Chłopiec i Lew. Bajka dla małych i dużych chłopców.

lion

Był sobie raz mały chłopiec, podobny do wielu innych małych chłopców, zupełnie zwykły i niczym szczególnym się nie wyróżniający. Ot, po prostu mały chłopiec jak wielu. Mijamy ich codziennie na ulicy idących za rękę z mamą lub tatą, czy wracających ze szkoły z plecakiem. Rzadko zwracamy na nich uwagę, a jeszcze rzadziej, mimo że sami kiedyś byliśmy podobni do nich, zadajemy sobie pytanie, co dzieje się w sercu chłopca, o czym marzy lub czego się boi. Dlaczego miałoby nas to w ogóle interesować?
Patrząc na chłopca, który jest bohaterem naszej opowieści też pewnie nie zadalibyśmy sobie trudu, aby nad tym rozmyślać. Może przez moment zastanowiłby nas cień smutku w oczach chłopca, o ile w tym momencie nie bylibyśmy tak bardzo zajęci naszymi własnymi sprawami, aby w ogóle zwrócić na to uwagę.
Życie chłopca było również zupełnie normalne. Miał mamę i tatę, dostawał prezenty pod choinkę i czasem chodził z rodzicami na lody, do kina lub do wesołego miasteczka. Jak każdy zwyczajny chłopiec marzył, że kiedyś zostanie kimś sławnym i szanowanym, odważnym i samodzielnym jak bohaterowie filmów i książek, które lubił. Marzył o tym, że kiedyś zrobi coś ważnego czym zaimponuje swojemu tacie i z czego jego mama będzie dumna i szczęśliwa. Chłopiec sam jednak nie często czuł się dumny i szczęśliwy. W domu chłopca rzadko słychać było śmiech i przyjazne słowa. Zwykle rodzice oczekiwali od niego, że będzie siedział cicho w swoim pokoju, odrabiał lekcje albo czytał książkę i nie będzie nikomu przeszkadzał. Mama chłopca bardzo często była rozdrażniona i smutna albo bolała ją głowa. W takich chwilach lepiej było nie hałasować, nie śmiać się głośno i w ogóle niczego nie chcieć. Tata chłopca rzadko bywał w domu. Ciężko pracował i ciągle jeździł w delegacje. Chyba nie przepadał za swoją pracą bo stale narzekał, że mu mało płacą i nikt go nie docenia. Kiedy był w domu często kłócił się z mamą, która miała do niego pretensje, że nie zarabia tyle ile by mógł, i że za mało zajmuje się domem. Tata krzyczał, że haruje jak wół, aby utrzymać mamę i chłopca, że też ma prawo czasem odpocząć, czy obejrzeć mecz, i żeby wszyscy dali mu na chwilę święty spokój.
Chłopiec marzył, żeby tata pobawił się z nim, nauczył go rozbijać namiot i grać w piłkę, albo chociaż pochwalił go za dobrą ocenę, ale tata rzadko kiedy zwracał na chłopca uwagę. Kiedy chłopiec zadawał tacie jakieś pytanie albo chciał się czymś pochwalić, tata mówił, że nie ma czasu i żeby nie zawracał mu głowy, albo odpowiadał coś nieobecnym głosem nie próbując nawet udawać zainteresowania. Tak naprawdę, chłopiec często denerwował swojego tatę. Tata też kiedyś był małym chłopcem, który marzył o wspaniałych przygodach i podróżach, ale potem poszedł do pracy i poznał mamę. A potem urodził się chłopiec. Wtedy tata zwątpił, że jego marzenia kiedykolwiek się spełnią. Pewnie w głębi serca miał za to pretensje do mamy i chłopca. Czasem myślał, że gdyby nie oni jego życie byłoby ciekawsze i lepsze. Choć tata nigdy nie powiedział tego na głos, chłopiec i tak i tak to czuł. Czuł, że w czymś tacie przeszkodził i czuł się winny. Nie było mu z tym łatwo. Postanowił więc, że jak dorośnie dokona czegoś niezwykłego i udowodni tacie, że zasługuje na jego miłość.
Czasem tata nagle zaczynał interesować się chłopcem i nigdy nie było wiadomo kiedy to nastąpi. Wówczas kazał sobie pokazywać wszystkie zeszyty i bardzo się złościł. Mówił, że w wieku chłopca był najlepszym uczniem w klasie, i że koniec z wychowywaniem przez mamę oraz, że chłopiec dowie się teraz co oznacza dyscyplina i męska ręka. Kiedy w oczach chłopca pokazywały się łzy, tata złościł się jeszcze bardziej i nazywał chłopca mazgajem i mamisynkiem. To nie było dla chłopca miłe, ale i tak było lepsze niż obojętność taty.
Z mamą nie było dużo lepiej. Nieustannie narzekała na tatę, na chłopca, na innych ludzi i na życie, które najwyraźniej bardzo ją rozczarowało. Mama uważała, że świat jest niesprawiedliwy i okrutny, a ludzie są zawistni i nie można im ufać. Mama lubiła chwalić się chłopcem przed sąsiadami i znajomymi. Sprawiało jej satysfakcję kiedy chłopiec odświętnie ubrany recytował wiersz lub opowiadał o tym z czego dostaje dobre stopnie. Poza tym jednak, mama niezbyt interesowała się chłopcem. Za to bardzo pochłaniały ją rozmowy telefoniczne, losy bohaterów seriali oraz kolorowe pisma opisujące życie osób bogatych i sławnych. Mama była kiedyś małą dziewczynką, która marzyła, że kiedy dorośnie zostanie gwiazdą filmową albo piosenkarką, że będzie sławna i bogata a wszyscy będą jej zazdrościć. Potem poznała tatę, niedługo potem urodził się chłopiec i do mamy dotarło, że jej marzenia nigdy się nie spełnią. Pozostały jej seriale, kolorowe pisma i uczucie gorzkiego zawodu. Chłopiec bardzo chciał, aby mama była szczęśliwa i uśmiechnięta, ale nie wiedział jak sprawić żeby tak się stało. Z tego powodu nie czuł się dobrze. Obiecywał sobie, że kiedy będzie duży będzie wiedział jak uszczęśliwić mamę.
Czasem chłopiec miał wrażenie, że jest niewidzialny, że nikt go nie zauważa i że gdyby w ogóle zniknął, uciekł z domu albo umarł, nikt nawet nie zwróciłby na to uwagi. Z czasem zaczął myśleć, że coś z nim musi być nie tak, że musi być zły albo popsuty skoro mama i tata albo go nie zauważają, albo gniewają się na niego. Chłopiec nie rozumiał dlaczego tak się dzieje ale, choć tak bardzo się starał być dobrym i miłym chłopcem, cały czas najwyraźniej ranił i rozczarowywał swoich rodziców. Musiał robić coś nie tak, być nie taki jak powinien być. Musiał być jakiś powód, że rodzice nie byli z niego zadowoleni i dawali mu to tak często odczuć. Przecież rodzice nie mogli się mylić! Pewnie gdyby był inny, lepszy, mądrzejszy rodzice kochaliby go bardziej, byliby z niego dumni i okazywali mu więcej uwagi. Chłopiec starał się więc jeszcze bardziej być najlepszym chłopcem, wierząc, że jeśli będzie się lepiej uczyć, nie będzie sprawiać rodzicom kłopotów i zostanie kimś ważnym to w końcu zasłuży sobie na pochwałę i ciepłe uczucia rodziców, udowodni, że wart jest ich miłości.
W tym wszystkim chłopiec czuł się bardzo samotny, miał wrażenie, że jest inny niż inni chłopcy, i że nigdzie nie pasuje. Marzył, żeby mieć chociaż jednego dobrego przyjaciela, który by go rozumiał i, na którego mógłby zawsze liczyć. W końcu, jego marzenie się spełniło. Pewnego razu dostał w prezencie pluszowego lwa. Początkowo nie zwrócił na niego uwagi. Ot, zwykła pluszowa zabawka taka jak wszystkie inne. Po pewnym czasie, chłopiec zauważył jednak, że lew różni się od innych zabawek. Kiedy oswoił się z nowym domem, początkowo cichy i spokojny lew zaczął stawać się coraz bardziej dziki i rozbrykany. Zawsze robił to co chciał nie patrząc na konsekwencje. Zawsze miał swoje zdanie w każdej sprawie i oczekiwał, że pozostałe zabawki a nawet chłopiec przyznają mu rację i będą spełniać jego wolę. Kiedy coś mu się nie podobało szybko wpadał w gniew. Lew był próżny i leniwy, zawsze chciał być w centrum uwagi oczekując podziwu i uległości. Trzeba przyznać, że nie brakowało mu odwagi i siły, ale przy tym nie miał za grosz rozsądku ani cierpliwości. Gardził innymi zabawkami, uważał je za gorsze i głupsze od siebie a kiedy się zezłościł potrafił na nie ryczeć, a nawet gryźć i drapać ostrymi pazurami. Wiele zabawek chłopca nosiło ślady gniewu, braku opanowania i złych manier lwa. Było w nim coś szalonego, nieprzewidywalnego i groźnego ale, nie sposób zaprzeczyć, że potrafił być też doskonałym kompanem. Nikt tak jak lew nie potrafił pocieszyć i rozweselić chłopca. Lew miał zawsze mnóstwo szalonych pomysłów, nie uznawał żadnych ograniczeń i nie istniały dla niego przeszkody nie do pokonania. Uwielbiał przygody, był ciekawski i niczego się nie bał. Szybko zapalał się do różnych rzeczy, ale równie szybko się nudził, co chwila zabierał się więc za coś nowego, co w danej chwili wydawało mu się ekscytujące. Trudno było za nim nadążyć ale nie sposób było się w jego towarzystwie nudzić. Lew nie dbał o konwenanse i nigdy nie przejmował się tym co myślą o nim inni. Jedyną osobą na jakiej mu zależało był chłopiec. Lew cieszył się gdy zaimponował czymś chłopcu lub udało mu się go nastraszyć. Choć nie przyznałby się nigdy do tego, bardzo chciał żeby chłopiec go lubił. Z czasem chłopiec i lew stali się najlepszymi przyjaciółmi. Byli prawie nierozłączni, choć trzeba przyznać, że jeśli chłopiec wpadał w kłopoty to zwykle przez lwa. Lew często namawiał chłopca do robienia różnych szalonych i nierozważnych rzeczy z których rodzice chłopca byli zwykle mocno niezadowoleni. A kiedy rodzice chłopca byli niezadowoleni mówili mu, że bardzo ich zawiódł i rozczarował. Chłopiec nie chciał rozczarowywać swoich rodziców więc za każdym razem obiecywał sobie, że będzie grzeczny, i że nigdy więcej nie da się namówić lwu do robienia czegoś, co mogłyby nie spodobać się rodzicom. W pewnym momencie chłopiec zaczął myśleć, że chyba lepiej byłoby pozbyć się kłopotliwego przyjaciela. Poczuł, że jeśli tego nie zrobi ostatecznie utraci miłość i akceptację taty i mamy. Rozstanie się z niegrzecznym lwem wydało mu się jedynym dobrym rozwiązaniem. W końcu, choć nie było to łatwe, podjął decyzję, że ich drogi muszą się rozejść. Zaniósł więc lwa do lasu i tam go zostawił. Zostawiwszy lwa w lesie, chłopiec wrócił do domu i przysiągł sobie, że od teraz będzie zawsze grzecznym i miłym chłopcem. Jako, że mili i grzeczni chłopcy zwykle nie porzucają w lesie swoich przyjaciół, chłopiec z czasem uznał, że historia z lwem nigdy się nie wydarzyła i zapomniał o nim. Od tej chwili życie chłopca stało się przewidywalne i nudne. Robił wszystko, co jak sądził, mogło spodobać się rodzicom i innym ludziom, których uznał za ważnych. I choć rodzice chłopca nadal często byli z niego niezadowoleni, on nie tracił nadziei, iż kiedyś jednak uda mu się to zmienić. Z czasem chłopiec porzucił swoje marzenia o przygodach, podróżach, odkrywaniu skarbów, staczaniu bitew i ratowaniu księżniczek. Skończył szkołę z wyróżnieniem, urósł i stał się dużym chłopcem. Skończył studia, tak jak pragnęli rodzice, znalazł dobrą pracę, w której go ceniono i w której szybko awansował. Niedługo potem poznał miłą dziewczynę, z którą zaczął się spotykać. Po jakimś czasie urodził mu się syn. Duży chłopiec patrząc na małe wrzeszczące stworzenie myślał czasem, że gdyby nie ono, jego życie ułożyłoby się inaczej, ciekawiej. Czasem czuł smutek i pustkę jakby bezpowrotnie stracił coś naprawdę cennego. Czasem wpadał z tego powodu w gniew, a wtedy robił rzeczy, których wcale nie chciał robić, stawał się oschły, niemiły i krytyczny. Czuł się w swoim życiu coraz bardziej obco i samotnie, oskarżając czasem w duchu swoich bliskich i cały świat, że to ich wina. Coraz więcej pracował, coraz więcej osiągał, wierząc, że jeśli zdobędzie wystarczająco dużo i stanie się bardzo ważną osobą, wszystko samo się ułoży a on zyska spokój i radość. Tak się jednak nie działo.
Zastanawiacie się być może co stało się z lwem, po tym jak chłopiec porzucił go w lesie?
Początkowo lew nie mógł uwierzyć, że to prawda, nie mieściło mu się w głowie, że chłopiec mógł go tak okrutnie potraktować. Potem serce lwa zaczął przepełniać żal i wściekłość. Po zamieszkaniu w lesie zrobił się jeszcze bardziej dziki, nieobliczalny i groźny. Życie w ciemnym lesie sprawiło, że urósł i zmężniał, stał się silny i bardzo niebezpieczny. Chociaż serce lwa krwawiło z bólu i gniewu, cały czas myślał o chłopcu, na przemian to z nienawiścią, to z miłością. W końcu poprzysiągł sobie, iż albo odzyska względy chłopca i znowu będą przyjaciółmi, albo go pożre, aby chłopiec pożałował za to, że go odtrącił.
Postanowiwszy to, lew wyszedł nocą z lasu odszukał chłopca i zaczął chodzić za nim jak cień. Był zwinny, cichy i szybki. Duży chłopiec nigdy nie mógł go zobaczyć, często jednak miał poczucie, że ktoś go obserwuje i śledzi. To budziło w nim niepokój. Inni ludzie czasem widzieli lwa. Zdarzało się, że ryknął na kogoś, błysnął ostrym pazurem czy przekrwionymi ślepiami. Czasem podstawiał chłopcu łapę, a czasem ze wściekłości niszczył jego rzeczy. Pragnął aby chłopiec w końcu go zauważył i żeby ich przyjaźń odżyła jak dawniej. Chłopiec nie widział jednak lwa, a ten robił się coraz bardziej dziki i zły. Coraz częściej miał ochotę rozszarpać swojego dawnego przyjaciela na drobne kawałki. Pewnie też tak by się stało, ale na szczęście wydarzyło się coś, co doprowadziło do innego rozwoju wypadków.
Mały syn dużego chłopca dostał raz w prezencie pluszowego lwa, którego bardzo polubił i z którym nigdy się z nim nie rozstawał. Patrząc na swojego syna śpiącego w objęciach lwa, duży chłopiec przypomniał sobie o swoim dawnym przyjacielu. Poczuł ogromny żal i tęsknotę za swoim kompanem. Postanowił go więc odnaleźć w głębokim, ciemnym lesie, w którym widział go po raz ostatni. Długo musiał go szukać błądząc i potykając się co chwila, w końcu jednak lew wyszedł mu na spotkanie. Duży chłopiec przeraził się kiedy go ujrzał bo lew w niczym nie przypominał miłej, pluszowej zabawki. To było wielkie, dzikie wygłodniałe zwierzę z ostrymi kłami i pazurami. Chłopiec poznał go jednak i choć lew ryczał, kłapał zębami i ciął powietrze pazurami jakby chciał chłopca wystraszyć i przegnać, ten, chociaż nogi uginały mu się ze strachu a serce waliło jak młot, podszedł do przyjaciela i mocno objął go za szyję. Lew nadal był wściekły, szarpał się i wydawał przerażające dźwięki, ale kiedy poczuł, że po jego szyi płyną łzy chłopca, zaczął się uspokajać i łagodnieć.
W końcu chłopiec i lew wrócili razem do domu i znów stali się nierozłącznymi przyjaciółmi. Duży chłopiec nauczył lwa opanowania i rozsądku, a lew pokazał chłopcu jak być odważnym, silnym i pomysłowym. Chociaż czasem chłopiec miał przez lwa kłopoty jak kiedyś, nie czuł już jednak pustki i smutku. Chociaż nie wszystkim się to podobało, chłopiec w towarzystwie lwa zaczął spełniać swoje dawne marzenia i plany. Stał się bardziej spokojny i wesoły. Nie robił już tego czego nie chciał robić, nie ranił swoich bliskich ani samego siebie. Dzięki lwu dostrzegł, że może być tylko sobą, i że od niego zależy jakim sobą postanowi być. Pogodził się też z myślą, że prawdopodobnie nigdy nie będzie dokładnie taki, jakim chcieliby go widzieć mama i tata. Zrozumiał, że mama i tata też kiedyś mieli swoich najlepszych przyjaciół, których musieli porzucić i nigdy sobie tego do końca nie wybaczyli, dlatego było w nich tyle goryczy. Tak duży chłopiec stał się w końcu mężczyzną.
Patrząc na swojego małego syna śpiącego w objęciach pluszowego lwa, mężczyzna czuł, że chłopiec i lew nigdy się nie powinni się ze sobą rozstawać.

Dlaczego ludzie nie chcą być szczęśliwi i co można z tym zrobić.

Obrazek 3

Bycie szczęśliwym jest bardzo proste, wystarczy przestać być nieszczęśliwym; niestety to drugie może okazać się czasem bardzo trudne. Dlaczego? Ano właśnie. Pytanie dlaczego tak trudno jest przestać być nieszczęśliwym jest kluczem do zrozumienia tego, co dzieje się głęboko w naszych głowach i o czym zwykle nie mamy zielonego pojęcia.
Zdecydowana część osób, które spotykam i z którymi pracuję żywi głębokie, zwykle nieuświadomione przekonanie o tym, że coś jest z nimi nie tak, nie są tak dobrzy i wartościowi jak inni, nie zasługują na to żeby być szczęśliwymi ludźmi. Tego rodzaju przekonania kształtują się zwykle we wczesnym dzieciństwie w kontakcie z rodzicami i innymi osobami bliskimi, którzy oczekując od nas, iż spełnimy ich oczekiwania, będziemy zachowywać się w określony sposób, będziemy tacy jak oni chcą, albo nie potrafiąc zaspokoić naszych podstawowych dziecięcych potrzeb z uwagi na brak kompetencji czy własne problemy emocjonalne, przekazują nam komunikat, że nie jesteśmy tacy jak powinniśmy, i że coś jest z nami nie tak. Jako dzieci nie jesteśmy w stanie obronić się przed tym. Nie mamy żadnych mechanizmów ani filtrów pozwalających nam krytycznie i realistycznie weryfikować komunikaty otrzymywane z najbliższego otoczenia. Jeżeli zachowanie rodzica zostanie zinterpretowane jako komunikat, że coś jest ze mną nie tak, i będzie się to powtarzać, po jakimś czasie przekonanie to stanie się częścią osobowości dziecka i pozostanie z nim do końca życia.
Jednocześnie takie przekonanie staje się częścią świata dziecka i fundamentem jego schematów emocjonalnych i strategii poznawczych. Jest to coś znajomego i swojskiego i nie ma znaczenia, że w konsekwencji rodzi to cierpienie. Jest to coś co znamy i w czym czujemy się bezpieczni, dlatego tak cholernie trudno porzucić tego rodzaju dziecinne schematy nawet jeżeli w sposób oczywisty nam nie służą. Zdecydowana cześć naszego życia psychicznego (naszego ego) opiera się na wyuczonych, zautomatyzowanych, nawykowych i nieświadomych procesach poznawczych, mających zapewnić przetrwanie. Tej części naszego ego nie chodzi o to żebyśmy byli szczęśliwi, nie taka jest jego misja. Misją tej części ego jest przetrwanie, rozumiane jako utrzymywanie strefy komfortu, powtarzanie tego co się zna, nie robienie niczego co wiąże się z jakimkolwiek potencjalnym ryzykiem. W tym kontekście, każda zmiana identyfikowana jest jako potencjalne zagrożenie, którego należy uniknąć. I wcale nie chodzi tu o nasze przetrwanie jako istot biologicznych, ale o przetrwanie wirtualnego bytu jakim jest nasze ego i jego przekonania na temat samego siebie. To tłumaczy dlaczego ludzie często czują się komfortowo w ewidentnie destrukcyjnych i szkodliwych schematach reakcji i zachowań. Dla niektórych, nieustanne ryzykowanie życia (wielbiciele sportów ekstremalnych) staje się strefą komfortu, a „normalne” życie, w którym nie potrzebujemy żadnych kompulsji żeby czuć się dobrze, budzi lęk i przerażenie.
Przekonanie „coś jest ze mną nie tak” jest mocno paskudne i w konsekwencji musi wywoływać cierpienie. Czy zdarza ci się cierpieć z powodu bliżej nieokreślonego poczucia pustki, nieadekwatności, nudy, „bólu egzystencjalnego”, poczucia odrzucenia, bezwartościowości, poczucia gorszości, bycia niezrozumianym? Czy zdarza ci się czuć obco, czuć irytację, nie mającą wyraźnej przyczyny rozpacz, smutek etc? Jeżeli uczciwie spojrzysz na siebie to w każdej z tych sytuacji znajdziesz kilka wspólnych rzeczy. Przekonanie „coś ze mną jest nie tak”, brak akceptacji dla sytuacji w której się znajdujesz oraz przeżywanych w związku z tym emocji, chęć natychmiastowego oddalenia się od przyczyny bólu i znieczulenia bólu, przekonanie o byciu ofiarą.
Przekonanie „coś jest ze mną nie tak” jest zwykle tak bardzo nieprzyjemne, że zrobimy wszystko aby choć na chwilę nie czuć bólu emocjonalnego, który wywołuje. Zwykle więc uciekamy od dyskomfortu psychicznego związanego z poczuciem uszkodzenia i niekompletności podejmując aktywność, która chwilowo zwiększa poziom dopaminy w mózgu, pomaga nam na chwilę zapomnieć o problemie i poczuć się dobrze: używki, narkotyki, inne uzależnienia, seks, zakupy, telewizja, jedzenie, Internet, kompulsywne uprawianie sportu, sporty ekstremalne etc. Inną strategią radzenia sobie z bólem wywołanym przekonaniem „coś jest ze mną nie tak” jest tak zwana nadmierna kompensacja, czyli podejmowanie aktywności mającej pokazać światu i nam samym, że nie tylko wszystko z nami w porządku, ale nawet jesteśmy lepsi od innych. Kilka przykładów? Proszę bardzo:
- osoby uciekające od przekonania o swojej niskiej atrakcyjności i wartości mogą wchodzić w krótkotrwałe, oparte na seksie relacje z wieloma partnerami, bo uprawianie seksu jest dla nich dowodem czyjegoś zainteresowania, bycia zauważonym a tym samym własnej wartości;
- osoby czujące się gorsze od innych wchodząc w nadkompensację mogą zachowywać się arogancko wobec innych, gromadzić symbole statusu pokazujące, że są „lepsze” od innych, mieć potrzebę robienia kariery kosztem innych obszarów życia;
- osoby uciekające od wstydu będą szukać okazji do zawstydzania innych żeby na chwilę oddać im część swojego problemu;
- osoby, które doznały w dzieciństwie przemocy, uciekając od poczucia bycia bezradną ofiarą mogą stosować przemoc wobec innych osób, etc.
Problem polega na tym, że ani strategie uciekania od przekonania, że „coś jest z nami nie tak”, ani działania zmierzające do kompensacji cierpienia wywołanego tym przekonaniem, nie tylko nie prowadzą do rozwiązania problemu, ale jeszcze bardziej go wzmacniają. W istocie, na głębokim nieświadomym poziomie nasze ego bardzo lubi swój problem i wcale nie chce się z nim rozstać. Kiedy nasza świadoma, dorosła i umiejąca przewidywać cześć ego postanowi uwolnić się od przekonania „coś jest ze mną nie tak”, nieświadoma część, w której przekonanie to zostało zapisane zrobi wszystko żeby zapobiec zmianie. Ileż to wtórnych korzyści otrzymujemy z utrzymywania tego przekonania! Po pierwsze, jest to coś co znamy więc mimo, że cierpimy, czujemy się jak w rodzinnym domu. Po drugie czujemy się cały czas ofiarami, możemy więc zwalić wszystkie nasze niepowodzenia i złe samopoczucie na innych ludzi i okoliczności zewnętrzne. Po trzecie, bycie ofiarą daje nam moralne prawo żeby czuć się lepszymi od innych i wciąż ich osądzać. Po czwarte, udowadniając, że jednak jesteśmy OK., możemy się poczuć lepsi od innych. Po piąte, nie musimy podejmować ryzyka związanego z opuszczaniem naszej strefy komfortu. Po szóste, dzięki schematowi „coś jest ze mną nie tak” manipulujemy innymi i zyskujemy ich zrozumienie (w końcu większość ludzi tak ma). Uciekanie od cierpienia wiążącego się z tym schematem łączy się z chwilami przyjemności, które mylnie identyfikujemy jako chwile szczęścia („w życiu piękne są tylko chwile”). Pozornych korzyści jest więcej. Minus jest zasadniczo jeden: cierpimy i nie jesteśmy szczęśliwi.
Prawda jest taka, że nie możemy rozwiązać problemu jakim jest przekonanie „coś jest ze mną nie tak” poprzez jakąkolwiek aktywność w otaczającym nas świecie zewnętrznym, bo każda taka próba powoduje w konsekwencji wzmocnienie schematu.
To dlatego sława, bogactwo, kariera, osiągnięcia, podziw innych nie są równoznaczne z byciem szczęśliwym. Jeżeli dążysz do tych rzeczy po to żeby uciec przed poczuciem „coś jest ze mną nie tak”, to zdobycie tego czego pragniesz nie tylko nie rozwiąże twojego problemu, ale go wzmocni. To dlatego zdarza się, że ludzie, którzy na pozór osiągnęli wszystko kończą ze sobą. Całe życie uciekali od przekonania, że coś jest z nimi nie tak, myśleli, że kiedy osiągną szczyt w końcu uwolnią się od cierpienia, osiągnęli szczyt i okazało się, że cierpienie nie tylko nie zniknęło, ale jest jeszcze większe. Zmieniły się dekoracje a dramat pozostał ten sam. Są na szczycie więc nie ma już gdzie uciekać.
Co można z tym zrobić?
Przekonania „coś jest ze mną nie tak” nie da się skasować, kiedy już powstało i się ustabilizowało. Kiedy je sobie uświadomimy, pojmiemy skąd się wzięło i jaki niszczące konsekwencje ma w naszym życiu, możemy je zakwestionować i zrównoważyć.
Na tym polega proces zmiany osobistej i duchowej. Chodzi o to, aby przestać uciekać od tego co boli i poprzez konfrontację zrozumieć i odczuć, że bez względu na to kim jestem, co robię i co zrobiłem w życiu wszystko jest ze mną w porządku, mam prawo tu być jak każdy, mam prawo czuć się szczęśliwy bez względu na okoliczności i jako człowiek posiadam bezwzględna wartość tak jak każdy. Kiedy zaakceptujesz fakt, że jesteś taki jaki jesteś, zrozumiesz, że nic nie musisz udowadniać, zdobywać ani przed niczym uciekać, kiedy przestaniesz udawać kogoś kim nie jesteś, kiedy pozwolisz sobie na przeżywanie emocji i doświadczanie nieznanego, wówczas awatar, którego nieświadomie kiedyś stworzyłeś i za pomocą, którego żyłeś umrze, a ty w końcu staniesz się autentyczny, spójny i wolny. Wówczas będziesz się rozwijał i udoskonalał, nie z lęku i chęci udowodnienia innym, że jestes od nich lepszy, ale z radości i miłości do siebie, po to by odkryć i zrealizować swój potencjał i talenty.
Ego nie lubi zmian. Myśl o zmianie nas przeraża. To dlatego większość z nas choć twierdzi, że chciałaby być szczęśliwa nie wiele zrobi w tym kierunku. Łatwiej jest myśleć, że szczęście się znajduje, albo, że się przytrafia i czekać na CUD. Podczas gdy w rzeczywistości akronim CUD oznacza: Czas Unieść Dupę (i zrobić swoje szczęście zamiast uciekać przed cierpieniem licząc, że kiedyś się uda).
Zastanów się, kim byś był, jak by wyglądało twoje życie, co byś robił i jakimi ludźmi byś się otaczał gdybyś miał przekonanie „wszystko ze mną jest w porządku”.
Na tym polega zmiana i na tym polega cały sens pracy, której celem jest nasz rozwój emocjonalny, mentalny, społeczny i duchowy.
Czy każdy może dokonać zmiany? Tak każdy.
Czy każdy dokona zmiany? Nie, nie każdy.
Skąd mogę wiedzieć, że akurat mi się uda?
Nie możesz i nie dowiesz się dopóki nie spróbujesz. Jednego możesz być pewny, jeżeli nie spróbujesz szanse, że ci się nie uda wynoszą 100%

Poczucie winy, skąd się bierze i jak sobie z nim poradzić (cały artykuł).

guilt-300x299

Jacek Zbikowski
Coach i Trener Rozwoju Osobistego
www.zbikowskicoaching.com

Stabilne i adekwatne poczucie własnej wartości, oparte na przekonaniu, że jako człowiek jesteśmy wartościowi i ważni, bez względu na to co robimy, co posiadamy, kim jesteśmy i jak wyglądamy, jest nam niezbędne do tego aby być szczęśliwymi, spełnionymi ludźmi, wolnymi od lęku, czerpiącymi radość z każdej chwili swojego życia, budującymi głębokie, oparte na miłości i szacunku relacje, efektywnie realizującymi swoje ważne życiowe cele i umiejącymi skutecznie radzić sobie z różnego rodzaju życiowymi sytuacjami.
Deficyt mającego źródło wewnątrz nas, poczucia własnej wartości, charakteryzujący się zaniżoną lub zawyżoną samooceną i wynikający stąd brak akceptacji dla tego kim jesteśmy, wywołuje kompulsywny przymus potwierdzania swojej wartości w oparciu o zewnętrzne wskaźniki odniesienia, takie jak: pieniądze, status społeczny, dobra materialne, atrakcyjność fizyczna, muskulatura, popularność, gadżety etc. Prowadzi to w konsekwencji do wytworzenia fałszywej tożsamości za pośrednictwem której komunikujemy się ze światem, zapominając kim tak naprawdę jesteśmy.
Kierowani potrzebą ucieczki przed bólem wynikającym z poczucia bycia gorszym niż inni, wymyślamy różne strategie i sposoby, aby choć na chwilę poczuć się lepiej. Wciąż próbujemy udowadniać sobie i światu, że jesteśmy lepsi, albo szukamy znieczulaczy, które pomogą nam na chwilę zapomnieć o problemie. Problem tkwi jednak w nas i dlatego, wszelkie próby rozwiązania go przy pomocy wspomnianych środków, w konsekwencji prowadzą jedynie do wzmocnienia destruktywnych postaw i bólu.
Małe dzieci nie mają problemu z poczuciem własnej wartości, zapewne dlatego, że w ogóle się nad tym (do pewnego momentu) nie zastanawiają. Co takiego wydarza się zatem w procesie kształtowania się osobowości człowieka, iż w pewnym momencie zaczyna on wierzyć, że jest gorszy i mniej wartościowy od innych. Czy jest to nieunikniona konsekwencja wykształcenia się ego i poczucia odrębności, czy jest to wyłącznie wynik behawioralnego programowania i błędów popełnianych przez rodziców i szkołę.
Na pytanie to nie sposób jednoznacznie odpowiedzieć. Można jednak wskazać czynniki, które mają najbardziej niszczący i osłabiający wpływ na poczucie własnej wartości. Czynnikami tymi są: poczucie winy i wstyd. Emocje te, przeżywane długotrwale i utrwalone we wzorcach reakcji emocjonalnych niszczą lub, w ogóle nie pozwalają się rozwinąć stabilnemu i adekwatnemu poczuciu własnej wartości, a mechanizmy obronne naszej psychiki, dzięki którym oddalamy się od cierpienia związanego z przeżywaniem tych emocji, są w wielu wypadkach, odpowiedzialne za depresje, nerwice i inne zaburzenia emocjonalne oraz wiele chorób organizmu (w szczególności autoimmunologicznych).
Poczucie winy i wstyd często występują łącznie, jak para bezlitosnych zabójców, których celem jest niedopuszczenie do tego żebyśmy poczuli się szczęśliwi. Skąd się biorą, jak działają i jak się można od nich uwolnić? Właśnie o tym będzie mowa. Z uwagi na wagę i obszerność tematu, poczucie winy i wstyd zostały omówione oddzielnie, choć jest między nimi sporo podobieństw. Na początek zatem, zastanówmy się, o co chodzi z tym poczuciem winy, skąd się bierze, i co można z nim zrobić.
Powiedzenie mówi, że nasze życie składa się w 10 procentach z tego co nas spotyka i w 90 procentach z tego, jak na to reagujemy. Podobnie rzecz się ma z cierpieniem i szczęściem. To czy cierpisz, czy też czujesz się szczęśliwy, tylko w niewielkim stopniu zależy od tego co rzeczywiście spotyka cię w życiu. W przytłaczającej mierze zależy to od tego, w jaki sposób interpretujesz rzeczywistość i według jakich wzorców emocjonalnych i behawioralnych reagujesz na to, co się dzieje. Według tej teorii, to czy jesteś szczęśliwy czy nieszczęśliwy, jest tak naprawdę twoim wyborem, decyzją, którą podejmujesz w danym momencie. Taka jest teoria. Mnich buddyjski pewnie nie miałby problemu żeby się z tym zgodzić. Ty możesz mieć. Dlaczego? Dlatego, że dosyć trudno jest przyznać, że większość cierpienia, które jest naszym udziałem stwarzamy sobie sami. Dużo łatwiej jest znaleźć osobę lub okoliczność odpowiedzialną za nasz ból i ją za to obwinić. Taka strategia może przynieść chwilową ulgę, ale nie może doprowadzić nas do rozwiązania problemu.
Jakkolwiek, reakcja na to co się wokół nas (i w nas) dzieje w dużej mierze zależy od nas, od przyjętego sposobu myślenia, w dużej, jeżeli nie w większej części uzależniona jest też od nawykowych, wyuczonych schematów reakcji emocjonalnych, które ukształtowały się w naszym wczesnym dzieciństwie, bez naszego świadomego udziału. Wzorce reakcji emocjonalnych i behawioralnych, tworzące się w specyficznych kontekstach interakcyjnych z rodzicami i z otoczeniem, zostają zgeneralizowane i zapisane jako pożądane wzorce i skrypty odczuć i reakcji. Zwykle funkcją utrwalonych wzorców reakcji emocjonalnych i behawioralnych jest unikanie tego co nieprzyjemne i dążenie do tego co przyjemne. Reakcje i wzorce adaptacyjne wytworzone we wczesnym dzieciństwie mają za zadanie pomóc nam przetrwać w warunkach całkowitej zależności od osób trzecich (rodziców i osób ważnych) i poradzić sobie z ich zachowaniami i reakcjami, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć i właściwie zinterpretować. Problem polega na tym, że większość z nas zachowa swoje dziecięce strategie radzenia sobie z trudnymi emocjami, stając się tzw. „dorosłymi dziećmi”, czyli – osobami dorosłymi, które w sposób nieświadomy posługują się wytworzonymi we wczesnym dzieciństwie reakcjami emocjonalno-behawioralnymi w celu poradzenia sobie z cierpieniem wynikającym z niezaspokojenia dziecięcych potrzeb. Zła wiadomość jest taka, że co raz zostało zapisane nie może być skasowane (choć na ten temat są różne teorie). Dobra wiadomość jest taka, że identyfikując nieadaptacyjny wzorzec można go wyłączyć i stworzyć nowy, bardziej adekwatny i korzystny.
Podstawowym powodem tego, że czasem czujemy się nieszczęśliwi, są różnego rodzaju oceniające i nie odpowiadające rzeczywistości, przekonania na własny temat. Istotna część problemów jakie ludzie mają ze sobą, w kontaktach z innymi ludźmi, z samorealizacją, w pracy etc. wynika z zaniżonego poczucia własnej wartości i, z (często nieświadomych) przekonań, że jest się gorszym, że trzeba zasłużyć na akceptację i na miłość, że jest się złym i zasługuje się na kare, że jest się nic nie wartym i, że nie ma się prawa do życia etc.
Powstawanie takich przekonań jest nieodłącznie związane z emocjami wstydu i poczucia winy. Zarówno wstyd jak poczucie winy, mogą być w małych dawkach przydatne, stanowiąc wyraz zdrowego krytycyzmu motywującego nas do rozwoju, czy sumienia, przestrzegającego nas przed robieniem złych rzeczy. Nikt raczej nie postuluje, aby bezwzględnie wyzbyć się wszelkich przejawów wstydu i poczucia winy. Zresztą, byłoby to niemożliwe i niecelowe. Na poziomie świadomości na jakim znajduje się ludzkość, te niskie emocje chronią nas przed całkowitą anarchią. Tekst ten poświęcony jest silnemu, abstrakcyjnemu, destrukcyjnemu poczuciu winy, niszczącym poczucie własnej wartości i będącemu fundamentem podstawowych strategii życiowych, prowadzących często do odczuwania cierpienia i zadawania cierpienia innym. Ten typ poczucia winy określimy jako „organiczne poczucie winy”.
Doświadczenie poczucia winy, jest w realiach, w których żyjemy trudne, bądź niemożliwe do uniknięcia.
Zgodnie z Analizą Transakcyjną – koncepcją psychologiczną sformułowaną przez Erica Berne’a, która w sposób prosty i jasny tłumaczy skomplikowane mechanizmy interakcji międzyludzkich, osobowość każdego człowieka występuje w trzech stanach: Rodzic, Dorosły i Dziecko. Nie wgłębiając się w szczegóły, w czasie interakcji z innymi ludźmi (tzw. transakcji) dominujący jest zawsze jeden z tych stanów, który „zarządza” transakcją. Interakcje dojrzałe i prawidłowe mają miejsce wówczas, gdy zarządzane są przez Dorosłego. Prawidłowo ukształtowany Dorosły wchodzi z innymi w interakcje z pozycji Ja jestem OK, ty jesteś OK. Taka postawa jest uważana za pozycję właściwą dla zdrowia psychicznego. Jest to postawa realistyczna pozwalająca rozwiązać konstruktywnie problemy życiowe, wiąże się z pozytywnymi oczekiwaniami wobec innych, respektem dla ich potrzeb i autonomii.
Problem polega na tym, że większość ludzi nie ma silnego i prawidłowo ukształtowanego Dorosłego, w związku z czym wchodzi w transakcje i innymi ludźmi za pośrednictwem Rodzica (krytykowanie, pouczanie, narzekanie, obwinianie, manipulowanie, schematy: musisz, powinieneś spełnić moje wymagania) lub Dziecka (regresja, oddawanie odpowiedzialności, egocentryzm, obrażanie się, myślenie emocjonalne, myślenie magiczne). Każdy z nas zna osoby, które mając lat naście zachowują się jak surowi rodzice lub osoby, które mając lat 30-40 zachowują się jak małe niesforne lub zranione dzieci, próbujące za wszelką cenę wykazać, że ich babka z piasku jest najładniejsza w całej piaskownicy.
Poczucie winy jest emocją właściwą dziecku i właśnie w tym okresie dochodzi do ukształtowania wzorców emocjonalnych związanych z tą emocją. Zgodnie z Analizą Transakcyjną większość dzieci wychodzi z dzieciństwa z przekonaniem, że coś jest z nimi nie tak i dotyczy to również dzieci wychowujących się w kochających i prawidłowych systemach rodzinnych.
W analizie transakcyjnej tę postawę określa się jako: Ja jestem nie OK., Wy jesteście OK., kiedy to mamy tendencję do traktowania innych jako lepszych i ważniejszych od siebie. Od tego właśnie zaczyna się schemat poczucia winy, od którego wielu ludzi nie uwolni się do końca życia.
Żeby wzorzec emocjonalny poczucia winy mógł się ukształtować i utrwalić, musi zostać spełnionych szereg warunków. Muszą zostać stworzone kryteria wejścia do aktywowania poczucia winy oraz psychologiczny mechanizm negatywnych sprzężeń zwrotnych, prowadzących do zapętlenia całego systemu. Kiedy to zostanie osiągnięte, mechanizm poczucia winy zaczyna przypominać perpetuum mobile, staje się pozornie samowystarczalny, sam się napędza i bardzo trudno z niego wyjść.
A oto, jak skonstruowany jest mechanizm poczucia winy.
1. Zrobiłem coś złego.
Żeby poczucie winy w ogóle mogło powstać, musi pojawić się odczucie, że zrobiło się coś złego. Małe dziecko nie posiada żadnego aparatu poznawczego ani pojęciowego pozwalającego mu stwierdzić czy coś jest dobre czy złe. Jedyne co ma to doświadczenie oraz emocjonalne i behawioralne reakcje na poczynania i zachowania rodziców oraz reakcje rodziców na swoje zachowania. Żeby z czasem dziecko mogło poczuć się czemuś winne, musi najpierw odczuć, że to co robi, nie jest tym, czego oczekuje od niego rodzic. Musi przyjąć system oceny tego, co jest dobre a co złe, od swoich rodziców lub opiekunów i następnie zinternalizować go jako swój własny. Inaczej mówiąc, dziecko musi kupić bajkę, że w ogóle coś można zrobić dobrze albo źle, i że ocena rodziców w tym względzie jest jedyna słuszna i niepodważalna. Wyprzedzając trochę to o czym będzie dalej, prawda jest taka, że dziecko na poziomie świadomości i zależności od rodziców na jakim się znajduje, nie może tej bajki nie kupić. Dla małego dziecka rodzić jest kimś w rodzaju boga, który wszystko potrafi, jest absolutnie doskonały i nigdy się nie myli. Jeżeli więc rodzic jest zły, niezadowolony, smutny, krzywdzący, odrzucający, obojętny, zimny, agresywny, krytykujący, dziecko musi pomyśleć, że to ono zrobiło coś nie tak jak należy. W końcu rodzic nigdy się nie myli.
Mówimy tu o bardzo małym dziecku, które obserwuje świat, z którego niewiele rozumie, próbując pojąć związki przyczynowo-skutkowe pomiędzy różnymi rzeczami. Dziecko, bardzo szybko uczy się rozpoznawać zachowania rodziców wyrażające aprobatę (nagroda) i dezaprobatę (kara), przy czym, dezaprobata może być wyrażana na dziesiątki subtelnych i mniej subtelnych sposobów, takich jak: krzyk, bicie, gniewanie się, zniecierpliwienie, straszenie, milczenie, smutek etc. Na marginesie należy zaznaczyć, że tego typu reakcje rodziców są dla dziecka i tak bardziej pożądane niż obojętność.
W psychologii określa się to mianem wsparcia negatywnego, które jest lepsze niż żadne, bo świadczy o zainteresowaniu. Brak zainteresowania ze strony rodzica oznacza dla małego dziecka śmierć. Dlatego dziecko, z reguły wybierze gniew lub bicie, niż obojętność.
W ten sposób dziecko szybko uczy się jakie jego zachowania skutkują tym, że rodzic jest zadowolony, a jakich zachowań rodzic nie lubi. Trzeba tu zaznaczyć, że z punktu widzenia biologicznego przetrwania, robienie przez dziecko tego czego życzy sobie rodzic ma zasadnicze znaczenie. Dziecko, które nie robi tego co chcą rodzice może zostać pozbawione uwagi, miłości i odrzucone, a to oznacza w naturze śmierć. Dlatego z punktu widzenia małego dziecka, dobrze jest robić to czego życzą sobie rodzice i wykształcić mechanizm, który strzegłby dziecko przed robieniem tego, czego rodzice nie akceptują. Tym mechanizmem jest właśnie poczucie winy.
Może być jednak inaczej. Jeżeli dziecko zaobserwuje, że dostaje od rodziców uwagę w postaci krzyku, gniewu, złości czy bicia tylko wówczas, kiedy robi to czego rodzice nie akceptują, a w innych okolicznościach rodzice się nim nie interesują, może ono wypracować właśnie taką strategię budowania więzi z rodzicami, zgodnie z tym o czym była mowa wcześniej (lepsza krytyka niż obojętność). Takie dziecko będzie sprawiało rodzicom kłopoty, aby w ten sposób dostać uwagę i zainteresowanie. W ten sposób dziecko nie uwalnia się od poczucia winy, ale dokonuje „wymiany” poczucia winy na zainteresowanie rodziców.
W psychologii istnieją różne koncepcje na temat tego, czy poczucie winy jest ewolucyjne (wrodzone) czy wyuczone, to jednak nie ma większego znaczenia.
Znaczenie ma to, że rodzice nie rzadko, sami niezbyt dobrze wiedzą, co jest dobre a co nie, często są niekonsekwentni, zmieniają zdanie i arbitralnie, w odmienny sposób oceniają to samo zachowanie w zależności od nastroju i sytuacji. Często rodzice są sfrustrowani, zmęczeni, mają swoje problemy, nieprzepracowane traumy z dzieciństwa, nie do końca radzą sobie z emocjami etc., co wpływa na ich nieprzewidywalność w komunikacji z dzieckiem. Wielu rodziców jest zbyt surowych i wymagających albo zbyt pobłażliwych i nadopiekuńczych. Skutkiem tego, dziecko, od najwcześniejszych lat bombardowane jest przekazami, że jest nie takie jakby sobie tego życzył rodzic (rodzice surowi i nadopiekuńczy) lub też, w ogóle nie jest w stanie określić jakie jest, ponieważ rodzic nie ustanawia jakichkolwiek granic, które pomogłyby dziecku wyodrębnić swoją tożsamość (rodzice nadmiernie pobłażliwi, preferujący model bezstresowego wychowania). Małe dziecko buduje swoją samoocenę wyłącznie na podstawy oceny innych osób, co prowadzi do powstania tzw. samooceny odzwierciedlonej. Oznacza to, że dziecko myśli na swój temat to co uważa, że myślą o nim inni. Większość ludzi nie uwolni się od tego schematu do końca życia, opierając poczucie własnej wartości na zewnętrznych wskaźnikach odniesienia, odczuwając radość kiedy ich wartość zostanie potwierdzona (awans, uznanie, komplement, zdobycie czegoś) lub, wpadając w depresję kiedy tego nie dostaną, albo zostanie im to zabrane (rozstanie z partnerem, utrata pracy, bankructwo, choroba, starzenie się etc.). Zanim skończymy 5 lat, nasi rodzice dadzą nam odczuć, że zrobiliśmy coś źle, co najmniej kilkanaście tysięcy razy. Pochwał i potwierdzeń, że zrobiliśmy coś dobrze otrzymujemy ok. 20-30 razy mniej. Jak myślisz, jaki schemat poznawczy utrwala się w dziecku na skutek takiego programowania?
2. Skoro cały czas robię coś złego to oznacza, że jestem zły.
To, że dziecko zachowuje się nie tak, jak chciałby rodzic nie stanowi problemu. Jest oczywiste, że dziecko jest małe, nieporadne i uczy się wszystkiego od podstaw. Nie jest też problemem, że rodzice nagradzają zachowania pożądane i karzą zachowania niepożądane. W świecie zwierząt tego rodzaju programowanie behawioralne też ma miejsce i nic złego się nie dzieje. Raczej trudno spotkać małą zebrę czy lwa z poczuciem winy.
Problem polega na tym, że dziecko nie potrafi oddzielić swojego zachowania od siebie, a tym samym, nie jest w stanie zrozumieć, że reakcja niezadowolonego rodzica odnosi się do niechcianego zachowania i nie musi być koniecznie wyrazem braku akceptacji dla dziecka. Trzeba jednak w tym miejscu zauważyć, że wielu rodziców ma niewielkie umiejętności w zakresie wychowywania dzieci i zwykle, chcąc okazać brak akceptacji dla jakiegoś konkretnego zachowania, okazuje brak akceptacji dla dziecka, dając mu odczuć, że skoro zrobiło coś złego (w mniemaniu rodziców) to znaczy, że jest złe.
Na marginesie należy zaznaczyć, że jest to podstawowy i niestety powszechny błąd wychowawczy i komunikacyjny. Ocenienie i zaatakowanie osoby zamiast pokazania niewłaściwości zachowania odbiera obwinionemu odpowiedzialność i uniemożliwia naprawienie wyrządzonego zła.
Tak czy inaczej, kiedy rodzice zaczynają karać dziecko za nieodpowiadające im zachowania łącząc to z odrzuceniem dziecka lub zakwestionowaniem jego wartości, w kształtującym się umyśle dziecka może powstać przekonanie, że skoro zrobiło coś złego (co nie podoba się rodzicom) to oznacza, że jest złe.
W tym momencie, proces budowy fundamentu pod skrypt życiowy oparty na poczuciu winy jest zakończony. W tym momencie zostaje zasiane ziarno organicznego poczucia winy, rozumianego jako wszczepione z zewnątrz, zgeneralizowane i abstrakcyjne przekonanie, że jest się złym. Może to mieć miejsce w przypadku naprawdę małych dzieci, które nie tylko nie mogą się w żadnym razie przed tym obronić, ale nawet nie mogą tego pamiętać. Jeżeli schemat ten będzie dalej utrwalany w relacji z opiekunami, przedszkolu i w szkole, można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że osoba taka, zbuduje swoje podstawowe strategie życiowe w oparciu o wdrukowane i głęboko zagrzebane w podświadomości poczucie winy, nawet o tym nie wiedząc. Biorąc pod uwagę, że rodzice używający przemocy (również tylko psychicznej) w celu „dyscyplinowania” dziecka, mają w swoim repertuarze zwykle wiele „technik” opartych na wpędzaniu w poczucie winy i zawstydzaniu, zwykle, choć nie zawsze, z poczuciem winy będzie szedł w parze wstyd. Zdaniem wielu psychologów i psychiatrów, wstyd ma jeszcze bardziej dewastujący wpływ na psychikę, poczucie własnej wartości i na jakość życia niż poczucie winy. Biorąc pod uwagę, że mechanizm wstydu różni się w wielu aspektach od poczucia winy, a temat jest obszerny, emocja wstydu zostanie omówiona w osobnym artykule.
Przekonanie, że zrobiłem coś złego więc, jestem zły, powoduje, oderwanie negatywnej oceny od konkretnego zachowania i skierowanie tej oceny bezpośrednio na osobę. W ten sposób „zło” przestaje łączyć się z zachowaniem, które można poprawić, ale staje się częścią tożsamości, częścią Ja, elementem tego co myślimy na swój temat, a z tym jest znacznie trudniej coś zrobić.
W momencie kiedy dziecko uwierzy w to, że jest złe, następuje podział tożsamości, swoiste „pęknięcie Ja”. Rozszczepienie to ma uchronić dziecko przed dysonansem poznawczym wiążącym się z tym, że dziecko które „wie”, że jest złe, chce być jednocześnie „dobre”. Chęć uniknięcia bólu związanego z dysonansem poznawczym prowadzi do stworzenia mechanizmu opartego na tzw. podwójnym związaniu, albo emocjonalnym sprzężeniu zwrotnym. Mechanizm działa następująco: Ja jestem zły i odczuwam z tego powodu cierpienie – chcę oddalić się od cierpienia więc sam się ocenię – kiedy JA oceniam SIEBIE oceniający musi być dobry a oceniany zły. Kiedy jednak „dobry oceniający” ocenia „złego ocenianego”, ten drugi czuje się jeszcze gorszy, co prowokuje oceniającego do jeszcze surowszej oceny. Z tego mechanizmu praktycznie nie ma wyjścia.
Warto zauważyć, że dziecko, które utrwaliło w sobie ten schemat, będzie nieświadomie realizowało go potem w różnych kontekstach życiowych, dążąc do jego wzmocnienia, po to żeby w końcu się od niego uwolnić. W późniejszym czasie „zamieni” więc rodzica na nauczyciela, kolegę, szefa, partnera, dając tym osobom prawo wywoływania w sobie reakcji emocjonalnej w postaci poczucia winy.
3. Skoro zrobiłem coś złego i jestem zły to muszę ponieść surowa karę.
Następnym elementem w mechanizmie poczucia winy jest przekonanie o tym, że skoro jest się złym, to zasłużyło się na karę. Tylko poniesienie kary może spowodować, że rodzice (lub inni ludzie) znów mnie zaakceptują, przytulą albo, w ogóle się mną zainteresują. Tylko poniesienie kary może spowodować, że na chwilę poczuję się lepiej. Tak tworzy się schemat ofiary. Prawdopodobnie wiąże się to z doświadczeniami z dzieciństwa, kiedy poniesienie kary umożliwiało nam odzyskanie względów rodziców.
Kiedy wejdziemy w schemat poczucia winy, musimy stworzyć w sobie prokuratora, sędziego i kata z jednej strony oraz obwinionego, podsądnego i ofiarę z drugiej. Wydawać by się mogło, że w tym momencie nie potrzebujemy już innych bo, w zakresie generowania poczucia winy, oskarżania się i karania, stajemy się samowystarczalni. Sami się obwiniamy, oskarżamy i surowo karzemy kiedy uznamy, że coś zrobiliśmy nie tak. Stajemy się własnym katem i ofiarą jednocześnie. Tak jednak nie jest.
Organiczne poczucie winy wymaga posiadania wspólników. Potrzebujemy innych aby wzmacniać ten wzorzec i przez to, móc go w końcu dostrzec. Dlatego też, takie relacje jakie mamy sami ze sobą, czyli oparte na mechanizmie kat – ofiara, będziemy też odtwarzać z innymi, po to, aby na zewnątrz mógł zrealizować się wzorzec, który nosimy w środku.
W związku z tym, że poczucie winy generuje zwykle duży poziom cierpienia emocjonalnego, raczej niechętnie przyznajemy, że robimy to sami sobie. Dlatego, inne osoby są nam bardzo potrzebne, jako wspólnicy w naszej neurotycznej grze. Żeby móc obciążyć kogoś odpowiedzialnością za nasze cierpienie spowodowane poczuciem winy, musimy znaleźć osoby, mające ten sam problem i stworzyć z nimi tzw. relację koluzyjną.
Relacja koluzyjna (koluzja – zmowa) nazywa się tak, ponieważ osoby, które tworzą taki układ sprawiają wrażenie, jakby nieświadomie się umówiły, że będą wzajemnie wzmacniać swoje neurotyczne zachowania i traumy. Osoby takie będą tańczyć swój neurotyczny taniec raniąc się wzajemnie i nie pozwalając sobie wyjść z zaburzonego schematu, np. alkoholik i osoba współuzależniona, narcyz i ubóstwiający, ofiara i opiekun etc.
Osoba, która ma przekonanie, że jest zła i zasługuje na karę będzie podejmowała szereg zachowań adaptacyjnych po to, żeby uzyskać przebaczenie, takich jak: pomaganie innym, poświęcanie się dla innych, bycie miłym i uległym, dawanie się wykorzystywać. Prawdopodobnie osoba taka stworzy różnego rodzaju relacje, w których inne osoby będą manipulować nią przy pomocy poczucia winy, uzyskując od niej pożądane zachowanie. Oczywiście osoba taka będzie też używała poczucia winy do manipulowania innymi i karania ich, ale o tym trochę dalej.
Rzeczą charakterystyczną w schemacie organicznego poczucia winy jest, branie na siebie odpowiedzialności za zdarzenia, działania innych osób i inne rzeczy, na które nie ma się żadnego wpływu. W psychologii poznawczej taka tendencja określana jest jako „ksobność” i klasyfikowana jako jedno ze skrzywień poznawczych. Wzorzec ten, obrazuje przykład osoby, z którą pracowałem, i która żywiła przekonanie, że gdy ogląda zawody w skokach narciarskich z udziałem polskiego skoczka, ma to negatywny wpływ na wyniki zawodnika. Kiedy więc polski skoczek nie osiągnął dobrego wyniku, osoba ta uważała, że jest temu winna i źle się z tego powodu czuła. Schemat ten był ponadto wzmacniany przez grupę znajomych, którzy dawali odczuć tej osobie, że jej udział w transmisji przynosi pecha.
4. Jestem zły i dlatego, nie zasługuję na miłość, szczęście i szacunek.
Przekonanie, że zrobiłem coś złego i jestem zły, jest tzw. metaprzekonaniem czyli czymś w rodzaju psychologicznej matrycy mającej wpływ na powstawanie innych przekonań. Inaczej mówiąc jest to korzeń, z którego wyrośnie drzewo. Jakie będą owoce tego drzewa? Nie koniecznie muszą wyglądać źle. Kierując się poczuciem winy można zostać naukowcem, filantropem czy buddystą.
Wyszukane strategie zmierzające do unikania bólu związanego z poczuciem winy mogą prowadzić nas do ciekawych i rozwijających doświadczeń życiowych. W większości przypadków jednak, dominujące poczucie winy w sposób destrukcyjny wpływa na nasze poczucie własnej wartości, a tym samym, na jakość relacji z innymi ludźmi i naszego życia w ogóle.
Jedną z konsekwencji przekonania, że jest się złym człowiekiem, jest przekonanie, że nie można zasługiwać na miłość, szacunek i szczęście. Prawdopodobnie wynika to stad, że właśnie tak się czuliśmy kiedy rodzice dawali nam do zrozumienia, że nie akceptują tego co robimy. Rodzice mieli niewątpliwie dobre intencje, ale ich nieudolność i nieświadomość często powodowały, że czuliśmy się odrzuceni, pozbawieni miłości i niepotrzebni.
Oczywiście, przekonania, o których mowa są zwykle bardzo głęboko ukryte i niedostępne świadomej, racjonalnej części naszego umysłu. Są jak program komputerowy, który kieruje naszymi reakcjami, strategiami i decyzjami, a my nie zastanawiamy się nawet dlaczego właśnie tak to działa. W związku z tym, że program został zapisany dawno temu, i nijak się ma do aktualnych warunków, działając w oparciu o niego, reagujemy w sposób mało konstruktywny i osiągamy rezultaty dalekie od oczekiwanych, co powoduje, że cierpimy. To trochę tak, jakbyśmy chcieli dojechać do jakiegoś celu, korzystając z nawigacji sprzed 20-30 lat. Oczywiście nie możemy trafić, dlatego wściekamy się, wymyślamy sobie, robimy z siebie ofiary, obwiniamy innych, zamiast zaktualizować oprogramowanie.
W związku z tym, że poczucie winy wywołuje duży poziom cierpienia, umysł musi sobie z tym jakoś poradzić wykorzystując do tego różnego rodzaju mechanizmy obronne takie jak: zaprzeczenie, wyparcie, przeniesienie, racjonalizacja, kompensacja etc. Dlatego, tak trudno jest dojść do tego, co tak naprawdę może być przyczyną problemu. Prawdziwy problem został ukryty dawno temu, nie widać go, ale to nie znaczy, że go nie ma. O jego istnieniu możemy się przekonać obserwując skutki i symptomy jakie wywołuje w naszym życiu. Jeżeli cierpisz z jakiegokolwiek powodu nie próbuj zmieniać okoliczności, które jak sądzisz wywołały cierpienie, bo zwykle pomylisz się odnośnie rzeczywistych przyczyn cierpienia. Zamiast tego, zastanów się czemu w ogóle musisz cierpieć. Jeżeli zauważasz u siebie problemy z samooceną, poczuciem własnej wartości, masz tendencje do obwiniania siebie, braku samoakceptacji, obwiniania innych, narzekania, nadmiernego perfekcjonizmu, zmuszasz się do robienia czegoś czego nie lubisz, przyciągasz do siebie ludzi którzy cię ranią albo, których ty ranisz, przyjrzyj się temu. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w ten sposób uciekasz przed poczuciem winy lub wstydem pochodzącymi z dzieciństwa.
Nieświadome przekonanie o niezasługiwaniu na miłość, szczęście i szacunek będzie prowadziło do różnego rodzaju strategii i postaw życiowych, mających złagodzić ból z tym związany. Z jednej strony poczucie winy może prowadzić do smutku, apatii, wycofania, zaniechania kontaktów etc.
Z drugiej, może prowadzić do stanów lękowych wynikających z nieświadomej obawy, że inni się dowiedzą jaki jestem zły i mnie odrzucą. Lęk może przeradzać się w gniew i agresję biorącą się z przeniesienia poczucia winy na zewnątrz i walkę z nim (o tym aspekcie będzie dalej). Bardzo często występującym wzorcem wiążącym się z organicznym poczuciem winy jest przekonanie, że muszę zasłużyć na miłość, szacunek i szczęście, robiąc coś, co jak sądzę oczekują ode mnie inni. W tym wzorcu, otrzymanie ważnych dla nas wartości jest teoretycznie możliwe, choćby chwilowo. Osoba taka będzie podejmowała różnego rodzaju działania, mające dowodzić, że zasłużyła na nagrodę i mające prowadzić do otrzymania nagrody.
Muszę być dobry, miły, grzeczny i robić co inni ode mnie wymagają, muszę się poświęcać i traktować innych jako ważniejszych od siebie. Takie postępowanie utrwala postawę ofiary i raczej nie budzi ani szacunku ani sympatii. Jeżeli jednak osoba taka otrzymuje akceptację, miłość, szacunek z zewnątrz jako nagrodę za właściwe postępowanie, istnieje duża szansa, że uzależni się emocjonalnie od źródła generującego tak przyjemne emocje, jak narkoman od heroiny. Nie mogąc sama sobie dać akceptacji i miłości, osoba taka będzie manipulowała otoczeniem w celu uzyskania tego, co jest dla niej cenne. Dostając to jednak, zwykle to odrzuci ponieważ uważa, że na to nie zasługuje, i tak w kółko.
5. Nie ma dla mnie ratunku/wybaczenia.
Konsekwencją tego, że w schemacie organicznego poczucia winy zło zostaje oderwane od konkretnego działania i staje się nieświadomą częścią tożsamości, wybaczenie jest niemożliwe. Skoro to ja oskarżam i karzę siebie to jednocześnie nie mogę sobie wybaczyć. W tak skonstruowanym mechanizmie po prostu nie ma miejsca na wybaczenie. Zresztą, można byłoby zadać pytanie, kto ma komu i co wybaczyć, kat ofierze, czy ofiara katu. Brak możliwości wybaczenia i odpuszczenia sobie może rodzić poczucie, że człowiek jest stracony, i że musi cierpieć do końca. Takie poczucie z kolei będzie wywoływać apatię, smutek i gniew, lub skłonności do męczeństwa. Istnieje możliwość, że osoba funkcjonująca długo w poczuciu winy zbuduje na swoim cierpieniu poczucie swojej wyjątkowości, które stanie się częścią jej tożsamości. Osoba taka będzie żyła przekonaniem „nikt tak nie cierpi jak ja, dlatego jestem wyjątkowy i zasługuję na szacunek i uwagę”. Osoba taka uważając się za męczennika, będzie dawała sobie moralne prawo do osądzania innych i wpędzania ich w poczucie winy, po to, aby choć na chwilę uciec od własnego. Dostając za swoje neurotyczne zachowanie wiele wtórnych korzyści psychologicznych, i nie widząc jednocześnie jak wiele na tym traci, człowiek taki może wcale nie mieć motywacji do uwolnienia się od poczucia winy. Za ciągłe osądzanie siebie, dajemy sobie prawo do osądzania innych a zrezygnować z tego może być naprawdę ciężko. Osoby obciążone silnym poczuciem winy, nieświadomie wchodzą w różnego rodzaju mechanizmy obronne, mające na celu oddalenie ich od przezywanego cierpienia, lub złagodzenie cierpienia. Zwykle poczucie winy jest wypierane a następnie projektowane na otoczenie. Dlatego osoby, które mają tendencję do surowego osądzania innych, zwykle uciekają w ten sposób od zaniżonego poczucia własnej wartości wynikającego z surowego osądzania samego siebie.
Takie osoby będą wciąż osądzały innych zarzucając im różnego rodzaju niegodziwości i złe postępki. Mogą też wchodzić w rolę męczennika, biorąc na siebie grzechy świata i nadając swojemu cierpieniu charakter misji. Osoby takie będą oczekiwały od otoczenia i swoich bliskich, że ci docenią ich poświęcenie. Nie dostając wyrazów zainteresowania i uznania, osoby takie mają tendencję do ostentacyjnego demonstrowania jak bardzo cierpią z dumą i z godnością. Potrzeba ukrywania poczucia winy prowadzi do zakładania różnych masek w celu ukrycia swojego prawdziwego „złego” Ja. Poczucie bycia „złym” uniemożliwia budowanie szczerych, otwartych relacji, w których istniałoby ryzyko odsłonięcia się. Prowadzi to często, podobnie jak toksyczny wstyd do emocjonalnego dystansu i oziębłości.
Poczucie winy i niemożność uwolnienia się od niego może indukować inne negatywne emocje w tym gniew. Osoba obciążona organicznym poczuciem winy zwykle nie będzie wyrażała swojego gniewu w zdrowy i nieszkodliwy dla siebie i innych sposób. Raczej będzie uważała, że odczuwanie gniewu jest również czymś złym i z tego powodu będzie odczuwała jeszcze większe poczucie winy, lub będzie go wypierała i projektowała na innych widząc w nich zło i agresję. Niewyrażany i tłumiony gniew zwykle jest kierowany do wewnątrz i staje się przyczyną różnego rodzaju zachowań autoagresywnych oraz chorób.
6. Skoro ja cierpię to inni też powinni cierpieć.
Kiedy odbieramy sobie prawo do bycia szczęśliwymi ludźmi, nasze życie zamienia się w emocjonalny koszmar. Zazdrościmy innym, że nie mają takich problemów jak my, próbując jednocześnie poczuć nad nimi moralną wyższość z powodu tego, że cierpimy a oni nie. Nie zdając sobie sprawy z tego, że to my sami zadajemy sobie wciąż to samo cierpienie, żyjemy w głębokim poczuciu pokrzywdzenia i niesprawiedliwości. Jeśli osądzamy i winimy siebie, musimy osądzać i winić innych. Co w środku to na zewnątrz. Sposób w jaki traktujemy innych ludzi jest pochodną tego w jaki sposób traktujemy sami siebie. Zwykle, żeby móc na nowo przeżywać utrwalony wzorzec emocjonalny, osoby z głębokim poczuciem winy, wejdą w relację z osobą, która będzie w nich tę emocję uruchamiać, tworząc z nią, silną neurotyczną więź. Mając poczucie, że partner ponosi odpowiedzialność za ich złe samopoczucie, świadomie bądź nieświadomie będą starały mu się odpłacić, aby sprawiedliwości stało się zadość. Zachowując się w sposób raniący dla innych, osoby z poczuciem winy zaczynają jeszcze głębiej odczuwać niszcząca emocję, utwierdzając się w przekonaniu, że są złymi ludźmi. W ten sposób mechanizm poczucia winy zostaje zamknięty w nierozwiązywalną pętlę neurotycznych wzmocnień na poziomie emocjonalnym i behawioralnym.
Człowiek taki w głębi serca będzie się czuł życiowym bankrutem, niezależnie czy wybierze dla siebie rolę ofiary i męczennika, czy surowego sędziego, dającego sobie prawo do sądzenia innych i wydawania wyroków.
Jak pisze David Hawkins w książce Siła i Moc, poczucie winy jest zaraz po wstydzie emocją o najniższej energii. Poczucie winy jest energetycznie niższą emocją niż apatia, gniew czy smutek. Osoby zamknięte w niszczącym mechanizmie poczucia winy muszą czerpać energię emocjonalną ze swojego otoczenia, dlatego obcowanie z taką osobą może być silnie wyczerpujące energetycznie dla osób, które nie potrafią się obronić przed emocjonalnym i energetycznym wykorzystaniem.
Jak uwolnić się od poczucia winy.
W związku z tym, że wzorzec emocjonalny poczucia winy tworzy się we wczesnym dzieciństwie w kontakcie z rodzicami nie mamy zwykle świadomego dostępu do zdarzeń, które wywołały wytworzenie się wzorca. Mechanizm ten jest potem systematycznie wzmacniany i obudowywany różnego rodzaju mechanizmami obronnymi i związanymi z nimi nieadaptacyjnymi zachowaniami, w związku z czym, osoba uwikłana w organiczne poczucie winy zwykle nie ma świadomości ani swojego problemu, ani jego przyczyn. Brak świadomości tego, że ma się problem, który negatywnie wpływa na nasze życie oznacza, że z problemem tym nic nie możemy zrobić. Jesteśmy na poziomie tak zwanej nieświadomej niekompetencji, na którym nie wiemy, że czegoś nie wiemy.
Pierwszym krokiem do uwolnienia się od poczucia winy jest przyjrzenie się sobie i swojemu życiu w celu stwierdzenia, czy nie zauważamy przypadkiem symptomów charakterystycznych dla organicznego poczucia winy.
Oto, niektóre symptomy mogące wskazywać, że żyjesz w schemacie organicznego poczucia winy:
1. Większość czasu przeżywasz negatywne emocje, rzadko się cieszysz i śmiejesz;
2. Masz tendencje do narzekania, oceniania innych i porównywania;
3. Wciąż rozpamiętujesz zdarzenia z przeszłości wyrzucając sobie, że nie postąpiłeś inaczej;
4. Brak ci spontaniczności;
5. Masz tendencje do krytycznego oceniania siebie. Często myślisz, że jesteś złym człowiekiem lub, że zrobiłeś coś złego.
6. Jesteś krytyczny wobec innych, uważasz, że to inni są odpowiedzialni za to, że ty czujesz się źle;
7. Zdarza ci się mieć poczucie, że krzywdzisz innych ludzi lub jesteś niewdzięcznikiem;
8. Poświęcasz się dla innych i masz żal, że tego nie doceniają;
9. Utrzymujesz relacje z ludźmi, którzy mają do ciebie żal i pretensje, mają względem ciebie nierealistyczne oczekiwania, pokazują ci twoją niedoskonałość, poniżają cię;
10. Uważasz się za złego rodzica i rozpieszczasz swoje dzieci;
11. Uważasz, że twoje potrzeby nie są ważne i dlatego ich nie komunikujesz;
12. Masz tendencje do psychicznego, fizycznego karania się, odmawiając sobie czegoś;
13. Zauważasz, powyższe wzorce zachowań u swoich rodziców (zwłaszcza matki).
14. Masz tendencje do wpędzania innych (w szczególności swoich bliskich partnera/dzieci) w poczucie winy;
Powyższe symptomy mogą również występować przy toksycznym wstydzie. Jeżeli symptomom tym towarzyszy przemożne poczucie gorszości, bycia złym, uszkodzonym, niekompletnym i bezwartościowym, to być może wstyd a nie poczucie winy jest tym schematem, któremu powinieneś się lepiej przyjrzeć.
Wychodzenie ze schematu organicznego poczucia winy może być trudne z uwagi na to, że wzorce z nim związane powstały dawno temu i do momentu, w którym jesteś, były przez ciebie nieświadomie wzmacniane. Za swoje nieadaptacyjne zachowania oparte na poczuciu winy nauczyłeś się dostawać różne korzyści: uwagę innych, współczucie, prawo moralne do osądzania innych, bierność i pasywność, niepodejmowanie ryzyka etc., z których możesz wcale nie chcieć zrezygnować. Zastanów się jednak, czy wolisz odczuwać do końca życia chwilową ulgę w emocjonalnym cierpieniu jakie cały czas sam w sobie wytwarzasz, czy uwolnić się definitywnie od nieustannego cierpienia. Jeżeli druga opcja wydaje ci się sensowniejsza (a taka w istocie jest), to musisz się przygotować na skonfrontowanie się z tym, przed czym całe życie uciekałeś, czego nie chcesz wiedzieć i czego się boisz. Może okazać się to trochę nieprzyjemne, podobnie jak leczenie chorego zęba, ale jest niezbędne, aby powrócić do rzeczywistości i zyskać emocjonalną wolność.
Cały proces może okazać się jednak dużo łatwiejszy niż się wydaje. W związku z tym, że mechanizm poczucia winy, jakkolwiek mocno utrwalony, opiera się iluzji, często spojrzenie z innej perspektywy na siebie, swoje życie i schematy z których korzystamy, pozwala nam wejść na taki poziom świadomości wewnętrznej, z którego iluzja staje się oczywista, przez co, jej dalsze utrzymanie jest niemożliwe.
Są tylko jedne drzwi przez które można wyjść ze schematu poczucia winy. To drzwi z napisem „Zrobiłem coś złego więc jestem zły”.
Schemat poczucia winy musi zostać zawsze poprzedzony zinternalizowaniem zewnętrznych norm oceny tego co jest dobre a co złe. Są to normy naszych rodziców, środowiska, w którym żyjemy, kultury, cywilizacji, religii etc. Przestrzeganie tych norm gwarantuje nam uzyskanie akceptacji i wsparcia swojego otoczenia, więc na pewnym etapie rozwoju jest niezbędne. Jest jednak oczywiste, że normy zewnętrzne mogą być bardzo nieżyciowe a czasem wręcz szkodliwe. Czasem z politowaniem patrzymy na radykalnych wyznawców jakiejś religii, ze zgrozą słyszymy o zamachach terrorystycznych, agresywnych zachowaniach pseudokibiców etc. Prawda jest jednak taka, że ci ludzie zachowują się zgodnie z normami, które zostały im zaszczepione.
Pierwszym etapem uwalniania się od poczucia winy jest odróżnienie zewnętrznych norm, które każą nam wierzyć, że coś jest dobre albo złe od własnego sumienia.
Sumienie jest czymś zupełnie innym od wyuczonej moralności. Sumienie nie zna żadnych uwarunkowań kulturowych i cywilizacyjnych, i jest podobne u wszystkich ludzi. Jak wykazały badania prowadzone przez amerykańskich naukowców normy sumienia są bardzo zbliżone dla wszystkich ludzi niezależnie od tego skąd pochodzą, w jakiej kulturze i religii się wychowywali. To nie wyuczona moralność ale właśnie wewnętrzne, właściwe istotom ludzkim sumienie mówi nam, że nie należy zabijać, krzywdzić innych, sprawia, ze potrafimy być empatyczni i dobrzy nawet wobec obcych.
Oddziel wyuczone normy od swojego sumienia i zadaj sobie pytanie, czy z punktu widzenia twojego sumienia (a nie tego co ktoś ci powiedział) zrobiłeś coś rzeczywiście złego. Czy możesz mieć całkowitą pewność, że zrobiłeś coś złego?
Być może zrobiłeś. Właśnie po to mamy sumienie żeby nas o tym informowało, ale nie po to, by w poczuciu winy oskarżać i karać do końca życia, ale po to by móc naprawić wyrządzone zło i więcej tego nie robić.
Warto przy tym zauważyć, że osoby obciążone organicznym poczuciem winy rzadko kiedy zrobiły coś naprawdę złego. Zastanów się, czy zabiłeś kogoś z premedytacją, odebrałeś komuś zdrowie, celowo zniszczyłeś komuś życie? Raczej nie. Osoby, które mają takie działania na sumieniu zwykle z poczuciem winy nie mają większego problemu. Skoro nie zrobiłeś nic takiego a męczy cię poczucie winy to znaczy, że, musiałeś uwierzyć w bajkę, że to co zrobiłeś było złe. Czyja to bajka? Zwróć uwagę na pewien paradoks. Zrobiłeś coś i jesteś przekonany, że to było złe, ale skąd możesz mieć pewność, że rzeczywiście tak jest? Czy znasz wszystkie konsekwencje tego co zrobiłeś, czy może tylko trzymasz się swojej wersji bo tak się nauczyłeś. Nawet straszne wydarzenia mogą mieć pozytywne konsekwencje. Oceniając, że zrobiłeś coś złego zaczynasz bawić się w Pana Boga. Podobnie bawisz się w Boga, biorąc na siebie odpowiedzialność za rzeczy na które nie masz żadnego wpływu. Tak, to właśnie chcę ci powiedzieć, drugą strona poczucia winy może być niewyobrażalna pycha.
Może być jednak tak, że rzeczywiście zrobiłeś świństwo. Zdarza się. W końcu jesteśmy tylko ludźmi, wszyscy popełniamy błędy, wszyscy czegoś się boimy i czasem z lęku, wstydu czy w gniewie robimy jakieś głupstwo. Nawet jeśli, nie oznacza to, że jako ludzie stajemy się źli czy bezwartościowi. Osądzając się i odbierając sobie wartość odbieramy sobie również możliwość naprawienia wyrządzonego zła i wybaczenia. Sumienie nie ocenia nigdy ciebie ale to co zrobiłeś. To natomiast, co kiedyś zrobiłeś było wynikiem wielu czynników składowych: twojego poziomu rozwoju psycho-emocjonalnego, poziomu wiedzy, świadomości, emocji w jakich byłeś, okoliczności zewnętrznych etc. Zastanów się nad czymś co zrobiłeś kiedyś i za co winisz się do dziś. Czy teraz zachowałbyś się tak samo? Czy wówczas, mając tamten poziom świadomości, dojrzałości emocjonalnej mogłeś zachować się inaczej? Pewnie nie, a jeśli nie, to przestań sobie to wyrzucać.
Tak naprawdę nigdy nie zrobiłeś nic złego. Po prostu zachowałeś się tak jak w tamtym momencie umiałeś. Jeżeli w wyniku tego zachowania ktoś został skrzywdzony, zastanów się, jak to naprawić i wybacz sobie. Jeżeli uznasz, że jesteś zły, odbierasz sobie możliwość naprawienia konsekwencji szkodliwego zachowania. Dlaczego? Dlatego, że źli ludzie nie robią dobrych rzeczy.
W języku polskim synonimem wybaczenia jest „odpuszczenie”. Odpuszczenie jest słowem, które ma bardzo głębokie znaczenie. Jeżeli nie potrafimy wybaczyć innym i sobie to tak, jakbyśmy trzymali coś i nie potrafili tego puścić. Im więcej trzymamy swoich i cudzych win, tym ciężar, który niesiemy robi się większy. W końcu staje się tak ciężki, że nie jesteśmy w stanie dalej iść.
Ważne jest abyś zrozumiał, że poczucie winy jest emocją, która pozwala ci uciekać od rzeczywistości, oddalać się od prawdziwego życia. Zastanów się dlaczego, tak ci na tym zależy. Poczucie winy wywołuje niemoc w momencie, w którym przeżywasz to uczucie, ale wywołane jest interpretacją tego co wydarzyło się kiedyś i na co nie masz już żadnego wpływu. Żadne poczucie winy, martwienie się i karanie nie zmieni przeszłości i nie spowoduje, że staniesz się lepszym człowiekiem niż jesteś.
Jeżeli przeżywane przez ciebie poczucie winy jest tak silne, że utrudnia ci funkcjonowanie w życiu, przeżywanie radości, wywołuje niemoc i depresję, zastanów się nad podjęciem terapii opartej na technikach behawioralno-poznawczych lub terapii schematów. Prawdopodobnie cierpienie, które przeżywasz wywołane jest zniekształconym myśleniem i utrwalonymi strategiami nieadaptacyjnych zachowań, nad zmianą których można efektywnie i skutecznie pracować.
Jeżeli odczuwasz jedynie dyskomfort, który nie uniemożliwia ci skutecznego funkcjonowania a jedynie, obniża jakość Twojego życia, postaraj się zastosować w swoim życiu kilka poniższych wskazówek. Jest duże prawdopodobieństwo, że pozwolą ci spojrzeć na twoje problemy inaczej i sprawią, że poczujesz się lepiej.
1. Zastanów się czy rzeczywiście zrobiłeś coś, co mogło wyrządzić komuś krzywdę. Jeżeli tak, zadaj sobie pytanie czy mogłeś wówczas zachować się inaczej, czy teraz zachowałbyś się inaczej i czy jest możliwe/celowe naprawienie szkody, którą wyrządziłeś.
2. Uznaj swoje prawo do robienia błędów i naprawiania ich. Jesteś tylko i aż człowiekiem. Nie baw się w Boga. Pamiętasz przypowieść o Jezusie i nierządnicy? On nie osądzał ludzi bo wiedział, że nie jesteśmy doskonali i każdy ma coś na sumieniu, nawet on sam.
3. Zrozum, że jako osoba dorosła to ty jesteś odpowiedzialny za swoje myśli, emocje i działania i jedynie ty odpowiadasz za zaspokojenie swoich ważnych potrzeb.
4. Zastanów się co „zyskujesz” obwiniając się. Może być to: uwaga innych, współczucie, wiara w wybaczenie winy, ucieczka od rzeczywistych problemów, odkładanie na później ważnych rzeczy, unikanie konfliktów z osobami uruchamiającymi w tobie poczucie winy, dawanie sobie moralnego prawa do osądzania innych. Uświadom sobie, że za te „korzyści” płacisz niemożnością przeżywania w swoim życiu radości.
5. Zacznij się akceptować nawet jeżeli nie wszystko w tobie ci się podoba. Nie jesteś doskonały, nikt nie jest. Pomimo tego masz prawo tu być jak każdy, jesteś wartościowym człowiekiem – jak każdy, masz prawo do realizacji ważnych dla ciebie potrzeb i wartości – jak każdy, twoje potrzeby są tak samo ważne jak potrzeby innych ludzi.
6. Naucz się mówić „nie”. Określ swoje granice i nie pozwalaj innym ich naruszać.
7. Jeżeli wierzysz w Boga to przyjmij, że cokolwiek zrobiłeś, kocha cię on tak samo jak innych.
8. Wybacz sobie i innym. Odpuść sobie i innym. Puść, uwolnij przeszłość, po to by móc cieszyć się życiem w teraźniejszości. W tym ostatnim bardzo pomocne mogą być procedury Radykalnego Wybaczania i Radykalnego Samowybaczania. RW i RS SA to techniki uwalniania się od winy opracowane przez amerykańskiego terapeutę Colina Tippinga. Praca wykonywana jest z użyciem kwestionariuszy, które przeprowadzają nas przez cały proces. Kwestionariusze można bez problemu znaleźć w Internecie lub w książkach C.Tippinga i przejść przez proces samemu, można tez wziąć udział w często organizowanych warsztatach RW i RS.
Zadbaj o siebie. Jeżeli nie czujesz się w swoim życiu dobrze, szukaj sposobów żeby sobie pomóc. Nawet jeżeli w danym momencie nie widzisz wyjścia z jakiejś sytuacji, takie wyjście zawsze istnieje i zwykle jest bliżej niż mogłoby ci się wydawać. Nie możesz wiedzieć jaka będzie przyszłość, ale jedno jest pewne, tworzysz ją właśnie teraz i od tego jak czujesz się teraz, będzie zależało co będziesz robić i jak będziesz się czuł w przyszłości.

Poczucie winy i wstyd – najwięksi zabójcy poczucia własnej wartości (cz. I)

Pracując z ludźmi jako coach i pomagając im rozwiązać różnego rodzaju problemy, coraz częściej przekonuję się, że wspólnym mianownikiem większości problemów jakie ludzie sobie stwarzają, jest brak stabilnego, płynącego z wewnątrz poczucia własnej wartości i wynikający stąd brak akceptacji dla tego kim się jest, oraz kompulsywny przymus budowania i potwierdzania swojej wartości w oparciu o zewnętrzne wskaźniki odniesienia, takie jak: pieniądze, status społeczny, dobra materialne, atrakcyjność fizyczna, muskulatura, popularność, gadżety etc. Baz znaczenia jest przy tym, co dana osoba rzeczywiście osiągnęła w życiu – pracowałem z ludźmi, którzy uważali się za nic niewartych mimo zrobienia międzynarodowej kariery i odniesienia biznesowych sukcesów. Bez znaczenia jest też, czy ktoś demonstruje zaniżone poczucie własnej wartości, czując się gorszy od innych, czy też, zawyżone poczucie własnej wartości – pokazując, że jest od innych lepszy. Obydwa typy zachowań są symptomem tego samego problemu. Nikt, kto nie czuje się gorszy od innych nie będzie miał potrzeby udowadniania, że jest od innych lepszy, nie będzie miał potrzeby rywalizowania ani poniżania innych po to, aby na chwile poczuć się lepiej.
Oczywiście, mało kto otwarcie przyzna się do poczucia bezwartościowości. W większości przypadków, przekonanie to jest głęboko zakopane w mało dostępnych warstwach nieświadomego umysłu i silnie strzeżone przez system mechanizmów obronnych oraz strategii, których celem jest ukrycie tego, że czujemy się nic nie warci. Brak poczucia własnej wartości staje się jak korzeń, z którego wyrasta drzewo twojego życia. Jakie będą owoce ? Często, pozornie mogą wyglądać ładnie i zdrowo jak hiszpańskie jabłka w supermarkecie. Pytanie, jak czujesz się z tym co stworzyłeś. Czy czujesz się spokojny, spełniony i radosny, czy też jesteś wiecznie niezadowolony, nerwowy i zestresowany. Sporo wielkich karier zostało zbudowanych na niskim poczuciu własnej wartości, i chęci udowodnienia innym i sobie, że jest się jednak coś wartym.
Zastanów się jakie emocje przeważają w twoim życiu. Czy jest to spokój, radość, akceptacja, ciekawość, miłość, czy też, frustracja, zmęczenie, zniechęcenie, złość, niechęć do innych. Jeżeli tych drugich emocji jest więcej, jeżeli zauważasz u siebie tendencję do obwiniania ludzi i okoliczności za swoje niepowodzenia i złe emocje, skłonności do narzekania i usprawiedliwiania się za brak sukcesów, lub tendencje do chwalenia się, wywyższania, gromadzenia rzeczy, tytułów, trofeów, przypatrz się dobrze swojemu poczuciu własnej wartości. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że coś jest z nim nie tak.
Brak poczucia własnej wartości jest paliwem dla strachu, chciwości, agresji, zawiści, chamstwa, nienawiści, odrzucenia, zazdrości, egoizmu i pogardy dla innych. Niestety, świat jest pełen nieszczęśliwych, zagubionych ludzi, którzy bezustannie próbują udowodnić sobie i innym, że są coś warci, i coś znaczą, wykorzystując do tego dziecięce strategie, przynoszące jedynie szkodę im i ich otoczeniu, raniąc bez przerwy siebie i innych. Maskowanie braku poczucia własnej wartości, kosztuje mnóstwo energii, którą musisz zużyć na utrzymywanie masek i póz, za którymi ukrywasz swój lęk, że zostaniesz zdemaskowany.
Brak poczucia własnej wartości jest globalną epidemią, która niszczy nas jako gatunek, i która jest odpowiedzialna za to, że w ciągu nie całych stu lat zamieniliśmy planetę, na której żyjemy w cuchnący śmietnik, w którym za kilkadziesiąt lat nie da się już żyć.
Jak myślisz, co jest pierwotnym powodem tego, że ludzie piją, biorą narkotyki, palą papierosy, wpadają w uzależnienia od seksu, zakupów, uznania, popularności, facebooka, opinii innych, dopuszczają się agresji, gromadzą więcej niż potrzebują, odczuwają długotrwały stres prowadzący ich do mnóstwa chorób, albo też, wpadają w marazm, izolację, apatię, wyuczoną bezradność, dlaczego popełniają samobójstwa lub zabijają się na raty ?
Tak, zgadłeś. Pierwotną przyczyną jest brak poczucia własnej wartości mającego źródło wewnątrz nas. Zadziwiające. Człowiek, jako jedyny gatunek na Ziemi, posiadający świadomość siebie i umiejętność abstrakcyjnego myślenia, planowania i kochania posiadł również niedostępną dla innych zwierząt umiejętność zakwestionowania wartości własnego istnienia. Pewnie, w jakimś boskim planie czemuś ma to służyć. Może powstaniu takiego cierpienia, które spowoduje, że obudzimy się w końcu jako gatunek. Nie wiem. Zanim jednak nastąpi zbiorowe przebudzenie, co wcale nie jest do końca pewne, przynajmniej jeśli idzie o spodziewany termin, proponuję, aby każdy budził się na własną rękę, odkrywając nieadaptacyjne i destrukcyjne mechanizmy swojego ego, i uwalniając się od nich jak od niepotrzebnego balastu.
Gwoli wyjaśnienia. Jestem przekonany, że brak poczucia własnej wartości jest wyuczonym mechanizmem adaptacyjnym, którego celem jest zapewnienie nam przetrwania we wczesnym dzieciństwie. Kiedyś mechanizm ten miał nas chronić i ułatwiać nam życie podobnie jak pampers, czy chodzik na kółkach. Problem polega na tym, że większość z nas będzie używała chodzika i pampersa do końca swojego życia, dziwiąc się, że coś ich uwiera.
Analizując powody, które decydują o tym, że tak wielu ludzi uważa się za bezwartościowych i nieważnych, doszedłem do przekonania, że czynnikami, które niszczą naturalne i wrodzone poczucie własnej wartości, prawdziwymi kilerami poczucia własnej wartości, są dwie niezbyt przyjemne emocje, przy pomocy których nasze otoczenie manipuluje nami od najmłodszych lat, czyli: poczucie winy i wstyd.

Jeżeli chcesz otrzymać drugą część artykułu i dowiedzieć jak powstaje poczucie winy, jak działa mechanizm poczucia winy, w jak katastrofalny sposób wpływa ono na nasze życie i jak poradzić sobie z poczuciem winy, po to, żeby odzyskać dostęp do poczucia własnej wartości, wyślij maila na adres: biuro@zbikowskicoaching.pl, wpisując swoje imię oraz tekst: „chcę otrzymać artykuł: Jak działa poczucie winy i jak mogę sobie z nim poradzić.

Ile kosztują nas nasze problemy i dlaczego warto je rozwiązywać.

Pomyśl ………………
Pomyśl przez chwilę ile kosztują Ciebie i Twoich bliskich Twoje problemy. Ile już na nich straciłeś i ile jeszcze gotów jesteś stracić zanim w końcu, zdecydujesz się je rozwiązać.
Ile pieniędzy, czasu, cierpienia i zdrowia zapłaciłeś i płacisz Ty i ważne dla Ciebie osoby za problemy, których nie rozwiązujesz.
Zastanów się przez moment, co byś robił, gdybyś mógł robić to, co naprawdę chciałbyś robić. Gdzie byś teraz był i z kim, gdybyś w sposób całkowicie świadomy i zgodny z Twoimi wartościami, mógł o tym zadecydować. Jak chciałbyś się teraz czuć i co chciałbyś widzieć w Twoim życiu, gdyby to od Ciebie zależało. Czy nadal byłbyś tym kim jesteś, czy miałbyś te same problemy, był w tym samym, środowisku, związku, robił to co robisz na co dzień ? A jeżeli odpowiedź na któreś z tych pytań brzmi „NIE”, to jak długo jeszcze chcesz nic nie robić, żeby to zmienić ? Co musi się wydarzyć w Twoim życiu żebyś się wreszcie obudził ? Jak długo jeszcze chcesz być nieszczęśliwy, robić to czego nie lubisz robić I oszukiwać się, że nie jest źle ? Kiedy zamierzasz zrobić coś, żeby to zmienić ? Nie wierzysz, że możesz ? Bzdura !!! Pewnie, że wierzysz; inaczej byś nie próbował, a przecież próbujesz, tylko ciągle jakoś nie wychodzi. A może po prostu nie wiesz jak i zamiast skupiać się na usunięciu przyczyn problemów i znalezieniu właściwych rozwiązań walczysz z tym co nie działa. Może nie wpadłeś jeszcze na to, że jeżeli chcesz zmienić to co widać, musisz najpierw zmienić to czego nie widać. Jeżeli chcesz zmienić swoją rzeczywistość musisz zacząć od siebie, od tego co masz w środku. To nie przypadek, że jeden z najstarszych tekstów pisanych stwierdza prawdę, na której opierają się wszystkie systemy religijne, duchowe i filozoficzne: „Co na górze to na dole, co w środku to na zewnątrz”. Twoja rzeczywistość materialna jest dokładnym odzwierciedleniem na zewnątrz Twojego świata umysłowego, emocjonalnego i duchowego. Czy tego chcesz, czy nie, Ty ją stworzyłeś. Z łatwością to przyznasz jeżeli jesteś szczęśliwy i w sposób świadomy i zgodny z Twoimi wartościami kształtujesz swoje życie, robiąc to co naprawdę pragniesz robić, tworząc wspaniałe relacje i ciesząc się każdą chwilą. Jeżeli uważasz jednak swoje życie za pasmo udręki, świat za miejsce wrogie i nieprzyjazne, ludzi za wyzutych z sumienia drani, jeżeli wciąż narzekasz, szukasz usprawiedliwień i obwiniasz wszystko i wszystkich, wówczas raczej nie przyznasz się do swojego dzieła. Powiesz, że nie miałeś na to wpływu. I wiesz co …. ? Trudno się dziwić, bo nie ma się czym chwalić. OK., może nie do końca miałeś na to wpływ. Nie mogłeś wybrać tego, co dostałeś od rodziców, środowiska, kultury i epoki w której wyrosłeś. Nie mogłeś wziąć tylko tego co dobre i nie wziąć tego co teraz przeszkadza. Więc targasz to wszystko, jak ciężki kufer ze śmierdzącymi naftaliną łachami, dziurawymi garnkami, żeliwnymi maszynkami do mięsa i innymi mało przydatnymi parafernaliami sprzed kilkudziesięciu i więcej lat, mając przekonanie, że mogą się przydać. Może kiedyś nie miałeś wyboru ale teraz masz. Możesz pozbyć się gratów. Możesz przestać nieść to co już do niczego się nie przyda a jedynie Cię ogranicza. Ty to stworzyłeś i tylko Ty możesz to zmienić i stworzyć coś bardziej udanego, a jedyny sposób żeby to zrobić, to zmienić siebie. Jak to zrobić ? Bardzo prosto. Podaję przepis. Uwaga. Cztery Koki Życiowej Przemiany według Jacka Z.
1. Przyjmij, że to co myślisz na temat siebie, świata i innych ludzi co do zasady nie jest prawdą ale staje się Twoją prawdą kiedy w to wierzysz;
2. Zakwestionuj prawdy, które sprawiają, że cierpisz, nie rozwijasz się i żyjesz w nieustającym konflikcie ze sobą I z innymi ludźmi;
3. Stwórz nowe prawdy na temat siebie, świata i ludzi, które będą Ci służyły, pomagały Ci być tym kim chcesz być, pomagały unikać konfliktów i czuć się tak jak chcesz się czuć, bez robienia krzywdy innym i uwierz w nie. Po prostu wymyśl sobie to w co chcesz wierzyć I co będzie dla Ciebie dobre;
4. Zacznij żyć i działać zgodnie z tymi prawdami nawet jeżeli jeszcze nie do końca w nie wierzysz. Kroki od 1 do 4 powtarzaj regularnie co jakiś czas.
Teraz, kiedy jesteś dorosły możesz w końcu świadomie wyrzucić niepotrzebny bagaż i przestać żyć bullshitami, którymi być może żyłeś przez większą część swojego życia. Teraz, kiedy jesteś dorosły, możesz już zrezygnować z dziecięcych strategii zabiegania o aprobatę, bycie zauważonym i docenionym, możesz przestać się porównywać i udowadniać innym, że jesteś lepszy, bo tak naprawdę nigdy nie przestałeś czuć się gorszy. Pomyśl, jak by wyglądało Twoje życie, gdybyś już więcej nie musiał tego robić. Jak byś się czuł, co byś robił, kim byś był. Pomyśl …………………..
I po prostu to zrób !!!!

Ważne Pytania

Jak pokazują badania, większość Polaków nie zadaje sobie nigdy ważnych pytań dotyczących istoty ich egzystencji i sensu życia. Myślę zresztą, że przypadłość ta nie dotyczy tylko polskiej nacji ale większości ludzi w ogóle. Co to w praktyce oznacza ? Ano to, że większość ludzi, po prostu, nie wie po co żyje, ograniczając swoją życiową aktywność i inwencję do zaspokajania podstawowych potrzeb egzystencjalnych i socjalnych, konsumowania, dostosowywania się do obowiązujących trendów i norm oraz do partycypowania w mało rozwijających formach rozrywki. Większość z nich nie ma żadnego pomysłu na siebie i swoje życie więc, idą przez życie bez poczucia sensu, kierunku i celu jak zombie, co chwila wpadając na coś, popychani przez innych, nierozumiejący o co w tym wszystkim, do diabła chodzi. Spotykacie ich codziennie, na ulicy, w autobusach, w urzędach, w pracy, a często w swoim najbliższym otoczeniu. Wciąż są smutni, narzekają, obwiniają wszystkich i wszystko o to, że ich życie nie wygląda tak jakby sobie tego życzyli, wciąż znajdują jakieś usprawiedliwienia dla swojej nieudolności, są smutni, nerwowi, sfrustrowani. Mogą być, dla odmiany hiperaktywni w udowadnianiu innym, że są lepsi, że wszystko wiedzą najlepiej, i że ich życie to sukces, podczas gdy w głębi ducha zawsze czują się gorsi i pokrzywdzeni.
Oni lubią zadawać pytania ale takie, które nie mogą doprowadzić ich do uzyskania sensownych odpowiedzi, a jedynie takich, które utrwalają w nich schemat bezradnej ofiary, której żyć przyszło w nieprzyjaznym, podłym świecie. Dlaczego znowu ja ? Czemu mnie to spotyka ? Co jest ze mną nie tak ? Czemu muszę się tak męczyć ? Jaki sens ma to pieprzone życie ? Kiedy się w końcu to skończy ? Kiedy wreszcie się coś zmieni ? etc. Bóg, słucha i odpowiada. Każde pytanie zawiera bowiem odpowiedź, a każde „dlaczego?” ma zawsze swoje „dlatego”. Słyszysz odpowiedź w swej głowie, choć udajesz głuchego. Ano, dlatego, mój drogi – mówi Bóg – że głupcem jesteś sądząc, iż coś się zmieni jak będziesz tak na tyłku siedział, żłopał tani browar i narzekał na los, a twoje pieprzone życie, jak słusznie sądzisz, istotnie sensu żadnego nie ma i mieć nie będzie, dopóki sam mu go nie nadasz i nie zabierzesz się do roboty. Świat działa według prostej i uczciwej zasady: nie dostaniesz nic więcej, dopóki nie pokażesz, że jesteś wdzięczny za to co masz i dobrze sobie z tym radzisz.
To jakie pytania sobie zadajemy decyduje o tym jakie otrzymamy odpowiedzi. Zgodnie z zasadą Huny, energia idzie za uwagą przez co, to czemu poświęcasz swoją uwagę i energię rośnie. Jeżeli koncentrujesz się na brakach, niedostatkach i złych rzeczach w swoim życiu, będziesz miał ich coraz więcej. Ta prosta prawda duchowa, pokazująca w jaki sposób działa świat, powtarzana jest przez wszystkich nauczycieli duchowych od kilku tysięcy lat, cytowana w tysiącach książek motywacyjnych lecz, nadal niewielu ludzi ją właściwie pojmuje. Dlaczego ? Ano dlatego, że bycie ofiarą, która może obciążyć odpowiedzialnością za swoje porażki i złe emocje innych ludzi oraz przeróżne czynniki zewnętrzne, jest bardzo wygodne. Zwalnia od odpowiedzialności za cokolwiek, daje poczucie moralnej wyższości nad tymi, którzy maja lepiej, zwalnia od obowiązku rozwijania się, pracy nad sobą i rozwiązywania swoich problemów, daje możliwość użalania się nad sobą i dostawania uwagi i współczucia od innych. Pozornie same plusy. Jest jednak jeden minus, który powoduje, że taka strategia życiowa jest mało opłacalna. Niedogodność takiego podejścia do życia polega na tym, że jeśli tak myślisz i działasz możesz mieć stuprocentową pewność tego, że na dłuższą metę będziesz nieszczęśliwy a twoje życie we wszystkich ważnych obszarach będzie porażką. Plus tego jest taki, że w ten sposób udowodnisz sobie to co już i tak wiesz (czyli, że życie jest do dupy), co powinno dać ci przynajmniej odrobinę satysfakcji, wynikającej z wniosku, że wszystkie twoje przekonania i przewidywania okazały się prawdziwe. Gratulacje.
Dlaczego zatem tak mało ludzi zadaje sobie naprawdę ważne pytania, odpowiedź na które jest warunkiem życia świadomego, szczęśliwego i spełnionego: jaki jest cel mojego życia ? jaka jest moja dharma, powołanie, misja ? co mogę zrobić żeby żyć w sposób pełny i szczęśliwy ? jakie są moje główne wartości i jak chcę je zrealizować w życiu ? jak mogę sprawić, że świat będzie lepszym miejscem ? jak mogę być lepszym człowiekiem ? co mogę zrobić żeby się rozwijać ? co robić żeby mieć dobre relacje z innymi ? co naprawdę chcę robić w życiu i co jest dla mnie najważniejsze ?etc. Dlatego, że odpowiedź na te pytania może oznaczać konieczność zrobienia czegoś, podjęcia wysiłku, dowiedzenia się o sobie czegoś czego wcale nie chcemy wiedzieć, uczciwego powiedzenia sobie gdzie w tym momencie jesteśmy, nawet jeśli aktualnie siedzimy w czarnej dupie bez nadziei na rychłe wyjście, stawieni czoła problemom, których wcale nie mamy ochoty rozwiązywać ani, nawet o nich myśleć. Czasem nie zadajemy sobie tych pytań ponieważ w ogóle nie wierzymy, że mamy wpływ na to, aby cokolwiek zmienić w swoim życiu. W ten sposób koło się zamyka. Jak to ktoś powiedział, alkohol nie daje odpowiedzi na ważne pytania ale pozwala zapomnieć pytanie, dlatego, część z nas golnie sobie parę głębszych i będzie na czas jakiś po kłopocie.
Co mogę z tym zrobić ?
Czego mnie to uczy ?
Jakie możliwości mi to stwarza ?
Jakie są moje ważne cele i jak chcę je zrealizować ?
Za co mogę być wdzięczny ?
Co dobrego jest w moim życiu ?
Jakie mam zdolności i jak mogę je wykorzystać ? etc.
Zadając sobie tego rodzaju pytania, po pierwsze akceptujemy to co już jest i czego nie możemy zmienić, po drugie, koncentrujemy się na szukaniu rozwiązań, możliwości, szans i jasnych stron. W ten sposób programujemy nieświadome filtry na wyszukiwanie z milionów napływających do nas informacji właśnie te, które w danej chwili są nam potrzebne i pomocne. Przekierowujemy uwagę i energię z problemu na rozwiązanie.
Język, obok sposobu myślenia i działania jest tym co najbardziej różni ludzi odnoszących sukcesy od życiowych nieudaczników. Zacznij więc uważać na to co mówisz, o co prosisz i o co pytasz, bo prędzej czy później stanie się to samosprawdzającą się przepowiednię, która zdecyduje jak spędzisz resztę swojego życia.