Zły Wstyd – trucizna Duszy.

shame-003

Dobry i zły wstyd.
Są dwa rodzaje wstydu. Ten pierwszy jest dobry i potrzebny, jest wyrazem naszej dojrzałości oraz zdolności krytycznego myślenia i wyciągania wniosków. Ten wstyd można określić jako głos sumienia, który informuje nas, że zrobiliśmy lub robimy coś głupiego, szkodliwego czy podłego. Na poziomie świadomości na jakim żyje większość ludzi, dobry wstyd jest istotnym czynnikiem zapewniającym przestrzeganie podstawowych norm moralnych, etycznych, prawnych, społecznych czy kulturowych. Nie chcąc przeżywać emocji wstydu powstrzymujemy się od robienia tego, co mogłoby nas narazić na krytyczną ocenę otoczenia i konfrontację z własnym sumieniem, odzwierciedlającym w dużej części zbiór zinternalizowanych norm zewnętrznych. Dobry wstyd pomaga nam określać ważne wartości, chronić własne granice i wewnętrzną spójność, chronić nasze poczucie własnej godności nie pozwalając nam robić rzeczy, które mogłyby im zaszkodzić. Bez dobrego wstydu, trudno byłoby sobie wyobrazić pojęcie honoru, odwagi czy godności osobistej, dla których wstyd może być cennym punktem referencyjnym. Umiejętność przeżywania czy antycypowania dobrego wstydu jest przejawem dojrzałości i samokontroli, wyrazem posiadania spójnego systemu etycznego oraz samoświadomości. Bez niego trudno byłoby wyobrazić sobie zachowanie szacunku do siebie i innych ludzi. Dobry wstyd jest mechanizmem regulacyjnym i adaptacyjnym bez którego prawidłowe funkcjonowanie w społeczeństwie byłoby niemożliwe. Dobry wstyd pomaga nam odróżnić dobro od zła i przewidzieć negatywne konsekwencje naszych postaw i zachowań. Brak dobrego wstydu często łączy się z brakiem zasad i hamulców moralnych oraz z całkowitym zrelatywizowaniem pojęcia dobra i zła. Osoby pozbawione dobrego wstydu uważają, że dobre jest tylko to, co jest dobre i korzystne dla nich, a złe, to co jest niekorzystne z ich punktu widzenia. Osoby takie często postrzegają świat w kategoriach darwinistycznych – to jest – walki o przetrwanie gdzie, aby przeżyć, należy pokonywać i eliminować innych. Swoją misję życiową postrzegają w kategoriach zapewnienia sobie jak najdłuższego fizycznego przetrwania, często kosztem innych, których uważają za słabszych i bezwartościowych. Ludzi takich cechuje brak empatii, całkowite lekceważenie potrzeb innych, traktowanie relacji w kategoriach wygrana-przegrana oraz nieumiejętność współpracy. Brak zdrowego wstydu cechuje ludzi o cechach psychopatycznych, narcystycznych, socjopatycznych i skłonnościach sadystycznych. Co ciekawe, osoby takie zwykle na poziomie głębokiej nieświadomości, owładnięte są innym rodzajem wstydu, z którym nie mają kontaktu, a który kompensują niszcząc, upokarzając i kontrolując innych ludzi. Będzie o tym mowa później. Dobry wstyd jest czymś w rodzaju moralnego bezpiecznika, który powstrzymuje nas od robienia rzeczy, które mogą szkodzić nam lub innym, lub są z jakichś innych powodów nieakceptowalne. Dobry wstyd nie rani, ale motywuje do przestrzegania zasad i reguł, które sami uważamy za ważne, pozwalając nam utrzymać dobre mniemanie na własny temat. Ludzie, którzy osiągnęli wysoki poziom świadomości, rozumiejący pojęcie współzależności i koegzystencji nie potrzebują uczucia wstydu, aby powstrzymywać się od szkodzenia sobie i innym. Kierują się prawdziwą, duchową inteligencją, która pozwala na głębokie zrozumienie sieci subtelnych zależności i powiązań, w której funkcjonujemy i która wyklucza zachowania oraz postawy naruszające równowagę systemu, którego jesteśmy częścią. Pozostali potrzebują mechanizmu kontroli wewnętrznej i zewnętrznej w postaci odczucia wstydu informującego, iż złamaliśmy zasady i powinniśmy naprawić wyrządzoną szkodę. Tyle o dobrym wstydzie, który tylko wówczas może być dla ciebie sporym problemem jeśli go czasem nie odczuwasz.
Istnieje jednak inny rodzaj wstydu, który z dobrym wstydem nie ma nic wspólnego, a który jest głównym czynnikiem odpowiedzialnym za cierpienie emocjonalne jakiego doznaje większość ludzi, za zaburzenia osobowości, zachowania autodestrukcyjne oraz inne negatywne zjawiska, postawy i zachowania, takie jak uzależnienia, nienawiść, pogarda, agresja i przemoc, zazdrość, chciwość i zajadła rywalizacja. Istnieje taki rodzaj wstydu, który niszczy w nas wszystko to co dobre i szlachetne: poczucie własnej wartości, poczucie połączenia z innymi ludźmi i otaczającym nas światem, empatię, odwagę, współczucie, bezinteresowność i możliwość przeżywania miłości, ograbia nas z duchowej tożsamości robiąc z nas wylęknione istoty spędzające większość życia w poczuciu zagrożenia, niezadowolenia i braku sensu. Będę nazywał ten rodzaj wstydu – „złym wstydem”. Złemu wstydowi poświęcony jest ten tekst, do napisania którego zainspirowały mnie moje własne doświadczenia i refleksje wynikające z mojego osobistego procesu rozwoju i związanego z nim uwalniania się od różnych destrukcyjnych i bolesnych schematów oraz przekonań i wzorców. Drugim, nie mniej ważnym powodem, dla którego zdecydowałem się napisać o złym wstydzie, są moje doświadczenia jako coacha i trenera związane z pracą z osobami zmagającymi się z różnego rodzaju problemami. Zarówno doświadczenia z mojej własnej pracy samorozwojowej jak i z pracy z innymi ludźmi pozwoliły mi nabrać przekonania, że duża część problemów mentalnych, emocjonalnych i tożsamościowych, które, poprzez oddziaływanie na nasze decyzje i zachowania negatywnie wpływają na różne obszary naszego życia generując efekty, których wcale byśmy sobie nie życzyli (przynajmniej świadomie), jest skutkiem działania złego wstydu oraz różnych strategii radzenia sobie z nim. Zły wstyd jest czynnikiem niszczącym nasze wewnętrzne poczucie własnej wartości, a w niektórych przypadkach czynnikiem wręcz uniemożliwiającym wykształcenie się zdrowego, adekwatnego poczucia własnej wartości. Temat ten wydaje mi się niezwykle ważny, biorąc pod uwagę jak wielu osób dotyka ten problem. Jestem zdania, że zły wstyd jest problemem cywilizacyjnym nieodłącznie związanym ze środowiskiem w jakim żyjemy. Jednocześnie temat ten jest dosyć rzadko poruszany. Wiele pisze się na temat lęku, gniewu, smutku czy poczucia winy i wpływu tych emocji na nasze życie, o wstydzie jednak pisze się rzadko, jak gdyby wstyd był „wstydliwym” tematem.

Dlaczego tekst ten może być dla ciebie interesujący?

W tekście znajdziesz przybliżenie przyczyn, które powodują powstanie złego wstydu, objawów, które mu towarzyszą oraz strategii jakich używamy do radzenia sobie z nim. Dowiesz się, czy problem złego wstydu dotyczy ciebie lub bliskiej ci osoby. Dowiesz się w jaki sposób zły wstyd może niszczyć cię od środka nie pozwalając ci wykorzystać twojego potencjału, w jak destrukcyjny sposób wpływa na relacje z innymi ludźmi i nie pozwala doświadczać satysfakcji i radości życia. Jeśli zły wstyd może być twoim problemem dowiesz się, dlaczego do tej pory nie mogłeś sobie z nim poradzić oraz, co się może dziać w twoim życiu jeśli nie poszukasz sposobów, aby się od tego uwolnić. Na koniec znajdziesz kilka strategii i narzędzi do tego, aby odkryć zły wstyd, nauczyć się nieidentyfikowania z nim oraz do tego, aby nauczyć się rozpoznawać i kwestionować przekonania odpowiedzialne za odczuwanie złego wstydu. Jeśli zły wstyd jest istotnym czynnikiem kształtującym twoje nieadaptacyjne strategie życiowe, to przeczytanie tego tekstu nie rozwiąże twojego problemu. Wówczas prawdopodobnie potrzebujesz systematycznej pracy najlepiej z pomocą psychologa, psychoterapeuty, albo nauczyciela duchowego. Tekst ten pozwoli ci jednak:
- dostrzec problem jeśli ciebie dotyczy i zrozumieć skąd się wziął,
- lepiej zrozumieć swój problem i jego wpływ na różne obszary życia,
- rozpoznać twoje reakcje i zachowania, które ci nie służą, a których podłożem może być zły wstyd,
- zrozumieć dziwne, szkodliwe i trudne do zaakceptowania zachowania innych ludzi,
- lepiej zrozumieć swoje uczucia i emocje oraz nabrać dystansu do własnych osądów i przeżywanych emocji,
- nabrać wiary, że od złego wstydu można się uwolnić,
- odzyskać nadzieję na odbudowanie adekwatnego i stabilnego poczucia własnej wartości i godności,
- zrozumieć, że możesz odczuwać radość życia i czuć się wartościowym człowiekiem bez względu na to kim jesteś i co osiągnąłeś,
- znaleźć inspirację do dalszej pracy w celu uwolnienia się od ograniczających schematów i przekonań,
- znaleźć inspirację do poszukiwania swoje głębokiej, prawdziwej tożsamości nie związanej z zewnętrznymi rolami jakie odgrywasz oraz idealną wizją siebie jaką chciałbyś prezentować światu.

Przygotuj się na to, że podczas czytania tekstu możesz doświadczyć trudnych emocji. Temat złego wstydu dotyka często najbardziej bolesnych doświadczeń i powstałych na ich bazie przekonań odnoszących się do podstaw naszej tożsamości. To nie jest łatwy i przyjemny temat. Jednocześnie, bez jego rozpoznania i wyeliminowania jego niszczycielskiej mocy trudno jest czerpać pełną radość i satysfakcję z życia. Dlatego warto poświęcić temu czas i uwagę. Z doświadczenia własnego oraz pracy z innymi wiem, że samo zrozumienie psychoemocjonalnego mechanizmu wstydu oraz świadome doświadczenie bolesnych emocji bez próby natychmiastowego pozbycia się ich, może mieć skutek oczyszczający i wyzwalający oraz może przywrócić nadzieję na „odzyskanie prawdziwego siebie” i swojego życia, której zły wstyd nas pozbawia.
Mimo, że pisząc o wstydzie używam określenia „zły wstyd” nie oznacza to wcale, że uważam taki wstyd za uczucie obiektywnie złe, które należy wszelkimi sposobami wyeliminować z naszego spektrum emocjonalnych doświadczeń. Nie. Pisząc „zły wstyd” mam na myśli raczej długofalowe negatywne skutki jakie ta emocja może wywierać na nasze życie w przypadku jej nierozpoznania i uciekania od niej. Nie istnieją dobre czy złe uczucia i emocje. Bolesne, trudne do zniesienia emocje, podobnie jak ból fizyczny stanowią jedynie informację o głębszej przyczynie, która je wywołuje. Chociaż nikt z nas nie lubi doświadczać bolesnych emocji i na pozór unikanie ich lub tłumienie wydaje się racjonalne, tak jednak wcale tak nie jest. Dopóki uciekasz od bólu, lekceważysz go, wypierasz lub doraźnie znieczulasz, nie masz szansy na dotarcie do prawdziwych przyczyn, które wywołują ból i na ich uzdrowienie, a strategie wypracowane w celu unikania lub tłumienia uczuć i emocji, na dłuższą metę mogą wywoływać wiele negatywnych skutków w różnych obszarach twojego życia. Tak również jest ze złym wstydem. Mimo, iż jest on głównym czynnikiem niszczącym poczucie własnej wartości, odbierającym sens i radość życia oraz skłaniającym ludzi do podejmowania szkodliwych i raniących zachowań, to nie samo uczucie jest problemem, ale wszystko co robisz, aby go nie doświadczać lub znieczulać. Dlatego warto konfrontować się ze swoim wstydem, rozumieć skąd się bierze, do czego nas skłania i czym grozi, po to, aby go oswoić, zrozumieć i ostatecznie uwolnić się od jego toksycznego działania. Zły wstyd nie jest łatwy do rozpoznania, biorąc pod uwagę, że osoby „zarażone” złym wstydem robią wszystko, aby go świadomie nie doświadczać. Istnieje jednak wiele symptomów na poziomie emocji i zachowań, które mogą wskazywać, że problem złego wstydu może w jakimś stopniu ciebie dotyczyć. Oto niektóre z nich:
- odczuwasz w życiu pustkę, brak sensu i celów,
- często odczuwasz trudny do wyjaśnienia smutek, lęk, gniew,
- porównujesz się z innymi i uważasz, że inni są od ciebie lepsi, mądrzejsi i lepiej radzą sobie w życiu,
- często odczuwasz zazdrość w stosunku do innych,
- porównujesz się z innymi i uważasz, że jesteś lepszy i należy ci się więcej,
- uważasz, że inni cię oceniają i boisz się negatywnej oceny,
- uważasz, że jeśli pokażesz jaki naprawdę jesteś, co czujesz i co myślisz zostaniesz odrzucony,
- nie komunikujesz innym ważnych dla siebie potrzeb,
- często myślisz żle o sobie i swoim życiu,
- krytykujesz się i obwiniasz kiedy popełnisz błąd,
- uważasz, że we wszystkim musisz być doskonały bo inaczej, to co robisz będzie bezwartościowe,
- nigdy do końca nie jesteś zadowolony z efektów tego co robisz,
- rywalizujesz z innymi żeby udowodnić, że jesteś lepszy,
- starasz się zadowolić wszystkich kosztem swoich ważnych potrzeb,
- opierasz poczucie swojej wartości na osiągnięciach,
- brak ci wiary we własne możliwości i uważasz, że nigdy nie osiągniesz nic wartościowego,
- nie udaje ci się osiągać lub utrzymać ważnych dla ciebie celów mimo wkładanego w to wysiłku,
- wykonujesz pracę której nie lubisz i która nie daje ci satysfakcji,
- często wchodzisz w rolę ofiary i obwiniasz innych oraz okoliczności zewnętrzne za swoje niepowodzenia i negatywne emocje,
- nie szanujesz innych ludzi i manipulujesz nimi w celu osiągnięcia swoich celów,
- reagujesz smutkiem lub irytacją kiedy ktoś cię krytykuje lub nie zgadza się z tobą,
- nie ufasz ludziom i boisz się, że możesz zostać wykorzystany,
- masz problemy z tworzeniem i utrzymaniem głębokich relacji opartych na szczerości i zaufaniu,
- tkwisz w toksycznych związkach i nie potrafisz od nich uwolnić,
- jesteś ofiarą przemocy, mobbingu lub molestowania, albo sam ranisz lub krzywdzisz innych ludzi,
- masz skłonności do kontrolowania innych i narzucania im swojego zdania,
- boisz się ludzi i źle czujesz się w towarzystwie osób, których nie znasz,
- masz skłonność do używania przemocy psychicznej, słownej lub fizycznej,
- postrzegasz siebie, świat i ludzi w kategoriach zero-jedynkowych,
- nadużywasz lub jesteś uzależniony od alkoholu, narkotyków i innych substancji, seksu, jedzenia, zakupów, atrakcyjnego wyglądu, popularności, hazardu etc.
- dokonujesz częstych modyfikacji swojego ciała: tatuaże, piercing, operacje plastyczne,
- cierpisz na zaburzenia odżywiania: bulimia, anoreksja, otyłość,
- cierpisz na depresję, chorobę dwubiegunową lub inne zaburzenie psychiczne,
- wstydzisz się swojej rodziny a zwłaszcza rodziców,
- nie masz kontaktu ze swoimi uczuciami i emocjami, nie potrafisz ich nazwać i uzasadnić dlaczego je przeżywasz,
- podejmujesz szkodliwe dla siebie zachowania i nie potrafisz wytłumaczyć dlaczego tak robisz,
- boisz się podejmowania ważnych dla ciebie decyzji, obawiając się popełnienia błędu,
- nie robisz rzeczy, które naprawdę chciałbyś robić i obwiniasz innych oraz okoliczności zewnętrzne, że ci w tym przeszkadzają.

Jak widzisz, zły wstyd może być przyczyną większość, jeśli nie wszystkich postaw i zachowań, które mogą zatruwać życie nam lub innym. Oczywiście, jeśli zauważyłeś, że któraś z wymienionych rzeczy występuje w twoim życiu, nie musi to wcale oznaczać, że zły wstyd jest twoim problemem. Jeśli jednak widzisz, że ten czy inny symptom często się powtarza wywołując jakiś rodzaj emocjonalnego cierpienia, wówczas warto się temu przyjrzeć. Część wymienionych powyżej rzeczy może stanowić uzasadnioną w danych okolicznościach ocenę faktów – na przykład, że inni cię oceniają lub, że jesteś w czymś gorszy od innych (w znaczeniu – posiadasz mniejsze umiejętności, kompetencje, zasoby lub doświadczenie). Jeśli jednak towarzyszą temu silne negatywne emocje osłabiające twoją samoocenę, może to świadczyć o głębszym problemie. Pewnie zwróciłeś uwagę, że niektóre z wymienionych rzeczy są ze sobą sprzeczne, i może wydać ci się to nielogiczne. Tak jednak nie jest. Skrajnie różne postawy i zachowania mogą być skutkiem tego samego problemu jakim jest zły wstyd, a wynikać bezpośrednio z odmiennych strategii przystosowawczych wypracowanych w celu poradzenia sobie z tym uczuciem. Wyjaśnię to bliżej w dalszej części.
Wiesz już jakie skutki może wywoływać zły wstyd w twoim życiu. Pora zatem wyjaśnić czym jest zły wstyd i skąd się wziął.

Co to jest zły wstyd?
Chociaż zły wstyd może przybierać różne formy i przejawiać się w bardzo zróżnicowanej gamie symptomów, jest to – najogólniej rzecz ujmując – stabilne, bolesne uczucie wiążące się z postrzeganiem i oceną samego siebie jako osoby wybrakowanej, wadliwej, bezradnej i słabej, niepełnowartościowej lub bezwartościowej, albo złej. Osoba dotknięta złym wstydem uważa, że nie jest taka jak powinna być, że nie jest wystarczająco dobra i mądra, aby zasługiwać na szczęście, miłość, szacunek i sukces. Osobie dotkniętej złym wstydem towarzyszy ogólne przeświadczenie, że jest wadliwa i gorsza od innych, oraz silny lęk, że „prawda” na jej temat wyjdzie na jaw, co spowoduje, że zostanie wzgardzona i odrzucona. Zgeneralizowany brak akceptacji dla tego kim jesteś i tego co przeżywasz, łączy się z wieloma, zwykle nieuświadomionymi, przekonaniami dotykającymi fundamentów naszej tożsamości. Oto niektóre z nich:
- jestem nie taki jak powinienem,
- taki jaki jestem – jestem zły,
- jestem bezwartościowy,
- jestem gorszy od innych,
- nie zasługuję na miłość,
- nie zasługuję na to, aby żyć,
- jestem za słaby, aby sobie poradzić,
- nie mogę być sobą, muszę udawać kogoś innego,
- jeśli będę sobą nie dostanę miłości, akceptacji,
- nie zasługuję na szacunek, sukces,
- jest we mnie zło, którego muszę się pozbyć,
- jeśli będę spełniał oczekiwania innych zasłużę na miłość i szacunek,
- muszę być idealny i lepszy od innych,
- wszystko mi się należy, muszę mieć wszystko co chcę,
- jestem słaby i bezbronny,
- nie jestem bezpieczny,
- nie mogę okazać słabości.

Oczywiście każdy z nas przeżywa w swoim życiu wiele trudnych momentów, w których możemy krytycznie oceniać siebie i nasze dokonania. Każdemu, od czasu do czasu zdarza się pomyśleć coś złego na swój temat, jeśli jednak tego rodzaju przekonania są trwałym elementem sposobu postrzegania siebie i rzeczywistości oraz opartych na tym strategii życiowych, wówczas będzie to prowadzić do poważnych, negatywnych konsekwencji obniżających poziom satysfakcji i życiowego dobrostanu. Przekonanie, że jestem nie taki jak powinienem, coś jest ze mną nie tak, nie jestem wystarczająco dobry, żeby zasługiwać na zaspokojenie ważnych dla mnie potrzeb i związane z tym odczucie złego wstydu, jest zwykle tak bolesne, że zrobimy wszystko, aby go świadomie nie doświadczyć. Aby uniknąć konfrontacji z tym, co na głębokim poziomie uznajemy za „prawdę” na swój temat, będziemy tworzyć różnego rodzaju strategie, stany i zachowania pozwalające nam uciekać od niechcianych uczuć i emocji lub im zaprzeczać. Pozornie może się wydawać, że ma to sens, ale w rzeczywistości wszelkie próby uciekania przed emocjonalnym bólem pogarszają tylko naszą sytuację i zwiększają poziom cierpienia. Jeśli przed czymś uciekamy, musimy wierzyć, że to czego się boimy stanowi realne zagrożenie. W ten sposób, to w co wierzymy, a co zwykle nie jest prawdą, staje się samospełniającą przepowiednią, kształtującą nasze przeznaczenie. Jedynym powodem tego, że ludzie robią głupie rzeczy, które szkodzą im i innym, jest to, że wierzą w głupie rzeczy na swój temat i w oparciu o to, nieświadomie kształtują swoją rzeczywistość. Jeśli dostrzegasz, że nie czujesz się tak dobrze jak byś chciał, a w ważnych dla ciebie obszarach życia nie osiągasz satysfakcji, zastanów się w jakie kłamstwo na swój temat wierzysz i je sobie opowiadasz. Uświadom sobie skąd się wzięło i uwolnij się od niego – nie poprzez zaprzeczenie, ale poprzez poznanie prawdy. Widzisz, tak na prawdę nie ma czegoś takiego jak kłamstwo, podobnie jak nie ma czegoś takiego jak ciemność. Ciemność to po prostu brak światła, kłamstwo to brak prawdy, zło to brak dobra i miłości, i tak dalej. Jedynym sposobem na rozproszenie ciemności jest włączenie światła, jedynym sposobem na zdemaskowanie kłamstwa jest poznanie prawdy, a jedynym sposobem na zło jest praktykowanie dobra. Nie zawsze jest to łatwe, ale w dłuższej perspektywie zawsze się opłaca.

Skąd się bierze zły wstyd?

Zanim opowiem o przyczynach powstawania złego wstydu, chciałbym poczynić kilka zastrzeżeń, które pozwolą uniknąć ewentualnych nieporozumień. Po pierwsze, tekst ten nie ma ambicji wyczerpania tematu i wyjaśnienia wszelkich możliwych wątków z nim związanych, z uwagi na fakt, iż temat ten jest bardzo obszerny i złożony. Tekst ten nie ma tym bardziej, ambicji naukowych. Odnosi się do moich własnych doświadczeń oraz wniosków wynikających z pracy coachingowej, które jednakże znajdują silne oparcie w pracach psychologicznych zwłaszcza z zakresu psychologii rozwojowej, psychologii głębi, psychologii schematu, analizy transakcyjnej oraz psychologii akceptacji i zaangażowania. W niektórych fragmentach odnoszę się również do przekazów i nauk wynikających z wielkich tradycji duchowych, które od tysięcy lat próbują nam uświadomić, że jesteśmy czymś znacznie większym i doskonalszym niż nam się wydaje oraz, że nasze poczucie oddzielenia i wybrakowania opiera się na tworzonych przez umysł iluzjach i jest nie uzasadnione.
Chociaż celem tego tekstu jest pokazanie, że za powstanie złego wstydu w decydującej mierze odpowiedzialność ponosi środowisko w jakim kształtowały się nasze wyobrażenia o sobie i o świecie, nie chodzi o to, aby obwiniać kogokolwiek za nasze porażki, czy złe samopoczucie. Wprost przeciwnie. Chodzi o pokazanie, że biorąc pod uwagę okoliczności w jakich przyszło nam żyć, pewne negatywne stany i zjawiska były trudne do uniknięcia. Jednocześnie chcę pokazać, że poprzez uświadomienie sobie przyczyn i mechanizmów tychże zjawisk, możemy jako osoby dorosłe, dokonywać świadomie lepszych wyborów i zmieniać stare szkodliwe programy. Być może, nasza misja życiowa sprowadza się właśnie do tego, aby odkryć i zrozumieć kim na głębokim poziomie jesteśmy naprawdę. Nie da się tego osiągnąć bez zrozumienia i zakwestionowania całej masy kłamstw, w które uwierzyliśmy na swój temat i bez odrzucenia fałszywego ja, które w oparciu o nie wykształciliśmy.
Celem tego tekstu jest pomoc w uwolnieniu się od niszczących schematów i wychodzeniu z roli ofiary, a nie utwierdzanie kogokolwiek w poczuciu pokrzywdzenia. Faktem jest, że zdecydowana większość z nas doświadczyła w swoim dzieciństwie rzeczy, które pozostawiły emocjonalne rany i blizny. Być może doświadczyliśmy przemocy, emocjonalnego chłodu, zaniedbań, nierealistycznych oczekiwań, niezrozumienia, braku dostatecznego zainteresowania, krytycyzmu czy odrzucenia i do dziś nosimy w sobie ból małego dziecka, którego ważne potrzeby nie zostały w pełni zaspokojone. Ten ból z przeszłości ma jednak swoje istotne konsekwencje w naszym dorosłym życiu nie pozwalając nam stać się naprawdę dorosłymi, doświadczać radości i spokoju. Dlatego warto się temu uważnie przyjrzeć, nie po to, aby znaleźć winnego oraz usprawiedliwienie dla swoich niepowodzeń, ale aby zrozumieć, że jako dorośli nie musimy uciekać od bólu z przeszłości ani pozwalać, żeby negatywnie wpływał na nasze życie odbierając nam energię, poczucie bezpieczeństwa i poczucie własnej wartości. Dziecko bardzo często musi zrezygnować z ważnych potrzeb, aby się przystosować i utrzymać iluzję bezpieczeństwa, akceptacji i miłości. Dorosły człowiek nie potrzebuje iluzji aby żyć, co więcej, życie iluzjami nie pozwala nam żyć naprawdę. Kontakt z prawdą jest tym czego potrzebujemy, aby móc w pełni doświadczać życia i czerpać z niego satysfakcję. Nawet jeśli prawda jest bolesna i trudna do zaakceptowania, jest ona w końcowym rozrachunku lepsza niż najpiękniejsza iluzja.

Jak się uczymy złego wstydu?

Kiedy przychodzimy na świat jesteśmy całkowicie bezradni i uzależnieni od innych. Mimo, że początkowo nie wiele rozumiemy z tego co się wokół nas dzieje oczekujemy, że świat się nami zaopiekuje, okaże nam zrozumienie, życzliwość i bezwarunkową akceptację. Mimo, że jesteśmy nieporadni i bezbronni liczymy, że nasze ważne potrzeby zostaną uszanowane i zaspokojone. Poza oczywistymi potrzebami fizycznymi mamy też ważne potrzeby emocjonalne, których zaspokojenie jest podstawowym czynnikiem prawidłowego rozwoju psychoemocjonalnego. Najważniejsze z nich to: potrzeba bezpiecznego przywiązania do innych (obejmująca poczucie bezpieczeństwa i bycia zaakceptowanym), potrzeba autonomii, wolność wyrażania swoich potrzeb i emocji oraz potrzeba posiadania realistycznych granic. Krótko mówiąc oczekujemy, że nasze otoczenie bezwarunkowo zaakceptuje nas i nasze potrzeby i z życzliwością oraz zrozumieniem pomoże nam je zaspokoić, da nam poczucie bezpieczeństwa i bycia kochanym, potwierdzi, że jesteśmy ważni i wartościowi oraz pomoże nam zrozumieć kim jesteśmy. Niestety, często jednak tak się nie dzieje. Oczywistym przykładem jest sytuacja dziecka w rodzinach dysfunkcjonalnych, w których nadużywa się alkoholu lub używa przemocy. W takich warunkach jest mało prawdopodobne, aby emocjonalne potrzeby dziecka spotkały się z akceptacją i zostały zaspokojone. Problem ten nie dotyczy jednak tylko rodzin patologicznych, ale dotyka bardzo wielu tak zwanych normalnych rodzin, w jakich wychowała się większość z nas. Przeważająca część osób, którym zadaję pytanie o dzieciństwo początkowo twierdzi, że ich dzieciństwo było „normalne” a nawet szczęśliwe i beztroskie. Kiedy jednak dochodzimy do wspomnień związanych z emocjonalnym klimatem dzieciństwa, zwykle wychodzi na jaw, że nie czuliśmy się w nim aż tak doskonale jak chcielibyśmy sądzić. Oto kilka powtarzających się wspomnień, z których każdy z nas zapewne wybierze coś, co będzie przypominało mu jego osobistą historię:
- rodzice mieli swoje problemy, z którymi nie do końca sobie radzili,
- któremuś z rodziców brakowało poczucia bezpieczeństwa,
- któryś z rodziców był krytyczny i karzący,
- często byłem karany za różne rzeczy,
- któryś z rodziców był nieobecny fizycznie lub emocjonalnie,
- rodzice dużo pracowali i nie mieli dla mnie czasu,
- w rodzinie występowały częste konflikty,
- w rodzinie panował chłód emocjonalny,
- w rodzinie obowiązywały sztywne normy i zasady,
- w rodzinie istniały tematy tabu,
- często dawano mi do zrozumienia, że jestem nie taki jak oczekuje otoczenie,
- czułem się samotny i nie miałem wsparcia emocjonalnego,
- okazywanie emocji i spontaniczności nie było mile widziane,
- nie pozwalano mi robić tego co lubiłem,
- musiałem odgrywać określoną rolę, którą wyznaczyła mi rodzina,
- stawiano mi bardzo wysokie wymagania i oczekiwano, że będę we wszystkim najlepszy,
- dostawałem wszystko co tylko chciałem,
- pozwalano mi na wszystko,
- zachęcano mnie do rywalizacji i coraz większych osiągnięć,
- rodzice byli nadopiekuńczy i przesadnie troskliwi,
- byłem utwierdzany w przekonaniu, że jestem wyjątkowy i lepszy od innych,
- musiałem zaspokajać emocjonalne potrzeby swoich rodziców.

Mimo, że jako dzieci chcemy się czuć bezpieczni, kochani, akceptowani i ważni, nasze najbliższe otoczenie jest nie zawsze przyjazne, wyrozumiałe i przewidywalne. Zwykle dosyć szybko orientujemy się, że samo „bycie sobą” nie wystarcza do tego, aby zyskać bezwarunkową akceptację swoich opiekunów i otoczenia, a nasze potrzeby nie zawsze spotykają się z życzliwym zainteresowaniem. Smutna prawda jest taka, że mało kto z nas został bezwarunkowo zaakceptowany. Jak pisze Alice Miller w swojej poruszającej książce „Dramat udanego dziecka”:
„Nie pozwala nam się być sobą, ale karze się nam być idealnym odwzorowaniem oczekiwań rodzica, który kształtując „idealne dziecko” próbuje w ten sposób zrealizować swoje niezaspokojone potrzeby”.
Od chwili urodzenia oczekuje się od nas, że będziemy „idealni” – ładni, grzeczni, spokojni, zdolni, inteligentni, mądrzejsi od innych dzieci, nie będziemy sprawiać kłopotów, będziemy uszczęśliwiać swoje otoczenie i być powodem dumy swoich rodziców. Te nierealistyczne, nieracjonalne oczekiwania i pokładane w nas nadzieje nigdy nie zostaną w pełni spełnione i bardzo prędko zostanie nam to zakomunikowane. Już jako małe dzieci zaczynamy się orientować, że pewne nasze zachowania i stany wynikające z dążenia do realizacji naszych naturalnych potrzeb rozwojowych spotykają się z nieprzychylną reakcją otoczenia. Jesteśmy za nie „karani” irytacją, złością, obojętnością lub smutkiem naszych opiekunów. W późniejszym czasie doświadczamy krytyki, surowego traktowania, zmuszania nas do czegoś, zawstydzania, poniżania a nawet różnych form przemocy, przy pomocy których otoczenie stara się nas ukształtować i wpoić nam obowiązujące w nim zasady. Bardzo często nie jesteśmy w stanie znaleźć w tym żadnej prawidłowości ponieważ reakcje naszych opiekunów są niekonsekwentne, nieprzewidywalne i zależne od nastroju w jakim aktualnie znajduje się nasz rodzic. Pierwszą reakcją małego dziecka na frustrację jego potrzeb jest niedowierzanie i złość. Protestujemy i domagamy się należnych nam praw, ale szybko dowiadujemy się, że również sposób w jaki to robimy nie spotyka się ze zrozumieniem. Nie rozumiemy, dlaczego nasze otoczenie nie akceptuje nas takimi jak jesteśmy, dlaczego nas odrzuca i okazuje swoje niezadowolenie. Dysponując bardzo ograniczonymi możliwościami poznawczymi nie jesteśmy w stanie dostrzec, że z nami wszystko jest w porządku, i że to nasze otoczenie ma jakiś problem. Dla dziecka rodzic jest nieomylną wyrocznią. Rodzic nie może się mylić, skoro zatem komunikuje mi, że nie jestem taki jak oczekuje to znaczy, że musi mieć rację – a zatem – coś jest ze mną nie tak. Wtedy pojawia się pierwotny lęk, że możemy zostać porzuceni. Nieprzyjazny, zimny, krytyczny, zirytowany, obojętny lub smutny rodzic to dla dziecka duży problem. Małe dziecko nie jest w stanie zrozumieć, że zachowanie rodzica może być spowodowane innymi czynnikami, będzie więc uważało, że to ono jest tego przyczyną. W pierwszym okresie dzieciństwa rodzic jest jedynym lustrem, w którym dziecko widzi siebie, budując w oparciu o ten obraz fundamenty swojej tożsamości. Jeśli rodzic ma problem, dziecko nieświadomie weźmie na siebie odpowiedzialność za problemy rodzica, uważając, że jest nie takie jak powinno, że jest wybrakowane i złe. To dla dziecka bardzo niebezpieczna sytuacja. Brak akceptacji i życzliwości, emocjonalny dystans lub jawna wrogość oznacza (w przyrodzie) odrzucenie i śmierć. Nie można na to pozwolić, trzeba wymyślić jakiś sposób, aby zyskać przychylność i miłość rodzica, aby zadbać w ten sposób o swoje bezpieczeństwo. Perspektywa porzucenia jest zbyt przerażająca. Chociaż zachowanie rodzica może być trudne do zaakceptowania a odczucie złości lub nienawiści za strony dziecka byłoby w pewnych okolicznościach całkiem uzasadnione i adekwatne, dziecko rzadko kiedy jawnie skieruje złość w stronę rodzica. Wystąpienie przeciw komuś od kogo jesteśmy całkowicie zależni nie wydaje się być dobrym pomysłem. W celu uchronienia się przed odrzuceniem dziecko skieruje swój gniew i agresję do wewnątrz, zakopując w głębinach swojej nieświadomości bombę zegarową, która za jakiś czas ujawni swoją niszczycielską siłę. Dziecko zaczyna szybko orientować się czego oczekują od niego rodzice i adaptować się do oczekiwań, rezygnując z potrzeb, zachowań i skłonności, które wzbudzają niechęć i brak aprobaty. Może też przyjąć strategię odwrotną i zacząć stwarzać problemy jeśli zorientuje się, że w ten sposób skupia na sobie zainteresowanie i uwagę. Smutny fakt jest taki, że mało kto otrzymał w dzieciństwie bezwarunkową miłość i aprobatę. Zwykle otrzymywaliśmy miłość i akceptację zachowując się zgodnie z oczekiwaniami rodziców, miłość i akceptacja była natomiast cofana wówczas kiedy zawiedliśmy. Dla dziecka akceptacja i przychylność rodzica jest równoznaczna z fizycznym przetrwaniem. Aby je sobie zapewnić dziecko musi podjąć decyzję o wyzbyciu się tych zachowań i potrzeb, które spotykają się z dezaprobatą. Aby zachować iluzję miłości i akceptacji, odcinamy i wypieramy jakąś istotną część siebie, która nie została zaakceptowana. Dostaliśmy z zewnątrz informację, że tacy jacy jesteśmy nie zasługujemy na miłość. Zaczynamy więc tworzyć sztuczne, idealne Ja spełniające oczekiwania otoczenia, aby się przystosować i przetrwać w środowisku, które nas w pełni nie zaakceptowało. Zaczynamy wykształcać postawę, dzięki której na zewnątrz będziemy pokazywać tylko to, czego się od nas oczekuje, aż w końcu tak utożsamimy się z tą postawą, że stanie się naszą tożsamością. Sami przestaniemy akceptować te części siebie, których nie zaakceptowało nasze otoczenie. Odcięte potrzeby i części naszej osobowości nie znikają, ale wyparte do nieświadomości zaczynają żyć własnym życiem tworząc równoległą, antagonistyczną osobowość, o istnieniu której zwykle nic nie wiemy. Carl Gustaw Jung nazwał tę część Cieniem. Zepchnięte do Cienia naturalne potrzeby i skłonności z czasem zaczynają przybierać niezdrowe, wynaturzone formy, stając się naszą „Ciemną Stroną”, „Mrocznym Ja”, które będzie realizować się w naszym życiu w sposób dla nas nieświadomy i zwykle nieprzyjemny w skutkach. Im bardziej stłumimy nasze naturalne skłonności dążąc do stworzenia „idealnego Ja”, z tym większą mocą i niszczycielską siłą wyparte części objawią się prędzej czy później w naszym życiu w postaci życiowych dramatów, które nieświadomie sami będziemy kreować. Cień to „zagłodzona” i odrzucona część nas, która domaga się akceptacji. Nie jest „zła” i nie chce nam zrobić krzywdy, ale dąży do integracji robiąc wszystko, abyśmy ją zauważyli i przyjęli. Im silniej się opieramy tym gwałtowniej Cień będzie walczył o swoje prawa, czasem rujnując życie swojego „właściciela”.
Tak wygląda pierwszy etap tworzenia się fundamentu pod zły wstyd. Najpierw uznajemy, że nie możemy być sobą ponieważ bycie sobą oznacza ryzyko odrzucenia, następnie wypieramy związany z tym gniew. Prędko okazuje się jednak, że dążenie do spełnienia oczekiwań otoczenia nie przynosi spodziewanych rezultatów. Mimo, że staramy się jak możemy, ciągle coś jest nie tak, a nasze otoczenie nieustannie informuje nas, że nie jesteśmy tacy jak powinniśmy być. W rzeczywistości, strategia adaptacyjna polegająca na rezygnacji z ważnych potrzeb nie może się sprawdzić, ponieważ to nie z nami jest coś nie tak, ale z otoczeniem, które chce nas wtłoczyć w matrycę swoich oczekiwań i nadziei, często zresztą niespójnych, niekonsekwentnych i pozbawionych sensu. Jeśli często spotykamy się z krytyką, dezaprobatą, irytacją i niezadowoleniem lub bardzo wysokimi wymaganiami albo brakiem zainteresowania, a miłość i akceptację dostajemy warunkowo, nasze poczucie wadliwości, wybrakowania i bezwartościowości będzie się umacniać i rosnąć. Emocjonalny ból związany z poczuciem wadliwości, na której budujemy swoją tożsamość to właśnie zły wstyd. Nikt nie rodzi się z poczuciem, że jest zły, wybrakowany, nie taki jak powinien, nie wystarczająco ładny czy mądry. Zły wstyd nie jest emocją ewolucyjną taką jak złość czy lęk. Zły wstyd to wirus, którym zaraża nas nasze otoczenie, wirusowy program wprowadzony do naszego umysłu, przy pomocy którego świat, w którym żyjemy będzie nas kontrolował, zmuszając nas do spełniania jego oczekiwań w zamian za warunkową akceptację. Zły wstyd jest w istocie pochodną lęku, że zostaniemy odrzuceni za to, jacy naprawdę jesteśmy. Zły wstyd to zła bajka na nasz temat, którą opowiadano nam tak długo, aż w nią uwierzyliśmy. W późniejszym wieku przekonanie, że to kim jesteśmy nie jest wystarczającym powodem, aby czuć się dobrze będzie brutalnie wzmacniane przez nasze dalsze otoczenie: szkołę, środowisko, kulturę i cywilizację w której żyjemy. Niestety żyjemy w otoczeniu, które wcale nie chce, żebyśmy byli ludźmi wolnymi, niezależnie myślącymi i szczęśliwymi. To prawdziwy Matrix, który potrzebuje milionów nieświadomych konsumentów zarabiających dużo pieniędzy i wydających dużo pieniędzy, żeby cała ta potężna machina mogła działać. Nasze prawdziwe szczęście nie tylko nikogo nie obchodzi (poza nieliczną grupą najbliższych nam osób), ale wręcz jest niemile widziane. Ludzie szczęśliwi i spokojni nie potrzebują wiele, mają skromne potrzeby, są kiepskimi konsumentami. Najlepszymi konsumentami różnych dóbr, ideologii, religii, czy innych „patentów na szczęście” są ludzie zestresowani, przestraszeni i nieszczęśliwi, oni kupują najwięcej, żeby chociaż na chwilę zapełnić uczucie pustki, które mają w sobie. Świat w którym żyjemy opiera się na kontroli naszych umysłów poprzez oferowanie nam fałszywych wyborów, które służą komuś innemu, ale zwykle nie nam. Możesz zostać prawnikiem, lekarzem, inżynierem albo biznesmenem – co wybierasz? Możesz kupić sobie taki samochód, albo inny, ale pamiętaj im droższy kupisz tym więcej będziesz wart. Możesz pracować w takiej korporacji albo w takiej, mieć telefon tej marki albo innej, palić zwykłe papierosy albo elektroniczne, jeść śmieciowe jedzenie produkowane przez tego, albo tamtego producenta. Widzisz masz wybór, szanujemy twoją wolną wolę. Tak naprawdę jednak, to nie są żadne wybory, bo cokolwiek wybieramy i tak jesteśmy w Matrixie, który nas wykorzystuje do swoich celów. Od najmłodszych lat jesteśmy programowani i warunkowani nie do szczęśliwego, wolnego życia, ale do spełniania oczekiwań innych, którzy mówią nam, co powinniśmy czuć, myśleć i robić, aby zasłużyć na akceptację i szacunek. Zły wstyd opierający się na przekonaniu, że nie jestem wystarczająco dobry, nie tylko więc odbiera nam poczucie własnej wartości i radość życia, ale umożliwia systemowi w którym żyjemy pełną kontrolę nad nami. Od dziecka daje się nam do zrozumienia, że to kim jesteś i jaki jesteś nie wystarcza do tego, abyś mógł czuć się wartościowym, szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Nasze otoczenie uczy nas, że powinniśmy być wiecznie niezadowoleni z tego, jacy akurat jesteśmy, obiecując, że jeśli bardziej się postaramy, będziemy pracować więcej, osiągać więcej, kupimy dom i samochód czy drogi zegarek, wówczas zasłużymy na szacunek i będziemy mogli poczuć satysfakcję. Zaczynamy wierzyć w tę bajkę i przegrywamy. Sami zaczynamy się łudzić, że jeśli osiągniemy to, czy tamto, kiedy będziemy lepsi od innych, więcej zgromadzimy, to udowodnimy w końcu swoją wartość, staniemy się ważni, bezpieczni i szczęśliwi. Tak się jednak nie stanie. Aby wierzyć, że dzięki osiągnięciu czegoś w przyszłości kiedyś staniemy się wolni i szczęśliwi, musimy cały czas podtrzymywać przekonanie, że to jacy jesteśmy teraz nie jest wystarczającym powodem, aby czuć się dobrze. Zawsze chcemy być kimś innym i mieć więcej. Zaczynamy gonić za iluzją przyszłego szczęścia, które tak naprawdę ma nas uwolnić od wstydu, że nie jesteśmy tacy jak powinniśmy być, a który głęboko ukryliśmy sami przed sobą.
Uczucie wstydu jest tak bolesne i dojmujące, że musimy coś zrobić, aby go nie odczuwać. Zły wstyd to najbardziej bolesne, obezwładniające i niszczycielskie uczucie jakiego możemy doświadczyć. Uczucie, że jest się bezwartościowym, nieważnym, śmiesznym, gorszym, nie takim jak trzeba, nie zasługującym na szczęście i miłość to naprawdę paskudna rzecz. Nie przez przypadek w różnych kulturach wstyd porównywany jest do śmierci: spalić się ze wstydu, umrzeć ze wstydu, zapaść się pod ziemię ze wstydu, etc. Kiedy pojawia się zły wstyd chcemy zniknąć, ulec dezintegracji, stać się niewidzialni. Ogarnięci złym wstydem czujemy się odarci z poczucia godności, bezwartościowi, bezradni i żałośni. Kiedy odczuwamy lęk potrafimy zwykle zachować nadzieję, że to czego się boimy nie nastąpi. Zły wstyd odbiera wszelką nadzieję. Zły wstyd mówi nam: jesteś nic nie wart, nie zasługujesz na miłość i szczęście, i nic nie uda ci się z tym zrobić, bo sam wiesz, że taka jest prawda. Dlatego za wszelką cenę musimy się go pozbyć, usunąć z pola świadomości ponieważ przekonanie, że jesteśmy źli, wybrakowani i nie godni miłości jest niemożliwe do zniesienia. Jeśli na skutek doświadczeń z dzieciństwa i ich interpretacji uwierzymy, że nie jesteśmy tacy jak powinniśmy być, zły wstyd stanie się fundamentem naszej tożsamości, na którym zbudujemy swoje życie. Naszymi wyborami i działaniami będzie kierować nieświadomy lęk przed skonfrontowaniem się z „zawstydzającą prawdą” na nasz temat i chęć ucieczki przed bólem z tym związanym. Zrobimy również wszystko, aby inni nie poznali „prawdy” o nas. Ponieważ, zarażeni złym wstydem, odrzucamy się sami, sami odbieramy sobie prawo do bycia wartościowymi, szczęśliwymi ludźmi, obawiamy się, że inni też to zrobią. Projektując nasz wstyd na zewnątrz, panicznie boimy się, że jeśli otoczenie pozna „prawdę” o nas i dowie się jacy „naprawdę” jesteśmy, zostaniemy „zdemaskowani”, wzgardzeni i ponownie odrzuceni. Tak naprawdę więc, nasz wstyd ma nas chronić przed powtórnym odczuciem odrzucenia, którego już kiedyś doświadczyliśmy. Nasza nieświadomość nie chce zapomnieć żadnego z nieprzyjemnych doświadczeń, za to cały czas obserwuje otoczenie szukając podobieństw do przeżytych wcześniej traum, lub starając się je przewidzieć i uchronić nas przed nimi. Paradoksalnie jednak, chęć uniknięcia powtórnego przeżycia bolesnych doświadczeń z przeszłości sprawia, że musimy podtrzymywać ten lęk, odrzucając się sami. Większość naszych lęków i obaw związanych z przyszłością i nie wiążących się z realnym zagrożeniem zdrowia lub życia, to tak naprawdę lęk przed konfrontacją ze wstydem. Kiedy boimy się utraty pracy, majątku, pozycji, partnera, miłości, zdrowia, zakwestionowania naszych kompetencji lub porażki, w istocie obawiamy się, że okoliczności te ujawnią naszą słabość, bezwartościowość, niekompetencję, nieudolność. Pokażą nam i innym, że nie jesteśmy tak dobrzy jakbyśmy chcieli być, zdemaskują „zatrważającą prawdę” o nas samych, jaką za wszelką cenę chcielibyśmy ukryć przed sobą i przed światem. Ośmieszą nasz idealny obraz siebie, w który tak bardzo sami chcielibyśmy wierzyć. Dla naszego uwarunkowanego umysłu, utrata idealnej wizji siebie to w istocie śmierć, za wszelką cenę będzie się więc bronić, aby do tego nie doszło. Dla ego, ochrona przed uczuciem wstydu jest najwyższym priorytetem, inne rzeczy takie jak nasze szczęście, czy spokój niewiele się liczą. Aby ochronić idealny obraz siebie, ego jest gotowe zrobić każde głupstwo czy świństwo. Ostatecznie, jeśli inne strategie zawiodą, ego pozbawi życia swojego posiadacza, aby nie musieć czuć bólu związanego ze wstydem.

Strategie radzenia sobie ze wstydem.

Nasz pierwotny mózg odpowiadający z nasze fizyczne przetrwanie zna trzy sposoby radzenia sobie z zagrożeniem i cierpieniem: zamarcie w bezruchu, ucieczkę lub atak. W zależności od cech charakteru, temperamentu oraz innych czynników, aby poradzić sobie z bolesnym uczuciem wstydu, wybierzemy jedną z tych trzech strategii radzenia sobie z bólem: podporządkujemy się i staniemy się ofiarami (zastygnięcie w bezruchu), staniemy się nałogowymi unikaczami (ucieczka), albo nałogowymi kompensatorami (atak). Oczywiście może być i tak, że w różnych sytuacjach i rolach będziemy korzystali z odmiennych strategii lub łączyli je ze sobą, tworząc nasz indywidualny i niepowtarzalny styl radzenia sobie z poczuciem niższości.

Podporządkowana ofiara.
Podporządkowana ofiara to osoba, która nie wyparła całkowicie swojego wstydu. Zły wstyd przenika do jej świadomości a ofiara w pełni się z nim utożsamia. „Wie”, że jest gorsza od innych, niepełnowartościowa, mniej zaradna i wybrakowana. Ofiara ciągle porównuje się z innymi i zawsze na tle innych wypada gorzej. Filtruje rzeczywistość w taki sposób, aby zauważać tylko te okoliczności i aspekty, które potwierdzają jej poczucie niższości. Wszystko, co nie potwierdza tego przekonania jest odrzucane albo bagatelizowane. Często przekonanie ofiary o gorszości i braku kompetencji staje się samospełniającą przepowiednią, ponieważ ofiara zwykle nie podejmuje trudnych i ambitnych wyzwań nie wierząc, że sobie poradzi. Ofiara zwykle więc funkcjonuje znacznie poniżej poziomu na jaki rzeczywiście ją stać. Czasem ofiara może być bardzo zaradna i waleczna, ale tylko w sprawach dotyczących innych osób. Sytuacja taka często występuje w przypadku osób pochodzących z rodzin obciążonych problemem alkoholowym, które były zmuszone opiekować się rodzicem alkoholikiem lub pozostałymi członkami rodziny. O swoje potrzeby i prawa ofiara zwykle nie potrafi walczyć i zabiegać, uważając, że nie zasługuje na to, aby jej potrzeby były respektowane. Ofiara zwykle pielęgnuje w sobie poczucie pokrzywdzenia obwiniając świat, ludzi i okoliczności zewnętrzne za swoje niepowodzenia i złe samopoczucie, mając jednocześnie silne przekonanie, że nie sprostała wymaganiom i sobie na to „zasłużyła”. Ofiara często rzeczywiście doświadczyła złego traktowania i rażących zaniedbań ze strony osób odpowiedzialnych za zaspokojenie jej ważnych potrzeb. Ofiara, chcąc uniknąć pogorszenia swojej sytuacji i ostatecznej utraty „miłości” nigdy nie zaprotestowała i nie wyraziła swojego gniewu, biorąc całą winę na siebie. Dlatego, ofiara poza wstydem odczuwa również silne poczucie winy. Świat widziany oczami ofiary jest niesprawiedliwy, nieprzyjazny i okrutny, ale podświadomie ofiara ma poczucie, że sobie na to „zasłużyła”. Z tego powodu, ofiara, pomimo swojego biernego i spolegliwego charakteru nosi w sobie dużo gniewu, którego jednak otwarcie nie okazuje w obawie przed odrzuceniem. Złość na świat, który traktuje ją tak okrutnie ofiara wyraża poprzez nieświadome zachowania bierno-agresywne, które często prowokują otoczenie do zachowań odwetowych, które rzeczywiście mogą być dla ofiary raniące. Mając bardzo słabe poczucie własnej wartości lub nie mając go wcale, oraz nie posiadając w pełni wyodrębnionej tożsamości, ofiara stara się za wszelką siłę przypodobać innym, aby w ten sposób uzyskać potwierdzenie swojej wartości. Warunkowa akceptacja ze strony osób, które ofiara uważa za lepsze od siebie, daje ofierze chwilowe i niestabilne poczucie ulgi, tak jakby „ogrzewała się” w świetle zalet i przymiotów osoby, którą ofiara podziwia. W istocie ofiara wypiera swoją moc i potencjał pozbawiając się ich a następnie, projektuje je na inne osoby, którym potrafi przypisywać nadzwyczajne cechy i właściwości. Często ofiara jest gotowa do pomagania innym i do poświęcania się kosztem realizacji swoich własnych potrzeb. Podporządkowując się i spełniając oczekiwania innych, ofiara ma nadzieję, że w końcu zasłuży na pochwałę i akceptację. W skrajnych wypadkach ofiara przyjmuje postawę cierpiętniczą lub masochistyczną. Ofiara może również przyjmować postawę roszczeniową, uważając, że za jej cierpienie należą się jej szczególne względy i specjalne traktowanie. Ofiara nie rzadko obnosi się ze swoim cierpieniem, czerpiąc z niego poczucie „moralnej wyższości”. Poczucie, że „nikt nie cierpi tak jak ja” daje jej prawo do surowego osądzania innych, co przynosi jej chwilową ulgę w cierpieniu wywołanym niskim mniemaniem o sobie. Swoim zabieganiem o względy i roszczeniowością, osoba taka często zraża innych do siebie potwierdzając w ten sposób swoje przekonanie o własnej bezwartościowości oraz o ludzkiej bezduszności. Ofiara zwykle wybierze sobie takiego partnera oraz najbliższe otoczenie, którzy będą ją traktować w podobny sposób jak ofiara traktuje samą siebie – czyli źle. Jeśli osoba z otoczenia ofiary będzie traktować ją dobrze i z szacunkiem, ofiara uzależni się od niej emocjonalnie, dążąc do oparcia swojego wątłego i pozbawionego wyraźnych granic ego na „swoim idolu”. Ciągłe oczekiwanie pozytywnych wzmocnień i wsparcia ze strony przychylnej osoby, będzie zwykle skutkowało tym, że osoba taka, w celu ochrony swoich granic będzie się emocjonalnie i fizycznie odsuwać od ofiary i jej przytłaczającej roszczeniowości. Związki ofiary zawsze noszą cechy dramatu, stanowiąc zwykle odtworzenie jej wczesnych relacji z ważnymi bliskimi osobami. Ofiara będzie uzależniać się emocjonalnie od swojego partnera cały czas bojąc się, że zostanie porzucona. Obawy ofiary zwykle się spełniają, zwłaszcza jeśli z lęku przed porzuceniem zaczyna obsesyjnie kontrolować swojego partnera, albo całkowicie się mu podporządkowuje. Związki ofiary oparte na współuzależnieniu mogą trwać bardzo długo, dając ofierze poczucia bycia potrzebnym, ale najczęściej są dla niej rujnujące, umacniając w niej schemat ofiary i wyuczoną bezradność. Ofiara dawno już pogodziła się ze swoim smutnym losem, cierpliwie będzie więc znosiła złe traktowanie, które jest dla niej mniej bolesne niż poczucie całkowitego opuszczenia.

Nałogowy unikacz.
Nałogowy unikacz to osoba, która wyparła swój zły wstyd i robi wszystko, aby ten nie przebił się do jej świadomości. Poczucie niższości i wybrakowania nałogowego unikacza czai się tuż pod powierzchnią jego świadomości, wywołując chroniczny lęk przed ujawnieniem się „wstydliwej prawdy”. Nałogowy unikacz jest w ciągłej ucieczce przed tym, w co nieświadomie na swój temat wierzy. Osoba taka wypracowuje szereg sposobów na unikanie sytuacji, które mogłyby obnażyć „prawdę” o nim. Nałogowy unikacz może radzić sobie dobrze w różnych kontekstach i dziedzinach życia pod warunkiem, że stworzy sobie „bezpieczny świat”, w którym nie musi konfrontować się ze swoim wstydem. Często jednak niechęć do podejmowania wyzwań i mierzenia się z trudnymi sprawami skutkuje tym, że unikacz nie wykorzystuje swojego potencjału i funkcjonuje poniżej poziomu na jaki go stać. W związku z tym, że wstyd nałogowego unikacza zwykle pozostaje nieuświadomiony, świadome i nieświadome przekonania unikacza o swoich możliwościach mogą być ze sobą całkowicie sprzeczne. Kierowany świadomymi przekonaniami o sobie unikacz może podejmować trudne wyzwania i osiągać znaczne sukcesy, kiedy jednak do tego dojdzie, nieświadome przekonania unikacza o własnej bezwartościowości mogą dać o sobie znać, prowadząc unikacza do sabotowania własnych dokonań, kwestionowania ich wartości, przypisywania ich szczęściu lub przypadkowi oraz poczucia, że w istocie, wcale na nie nie zasłużył. Dlatego jest prawdopodobne, że unikacz prędzej czy później zaprzepaści i straci to, co z ogromnym wysiłkiem zdobył. Wyparty i projektowany na zewnątrz wstyd unikacza sprawia, że często, na poziomie świadomym czuje się on lepszy, mądrzejszy i bardziej świadomy od innych, zwłaszcza od tych tych, którym powodzi się lepiej. Unikacz raczej nie przyzna się do odczuwania zazdrości, w związku z tym będzie ją konwertował w niechęć do obiektu zazdrości, znajdując pozornie racjonalne powody uzasadniające uczucie niechęci. Cechą charakterystyczną nałogowego unikacza jest niedopuszczanie do siebie negatywnych emocji – nie tylko wstydu, ale również lęku, złości czy smutku. W tym celu unikacz tworzy „emocjonalną zbroję”, która ma go chronić przed bólem niechcianych uczuć, oraz różnego rodzaju nawyki i rytuały, które pozwalają mu oddalić się od negatywnych doznań kiedy te tylko się pojawią lub przetransformować je na coś sprawiającego przyjemność. Nawyki behawioralne mające na celu uniemożliwienie przeżywania negatywnych uczuć często prowadzą do uzależnień i nałogów. Ból emocjonalny i wewnętrzna pustka jakiej doświadcza nałogowy unikacz zostają wówczas przetransformowane w głód nikotynowy, alkoholowy, potrzebę jedzenia, częstego uprawiania seksu, oglądania pornografii, grania w gry komputerowe, robienia zakupów etc. z czym, na krótką metę łatwiej jest sobie poradzić, doświadczając chwilowej ulgi. Wypieranie i „znieczulanie” bolesnych emocji nie powoduje ich zniknięcia. Unikacz kieruje je do wewnątrz i przeżywa w sposób nieświadomy. Skutkiem tego mogą być skłonności depresyjne lub somatyzacja w postaci chorób przewlekłych. W związku z tym, że w przeciwieństwie do ofiary unikacz nie pogodził się ze swoim poczuciem bycia gorszym i bezwartościowym, nieświadomie będzie on zwalczał tę część siebie, której nie akceptuje i której się wstydzi przejawiając różnego rodzaju zachowania autodestrukcyjne. Brak akceptacji dla tego kim jest w ogóle, unikacz może przenieść na poziom swojego ciała i wyglądu dążąc do jego zmiany i modyfikacji poprzez różnego rodzaju zabiegi (drastyczne diety, kompusywne ćwiczenia fizyczne, operacje plastyczne, pircing, tatuaże etc.) Unikacz nie musiał doświadczyć w swoim dzieciństwie żadnej oczywistej krzywdy czy rażącego zaniedbania. Zwykle jednak nie otrzymał wystarczającego emocjonalnego wsparcia, pozwalającego mu na zbudowanie stabilnego poczucia własnej wartości, zaufania do siebie oraz poczucia bezpieczeństwa. Dzieciństwo unikacza naznaczone było poczuciem osamotnienia i emocjonalnego opuszczenia. Nie mogąc za bardzo liczyć na emocjonalne wsparcie najbliższego otoczenia, nałogowy unikacz musiał nauczyć się radzić sobie sam, co było dla niego dużym ciężarem. Często unikacz musiał zaspokajać emocjonalne potrzeby swoich opiekunów, którzy tego od niego oczekiwali. Konieczność stania się „przedwcześnie dorosłym” i dźwigania emocjonalnych ciężarów rodziców, była dla niego tak dużym obciążeniem, że w przyszłości może za wszelką cenę unikać odpowiedzialności zarówno za siebie jak i za inne osoby. Brak wiary we własne możliwości, wynikający z braku pozytywnych wzmocnień płynących z najbliższego otoczenia, sprawia, że konieczność zmagania się z trudami życia, jest dla unikacza ciężka do zniesienia. Dlatego osoby te dążą do zamknięcia się w swoim bezpiecznym świecie, często rezygnując z ambitnych celów oraz dobrze znosząc samotność i izolację. W trybie kompensacyjnym, unikacz może prowadzić barwne, beztroskie życie połączone z różnymi aktywnościami pozwalającymi doświadczać silnych emocji i ekscytacji (podróże, sporty ekstremalne, bogate życie towarzyskie lub erotyczne). Związki to dla unikacza trudny temat. Unikacz pragnie, aby ktoś okazał mu ciepłe uczucia i zaopiekował się nim, ale z drugiej strony boi się przywiązania, bliskości, odpowiedzialności i odrzucenia. Nieświadomie żywi on przekonanie, że taki jaki jest „naprawdę” nie zasługuje na miłość i szacunek, a bliska relacja może obnażyć jego niedoskonałe ja, o którym unikacz nie chce wiedzieć. Dlatego, chociaż unikacz pragnie, aby ktoś go pokochał „takim jakim jest”, nieświadomie będzie sabotować relacje, które mogłyby mu to dać, nieświadomie czując, że przecież nie zasługuje na miłość. Z tego powodu unikacz może stać się osobą hiperniezależną, która będzie twierdzić, że „nie potrzebuje nikogo, kto by go ograniczał” lub będzie wchodził w relacje a następnie wycofywał się z nich, kiedy na horyzoncie pojawi się groźba silnego zaangażowania, ograniczenia jego wolności lub wzięcia odpowiedzialności. Unikacz będzie wybierał też zawody nie wymagające ciągłego kontaktu z ludźmi, pracy zespołowej ani nadmiernej odpowiedzialności. Doświadczany przez unikacza „ból egzystencjalny” jest często motywatorem do rozwoju osobistego i duchowego, co jednak może stać się dla unikacza pułapką. Unikacz nie zawsze będzie gotowy do poszukiwania „prawdziwego siebie” i skonfrontowania się ze swoim wstydem, może więc traktować rozwój osobisty czy duchowy jako bardziej zaawansowaną strategię ucieczkową od tego, czego w sobie nie akceptuje.

Nałogowy kompensator.
Nałogowy kompensator radzi sobie z poczuciem wstydu poprzez walkę ze schematem, który go wyzwala. Poczucie niższości i wstydu zostają głęboko wyparte, przez co nałogowy kompensator traci z nimi jakikolwiek kontakt. Wszystko co robi kompensator ma na celu udowodnienie odmiennej „prawdy” o nim od tej, która została głęboko wyparta. W przeciwieństwie do unikacza, kompensator będzie poszukiwał wyzwań i trudnych sytuacji, aby poprzez sprostanie im lub ich przezwyciężenie udowodnić sobie i światu, że posiada kontrolę, jest lepszy od innych oraz, że zasługuje na szacunek i poważanie. Kompensator będzie dążył do dominacji nad innymi, demonstrowania swojej siły, niezwykłych talentów oraz osiągania spektakularnych sukcesów. Kompensator musi być we wszystkim najlepszy. Patrzy na siebie i swoje dokonania w kategoriach zero – jedynkowych, jeśli nie jest najlepszy to znaczy, że jest nic nie wart. Z tego powodu, życie kompensatora naznaczone jest nieustanną presją i lękiem przed porażką (którą dla kompensatora jest nie bycie najlepszym). Aby osiągnąć sukces i pokonać innych, kompensator jest w stanie zrobić wszystko. Normy etyczne, moralne czy zwykłe zasady przyzwoitości to dla kompensatora często zbędny balast dobry dla słabeuszy i ludzi bez charakteru. Kompensator traktuje świat w kategoriach wygrana – przegrana, dążąc do osiągnięcia przewagi i kontroli w każdym obszarze swojego życia. Im większy wstyd nosi w sobie kompensator, tym bardziej agresywne i raniące innych zachowania będzie przejawiał, aby go skompensować. Kompensator nie akceptuje jakiejkolwiek słabości. Zwykle słabości kompensatora zostały tak silnie wyparte, że ten nie zauważa ich u siebie, natomiast bardzo chętnie widzi je i zwalcza u innych. Noszący głęboko w sobie wstyd z powodu nie bycia wystarczająco dobrym, kompensator będzie chętnie zawstydzał i poniżał innych, wytykał im błędy, krytykował, surowo oceniał i ośmieszał. Z tego powodu oraz z powodu postrzegania rzeczywistości w kategoriach zero-jedynkowych kompensator ma zwykle skłonność do skrajnych postaw i ocen, uznając przy tym swój światopogląd za jedynie słuszny i prawdziwy. Ludzie mający inne zdanie niż kompensator i nie poddający się jego kontroli oraz manipulacjom stają się automatycznie jego śmiertelnymi wrogami. Na zasadzie projekcji atrybutywnej kompensator ceni w innych tylko te cechy, którymi sam się szczyci: siłę, władzę, wysokie kompetencje, brak skrupułów, arogancję i skuteczność w realizacji celów. Kompensator, który w dzieciństwie był ofiarą przemocy, będzie używał przemocy wobec innych – zazwyczaj słabszych od siebie. Absolutna większość zachowań związanych z nieuzasadnionym użyciem przemocy związana jest z kompensacją wypartego wstydu i lęku, który na poziomie świadomym będzie objawiał się w postaci pogardy dla innych, gniewu i agresji. Kompensacja niskiego poczucia własnej wartości i łączącego się z nim wstydu może prowadzić do zaburzeń psychopatycznych, narcystycznych, sadystycznych i border line. Kompensatorem można stać się na kilka sposobów. Jednym z nich jest przejście z pozycji ofiary w pozycję krzywdziciela. Czasem ofiara ma tak dosyć bycia ofiarą, że postanawia to zmienić. Często jednak nie będzie się to wiązało z głęboką pracą mającą na celu uwolnienie się od złego wstydu i poczucia gorszości, ale ze zmianą sposobu radzenia sobie ze wstydem. Wówczas ofiara powodowana gniewem wynikającym z poczucia pokrzywdzenia, postanawia zaprzeczyć swojemu poczuciu gorszości i odegrać się na wszystkich tych, którzy je wywołują. Im więcej krzywd (rzeczywistych lub domniemanych) doświadczyła ofiara, tym większą skłonność w trybie kompensacji będzie miała do krzywdzenia i zadawania bólu innym. Kompensatorem może stać się również osoba, która nigdy nie była krzywdzona, ale której od dzieciństwa wpajano, że jest lepsza od innych, zdolniejsza i powołana do wielkich rzeczy. Nierealistyczne i nieracjonalne oczekiwania i przekazy otoczenia powodują, że osoba taka uważa, iż cały czas musi udowadniać swoją wartość poprzez osiągnięcia, nadzwyczajne dokonania i sukcesy. W przeszłości kompensator uwierzył, że może zasługiwać na szacunek i być kochany tylko wówczas, kiedy osiąga coś ważnego. W głębi ducha wie, że nigdy do końca nie spełni tych oczekiwań oraz boi się, że kiedy przestanie błyszczeć zostanie zapomniany i porzucony. Poczucie, że nie jest się w stanie spełnić wszystkich pokładanych w nas nadziei i oczekiwań, wywołuje wstyd i lęk, których należy za wszelką cenę się pozbyć wybierając przekonanie o nadzwyczajnych zdolnościach i nieustanne dążenie do doskonałości. Kompensator jest w stanie tak głęboko wyprzeć swój wstyd, iż na poziomie świadomym autentycznie będzie uważał się za kogoś wspaniałego, nadzwyczajnego i wyjątkowego, za kogoś, kto posiada szczególne prawa i przywileje wynikające z „faktu”, że jest lepszy od innych ludzi.
Oczywiście, samo dążenie do osiągania sukcesów nie musi mieć podłoża kompensacyjnego, jeśli jednak wiąże się z nadmiernym eksponowaniem swojej pozycji, opieraniem swojego poczucia wartości wyłącznie na osiągnięciach zewnętrznych, postrzeganiem życia w kategoriach walki o dominację i kontrolę, chęcią zniszczenia przeciwników oraz narzucania innym swoich racji, jak również z brakiem empatii i szacunku dla innych, to u podłoża takich zachowań zwykle leży wyparty wstyd, że nie jest się, aż tak doskonałym i wspaniałym jakby chciało się być oraz podświadomy lęk, że świat się o tym dowie. Człowiek akceptujący siebie, posiadający stabilne i adekwatne poczucie własnej wartości, traktujący życie jako nieustanny proces rozwoju wewnętrznego oraz życzliwie nastawiony do innych ludzi, nie musi nic szczególnie udowadniać, nie pragnie dominacji ani kontroli, akceptuje inne racje i postawy, robi to, co ma dla niego wartość i czerpie z tego satysfakcję. Osoba taka, w przeciwieństwie do nałogowego kompensatora zwykle będzie kierowała się potrzebą wnoszenia pozytywnego wkładu w życie innych ludzi zamiast udowadniania, że jest od innych lepsza. Choć bycie nałogowym kompensatorem może wydawać się najlepszą strategią radzenia sobie ze złym wstydem (przynajmniej dla kompensatora), w istocie jednak nie prowadzi to do rozwiązania jego problemu. Jak już pisałem, cywilizacja w jakiej żyjemy zachęca do postaw kompensacyjnych wmawiając nam, że o naszej wartości świadczą nasze sukcesy, dokonania i zgromadzone trofea. Albo jesteś „kimś” (zgodnie z obowiązującymi powszechnie paradygmatami) albo jesteś nikim. Jest to całkowite zaprzeczenie przekazów wszystkich ważnych tradycji duchowych, które od tysięcy lat próbują nam uzmysłowić, że jako istoty ludzkie jesteśmy kimś znacznie większym niż wartość naszych aktywów, dokonań czy pozycji społecznej. W wielu sytuacjach postawy kompensacyjne prowadzą do zachowań agresywnych, aspołecznych, konfliktów, przemocy i nienawiści. Ktoś kto krzywdzi innych i nimi pogardza, musi na głębokim poziomie nieświadomości nienawidzieć sam siebie i tego, za kogo się uważa, musi zaprzeczyć swojej wartości jako człowieka a następnie, przenieść to na świat zewnętrzny oraz innych ludzi i tam zacząć to zwalczać. To w gruncie rzeczy bardzo proste. Jeśli nienawidzisz innych i pogardzasz nimi, nienawidzisz tak naprawdę siebie. Próbując walczyć z innymi i udowadniać swoją wyższość walczysz z tą częścią siebie, której nie akceptujesz i chcesz się pozbyć. Strategia ta skazana jest jednak z góry na porażkę, ponieważ, aby chcieć się czegoś pozbyć musisz wierzyć, że to coś istnieje i ci zagraża. Im więcej więc wysiłku wkładasz w udowodnienie, że jesteś coś wart, tym bardziej wzmacniasz tę wypartą część siebie, która uważa się za wybrakowaną, bezwartościową i złą. W związku z tym, że nałogowy kompensator jest całkowicie odcięty od swojego wstydu, rzadko kiedy dostrzega swój problem i próbuje szukać pomocy. Z punktu widzenia kompensatora to zwykle inni mają problem i powinni się zmienić, aby dopasować się do jego wygórowanych standardów i oczekiwań.

Co robić ze złym wstydem?

Być może w opisach ofiary, nałogowego unikacza lub kompensatora rozpoznałeś niektóre swoje zachowania, nie musi to jednak wcale oznaczać, że zły wstyd jest twoim problemem. Świat w jakim żyjemy jest dosyć skomplikowany i mało przewidywalny, nie zawsze łatwo jest czuć się w swoim życiu dobrze i bezpiecznie bez względu na okoliczności. To normalne, że czasem czujemy się bezradni i zagubieni, to naturalne, że chcemy unikać tego co w naszym przekonaniu jest nieprzyjemne i trudne lub osiągać różne rzeczy, aby poczuć satysfakcję. Jeśli jednak masz wrażenie, że opisane strategie życiowe dominują w twoim życiu, a ty czujesz się niezdolny do odczuwania spokoju, satysfakcji, akceptacji tego kim akurat jesteś, tworzenia głębokich, wartościowych relacji, jeśli permanentnie odczuwasz w życiu pustkę, niepokój, frustrację i brak głębszego sensu, jeśli robisz rzeczy, które szkodzą tobie i innym, to prawdopodobną tego przyczyną jest to, w co wierzysz na swój temat i co, ewidentnie ci nie służy. Możesz zadać sobie pytanie, czy gdybyś na najgłębszym poziomie swoich przekonań stanowiących fundament twojej tożsamości wierzył w to, że jesteś wartościowym, zasługującym na szacunek człowiekiem, gdybyś akceptował to kim jesteś i nie próbował czegoś w sobie zwalczać i na siłę zmieniać to, czy czułbyś się tak jak się czujesz, myślałbyś to co myślisz i zachowywałbyś się tak jak się zachowujesz? Czy twoje życie wyglądałoby tak jak wygląda? Czy wykonywałbyś pracę, którą wykonujesz? Czy otaczałbyś się osobami, którymi się otaczasz?
W tytule tego tekstu nazwałem zły wstyd trucizną duszy, bo niszczy on prawdziwy fundament człowieczeństwa jakim jest: głęboki duchowy kontakt z samym sobą, innymi ludźmi, naturą i otaczającą nas rzeczywistością. Zły wstyd wynikający z zaprzeczenia naszego prawa do bycia tym kim jesteśmy, kwestionuje głębszy sens naszej egzystencji sprowadzając ją do dramatycznej i pełnej bólu walki o możliwe jak najdłuższe przetrwanie oraz zachowanie godności i jak najlepszej pozycji w nieprzyjaznym i nieprzewidywalnym otoczeniu. Zły wstyd odcina nas od Boga (jakkolwiek go rozumiemy) i naszych duchowych potrzeb, każąc nam popełniać duchowe samobójstwo, robi z nas wybryk natury, pomyłkę, zamieniając naszą egzystencję w pozbawioną sensu farsę, w której odgrywamy różne role, ale nigdy nie zdejmujemy maski. Zły wstyd, odcina nas od zasobów i zdolności właściwych tylko ludziom: empatii, odwagi, współczucia, miłości, uwagi, dobroci, radości, spokoju i kreatywności. Zły wstyd jest narzędziem inżynierii społecznej i kontroli naszych umysłów. Zły wstyd czyni nas niewolnikami systemów, które dają nam warunkową akceptację i szacunek oferując nam obietnicę „zasłużenia” na miano „wartościowego człowieka”. Poczucie osamotnienia, wyobcowania i zagrożenia związane ze złym wstydem skłania nas często do poszukiwania „rodzin zastępczych”, które zdefiniują naszą tożsamość, dadzą poczucie przynależności, siły i dumy, których sami się pozbawiamy (systemy totalitarne, armia, grupy przestępcze, sekty, grupy religijne, grupy nastawione na walkę z kimś lub czymś). Zły wstyd nie pozwala nam być wolnymi ludźmi realizującymi swój niepowtarzalny potencjał i zdolności. Społeczeństwo zaraża nas chorobą złego wstydu a następnie łudzi nas obietnicą jej wyleczenia lub przynajmniej złagodzenia. Im bardziej jednak próbujemy uwolnić się od złego wstydu korzystając z „lekarstw” oferowanych przez cywilizację w jakiej żyjemy, czyli zewnętrznych sposobów na „zbawienie” i potwierdzenie swojej wartości, tym bardziej oddalamy się od tego kim naprawdę jesteśmy, wzmacniając jednocześnie chorobę, która niszczy nas od środka. Jest sporo powodów, aby uwolnić się od złego wstydu, jednak większość strategii, które mają nam w tym pomóc pogarszają tylko sprawę. Złego wstydu nie możesz się pozbyć godząc się z nim, uciekając od niego lub zaprzeczając mu i kompensując go sukcesami. Nie możesz tego zrobić ponieważ, uczucie złego wstydu jest jedynie objawem, reakcją na przyczynę jaką jest, będące fundamentem tożsamości przekonanie, że powinienem być kimś innym niż jesteś. Jeśli nie wyeliminujesz prawdziwej przyczyny nie wyleczysz choroby, która niszczy twoją duszę. Będziesz żył za pośrednictwem nieprawdziwej osobowości, przystosowanego do życia w chorym otoczeniu awatara, doświadczając urojonych dramatów, które staną się „twoją prawdą”. Jak mówi „Kurs Cudów”: „wszystko, o co zabiegasz po to, by zwiększyło twą wartość w twych oczach, jeszcze bardziej cię ogranicza, kryje przed tobą twoją wartość i wstawia kolejny rygiel w drzwi prowadzące do prawdziwej świadomości twojego autentycznego Ja”.

Bóg się nie myli, człowiek tak.

Chociaż, zły wstyd jest w pewnym sensie problemem psychologicznym, przede wszystkim jednak, jest problemem duchowym, ponieważ dotyka istoty twojej tożsamości i tego, za kogo się uważasz, a co zwykle nie ma nic wspólnego z prawdą. Prawda jest taka, że bez względu na to, czy w to wierzysz czy nie, zawsze byłeś, jesteś i będziesz kimś niezwykłym, wyjątkowym, kompletnym i wartościowym, posiadającym w każdym momencie wszystko, aby czuć się dobrze, bez względu na to, co robisz, co posiadasz, jakie są twoje osiągnięcia, pozycja czy aktualna sytuacja życiowa. Na głębokim poziomie tego, kim naprawdę jesteś, jesteś dokładnie taki jak powinieneś być. Jesteś doskonałym dziełem inteligentnej natury (ewolucji, Boga, siły stwórczej, wyższej inteligencji, uniwersalnej świadomości etc. – bez względu na to jak to nazwiesz), która nie popełnia błędów, nigdy się nie myli i nie produkuje „bubli”. Jeśli uważasz, że nie jesteś taki powinieneś być, to mylisz się ty. Nie uważasz, że warto byłoby to zmienić? Może, to co napisałem wyda ci się banalnym sloganem rodem z motywacyjnego wystąpienia jakiegoś guru lub tekstem z poradnika pozytywnego myślenia, ale tak nie jest. Chociaż jest to bardzo proste, nie ma w tym nic banalnego. Od tysięcy lat mówi o tym każda tradycja duchowa, ale większość ludzkości nadal tego nie rozumie i nie przyjmuje do wiadomości. Owszem, czasem sytuacja, w której się znajdujesz jest trudna, ale nie rani cię ta sytuacja tylko to, co sobie w związku z nią, na swój temat opowiadasz. Owszem, czasem to co robisz, to jak się czujesz, jak się zachowujesz i to, co wokół siebie tworzysz jest marnej jakości, ale wynika to właśnie z tego, że sam zaprzeczasz swojej doskonałości i kompletności. Uwierzyłeś w kłamstwo na twój temat i teraz to kłamstwo kieruje twoim życiem stając się twoją „prawdą”, która kształtuje twoje życie. Tak jak pisałem, jeśli robisz głupie lub bezwartościowe rzeczy to oznacza, że nauczyłeś się myśleć w głupi i bezwartościowy sposób, ale nie oznacza to, że sam jesteś głupi i bezwartościowy. Pod spodem, zawsze jesteś dokładnie taki jaki w danej chwili powinieneś być.

Odkryj swój wstyd i zrozum skąd się wziął.

Jeśli chcesz uwolnić się złego wstydu najpierw musisz go odkryć. To wcale nie jest proste ponieważ, mimo że wierzysz, iż coś jest z tobą nie tak i sam sobą za to pogardzasz, niechętnie przyznasz się do tego, że sam sobie zadajesz cierpienie. To wymaga sporej odwagi. Musisz zrozumieć podstawowy fakt, żaden człowiek czy okoliczność zewnętrzna nie jest przyczyną twojego emocjonalnego cierpienia. Jeśli odczuwasz cierpienie, to jedyną tego przyczyną jest fakt, że sam siebie atakujesz, znieważasz, karzesz, krytykujesz, surowo oceniasz, stawiasz sobie nierealistyczne i nieracjonalne oczekiwania, porównujesz się z innymi i wciąż masz nadzieję, że kiedyś uszczęśliwi cię jakieś „coś” lub „ktoś”, którego lub kogo nie masz obecnie. Wierzysz, że kiedyś się zmienisz, staniesz kimś innym, lepszym, będziesz mieć fajniejsze życie i wówczas osiągniesz satysfakcję, spokój i w końcu uwolnisz się od swojego wewnętrznego krytyka. To się jednak nie wydarzy. Niezależnie bowiem od tego jak bardzo będziesz się starał zmieniać swoją sytuację życiową, powód twojego cierpienia nie zniknie dzięki temu. Jeśli nie potrafisz czuć się dobrze będąc tym kim jesteś teraz, to wszystko co zrobisz, aby od tego uciec lub temu zaprzeczyć, pogłębi jedynie twój problem. Jedyne czego tak naprawdę potrzebujesz to zmiana stosunku do samego siebie i zbudowanie ze sobą samym relacji opartej na szacunku, wyrozumiałości i życzliwości. Jak uczą tradycje duchowe, dopóki nie pokochasz siebie, twoim życiem będzie kierował lęk i wstyd. Dopóki sam nie przestaniesz się ranić, będziesz żył w przekonaniu, że świat, okoliczności i ludzie cię ranią, nie zdając sobie sprawy, że jest to jedynie twoja projekcja wrogiego nastawienia do samego siebie.
Pokochanie samego siebie może wydać się tobie dziwaczną i niewykonalną ideą. Przecież w swoim mniemaniu jesteś tak niedoskonały! Może myślisz, że jeśli pokochasz i zaakceptujesz siebie takiego jakim jesteś to nigdy już się nie zmienisz i zawsze pozostaniesz taką osobą jaką nie chcesz być. W takiej sytuacji myśl, że mógłbyś pokochać siebie wydaje się niedorzeczna. Tak naprawdę jednak, niedorzeczne jest twoje oczekiwanie, że będziesz szczęśliwy, spełniony i spokojny nie dając sobie prawa do bycia tym, kim jesteś. Akceptując siebie takiego, jakim w danym momencie jesteś, stajesz się taką osobą jaką chcesz być, ale to nie oznacza, że nie możesz się zmieniać i rozwijać. Wprost przeciwnie. Takie nastawienie zmienia ciebie, a wtedy twoje życie też musi się zmienić. Dopiero wtedy przestajesz kierować się lękiem, a zaczynasz kierować się miłością, rozwijasz swój potencjał w sposób naturalny i bez wysiłku, bo usunąłeś mentalne więzy, które do tej pory cię ograniczały. Uwalniasz się od wstydu, który odbiera ci prawdziwą tożsamość i moc. Zaczynasz żyć swoim prawdziwym życiem, a nie fałszywym konceptem idealnego życia i idealnego ciebie, jaki kiedyś narzucił ci świat w którym żyjesz. Stajesz się wolny, bez obaw bierzesz odpowiedzialność za siebie, zamieniasz swoje życie z walki o przetrwanie twojego ego w emocjonującą przygodę, w której każde doświadczenie staje się nową okazją do rozwoju. Wtedy też, dopiero stajesz się zdolny do tworzenia zdrowych relacji i do wnoszenia prawdziwej wartości w życie innych ludzi. Nie traktujesz już dłużej relacji z ludźmi czy przedmiotami jako sposobu na uwolnienie się od jakiegoś deficytu czy cierpienia lub wypełnienie pustki, którą masz w środku. Otwierasz się na prowadzenie przez Uniwersalną Mądrość, z którą jesteś połączony, tak jak każdy element doskonałej natury. Odnajdujesz swoje miejsce, a tak naprawdę, wracasz do domu. Na tym polega cała trudność i paradoks jednocześnie, aby mieć doskonałe życie musisz przestać wierzyć, że jesteś niedoskonały bo to, tylko bajka, którą ci kiedyś wmówiono. Z głębszej, duchowej perspektywy zawsze byłeś i będziesz doskonały, nawet jeśli twój umysł karmiący się iluzjami wmawia ci coś innego i nakłania cię do robienia głupstw. Z biologicznego punktu widzenia jesteś tak samo doskonały jak kwiat, drzewo, pszczoła, ryba, hipopotam, pies, czy kot. Jeśli perspektywa duchowa czy biologiczna do ciebie nie przemawia, postaraj się spojrzeć na siebie i swoje dokonania w możliwie uczciwy i racjonalny sposób. Kiedy to zrobisz stanie się dla ciebie jasne, że na tę chwilę i tak jesteś najdoskonalszą wersją siebie jaką mogłeś stworzyć na poziomie świadomości na jakim do tej pory byłeś. Na ten moment i tak nie możesz być nikim innym. Nie możesz w jednej chwili stać się bogatszy, szczuplejszy, ładniejszy czy zaradniejszy – wszystko to możesz osiągnąć jutro, ale jeśli do zdobycia tych rzeczy będzie popychać cię wstyd i tak nic się nie zmieni. W tym momencie, w którym jesteś, możesz stać się kimś innym tylko w jeden sposób – przestając ze sobą walczyć i okazując sobie szacunek i troskę.

Jak to zrobić, czyli pięć kroków do uwolnienia się od wstydu.
Najłatwiej byłoby po prostu powiedzieć: „taki jaki jestem, jestem wystarczająco dobry, abym mógł czuć się szczęśliwy, nie muszę nic więcej udowadniać”, a następnie żyć radośnie dalej nie rezygnując z ważnych dla siebie planów czy marzeń. Niestety momenty takiego „przebudzenia” nie zdarzają się bardzo często, chociaż ludzie bardzo pragną w to wierzyć. Dobra wiadomość jest jednak taka, że nie musisz czekać na nagły moment oświecenia, aby uwolnić się od kłamstw jakimi się karmiłeś. Po prostu zrób pierwszy krok, a potem kolejny. Zacznij cieszyć się drogą zamiast fiksować się na osiągnięciu jakiegoś wymiernego, spektakularnego rezultatu.

Krok pierwszy.
Pierwszym krokiem do uwolnienia się od złego wstydu jest uświadomienie sobie, że sam zadajesz sobie ból. Osobiście uważam, że jest to kluczowy i niezbędny element procesu. Jeśli nie weźmiesz całkowitej odpowiedzialności za swoje procesy wewnętrzne, będziesz oszukiwał się nadal. Jeśli uważasz, że nie możesz czuć się dobrze ponieważ: świat to paskudne miejsce, ludzie cię nie rozumieją, nie masz osoby, która cię kocha, brakuje ci pieniędzy, masz kłopoty z pracą, twój partner cię nie rozumie, albo masz inne kłopoty, oznacza to, że oddałeś odpowiedzialność za swoje życie czynnikom zewnętrznym, na które często nie masz wpływu. Tak naprawdę nie czujesz się źle z powodu tych, czy innych okoliczności, które uważasz za niesprzyjające, ale czujesz się źle w związku z tym, co w tych okolicznościach myślisz na swój temat! A wierz mi, nie myślisz wtedy nic dobrego. Kiedy „coś” lub „ktoś” przygnębia cię lub irytuje, zadaj sobie pytanie i szczerze na nie odpowiedz: co te okoliczności „mówią”, „świadczą” o mnie, o tym, kim i jaki jestem, co mówią o moich nadziejach, aspiracjach i marzeniach? Oczywiście, żadne zewnętrzne okoliczności nic nie mówią na temat tego kim i jaki jesteś, ale dopóki w to wierzysz będziesz sam na tej podstawie się osądzał, wydawał na siebie wyroki a następnie wymierzał sobie surowe kary, nawet nie zdając sobie sprawy, że sam sobie to robisz.
Weźmy przykład braku pieniędzy. Uważasz czasem, że nie zarabiasz tyle ile byś chciał? Co w tej sytuacji jest dla ciebie prawdziwym problemem? To, że możesz umrzeć z głodu, to, że twoje dzieci nie pójdą do najlepszej szkoły, a może to, że inni mogą uznać cię za nieudacznika? Oczywiście, te rzeczy cię przerażają (poza śmiercią głodową, bo w to raczej nie wierzysz), ale tylko dlatego, że sam negatywnie w związku z tym się oceniasz i tak o sobie myślisz. Bać się tego co pomyślą o tobie inni możesz jedynie wówczas, kiedy wcześniej sam się negatywnie osądzisz. Czy nie zdarza ci się myśleć w opisanej sytuacji, że jesteś do niczego, inni są lepsi, co za wstyd, że nie jesteś bezpieczny, jesteś niezaradny, masz w życiu pecha, etc. Zwróć uwagę, że to tylko twoje subiektywne osądy, diagnozy opierające się na uogólnieniach i innych błędach poznawczych, które stawiasz na swój temat. Zastanów się jak się czujesz kiedy tak o sobie myślisz? Prawdopodobnie nie najlepiej. Być może jakaś sytuacja w twoim życiu daleko odbiega od twoich oczekiwań i warto coś z tym zrobić, ale ty robisz najpierw coś innego, zaczynasz nienawidzieć i atakować samego siebie za to, że „dopuściłeś” do takiej sytuacji. Nawet jeśli oskarżasz za to „los”, tak naprawdę oceniasz siebie jako „ofiarę losu”. Jeśli robisz to cały czas, naprawdę trudno, abyś czuł się dobrze, spokojnie i lekko. Oczywiście, zwykle nie jesteś w stanie tego zauważyć, bo za swoje złe samopoczucie obwiniasz kogoś innego, to pozwala ci żyć w nieświadomości faktu, że atakujesz i ranisz się sam. To dlatego tak istotne jest, aby w pierwszej kolejności uświadomić sobie swoje negatywne emocje skierowane przeciwko samemu sobie, rozpoznać je, zdystansować się od nich i wyrzucić je na zewnątrz. Skontaktuj się z negatywnymi i bolesnymi uczuciami. Pomyśl o kilku rzeczach w twoim życiu, które nie wyglądają tak jakbyś chciał a następnie, powiedz sobie szczerze, albo zapisz na kartce czego w związku z tym w sobie nienawidzisz, czym w sobie pogardzasz, czego chciałbyś się pozbyć, czego się wstydzisz. Jeśli nie potrafisz, zastanów się czego nienawidzisz w innych a następnie uczciwie znajdź to w sobie. Nie chodzi o to, aby się jeszcze bardziej zdołować, ale żeby przed samym sobą wyznać prawdę na temat uczuć w stosunku do siebie. A prawda na ten moment jest taka, że za pewne swoje cechy, czy rzeczy w swoim życiu nienawidzisz się i sobą pogardzasz. Mimo, że nie ma żadnej prawdziwej przyczyny, która uzasadniałaby to uczucie, samo uczucie jest faktem i jeśli go nie zauważysz, nie będziesz w stanie nic z nim zrobić.
W różnych książkach poświęconych rozwojowi zachęca się do powtarzania pozytywnych, wzmacniających afirmacji: kocham siebie, jestem ważny, moje życie jest fajne, świat jest nieprzebranym skarbcem możliwości, przyciągam do siebie pieniądze i szczęście, etc. Zwykle jednak to nie działa, ponieważ na głębokim poziomie wcale w to nie wierzysz. Powtarzając afirmacje czujesz, że sam się oszukujesz i choćbyś powtórzył to milion razy to i tak na końcu usłyszysz w swojej głowie głos, który powie ci, że to nie prawda. Nie martw się więc, że gdy przyznasz sam przed sobą, że czegoś w sobie nienawidzisz świat się zawali. Nic takiego się nie wydarzy. Na ten moment taki jest stan twoich uczuć i wypowiedzenie tego na głos przyniesie ci ogromną ulgę jak wyjawienie wstydliwej, przytłaczającej tajemnicy.
Jest taka scena w filmie „Lot”, gdzie Denzel Washington gra uzależnionego od alkoholu i kokainy pilota samolotu pasażerskiego, który sterując samolotem pod wpływem alkoholu i narkotyków, po awarii silników, genialnym manewrem ratuje życie pasażerów. Denzel ukrywa sam przed sobą, że jest alkoholikiem. Nie może zrozumieć dlaczego komisja badania wypadków lotniczych interesuje się stanem jego trzeźwości zamiast uznać go za bohatera, który uratował kilkadziesiąt osób. W końcu jednak, podczas decydującego przesłuchania przed komisją, kiedy ma szansę wykręcić się od odpowiedzialności mówiąc wyuczone wcześniej kłamstwa, przychodzi moment, że ma już dosyć kłamstw. Wiedząc, że skazuje się na długoletnie więzienie wyznaje całą prawdę, przestaje w końcu uciekać przed odpowiedzialnością, w jednej chwili staje się wolny. Potem, opowiadając swoją historię innym więźniom powie: „To był koniec, jakbym wyczerpał swoją pulę kłamstw. Nie mogłem już powiedzieć ani jednego więcej”. Od tego należy zacząć. Od powiedzenia sobie prawdy na temat tego, co sam sobie robisz.
Kiedy sam zdecydowałem się zrobić to ćwiczenie początkowo było mi trudno przyznać, że mogę sam się nienawidzieć. W miarę zapisywania okazało się, że nienawidzę się za dziesiątki różnych rzeczy! Za to, że nie czuję się szczęśliwy tak jakbym chciał (a jak u licha mógłbym się czuć szczęśliwy nienawidząc się jednocześnie?!!!), za to, że nie zarabiam tyle ile bym chciał, za to, że nie jestem tak mądry i pracowity jak bym chciał i za dziesiątki innych rzeczy. Odkrywając kolejne rzeczy, za które się nienawidziłem w pewnym momencie poczułem ogromny żal, uświadamiając sobie ile bólu sam sobie zadaję i poczułem jednocześnie, że za to też się nienawidzę. Nienawidziłem się za to, że się nienawidziłem! Kiedy to do mnie dotarło zacząłem się śmiać, bo zrozumiałem, że mój umysł tylko szuka czegoś do czego się może przyczepić, bo tworzenie dramatów to jego specjalność.

Krok drugi.
Zastanów się skąd się to wzięło, kiedy i w jakich okolicznościach pomyślałeś tak o sobie po raz pierwszy, kto ci to wmówił, kto ci kazał tak myśleć, kiedy to się wydarzyło. Być może przypomni ci się sytuacja z twojego dzieciństwa kiedy ktoś cię skrzywdził, zawstydził, skrytykował, poniżył, zawiódł, porzucił albo zdradził lub kiedy czułeś się słaby i bezsilny, kiedy nie potrafiłeś poradzić sobie z jakimś problemem, kiedy miałeś poczucie, że nie spełniłeś czyichś oczekiwań i nadziei i poczułeś wstyd albo poczucie winy. Jest bardzo prawdopodobne, że skierowana do wewnątrz nienawiść wzięła się, z któregoś z tych doświadczeń. Nie mogąc wówczas wyrazić słusznego gniewu wobec osoby, która zachowała się wobec ciebie w sposób krzywdzący lub niewłaściwy, albo nie mogąc poradzić sobie z trudną sytuacją, skierowałeś swój gniew na siebie, nieświadomie uznając, że gdybyś był „taki jak trzeba”, lepszy, silniejszy czy mądrzejszy, nigdy by cię coś takiego nie spotkało. To kłamstwo stało się z czasem twoją „prawdą”.
Jeśli uda ci się przypomnieć takie zdarzenie, zamknij oczy i w wyobraźni spotkaj się z tym zawstydzonym, przestraszonym, czy zrozpaczonym dzieckiem jakim wówczas byłeś. Co byś mu powiedział gdybyś wówczas mógł przy nim być, jakbyś go wsparł, jak byś mu pomógł? Czy ubliżałbyś mu, wyśmiewał go, obrażał, atakował za to, że czuje to co czuje? Czy mówiłbyś mu, że jest słabeuszem, nieudacznikiem, że wszystko to jego wina, że sobie zasłużył, że nigdy nic mu się nie uda, i że tak naprawdę nie zasługuje na szczęście? Zapewne nie. Zastanów się zatem, dlaczego bez zastanowienia sam tak często i ochoczo robisz to sobie teraz?

Krok trzeci.
Zrozum, że bez względu na to, czego doświadczyłeś w przeszłości lub doświadczasz obecnie, jedynym powodem tego, że w chwili obecnej czujesz się źle jest to, że sam świadomie lub nieświadomie się atakujesz wzmacniając jednocześnie to, czego tak bardzo chcesz się pozbyć. Jesteś swoim własnym sądem, oskarżycielem, oskarżonym, ofiarą i katem w jednej osobie. Toczysz nieustanną wojnę sam ze sobą, a twój wewnętrzny i zewnętrzny świat odzwierciedla jedynie różne aspekty twoich nieświadomych, wewnętrznych konfliktów. Może myślisz, że czujesz się nie tak jakbyś chciał bo okoliczności twojego życia ci nie sprzyjają, dlatego starasz się na różne sposoby zapanować nad nimi, mając nadzieję, że w ten sposób osiągniesz spokój i szczęście. To jednak mało prawdopodobne. Dopóki bowiem nie zawrzesz pokoju z samym sobą, nie zaczniesz się sam akceptować, szanować i troszczyć się o siebie, żadna okoliczność zewnętrzna nie da ci trwale tego, czego tak usilnie poszukujesz i pragniesz. Jak mówi powiedzenie „miejsce, którego szukasz jest miejscem, z którego szukasz”. Aby zyskać wewnętrzny sposób nie musisz robić nic szczególnego, po prostu przestań sobie robić emocjonalną krzywdę. To wystarczy. Przestań w końcu wierzyć w te wszystkie bzdury i nonsensy, które bez przerwy sobie opowiadasz, przestań wierzyć, że musisz być jakiś, musisz być inny, że coś powinieneś albo, że świat i inni ludzie powinni zachowywać się względem ciebie inaczej. Hasło kampanii przeciwko przemocy w rodzinie brzmi: „Kocham nie biję!”. Odnieś to do samego siebie. Przestań sam siebie bić, a twoje życie zmieni się nie do poznania. Nie staniesz się kimś innym, ale staniesz się prawdziwym, autentycznym sobą. Przestaniesz być w końcu nieprawdziwym tworem uwarunkowań i swojej wyobraźni, którego tak się trzymasz. Być może w grubej, ciężkiej zbroi jaką na codzień nosisz, a która ma cię chronić przed zranieniem czujesz się bezpiecznie, ale przyznasz, że w takiej zbroi ciężko się chodzi po świecie. Zresztą, najgorsze rany, których odniesienia tak bardzo się boisz, zadano ci dawno temu, teraz ropieją pod twoją zbroją, sprawiając, że cierpisz coraz bardziej. Żeby wyleczyć rany z przeszłości musisz wystawić je na świeże powietrze i światło, wtedy same się zabliźnią i przestaną ci dokuczać. Aby tak się jednak stało musisz zdjąć swoją zbroję. Początkowo może cię to przerażać, ale kiedy ściągniesz z siebie to całe zardzewiałe żelastwo, które sprawia, że czasem nie masz siły iść, poczujesz niesamowitą ulgę. Wtedy też zrozumiesz naprawdę, że nikt i nic nie może cię zranić, dopóki ty mu na to nie pozwolisz raniąc sam siebie. Oto kilka sposobów, które mogą ci pomóc.
Zastanów się, co myślisz na swój temat w różnych trudnych sytuacjach: kiedy czujesz się źle, masz depresję, ktoś cię obraził albo skrytykował, straciłeś pracę, odszedł od ciebie twój partner, czujesz się w jakiś sposób zagrożony, czegoś komuś zazdrościsz, nie stać cię na coś co chciałbyś mieć, zachorowałeś, coś ważnego w twoim życiu idzie nie tak, albo coś przykrego spotkało ważną dla ciebie osobę. Sytuacja jest jaka jest, może być obiektywnie trudna, czy nieprzyjemna. Dlaczego jednak tak bardzo cię boli? Dlaczego bierzesz ją osobiście i uważasz, że mówi coś o tobie, na temat tego kim i jaki jesteś? Odkryj co w danej sytuacji myślisz na swój temat, co sobie na swój temat opowiadasz? Jeśli zauważysz, że w związku z jakąś sytuacją, czy stanem nienawidzisz siebie, pogardzasz sobą, z ciekawością badacza zadaj sobie pytanie: Dlaczego? Jeśli będziesz uczciwy w stosunku do siebie i dostatecznie wnikliwy przekonasz się, że to nie sytuacja jest trudna czy bolesna, ale twój ból, lęk, smutek, wstyd, poczucie winy lub gniew wynika z twojej interpretacji tego co się wydarzyło (lub przewidywania tego, co się może wydarzyć) i z twoją negatywną oceną samego siebie w związku z okolicznościami, w których się znalazłeś. Twoim zadaniem jest dotarcie do tego, co w związku z tym myślisz na swój temat uznając to za uniwersalną prawdę o tobie.
Oto kilka przykładów.
Straciłem pracę – czuję się zawstydzony, zagrożony i smutny – okazałem się niewystarczająco dobry – czuję lęk, co teraz będzie? – nie poradzę sobie – jestem nieudacznikiem – nigdy nie osiągnę sukcesu.
Odszedł ode mnie partner – czuję gniew, poniżenie, smutek – okazałem się niewystarczająco dobry – zawsze przyciągam do siebie osoby, które mnie ranią – czuję lęk, że nigdy nie znajdę nikogo z kim będę szczęśliwy – nie zasługuję na miłość i szczęście.
Mam depresję – czuję smutek, bezradność, beznadzieję – jestem słaby, jakieś tajemnicze złe siły rządzą moim życiem – tak już będzie zawsze – nie poradzę sobie z tym, to mnie przerasta – nigdy nie będę szczęśliwy – szczęście jest dla innych, ale nie dla mnie – jestem wadliwy i nie ma na to rady.
Mam nadwagę – czuję wstyd, bezradność – tyle razy próbowałem się odchudzać i nigdy mi nie wyszło – zawsze będę gruby i nieatrakcyjny – brak mi charakteru – nikt nie będzie chciał ze mną być – tak naprawdę nie zasługuję na miłość i szacunek.
Zawsze chodzi o ciebie i o to, co o sobie myślisz. Jeśli pozwolisz, aby niechciane sytuacje cię określały i definiowały będziesz zawsze ich ofiarą.

Krok czwarty – zakwestionuj to.
Może myślisz, że krytyczne myślenie na swój temat jest w danych okolicznościach uzasadnione i naturalne. Prawda jest jednak taka, że myślałeś tak o sobie dużo wcześniej, a trudne okoliczności życiowe jakich doświadczasz są jedynie zewnętrznym skutkiem tego w co na swój temat wierzysz.
Kiedy odkryjesz negatywne przekonanie lub myśl na swój temat poddaj je racjonalnej ocenie i zastanów się, czy spełniają one kryteria „zdrowego myślenia”. Zdrowe Myślenie:
Opiera się na prawdzie (faktach),
Pozwala ci dbać o twoje zdrowie, życie i poczucie własnej wartości,
Pomaga ci skutecznie realizować ważne dla ciebie cele,
Pomaga ci czuć się dobrze w twoim życiu bez używek i uzależnień,
Pomaga ci budować głębokie zdrowe relacje z innymi ludźmi,
Pomaga ci unikać konfliktów lub je rozwiązywać,
Pomaga ci zwiększać swoją świadomość i rozwijać swój potencjał,
Pomaga ci wnosić pozytywną wartość do otaczającej cię rzeczywistości.

Możesz wykorzystać też metodę The Work, opracowaną przez terapeutkę i nauczycielkę duchową Byron Katie, która opiera się na czterech pytaniach:
Czy to w co wierzę jest prawdą?
Czy mogę mieć całkowitą pewność, że to prawda?
Jak się czuję i co robię, kiedy w to wierzę?
Kim bym był i jak wyglądałoby moje życie, gdybym w ten sposób nie myślał?

Kiedy już to zrobisz zastanów się jakie przekonanie byłoby dla ciebie lepsze i bardziej wspierające, zapisz je i sprawdź, czy spełnia ono zasady zdrowego myślenia. Kiedy zaczniesz to robić zorientujesz się, że żadna negatywna myśl na twój temat nie jest prawdziwa i bez trudu możesz znaleźć na to dowody.

Krok piąty – wybacz innym i sobie.

Być może ktoś cię kiedyś skrzywdził, zawstydził albo zdradził. Może sam zrobiłeś coś podłego czego do tej pory się wstydzisz. Dopóki tego nie puścisz i będziesz pielęgnować w swoim umyśle, dopóty będziesz więźniem swojej przeszłości, która będzie wpływać na twoją teraźniejszość i przyszłość. Wybaczanie służy wybaczającemu, zrób to dla siebie. Wybacz też sobie to, że tak długo raniłeś się sam, chciałeś dobrze, myślałeś, że inaczej się nie da. Teraz już wiesz. Nie musisz dłużej tego robić. Do przeprowadzenia procesu wybaczania mogą ci pomóc techniki radykalnego wybaczania i samowybaczania, które bez trudu znajdziesz w internecie.

Mógłbym jeszcze długo pisać na temat technik pracy z własnym umysłem i emocjami, ale na razie tyle w zupełności wystarczy. Zresztą, nie potrzebujesz szczególnych technik do tego, aby stać się autentycznym sobą. Jedyne czego potrzebujesz to przestać wierzyć w kłamstwa na swój temat. Kiedy runie mur kłamstw wyłoni się prawda. Jaka to prawda i co z tego wyniknie nie jesteś w stanie przewidzieć, ale z całą pewnością spodoba ci się. Kiedy znajdziesz w sobie odwagę aby zmierzyć się ze swoim złym wstydem i uwolnić się od niego, przestając oddawać mu swoją energię i podtrzymywać go swoim sposobem myślenia, odzyskasz swoją moc, radość i wewnętrzny spokój, a twoje życie stanie się odzwierciedleniem tego, co jest w tobie najlepsze i nienaruszalne. Nie oznacza to, że z twojego życia znikną wszystkie niechciane sytuacje i problemy. Nie będą jednak dłużej cię określały i odbierały ci szacunku do samego siebie. Ty zaś staniesz się bardziej świadomy, wolny i spokojny, co na pewno korzystnie wpłynie na całe twoje życie. Powodzenia!
Podsumowaniem tego, czym chciałem się z tobą podzielić niech będzie końcowa scena ze wspomnianego wcześniej filmu „Lot”. W scenie tej, przebywającego w więzieniu Denzela Washingtona odwiedza syn, prosząc go o pomoc w napisaniu eseju pod tytułem: „Najbardziej fascynująca osoba, której nigdy nie poznałem”. Kiedy siadają naprzeciwko siebie, chłopak stawia przed ojcem dyktafon, patrzy mu w oczy i pyta: „Kim jesteś?” Zaskoczony ojciec zastanawia się, a potem stwierdza, że to „dobre pytanie”.
Tak, to bardzo dobre pytanie, może najlepsze jakie możemy sobie zadać, bo jeśli naprawdę będziesz chciał znaleźć odpowiedź, to prędzej czy później zrozumiesz i poczujesz, że najbardziej fascynującą osobą, której nigdy nie poznałeś, a której zawsze szukałeś, jesteś ty sam.