoniowych najlepiej widać na przykładzie wyścigów Formuły 1. Unia Europejska w 2005 r. zakazała reklamowania tytoniu na imprezach sportowych, więc F1 przenosi się ze Starego Kontynentu do krajów, w których zakazy jeszcze nie obowiązują – Grand Prix Chin, Bahrajnu i RPA to tylko kilka przykładów.
Branża tytoniowa od lat nie miała się tak dobrze. W tym roku wyprodukuje 5 trylionów papierosów, co oznacza, że na jednego mieszańca kuli ziemskiej przypadnie 830 sztuk (5 proc. więcej niż rok wcześniej). Nawet w czasie recesji koncerny zbijają kokosy. Zyski Philip Morris w zeszłym roku wyniosły 16 mld dol. British American Tobacco ponad 2 mld dol. W większości europejskich krajów sprzedaż spada, ale wskaźniki ciągną do góry państwa rozwijające się. Rynek papierosów w Afryce rośnie ponad 4 proc. rocznie”.
Źródło „Newsweek”.
Istnieją potwierdzone przypuszczenia, że koncerny tytoniowe organizują przemyt dużej części swoich wyrobów (które potem wykazują jako utracone) do najbiedniejszych krajów w Afryce i w Azji, gdzie są dystrybuowane za niewielkie pieniądze przez lokalne szajki. W momencie uzyskania stałego poziomu popytu na swoje uzależniające wyroby, firmy tytoniowe wchodzą na rynek oficjalnie dzieląc się zyskami z miejscową władzą.
Tak czy inaczej, masz sporo powodów żeby nie lubić tych chciwych łobuzów, a najważniejszym jest to, że dla ich zysków oddajesz własne zdrowie.
Nie byłeś tego wszystkiego świadomy/ świadoma ? No to teraz już jesteś. A skoro tak, to zastanów się, czy nadal chcesz ich finansować.

Jak rzucić palenie z radością i ulgą.

Drodzy Przyjaciele, Znajomi, których znam i Znajomi, których jeszcze nie znam.
Kiedy po ponad 23 latach bycia palaczem i po kolejnych nieudanych próbach rzucenia palenia zrozumiałem, dlaczego nie mogłem rzucić i gdzie tkwi tajemnica sukcesu, dzięki której można przestać palić w jednej chwili bez poczucia straty i nieprzyjemnych skutków odstawienia, bez ryzyka utycia i tego wszystkiego, co przeraża palaczy kiedy myślą o rzucaniu, obiecałem sobie, że opracuję skuteczną metodę uwalniania się od nałogu i będę pomagał tym, którzy chcą rzucić ale nie wiedzą jak to zrobić. Palaczy, którzy chcą rzucić, próbowali i im sie nie udało jest ok. 80%, więc jest komu pomagać. Tak powstała metoda EasyQuit, dzięki której pomogłem juz wielu osobom rzucić palenie w trakcie indywidualnych sesji coachingowych i w oparciu o którą, od lutego 2014 będę prowadził grupowe sesje rzucania palenia. Zamierzam również, przy okazji, prowadzić działalność informacyjno-edukacyjną dotyczącą pułapki nikotynowej, rzeczywistej szkodliwości papierosów, o której się nie mówi, oraz haniebnych praktyk koncernów tytoniowych i zadziwiającej bierności państwa w obliczu śmiertelnego żniwa jakie każdego dnia zbierają papierosy. Interesujące materiały będą się regularnie pojawiały na blogu i niebawem będą również dostępne na stronie internetowej EasyQuit. W związku z tym, że cel jest ekologiczny i społecznie użyteczny, mam gorącą prośbę o przekazywanie informacji o stronie i o metodzie Waszym palącym znajomym. Obiecuję, że będą Wam wdzięczni a Wy, będziecie mogli cieszyć się dłużej ich towarzystwem :)
Quit this shit !!! I trzymajcie kciuki :)